Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: jak polubić samotność #75310
uczestniczę w terapii indywidualnej, która mnie ratuje przed sobą samą. na grupę się wybieram, ponoć powstaje taka w Radomiu, spróbuję, choć strasznie się boję.
samotność nie jest zła. już więcej rozumiem. chodzi o to, by być samemu prawdziwym w relacjach, niczego nie udawać, nie dawać więcej niż potrzeba, byleby być lubianym. Zwyczajnie – być sobą. Bo właśnie taką mają mnie lubić ci wszyscy, których spotykam na swojej drodze – mnie.
wielkie dzięki za każde słowo w tym temacie. jesteście nieocenieni!!!
Edytowany przez: barcelona, w: 2011/08/12 00:24
w odpowiedzi na: jak polubić samotność #75129w sumie ja żyje w takiej separacji towarzyskiej. co innego, że nie miałam na to czasu, zajęta wojną domową.
żyję tylko w swoistej mafii rodzinnej. trzymam z rodzeństwem, a jest nas trochę. zamknięty krąg. wspólnie spędzany czas, wspólne mieszkanie razem od …dziestu lat. razem pichcimy, razem sprzątamy, razem się bawimy. wiem, to nie jest fajne, tylko trąca schematem układów rodzinnych typowo współuzależnionej rodziny, ale jestem na etapie rozpoznawania tematu z moją terapeutką. i będę walczyć z tymi zależnościami i otwieraniem się na świat.
tylko jeszcze jedno pytanie. a jeśli ja nie chcę w siebie zajrzeć? a jeśli ja się boję,że to, co znajdę w tej swojej samotności, mocno mnie rozczaruje? może ja się nie chce poznać? albo tego boję?
nie wiem. ostatnio mam za sobą pierwsze spotkanie grupowe naszej siostrzanej trójki. zgodnie stwierdziły, że jestem maksymalnie zamknięta. ja sobie nie wyobrażam wysiedzieć na kolejnym spotkaniu. czyli potwierdza się, że muszę się wziąć ze sobą samą za bary.
chaos. ja chyba coraz mniej rozumiem i potrafię pojąć, im bardziej brnę w to DDA.
Edytowany przez: barcelona, w: 2011/08/12 00:23
w odpowiedzi na: jak polubić samotność #75127jak? jak ruszyć coś, czego się boję? czego nie znam? obchodzę z daleka, jak bombę?
w odpowiedzi na: czemu ten smutek? #75126ja też się boję samotności!!!!
w odpowiedzi na: nie mam jeszcze nikogo. #75125zatem tylko żal, że tak późno wzięłam się za to całe "układanie siebie". czas leci, a ja stoję w miejscu.
i w sumie to dobre, gdy już się "ułożę", a wierzę że wytrwam, że przerwę ten patologiczny węzeł pokoleń. że jeśli uda mi się znaleźć właściwego faceta, i zbuduję z nim zupełnie nowy – nasz – świat, tamte echa zamilkną. nowa jakość. czysta.
tylko patrząc wstecz – tyle zmarnowanego czasu…
Edytowany przez: barcelona, w: 2011/08/12 00:30
nie zawsze depresję leczy się prochami.
dopóki nie pójdziesz, nie przekonasz się, kto ci pomoże. w dużej mierze taką pomoc otrzymuje się bezpłatnie. tylko nie zniechęcaj się, szukaj do skutku.
ja z moim problemem DDA poszłam do poradni psychiatrycznej. pani psychiatra popatrzyła na mnie jak na wariatkę i przepisała receptę. potem skierowała mnie do pani psycholog, która była okropna. nie dość, że wyniosła jak Bóg wie kto, to jeszcze od razu zaproponowała swoje prywatne warsztaty dla takich jak ja. zrezygnowałam. zostawiłam problem.
aż przyszedł kolejny kryzys. szukałam znów. wygrzebałam adres w necie, znalazłam ośrodek na końcu świata, w takim miejscu, że do dziś nie wierzę, że trafiłam. poszłam na rozmowę. i wiesz co? wpadłam. nikt tak ze mną nie rozmawiał. nikt mnie tak nie słuchał. poczułam się na swoim miejscu. i dziś wszystkim mogę ten ośrodek polecić z ręką na sercu.
trzeba szukać do skutku. aż się znajdzie swoje miejsce. ale nie można z tym nie robić nic. to absolutnie niedopuszczalne. pozdrawiam.
pogadaj z kimś. poszukaj terapii. piszesz, że masz matkę alkoholiczkę. wyjdź do ludzi, którzy mają podobne problemy. nie siedź z tym sama, bo skończy się źle.
moja siostra miała depresję. potrafiła siedzieć całymi dniami w pokoju, pić hektolitry kawy i milczeć. ogoliła głowę na łyso. co pomogło? moje z nią rozmowy. powoli, powoli, wyciągałam ją z tego. a potem wręcz wypchnęłam na rozmowę z psychologiem.
dziś chodzi na terapię grupową. chodzi? ona tam biegnie. nie ta sama dziewczyna.
nie zawsze jesteśmy w stanie sobie ze wszystkim poradzić. po to powstały takie ośrodki. poszukaj koniecznie, pogadaj z kimś. nie czekaj, aż wpadniesz w dół bez wyjścia.
w odpowiedzi na: witam wszystkich #75121hej, mazurze 😉
powiem tylko jedno – terapia.
to długa droga, często wyboista, wcale nie łatwa, czasem bolesna. ale pomaga. tam poznasz siebie, a jeśli wytrwasz, uda Ci się poznać drogę zmian. sam wiesz, że do dziś nie funkcjonujesz jak byś chciał. to już wiesz. teraz poszukaj terapii i dowiedz się, co by było, gdybyś to zmienił.
w odpowiedzi na: wszystko marność #75119to dla Ciebie nowa sytuacja. normalne, że próbujesz się w niej odnaleźć. a żaden DDA nie lubi zmian 😉
to częste u Dorosłych Dzieci, że żyją w konflikcie uczuć. w jednej chwili kochają na śmierć, w drugiej nie mogą patrzeć na tego człowieka. za chwilę znów tęsknią i kochają na zabój. to taka huśtawka typowa dla ludzi z problemem emocjonalnym. w sumie fakt, nikt nie nauczył w patologicznym domu, co znaczy normalnie czuć i przeżywać. tam wszystko jest rwane, cudaczne, nieprzewidywalne.
zgadzam się z innymi. szukaj grupy. nie przerywaj tej trudnej drogi do zrozumienia i samopoznania siebie. czy Twój partner wie, że jesteś DDA? porozmawiajcie. powiedz mu o swoich wątpliwościach. i tak się zorientuje, że coś jest nie "halo".
to nie jest tak, że jesteś skazana na samotność. ponoć tylko wtedy, gdy się ją zaakceptuje, można stworzyć z człowiekiem normalny związek. inaczej boisz się, że zostaniesz sama i gdzieś podświadomie do tego dążysz. to trochę niezbyt mądre, co piszę, ale sama jestem w fazie poznawania dobrych stron samotności i to strasznie trudne.
powodzenia życzę i wytrwałości. pozdrawiam!
w odpowiedzi na: wpisujcie gg #75108zerknij na login
26 lat
DDA, choć…
pół roku terapii indywidualnej
gg 5805528
chętnie poggadam, kiedy będę mogła 😉 -
AutorWpisy