Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Tearapia Radom #118877
w NZOZ na 1905 roku odbywają się jedynie cykle grup DDA, nie ma stałej, być może z braku chętnych, a może z braku terapeutów, a na pewno z braku kasy. kiedy mają trochę grosza, organizują taki kilkumiesięczny cykl i wtedy idzie ostro.
na Tochtermana jest grupa, zbiera się co wtorek o 18.00, ale tam nie ma terapeuty, sami uczestnicy, więc trochę zbyt swobodnie.
indywidualnie można w tej pierwszej, p. Agnieszka, kierowniczka, jest w dechę.w odpowiedzi na: wątpliwość, która niepokoi #103576no mnie też się zdaje, że człowiek prowadzący terapię zna się na rzeczy lub bynajmniej powinien. kwestia tego, by mieć odwagę omówić dyskomfort. terapeuta też człowiek – ma swój charakter, swoją osobowość, czasem nie zaskoczy, nie zadziała i choćby nie wiem, co, nie będzie z nim szło. bo DDA muszą się otworzyć, zaufać, zawierzyć trochę. jak tu gdzieś napisał ten nasz tu osławiony Pszyklejony – "żeby móc wyrwać serce przed kimś", ten ktoś musi być ok.
szufladkowanie DDA też mi się nie podoba. ja nie wiem, czy to moje DDA, czy to raczej ja sama, mój charakter, moje oczekiwania, moja niecierpliwość stają nam na drodze do skutecznej dyskusji. myślę, że czasem oczekuję, że coś się samo zadzieje, bez mojej interwencji. jakbym szła do mojej terapeutki po gotowe opinie, decyzje. podczas gdy przecież ja sama muszę wiedzieć, czego chcę, i to jest dla mnie trudne piekielnie.
jest tu moja wina. jest, jest. ale jej, terapeutki, chyba też. bo gdybyśmy miały faktycznie pewną relację, pewnego rodzaju terapeutyczne zaufanie, nie pisałabym o tym tu, tylko powiedziałabym jej. więc siłą rzeczy coś jest nie halo.w odpowiedzi na: wątpliwość, która niepokoi #103390słuchajcie, dzięki za Wasze posty. teraz już wiem. zawsze byłam kiepska w układaniu puzzli, stąd coś mi nie pasowało. to teraz się sobie nie dziwię, że porzuciłam ośrodek i póki co nie mam zamiaru wracać.
w odpowiedzi na: wątpliwość, która niepokoi #103354dobra, ja nie oczekuję, że mnie będzie w lot rozumieć, że okiem mrugnę, a ona wie, czemu. chciałabym tylko poczuć się na terapii bezpiecznie – że ktoś jest, i wie co robi, prowadzi mnie przez te trudne ścieżki z przeszłości. coś wygrzebujemy, pracujemy, wkładamy inne, przegadane. a tu mam wrażenie, chaos totalny, który mnie blokuje i odrzuca. tak naprawdę wyglądają terapie?
uczestniczyłam raz na grupie DDA. fakt, tam było nas sporo, czasu zawsze za mało, ale przynajmniej pewne rzeczy były tłumaczone, powierzchownie (brak czasu), ale coś tam się działo.
czy w terapię DDA wpisany jest ten chaos?
w odpowiedzi na: Przykładowa analiza postaw ciała #103352maniek413 to mistrz internetu, zawsze znajdzie jakiś smaczek.
podoba mi się 😉
pozdrawiam, mańku 😉
w odpowiedzi na: wstydliwa sprawa – pomóżcie! #103351przyznaję rację Bandziorkowi. podoba mi się teoria o tym, co przez myśl przemknęło i myślę sobie ja też, że to nie jest bez znaczenia.
pomyśl, czego szukasz na tym forum. odpowiedzi na swoje pytanie? nikt Ci jej tu nie da, bo odpowiedź jest w Tobie. musisz tylko znaleźć odwagę, by zadać sobie pytanie i odpowiedzieć na nie tak, jak jest naprawdę.
polecam próby. otwartość na jedną płeć i na drugą. z kim Ci będzie dobrze – tego kochaj. tylko daj sobie szansę spróbować. a nie czekać na gotową receptę.
w odpowiedzi na: wątpliwość, która niepokoi #103350hej, sorry, że odgrzebuję stary post, ale znów mnie to gnębi.
słuchajcie, moja terapia jest jakaś dziwna, no. ponoć normalne są ucieczki i powroty. raz jest motywacja do pracy, raz człowieka to tak kładzie, że nie ma ochoty ruszać czegokolwiek. znacie to, nie?
moja terapia jest dziwna, jak pisałam wcześniej. taka szarpana, bez ładu i składu, raz o tym, raz o tamtym, nic dogłębnie. tylko czy to jest moja wina? czy to jest czyjaś wina? czy to niczyja wina, bo to tak przebiega?
zarzucam ją, gdy mam dość. gdy mnie to męczy przeokrutnie. zarzucam na tydzień, dwa, miesiąc, różnie. a potem wracam, i zaczynamy od nowa, te nasze terapeutyczne przepychanki. tylko czy to tak winno być? wiem, nikogo do niczego zmusić nie można. tylko ja nie mam pomysłu na tę moją terapię, a ta, która jest, uwiera mnie bardzo. czuję się nie w porządku, że się tak gubię, uciekam, znikam na jakiś czas. a trudno wytrzymać dłużej, bo forma rozmów i pracy nade mną jest dla mnie nie do ogarnięcia.
w odpowiedzi na: jak się pozbyć? #101778dzięki za dobre słowa – pobudzają do walki i otrzeźwiają myślenie.
"Ile z siebie Dajesz,a ile miłości od nich dostajesz." – racja, mańku413. "Dopóki nie zaczniesz "słuchać" swoich uczuć i robić to co one Ci podpowiadają ,będziesz nieszczęśliwa." – to też kapitalne. ale linkiem mnie przeraziłeś!
wy, dziewczyny, też macie rację i dzięki za Wasze słowa. od każdej zaczerpnęłam szczyptę rozumowania, której widać mnie zabrakło. zgłupiałam, lub dałam się zgłupieć.
jeszcze nie wiem, co zrobię. ale nie odpuszczę łatwo.
w odpowiedzi na: w domu jak w pieczarze #101656poznając nowych przyjaciół, nie zapominać o starych. wyjść do ludzi, poszukać ich, nie zamykać się przed światem – czasem przypadkowa pogawędka w supermarkecie czy na ławce w parku może dać więcej, niż ośmiogodzinne siedzenie z kimś, kogo dobrze znamy. pozwolić przyjść komuś do siebie. organizować czas.
ale z drugiej strony, Paulo Coelho napisał – nie robiąc nic, robię najważniejszą rzecz na świecie – słucham tego, co mam sobie do powiedzenia. może takie samotne soboty, niedziele, to dobry czas na pokochanie siebie? na dogadzanie sobie? albo na poważne rozmowy?
w odpowiedzi na: Kiedy zamykamy za sobą drzwi…. #101633annaanna , wielkie, ogromne dzięki za ten wątek. i za "żywą Ciebie" w całej Twojej historii. nie wiem, jak innym, a le mnie dało ogromną nadzieję 😉
życzę Ci Wszystkiego Dobrego – z całych sił 😉 -
AutorWpisy