Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487726
Zdaje sobie sprawę, że w obecnej sytuacji ślub nie ma sensu, pewnie by się nie udało. Wiem o tym, to nie jest obecnie moim problemem, tylko przeszłość wpływa na mnie źle.
Również współczuję swojemu partnerowi.
Dziękuję Wam za cenne wskazówki i komentarze, chyba nie ma sensu już dalej ciągnąć tematu.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487724Kto wie, może mój partner po prostu „gra w moją grę”. Mój kryzys trwa już rok, może chciał mi ulżyć, dlatego twierdzi, że ślub jest mu obojętny, że w sumie to w ostateczności… Może widział, że już nie daje sobie rady z poczuciem winy i chciał mnie jakoś ratować… W takich chwilach jak ta czuje, że zaraz oszaleję…
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487722W skrócie czuje ogromne poczucie winy, że przyczyniłam się do tego, w jakiej jestem sytuacji… I że już tego nie zmienię. Jakbym nie mogła się obudzić z koszmaru.
Te napady płaczu, gdy je mam, to czuję z całą siłą, że to ja jestem odpowiedzialna za tą sytuację i nie mogę tego znieść, załamuje się. Bo obiektywnie patrząc tak jest, ja to wykreowałam. Gdybym dała wtedy spokój, to dalej byłoby dobrze.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487716Jestem pewna, że jest ze mną, bo mu na mnie zależy. I tak, nie rozmawialiśmy o przyszłości zbytnio. Ani co będzie, gdy już będziemy mieć mieszkanie. Ja liczyłam na to, że pójdzie to w stronę zaręczyn.
Teraz jest mi wstyd i jednocześnie czuje się upokorzona, że drugi raz zaczęłam temat zaręczyn. Mam to stale z tyłu głowy i czuję urazę z tego powodu. To wpływa na mnie o na związek.
Wydaje mi się, że nie było dobrego rozwiązania. Ta cała sprawa się rozgrywa o to, że ciężko mi z tym, że ja wyszłam z tym tematem. A wyszłam, bo już nie dawałam rady tłumić tego w sobie. I teraz mierze się z konsekwencjami, fatalnym samopoczuciem. Dla mnie sprawa jest już przegrana, nie do rozwiązania. Pewnie brzmi to bardzo niedojrzale… Nie spełnił się mój scenariusz, więc przekreśliłam cały temat.
To, co jeszcze w tym zauważam, to fakt, że stale szukam potwierdzeń, że on nigdy nie chciał ślubu. Na przykład oglądamy film, gdzie jest temat ślubu i kobieta (matka bohatera), która negatywnie wypowiada się na temat małżeństwa. Po tym filmie mi smutno (była tam młoda para i mężczyzna, któremu zależało na ślubie) i czuję potrzebę, żeby skomentować to przy partnerze w stylu „ta postać ma takie poglądy jak Ty, prawda?”. Robię to po to, żeby się upewnić. Dręczy mnie to, że to ja poczułam ten temat i przed rozpaczą chroni mnie chyba takie potwierdzanie tego non stop. Dziś udało mi się powstrzymać przed takim pytaniem, ale widzę, jak mnie to zadręcza.
A gdy już zadam takie pytanie, to zwykle nie dostaje zadowalającej mnie odpowiedzi, np. twierdzi, że on tak nie myśli, bo dla niego ślub jest obojętny, a to co innego niż bycie przeciwnym. I to mnie strasznie wkurza.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487713A tak jeszcze wracając do tego ślubu w razie choroby albo wojny… Teraz sobie pomyślałam, że wcześniej mi tego nie powiedział, bo może rzeczywiście po prostu o tym nie myślał szczególnie. A że ja miałam dosyć wymijających odpowiedzi, zaczął zastanawiać się, czego tak naprawdę chce. I dostałam odpowiedź. Więc może dobrze się stało, że doszło do tej sytuacji. Gdybyśmy nie poruszyli tego tematu, to pewnie dalej byłoby to wielką niewiadomą…
Dobija mnie to, że wszystko jest takie pisane po piasku… To są tylko moje domysły jak było i jak jest. Oczywiście rozmawiamy, ale we mnie jest dalej jakaś niepewność i przekonanie, że ja wpłynęłam na zdanie, które ma teraz.
