Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)
  • Autor
    Wpisy
  • bluelagoon12
    Uczestnik
      Liczba postów: 5

      Hej, wracam do wątku, bo nadeszły zmiany.

      Maz zlozyl pozew o rozwód.

      O dziwo ja nawet z tego powodu nie płacze, jakbym wiedziała, że ten moment nadejdzie.

      Ogólnie, aż mnie dziwi moja reakcja, bo mam duży lęk przed odrzuceniem i te histerie, o których wcześniej pisałam, były właśnie powodowane tym, że jego zachowanie mnie odrzucało (czułam się odrzucona) – lekceważenie, niesłychanie mnie, ignorowanie.

      To chyba najgorsze, co można zrobić człowiekowi- ignorowanie.

       

      On widział, że mi w jakiś sposób jeszcze na nim zależy, przychodził do dziecka.

      Gdy się pojawiał w drzwiach, próbowałam z nim gadać.

      Może to nie miejsce i moment, ale on nawet nie odbiera ode mnie telefonów, mówi że się boi moich nerwów.

      Fakt, ja mam problem duży z negatywnymi emocjami, czasem wręcz zaczynam krzyczeć, a tego wcale nie odbieram jako krzyk.

      Tak mnie emocje kontrolują..

      Wiem, że dużo pracy przede mną, wiem że kolejny związek mi nie wyjdzie jak będę tak dala się ponosić emocjom.

       

      Ale z drugiej strony, jak macie taka zimna rybę jak mój mąż po drugiej stronie, to możliwe że on mnoe po prostu triggeruje, wyzwala najgorsze instynkty.

       

      Z reguły jest niby pozornie spokojny, opanowany i kulturalny.

      Ale on moim zdaniem ma techniki manipulacyjne jak lekceważenie, ignorowanie co mówię, udawanie że nie słyszy.

      To sprawia, że dosłownie się gotuje.

       

      On chodził na terapię ze mną, pan mówił mu – jakby Pan tak żony nie traktował, nie zamykał przed nią drzwi, gdy dostaje ataku , to by tego nie było. Mówił mu, że jak bedzie olewał mnie i unikał interakcji (czuje się wtedy jak gowno, po prostu niewazna), wybuchy złości będą się nasilać.

      Efekt – był miły jeden dzień, na drugi wszystko wróciło do normy.

      Podejrzewam u niego osobowość narcystyczna, pan na terapii mu mówił, że on tłumaczenie się przed żona, przepraszanie jej, bądź po prostu takie przyznawanie się, k.. mac źle coś zrobiłem, dlatego cierpisz, uważa za słabość.

       

      Wywnioskowałam po wielu jego zachowaniach, że on ma co najmniej rys narcystyczny.

      Bo jak facetowi zależy, to chyba jakoś się nauczy zmodyfikować zachowanie, by nie krzywdzić żony?

       

      A może z tego co piszę Wam tutaj, można wywnioskować, że on nie jest w stanie zmienić swojego zachowania ?

      Dziwi mnie to, bo kiedyś „na rękach mnie nosil”, czuję się tak, jakbym mu się zwyczajnie znudziła.

       

      On mówi „relacja go przeciazyla”, ale się czuję przez niego jak smiec, bo on już dawno temu mówił, że ze mną nie bedzie, podejrzewam że mu wiele rzeczy się we mnie nie spodobało, m.in. te wybuchy emocjonalne, czy on nimi gardzi?

      To znaczy mną, poprzez to że widzi mnie jako agresywna wariatkę?

       

      Czy wiecie, jak to mniej więcej wygląda?

      Że ja wychodzę z siebie, przy nim to nawet rzucałam się na podłogę, a on sobie stał, albo ubieral buty i wychodził bez słowa, albo mówił cześć.

      Prosiłam , błagałam, zostań, a on podejmował decyzję i miał w dupie moje szlochy.

       

      Mnie to zachowanie wygląda na narcyza.

      Najlepsze że on się miał za bardzo wrażliwego faceta i że kobiety takich jak on ponoć nie lubią.

      Na koniec jeszcze się dowiedzialam, że przeze mnie on się nie czuje mesko.

       

      Oczywiście. Wszystko o nim.

      Mam wrażenie, że jest totalnie na sobie skoncentrowany i co kobieta ma mu dać, a jak się nią rozczaruje, to odchodzi. Powiedzcie, czy dobrze to widzę.

      I czy możliwe by same trudności z kontrolowaniem emocji go tak odstraszyły?

       

      Jest mi przykro, bo pomimo iż swoich problemów jeszcze nie przepracowałam, to k.. kupowałam książki, choćby o leku przed bliskością, który to moim zdaniem ma on, starałam się go rozumieć.

      On mnie nie, takie mam wrażenie.

      Mam wrażenie, że jest roszczeniowym gościem, którego partnerka ma spełniać konkretne żądania, by było mu dobrze.

      I oczywiście usłyszałam, ze nie byl ze mną szczęśliwy i nie czuł się kochany.

      Teraz pytanie, czy ja taka beznadziejna bylam (wiem, nie znacie mnie), czy gość miał wielkie ego i nie spełniłam jego oczekiwan co do związku.

