Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 24)
  • Autor
    Wpisy
  • BlackDalia
    Uczestnik
      Liczba postów: 25
      w odpowiedzi na: dda+alkoholik=? #68902

      Hmm, Małakulka pisze o "prawdziwej, szczerej i głębokiej miłości", a ja myślę, ze to bzdura, bo gdyby to uczucie było takie to już dawno mieliby odwagę być uczciwi wobec siebie i partnerów i przestaliby przyprawiać im rogi a po prostu byli razem. Myślę,że fakt, iż ten związek jest "zakazany" doskonale łagodzi lęk przed zbytnią bliskością i stąd takie "stany euforyczne", Niestety z boku wygląda to dość paskudnie i nie wróży szczęśliwego finału.
      A tak na marginesie – jeśli ten facet twierdzi, że kocha Was obie skoro nie może od tamtej odejść to znaczy, że nie kocha żadnej. Ni mniej, ni więcej.

      BlackDalia
      Uczestnik
        Liczba postów: 25

        Lęk nie jest problemem, a oznaką problemu. Najczęściej istniejącego konfliktu – między tym co chcesz a co powinieneś, między potrzebami a niemożnością ich realizacji, między oczekiwaniami innych a własnymi pragnieniami. Jak nie rozwiązesz tego konfliktu to lęk będzie narastał az w końcu znajdziesz sie na krawędzi szaleństwa i silnych prochach (wiem co mówię). I myślę, ze jest tak jak pisze Daszka – musisz się wyzwolić z zależności od rodziców, koniecznie.Separacja -najpierw fizyczna, emocjonalna bedzie trudniejsza, ale przyjdzie z czasem – jest jedyną drogą do odnalezienia siebie. Jeśli to za trudne póki co to postaw to sobie za cel i pracuj nad tym na terapii. Ale uwierz że bez tego terapia bedzie jak leczenie objawowe – na dłuższą metę nieskuteczne.

        BlackDalia
        Uczestnik
          Liczba postów: 25
          w odpowiedzi na: Zycie z DDA #68631

          Ty za to bardzo lojalna wobec niego jesteś…To jest okropne co robisz, to jakaś mania prześladowcza, pragnienie zawładnięcia i kontrolowania uczuć drugiej osoby, wbrew jej woli, w wyjątkowo perfidny sposób. Obawiam się ze któregoś pieknego dnia Twój mąż wejdzie na to forum, przeczyta to wszystko i Wasz zwiazek przestanie istnieć zupełnie. Twoje zachowanie jest równie naganne co zdrada – ja bym nikomu nie wybaczyła czegoś takiego.
          Jak Twój mąż się dowie że to czytałaś będzie miał problem z ponownym szczerym nazywaniem swoich uczuć. Zamiast go wspierać dołujesz go jeszcze bardziej.

          BlackDalia
          Uczestnik
            Liczba postów: 25
            w odpowiedzi na: Studia related #68548

            No niestety, chyba tylko terapia. Jesli ma to charakter działania przymusowego, nie umiesz tego kontrolować a w dodatku niszczy Ci życie to musisz przyznać ze jesteś bezradny woceb tego i zacząc to leczyć. To bez znaczenia czy butelka czy komputer- mechanizm jest ten sam i skutki również opłakane. Nie ma sensu oszukiwac się, ze moze sobie poradze sam(skoro jak widzisz to nie przeklada sie na rzeczywistość) – i udac się – na razie na konsultacje chociaż – do specjalisty.

            BlackDalia
            Uczestnik
              Liczba postów: 25
              w odpowiedzi na: samotna na wieczonosc #68401

              Doskonale znam ten stan, przerabiałam to kilka razy. Myślę, że ogromny lęk przed bliskością jest pod tym – i przed tym co nieznane. Przecież dotąd byłyśmy źle traktowane, więc jak to? Ktoś się w nas zakochał? To się wydaje niedorzeczne.
              Poza tym pojawia się jakiś taki lęk przed zatraceniem się, poczucie presji, przymusu, niemalże gwałtu emocjonalnego. Przynajmniej mnie się wydawało, że teraz będę musiała zaspokajać wszelkie oczekiwania tej osoby, tęskniłam za samotnością którą odczuwałam jako wielką wolność. I też miałam mdłości, poczucie obrzydzenia.
              Jesli to doszło już tak daleko to nie minie. Nie zmuszaj się, zakończ tę znajomość.
              Jedna rzecz, że nie musimy kochać każdego, kto nas pokocha, ale inna rzecz to pewna gotowość na przyjęcie uczucia, a do tego trzeba dojrzeć. W późniejszym związku dojrzałam – był lęk, ale przełamywałam go póki był niewielki, mówiłam o tym, oswajałam się z sytuacją i później było już tylko lepiej i udało mi się poczuć naprawdę czym jest miłość, bo wcześniej to tylko "wydawało mi się" – i to gdzieś tak w rozumie bardziej niż w sercu.
              Ale to trzeba poczuc – lęk zawsze będzie, ale jeśli uczucie jest silniejsze niż lęk – warto zawalczyć. Jeśli jednak z Twojej strony go nie ma – zakończ to, bo inaczej tak go upodlisz w końcu (ile mozna ukrywać wstręt?), że będziesz miała wroga, a on poczuje się jak bezwartościowy śmieć.

