Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 25)
  • Autor
    Wpisy
  • Anulek
    Uczestnik
      Liczba postów: 26

      Według mnie nauczycielem powinien być ktoś z powołaniem. Bez tego cała praca traci sens. Mam koleżankę która jest nauczycielką po studiach podyplomowych, więc zajmuje się też dziećmi z problemami – rozumiesz, ADHD, dysleksja i tym podobne. Ale ona sama ze swoim facetem przynajmniej 2 razy w tygodniu robi ostrą popijawę i dla niej problem alkoholowy zaczyna się przy piciu taniego wina i denaturatu połączonego z eksmisją i utratą pracy. Jak więc ona zareaguje na dziecko które będzie źle opisywać rodzica pracującego, utrzymującego rodzinę? Ona wie lepiej, to przecież terapeutka…

      Anulek
      Uczestnik
        Liczba postów: 26

        Chcę jeszcze zwrócic uwagę na fakt, że mi forum też zasadniczo nie było niezbędne. Jednak pomyślałam, że dobrze porozmawiać z osobami, które nie deprecjonują problemu alkoholu w domu. Często traktowano mnie jak wyolbrzymiającą wszystko panienkę gdy mówiłam o tym, jak ohydną sprawą jest ojciec alkoholik. Nawet nauczyciele w szkole twierdzili, że alkohol jest dla ludzi, a problem jest we mnie, bo nie umiem zaakceptować swego ojca.
        Do dziś pamiętam niekończące się zdziwienie po obu atakach delirium u mojego ojca…Przecież nikogo nie bił, pracował, dlaczego?… Ale ja wiedziałam już od dawna, ja i moja matka.

        Anulek
        Uczestnik
          Liczba postów: 26

          No i świetnie Katarzynko. Jednakowoż po raz kolejny mówię ci, że w moim mieście nie ma dobrej terapii, DDA nie ma wcale, najaktywniej działa AA – miałam tego ponury przykład. A na forum brak dyskusji, wymiany doświadczeń, czyli tego, czego można się spodziewać. Niby to nie takie ważne, każdy myśli jak mu dobrze, ale właśnie dlatego człowiek nie ma chęci wyrażać własnego zdania! Tu nikt nie pyta: "Dlaczego tak myślisz?", ale woła głośno:"Nie masz racji!", też darując sobie argumentację.

          Anulek
          Uczestnik
            Liczba postów: 26

            Niestety, zgadzam się z Danuelem. Niestety, bo obraz forum jaki on przedstawił jest prawdziwy lecz niezbyt pozytywny. Na każdym kroku mnóstwo jest opinii domorosłych psychologów i terapeutów amatorów. Wciąż toczą się dyskusje na tematy cudzych myśli, ale nie uzyskałam prostej i konkretnej odpowiedzi na temat terapii w mojej okolicy. Pewnie gdybym zaczęła lać wodę na tematy uczuciowe, czy na temat jakichś wyimaginowanych lęków, to dyskutantów byłoby więcej.

            Anulek
            Uczestnik
              Liczba postów: 26

              Czy miłość musi być wielka i szalona? Ja wyszłam za mąż bez szaleństwa, wszystko było zaplanowane i przemyślane, wcale nie byliśmy ze sobą długo przed ślubem. Ale miałam wielu partnerów przed moim mężem i bywały też w moim życiu "wielkie szalone miłości". Ale życie to nie film, wszystko traci pierwszy smak, ważne co jest w środku, po otwarciu pudełka, prawda? Czasem taka miłość to fałsz, takie właśnie puste pudełko opakowane w piękny papier, z olbrzymią kokardą… Szalona miłość wcale nie jest synonimem tej prawdziwej miłości, uwierzcie mi. Miałam okazję wielokrotnie słyszeć wyznania miłosne i sama nimi szastałam, ale wiem, że nie było to nic warte.
              Z moim mężem nie wyznajemy sobie miłości co pięć minut, ale wiemy najlepiej co czujemy do siebie, okazujemy to sobie w każdej chwili.

