Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #488289
Chodzę na terapię i biorę leki. Zdiagnozowano u mnie rys narcystyczny/borderline. Odkąd leczę się to objawy są mniej uciążliwe, to dla mnie bardzo ważne. Nie płaczę już, a poczucie winy prawie zniknęło. Mam ogólnie żal do tego co się wydarzyło, ale nie obwiniam już siebie ani partnera. Ale też nie chcę wspominać zaręczyn i nie potrafię nosić pierścionka. Chcę to wymazać.
Ja też wiem, że to tak naprawdę nie jest najważniejsze i że to tylko papier… Ale mimo wszystko czasem o tym myślę. Staram się odpuszczać, bo wiem że presją to zły kierunek. Będzie co ma być. Partner myśli o ślubie nadal kiedyś. Mi to już jakby obojętne, mam mniej presji.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 1 tydzień temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #488088Jeszcze wracając do tej motywacji partnera do ślubu (wojna, choroba) i tego, że on to widzi w odległej przyszłości (np. za 10 lat)… Boję się, że to moje działania są tego przyczyną. On twierdzi, że nie, ale nie może w 100% stwierdzić, że myślał tak od początku, bo w sumie nie wie. I to mnie też zatruwa. W końcu ludzie na siebie wpływają… Więc możliwe że jestem odpowiedzialna nawet za to, że mówi o tym w tak odległym terminie. Może wcześniej nawet nie myślał o tym kiedy by to się miało stać. A teraz ten odległy termin wynika z tego, że temat mu zbrzydł.
Nie mam możliwości sprawdzenia jak było kiedyś, bo o tym nie rozmawialiśmy.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 2 miesięcy temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487925O, nie wiedziałam nawet o istnieniu takiego pojęcia jak asystent zdrowienia, ciekawe 🙂
Na razie nie zanosi się u mnie na wyjście z kryzysu… Czasami mam trzeźwy umysł i zaczynam mieć do tego jakiś dystans. Zauważam wtedy, że moja reakcja była w pewnym stopniu zrozumiała przez niepewność, którą czułam w tym temacie. Jednak to są krótkie momenty. Dziś znowu wieczorem miałam „atak”. Tym razem poczułam, że w jakiś sposób upokorzyłam się przez tą sytuację i nie czuje się już tak pewnie w związku jako kobieta jak kiedyś. Że jestem na gorszej pozycji… Wiem, że partner się stara i jest dla mnie dobry. Ale czasem ciężko pomieścić w sobie sprzeczne uczucia. Łatwiej jest widzieć świat czarno-biało.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487915Dzięki za polecenie, sprawdzę 🙂
Ostatnio grzebię w publikacjach naukowych dotyczących zaburzeń osobowości. To może trochę moja nowa obsesja, ale jest zaleta – wreszcie czytam coś w języku angielskim 😀
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487913Pozwalam sobie tu na uzewnętrznianie, ale wiem, że nikt tutaj nie rozwiąże moich problemów, nie oczekuje tego. Nie wiem dlaczego, ale potrzebuje to wyrzucić z siebie… Poza terapią też. Przez to, że tego jest tak dużo.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487908Z psychoterapią i lekami w zasadzie mam do czynienia od wieku nastoletniego przed depresję i stany lękowe. Do tej pory radziłam sobie na minimalnych dawkach leku i byłam po 5 letniej terapii. Właśnie to wydarzenie spowodowało, że rozpoczęłam kolejną terapię i biorę teraz leki stabilizujące nastrój. Jest o wiele lepiej, głównie dzięki lekom, bo terapię dopiero zaczynam. Bez leków to była męka.
Wiem, że to wszystko nie wygląda ciekawie i za daleko to zaszło.
Naszła mnie taka refleksja, że w dzieciństwie byłam pod kontrolą ojca + liczyły się głównie jego zmienne nastroje/wybuchy złości. Każdy dzień to było życzenie, żeby nie był zły. Złości nie kierował do mnie, ale bardzo mnie dotykała sytuacja w domu, przeżywałam co się dzieje.
Ja byłam jego ulubienicą, kochaną córeczką (dostawałam wszystko co chcialam i nie miałam obowiązków) i trochę powiernicą (może coś a’la parentyfikacja), ale nie mogłam w pełni wyrażać siebie, bo ojciec się wtedy obrażał. Musiałam uważać na to, co mówię. Zawłaszczył mnie. Czułam że się duszę i jak tylko mogłam, wyprowadziłam się i usamodzielniłam (wiele lat temu). To co zostało to izolacja od innych, potrafię być sobą tylko w bardzo bliskich związkach. Wobec obcych zwykle podporządkowuje się. Często chce mieć coś na już, chociaż w większości to kontroluje. Takie dwie sprzeczności – jestem uległa i zdystansowana wobec obcych, ale w związku nie boje się wyrażać swojego zdania. Poplątane.