Wiem, to wszystko tematy na terapię 😉
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487712Najtrudniejsze w relacjach jest zrozumieć czyjąś perspektywę. Biorąc pod uwagę nasz wiek i staż ja nie widzę myślenia o ślubie w kategorii spieszenia się. To raczej według mnie naturalna kolej rzeczy i dobry czas. Dla niego jest inaczej i powinnam to zaakceptować, jeśli chcę z nim być, a chcę. Tylko ja to od razu przekładam na stopień zaangażowania i miłości, pewnie niepotrzebnie.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487711Na ten moment jest we mnie też trochę złości na partnera, który uważa, że nie ma po co się tak spieszyć… To wpływa na moją samoocenę i dochodzę do wniosku, że jesteśmy na innym poziomie zaangażowania (choć oprócz tej kwestii nie widzę różnic w tym poziomie). Z drugiej strony często myślę, że ma rację.
Mam nadzieję, że na terapii poznam lepiej siebie, bo teraz nie wiem kogo słuchać. Własne zdanie uważam za mało istotne i nie dość obiektywne.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487708Przeraża mnie tylko wizja tego odgrzebywania się z problemów po raz któryś w życiu. Opowiadanie kolejnej osobie o dzieciństwie. Skutki uboczne leków. Jestem zła na siebie, że wymyśliłam sobie jakieś głupoty. Patrząc racjonalnie to rzeczywiście niewiele jest powodów, dla których ten ślub jest potrzebny. Z mojej strony to tylko sentymentalne sprawy, chyba jestem zbyt romantyczna. I może dlatego tak mnie to boli, że partner tego nie potrzebuje. Bo u mnie łączy się to bardzo z uczuciami i poziomem zaangażowania. Tak czy inaczej przykro mi, że tak to się potoczyło, z czegoś co było dla mnie piękne, stało się czymś, czego już nawet nie chcę.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487705Z domu wyprowadziłam się kilkanaście lat temu, z ojcem się widuję, ale nie pozwalam mu na ingerencję w moje życie. Chronię się też tak, że o wielu rzeczach mu nie mówię. Na tych spotkaniach jest zwykle podobnie, tzn. narzeka na moją mamę i to, że wszyscy są źli, a on zdany na siebie. Jeśli chodzi o jego podejście do mnie to ostatnio łapię się na tym, że krytykuje mnie, ale nie wprost. Np. wybieram sobie danie, smakuje mi, a on sugeruje, że złe wybrałam. No ale przyzwyczaiłam się do tego i wiem, że on się nie zmieni, jest to związane z jakimś zaburzeniem, które prawdopodobnie ma. Nie czuję, żeby to jakoś bardzo negatywnie wpływało na mnie, bo nie widujemy się często i mamy też bardziej normalne tematy. Musiałabym całkiem zerwać kontakt, a tego nie chcę/nie mam odwagi.
Ojciec uważa że zawsze ma rację i lubi kierować innymi. Od roku albo dłużej ma inny temat – chciałby żebym miała dzieci. Tutaj już nie czuję żadnej presji, bo wiem, że tego nie chcę. Więc ta jego presja nie zawsze działa. Szkoda, że w wypadku ślubu miało to na mnie wpływ.
Szukam terapeuty, a między czasie mam nowy lek, który chyba zaczyna coś działać.
w odpowiedzi na: Pragnienie zaręczyn i poważny kryzys (długo) #487698Czy partner przyjął moją potrzebę? Myślę, że częściowo tak. Oświadczył się miesiąc po tym, jak dostałam pierścionek i płakałam. Potem był mój pogłębiony kryzys i jego wyznania, w które nie do końca wierzę (że raczej od zawsze miał takie podejście – czuje że nie jest tego pewien i że to mój kryzys mógł być przyczyną, dla której zraził się do tego wszystkiego).
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
Artemida.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez
-
AutorWpisy