              BlackDalia
              Uczestnik
                Liczba postów: 25
                w odpowiedzi na: DDA + DDD = HORROR #68245

                Po pierwsze – sorry, ale nie skorzystam z Twojej rady, bo mam tu takie samo prawo być jak Ty. Po drugie – rzeczową dyskusję mogę podjąć, ale nie manipulacje rodem z piaskownicy . Swoje wspólczucie zachowaj dla siebie, bo masz widocznie deficyt wielki.
                Wspierać mogę, ale w konstruktywnych działaniach, a nie w dysfunkcji i próbach zmieniania osób trzecich zamiast siebie.
                Co mnie tak rusza Ordynek? Jałowość i bezcelowość takich dyskusji, wspieranie się w wymianie magicznych zaklęć zamiast rozmowy z osobą zainteresowaną(mężem) lub terapeutą. Również w realu mam koleżanki – niedoszłe rozwódki, które jednego dnia żalą się, że życ im się nie chce przez niego, bo: pobił, naubliżał, zawiódł – a następnego dnia są wniebowzięte, bo przyniósł kwiatek. I szlag mnie trafia, że dorosłe, wydawałoby się, samodzielne osoby sa tak zależne od czyichś humorów. I takie bezradne w tych wszystkich działaniach jakie podejmują.

                A czytanie ze zrozumieniem to faktycznie chyba kłopot duży dla Was, bo nie przypominam sobie żebym kogoś obrażała czy wyganiała z forum. W każdym razie w tym temacie nie mam zamiaru sie wypowiadać już, bo szkoda życia na jałowe dyskusje. Jeśli wydaje Wam sie, że wspieranie sie w użalaniu na podłych mężów rozwiąże Wasze kłopoty – Wasza sprawa. Ja nie mam już nic do dodania…

                BlackDalia
                Uczestnik
                  Liczba postów: 25
                  w odpowiedzi na: DDA + DDD = HORROR #68238

                  Hmm, zdiagnozowałaś męża…Gratuluję, masz do tego uprawnienia?
                  A motywacja Twoja do terapii jest taka, że on ma zauważyć i się zmienić, tak? Powodzenia obojgu życzę zatem.
                  I mój nick nie ma nic wspolnego z Twoją interpretacją.
                  A i ten protekcjonalny ton możesz sobie darować, bo akurat wiem o czym mówię.
                  Mam dość mnożących sie jak grzyby po deszczu wątków pt. Chcę go zmienić a on nie chce, co robić?
                  Zony_dda, żonki, jeszcze żony, teraz Ty.
                  Proponuję założyc osobne forum, bo naprawdę nie wiem czego oczekujecie tutaj. Złotych środków, recept, zaklęć magicznych?
                  Czy w tej Waszej definicji miłości mieści się pojęcie wolności, szacunku dla decyzji drugiej strony? Czxu to skupienie na Jego problemach uważasz za całkiem zdrowe?
                  Myśle, że ten problem powinnaś przedyskutować z terapeutą, bo być może większy problem masz Ty, a na niego rzutujesz swoje stany emocjonalne?
                  No zresztą – fajna miłość, ze az się chcesz pod samochód rzucać…Istotnie, bardzo zdrowa…

                  BlackDalia
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 25
                    w odpowiedzi na: DDA + DDD = HORROR #68221

                    " musze mu pokazac ze mozna byc lepszym!!on to zobaczy i zrozumie i moze w koncu doceni!!"
                    Zastanawiam się czym różni się "ratowanie" alkoholika przez nasze matki od "ratowania" każdego kolejnego partnera… Ile jeszcze trzeba przeżyc, ile terapii odbyć, żeby zrozumieć, ze zdanie :"Jak się bardzo postaram to on: przestanie pić, pójdzie na terapię, zacznie mnie szanować" jest fałszywe!