Ale za mną były lata terapii, czułam się już dobrze…Przykro mi, że znowu wpłynął na moje życie… Powinnam była może w ogóle mu nie mówić o moim związku. Zniszczył tak ważny dla mnie temat, kolejny raz na mnie wpłynął. Mimo że wielu informacji mu nie przekazuje i go dystansuje, to jakimś dziwnym sposobem znów na mnie wpłynął. Może mogło to się potoczyć inaczej… Gdybym nie czuła tego ciśnienia, to może przyszłoby to wszystko naturalnie, nawet po wielu latach byłoby to coś pięknego (zaręczyny).
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487905Moje obwinianie się ma związek z tym, że bardzo chciałam, żeby to partner wyszedł z inicjatywą za drugim razem… I tak już wspomnienie o pierścionku to nie było coś komfortowego. Właściwie nigdy nie chciałam o tym mówić.
Niestety partner przez 5 lat o tym milczał, przy wręczaniu mi pierścionka też. Ja tak bardzo chciałam żeby to wyszło od niego. Dla mnie to było dziwne, że przy wręczeniu mi pierścionka nie wspomniał nic o tym.
Czuje też, że nie do końca dałam na to przestrzeń. Tzn dałam, ale widocznie za mało… Wiem, że są osoby, które później o tym zaczynają myśleć… Ja nie dałam rady dotrwać do tego momentu i tego nie mogę sobie wybaczyć.
Można powiedzieć, że to ojciec rozpoczął ten temat w mojej głowie. Ale ja sama gdzieś w środku tego chciałam. Poczuć się taką… wybraną.
Ale tak, nienawidzę tego, że ojciec się w to wmieszał, tak mi przykro że jednak trochę na mnie wpłynął. Wyobrażam sobie, że gdyby tego nie zrobił, to może partner pierwszy by poczuł chęć tego całego ślubu. Bez moje presji. Tak bardzo mi przykro 🙁
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487899Może zrobię mały update, od ponad miesiąca jestem na terapii, na razie czekam na oficjalną diagnozę. Leki działają na mnie dobrze, ale objawy jeszcze pozostają. Jednak myślę, że to dobrze. Łatwiej o tym mówić na terapii, kiedy te emocje są bardziej dostępne.
Moje odczuwanie i myślenie o całej sytuacji, gdy porównać je do tego sprzed roku, niewiele się zmieniło.
Mam ataki paniki, kiedy uświadamiam sobie co się stało i jest ze mną ta sama myśl: że ja do tego doprowadziłam i wszystko zniszczyłam. Bardzo mi z tym ciężko. Samo poczucie, że cała kwestia zaręczyn i ślubu jest przegrana, jest dla mnie nie do zniesienia. Nie potrafię z tym żyć i nie wiem co będzie dalej. Płaczę mniej, bo leki mnie blokują, ale ból jest podobny. Czuje się w tym sama, bo to ja do tego doprowadziłam. Czasem myślę, że zwariuję od tego.
Zauważam głównie dwie rzeczy: że przez tą sytuację pękło mi serce oraz poczucie winy. Jakieś głębokie cierpienie, którego nie rozumiem.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487898Może zrobię mały update, od ponad miesiąca jestem na terapii, na razie czekam na oficjalną diagnozę. Leki działają na mnie dobrze, ale objawy jeszcze pozostają. Jednak myślę, że to dobrze. Łatwiej o tym mówić na terapii, kiedy te emocje są bardziej dostępne.
Moje odczuwanie i myślenie o całej sytuacji, gdy porównać je do tego sprzed roku, niewiele się zmieniło.
Mam ataki paniki, kiedy uświadamiam sobie co się stało i jest ze mną ta sama myśl: że ja do tego doprowadziłam i wszystko zniszczyłam. Bardzo mi z tym ciężko. Samo poczucie, że cała kwestia zaręczyn i ślubu jest przegrana, jest dla mnie nie do zniesienia. Nie potrafię z tym żyć i nie wiem co będzie dalej. Płaczę mniej, bo leki mnie blokują, ale ból jest podobny. Czuje się w tym sama, bo to ja do tego doprowadziłam. Czasem myślę, że zwariuję od tego.
Zauważam głównie dwie rzeczy: że przez tą sytuację pękło mi serce oraz poczucie winy. Jakieś głębokie cierpienie, którego nie rozumiem.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487730Nadal jest ciężko, ale zaczynam się więcej zastanawiać nad swoim dzieciństwem. Mój ojciec był i jest narcyzem, mam 99% pewności. Już wcześniej wiedziałam, że ma zaburzenie, ale nie wiedziałam jakie. Oczywiście nie jestem osobą kompetentną, żeby diagnozować innych, ale przyswajam dużo materiałów na ten temat i czuję się, jakby ktoś dokładnie opowiadał o moim ojcu.
Teraz czas na pracę nad sobą.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 1 tydzień temu przez
-
AutorWpisy