              Anulek
              Uczestnik
                Liczba postów: 26
                w odpowiedzi na: ile kosztuje przytulenie #46909

                Wydaje mi się, że nie trzeba nic dawać. Ja nigdy nie myślę o bliskości drugiego człowieka w kategoriach brania i dawania. Kiedy ktoś na to zasługuje, to uczucia wypływają z nas same, po to przecież są, by dzielić się nimi z innymi ludźmi! Ja często cierpiałam, bo nie jestem lubianą osobą, ale nie martwię się już tym. Dzielenie się sympatią z osobą która na to nie zasługuje jest jak danie prezentu, który nie cieszy – ledwie się odwrócisz, a twój dar wyląduje w śmietniku…Tylko gdy masz do czynienia z osobami nieodpowiednimi dzielenie się uczuciami jest biznesem, handlem wymiennym. Z prawdziwym kolegą, przyjacielem, czujesz się na pikniku, gdzie oboje przynosicie koszyki pełne pyszności i nie myślicie: "To dla niego", ale:"To dla nas!" Ja właśnie tak to widzę…

                Anulek
                Uczestnik
                  Liczba postów: 26
                  w odpowiedzi na: Życie ze złością #46759

                  Wiecie, to dziwne, ale ja nigdy tego nie łączyłam ze sobą! Wasze słowa są trochę jak odkrycie… Niedawno chcieliśmy z mężem spłacić mego ojca, bo on też jest zameldowany w naszym mieszkaniu. Kiedy wreszcie udało mi się z nim spotkać (nie wiem gdzie on mieszka, więc kontakt nie jest łatwy) to po złożeniu propozycji z mojej strony ojciec zaczął coś kręcić, w końcu przyznał, że chce, by przeanalizowało to jego rodzeństwo. I wtedy poczułam ogromną falę nienwiści, niby z niczego, ale miałam ochotę zrzucić ojca ze schodów. A wieczorem marzyłam, że biję i kopię jego siostrę oraz brata, i to dało mi ulgę. Aż wstyd mi o tym opowiadać, takie to głupie. Nawet mężowi o tym nie mówię.

                  Anulek
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 26
                    w odpowiedzi na: Życie ze złością #46753

                    Na pewno zebrałam sporo przykrości przez całe życie od rodziny – dokładnie od rodziny ojca, jego brata i sióstr. Był on traktowany jak lokalny głupek, nieudacznik, najmłodszy w rodzinie, ten, który "nie wyszedł" rodzicom. On tego nie zauważał, ale ja już jako dziecko zbierałam tego plony. Miałam zabawki, odzież jaką tylko chciałam, lecz w domu nie było nic nowego. Ojciec zbierał od rodzeństwa stare meble i sprzęt, kiedy oni kupili sobie coś nowego. Słyszałam słowa na temat ojca, były bardzo bolesne i poniżające, i już wtedy chodowałam swą nienawiść. I do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego osoby pozornie inteligentne, na pewnym poziomie moralnym, nie potrafiły rozgraniczyć alkoholika który nie chce przestać pić i jego córki i żony, które cierpią katusze u jego boku!

                    Anulek
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 26
                      w odpowiedzi na: Życie ze złością #46748

                      Na pewno coś w tym co piszesz jest prawdą Katarzynko. Jednak najbardziej niepokoi mnie to, że w moim domu nie było przemocy, mój ojciec nawet zapity jak świnia był potulny niczym baranek. Ja, rozpieszczana jedynaczka, nie zbierałam nawet klapsów. Natomiast ja stosując przemoc myślę tylko o tym, by tej drugiej osobie sprawić ból, by poczuła cierpienie. Nie jestem osobą lubianą ani towarzyską, inni twierdzą że zadzieram nosa i zachowuję się jak dama. Ale to niezupełnie jest tak. Ani ja, ani mój mąż nie dotykamy alkoholu, chociaż jesteśmy jeszcze młodymi ludźmi. A życie towarzyskie wśród ludzi mi znanych opiera się na alkoholu. I to mnie deprecjonuje w ich oczach na starcie. Tłumaczenia, że nienawidzę alkoholu bo naoglądałam się jego możliwości u własnego ojca nie przemawia raczej do ludzi. Twierdzą: "Ale drinka czy piwo możesz wypić!". A ja nienawidzę ALKOHOLU I LUDZI KTÓRZY GO DOTYKAJA! Często mam ochotę powiedzieć komuś: "Uważam, że jesteś byle kim, bo pijesz!". Lubię poniżać pijących, niekoniecznie alkoholików, i to są moje kajdany.

                      Anulek
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 26
                        w odpowiedzi na: Życie ze złością #46741

                        Bardzo chciałabym, żeby moje ataki złości przebiegały tak, jak to opowiada np. edziatko. Jeśli czytaliscie moje poprzednie posty to wiecie, że ja stosuję często przemoc fizyczną (jakkolwiek to brzmi w ustach kobiety). Chciałabym móć wyładować się krzycząc na szefa, ale to za mało. I tak naprawdę to nigdy nie spotkałam się z kimś o podobnym problemie…

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 25)