                    Codziennie czytam tu całe litanie skarg żon DDA/DDD z pytaniami :Co jeszcze zrobić? Jak go zmienić? Jak nakłonić? Jak uświadomić? I przypomina mi to postawę żony alkoholika, która odczynia całe rytuały, które zawsze kończą się tak samo. Myślę, że zasadnicza kwestia to odpowiedź na pytanie: Czy to na pewno miłość czy współuzależnienie? Litość, potrzeba kontroli czy lęk przed samotnością? Czy klasyczna zabawa w "przyciąganie-odpychanie" – jak jest niemiły, niedostępny, uparty – to mobilizujemy jeszcze więcej sił żeby go "zbawić"…
                    To są dorośli ludzie, wolni w swych wyborach. Jeśli im nie przeszkadzają ich dysfunkcje – mają do tego prawo. Jeśli Wam przeszkadzają – nikt Was nie zmusza do bycia z nimi, macie prawo odejść. A jeśli same pozwalacie się tak traktować i tolerujecie przemoc – to być może Wam pomoc psychologa jest bardziej potrzebna niż im.
                    Powtórzę po raz setny to co pisano tu wielokrotnie: zacząć od siebie. Ale nie po to, żeby on się w efekcie też zmienił, ale aby odzyskać grunt pod nogami i swoją wartość. I wtedy moze decyzja o związku lub jego zakończeniu będzie świadoma, będzie czymś więcej niż zniewoleniem przez pewien schemat…

                    BlackDalia
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 25
                      w odpowiedzi na: nie wiem co dalej. #67811

                      Dzięki za ten post szczery, nielukrowany, dający do myślenia… Mam bardzo podobnie w gruncie rzeczy. 30 lat skończone i nadal sama, po kilku nieudanych związkach. Mam pracę, ale radości z niej nie czerpię, poczucia sensu tym bardziej. Autodywersję i kopanie pod sobą dołów opanowane mam do perfekcji. Chyba zakodowano w nas głęboko, że nie zasługujemy na nic lepszego niż mamy. Postawę "użalacza" przyjmujemy za własną tożsamość, nie wierząc (bo i na jakiej podstawie), że pod tą maską jest inna twarz. Czasowniki w trybie rozkazującym – zrób, zmień, pokochaj, odnajdź sens – rodzą bolesną frustrację i poczucie braku zrozumienia.
                      To jest chyba wypalenie życiem w ogóle. Koszt emocjonalny tych wszystkich krzywd.
                      Mam spokój, niezależność finansową, jakieś tam sukcesy zawodowe i poczucie, że nie mam nic. Przyjaciele poznikali zakładając własne rodziny. Rozmowy sa drętwe, sztuczne, wymuszone. Wspólne tematy – właściwie zadne (ile mozna wspominać przeszłość). Nawiązanie przyjaźni w tym wieku – praktycznie niemożliwe. No bo gdzie? Z kim? Dobrać sobie wyrzutka społecznego do pary i za jakiś czas go pożegnać gdy założy rodzinę? A może wspierać się w dysfunkcji?
                      Od kilku lat chodze na terapię, wiem jakie "fazy" się z nią łączą – najpierw lęk, potem otwieramy się, potem euforia, poczucie mocy, a potem zderzenie z rzeczywistością. Kiedy oczy są już szeroko otwarte, kiedy naprawdę widzimy rzeczywistość okazuje się, że nie mamy mapy do poruszania się po niej. I nie ma powrotu do dawnych mechanizmów "znieczulania się" – już nie wystarczają, a okłamywanie się, że jakoś będzie już się nie udaje.
                      I zasadnicze pytanie – po co żyję? – znów domaga się odpowiedzi.
                      Zycie w izolacji nie ma wielkiego sensu, choćby stu psychologów twierdziło inaczej. Nikt, kto ma rodzinę nie zrozumie jak idiotycznie czuje sie człowiek – zwłaszcza kobieta – po 30-tce, w towarzystwie szczebioczących radośnie mam.
                      W tej sytuacji nie wiem, czy całkowity brak instynktu macierzyńskiego jest klątwą czy błogosławieństwem. Ale sprawia, że czuję sie jak przybysz z obcej planety, dziwoląg, przedstawiciel innego gatunku. I tego poczucia nie zrekompensują mi ani 3 doktoraty ani nagroda Nobla.
                      Dostanę ochrzan za użalanie, bo demotywuję innych. Niech i tak będzie. Ale od dłuższego czasu mam takie myśli, a post autora wątku zainspirował mnie do tych wynurzeń.

                      BlackDalia
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 25

                        Hmmm, dziewiąty terapeuta…Daje do myślenia…
                        Wydaje mi się, że problem tkwi w Twojej niezdolności do zaufania terapeucie, bez czego żadna terapia nie ruszy z miejsca. Facet jest wybitnym fachowcem, ale i tak podejrzewasz go o ukryte motywy. Zastanów się, po co miałby działać na złość Tobie, przypomnij sobie, z jakich powodów poprzedni terapeuci byli "nie tacy", no i jak motywowali niechęc do podejmowania Twojej terapii.
                        Czy w związku z Twoimi problemami użył ktoś kiedyś określenia "borderline"? Bo Twoje zachowanie i ta liczba terapii zaczętych i przerwanych kojarzy mi się bardzo z tym właśnie.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 24)