      Boli mnie to trochę, o dziwo za nim nie płacze, jak go nie widzę kilka dni to nawet jakoś nie tęsknię, a te pozytywne wspomnienia jakoś bledna.

      Może przestaję go kochać.

      bluelagoon12
      Uczestnik
        Liczba postów: 5

        Dzięki dda93, na terapię indywidualną już czekam.

        A mój mąż…Nie wiem, czy z mojej strony to jest miłość, może tylko współuzależnienie.

        To co on mi robi, to jest przemoc emocjonalna i jest to toksyczne, masz rację.

        I masz racje, że on sam mnie nie kocha, zresztą często nawet tak mówi.

        Pytasz o moje diagnozy – mam zaburzenia osobowości, ale nie chcę pisać dokładnie jakie tu na forum (mieszane) jedna z nich jest właśnie chwiejna emocjonalnie.

        Tak, mój mąż to kawal drania.

        Czemu go kocham, to pytanie już do terapeuty. Z tą kontrolą masz całkowicie rację, on jest niestety mocno zaburzony. Na terapię swoją nie pojdzie, chyba że Sad go przymusi, na przemoc dowodów jako takich nie mam, chyba że prawnik coś doradzi z tymi dowodami. Sama osobiście bylam z nim u psychiatry, ale poszedl tylko na jedną wizytę, stwierdzone zaburzenia osobowości, jakie dokładnie jeszcze nie stwierdzono. Maz chodzi po terapeutach i manipuluje nimi, nie wiem czy to źle świadczy o terapeutach, czy o nim samym, że się wciągają w jego gierki.

        Masz rację, uświadamiasz mi coś, co ja sama doskonale wiem i mówią mi to „wszyscy „. W nim milosci nie ma, jest za to manipulacja, szantaz, straszne kompleksy i niskie poczucie własnej wartości. Ale połknęła rybka haczyk – ja nią jestem. Póki ją ma, pewnie jej łatwo nie wypusci, choć zastrasza mnie tym ciągle.

        Dzięki za odpowiedzi.

        bluelagoon12
        Uczestnik
          Liczba postów: 5

          Oboje jesteśmy DDA, jak już zauważyliście.

          Tyle, że z nim jest znacznie ciężej niż ze mną i generalnie ja wiem na rozum, że powinnam go pierwsza dawno temu zostawić.

          Nie wiem po co on to ciągnie, jeśli jest jak podejrzewam, że się spotyka z innymi, a na papierze ma rodzinę, to jest to mega wyrachowane, wg mnie. Ja nie jestem aż tak zdesperowana, by to znosić. Nie wiemy jednak, czy tak jest. Niestety obawiam się, że jak zapytam, zaprzeczy, czy to prawda, czy nie. Więc się nie dowiem. On mieszka z rodzicami, ale to nie ma znaczenia, bo może gdzieś łazić przecież.

           

          Z nim jest znacznie ciężej, bo ja nie zaprzeczam problemom i chcę się leczyć, czekam na terapię indywidualna, jestem już po grupowej, a niebawem mam też spotkania z psychologiem DDA (w klubie dla alkoholikow) – ja sama nie piję.

          Problem też w tym, ze on wszelkie problemy zrzuca na mnie, jestem po prostu „nieodpowiednią kobietą”, najpiew był mną zauroczony (ale to dawno temu, póki nie wyprowadziłam się), teraz widzi wszystko co złe- dewaluacja ?

          Wydaje mi się, że jakby miał mnie całkowicie gdzieś, to by już to zakończył. Czego on chce nie wiadomo.

          Ja wiem, że nie chcę żyć z nieuczciwym gościem, a mam wątpliwości co do jego lojalności. Pamietam, że jak coś się psuło między nami, to zaczynał się rozglądać za innymi, przeglądać ich zdjęcia i marzyć o „lepszym zwiazku”.

          Pamiętam też, że jak miałam z nim kiedyś przerwę, to od razu się zaczął logować na portalach randkowych, pisać do jakiś starych dziewczyn, z którymi miał kontakt. Dlatego boję się, że teraz też to robi, a przy moim lęku przed odrzuceniem, to nie jest mile, bo na podstawie jego wcześniejszych odpałów, mam lęki, że teraz to robi, a nawet więcej, a czemu ze mną nie kończy ostatecznie, nie wiem. Obawiam się, że to żadna miłość z jego strony, tylko ja chciałabym tak myśleć.

          Wiem, że te zachowania są mocno niestabilne, ale to śmieszne, bo on widzi niestabilność głównie we mnie, u siebie nic nie widzi…

          A i jeszcze na terapii się nauczył- wpędzasz mnie w winę! I tym się broni ciągle. Jego terapię trwają parę spotkan i są tylko o mnie, dziwię się ze psychologowie na to się godzą- może w tym też mnie kłamie…

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 4 miesięcy temu przez bluelagoon12.
          bluelagoon12
          Uczestnik
            Liczba postów: 5

            Hej, ja napisałam, że mąż myśli, że jak ja mam histerię i napady złości, to to jest choroba psychiczna.

            A ja nie wiem, czemu on i jego rodzina tak to postrzega, to że ktoś w chwilach naprawdę silnego stresu, albo gdy go coś boli, nie panuje nad sobą, nie znaczy, że jest chory.

            Nie pisałam nic , że jestem chora i mam diagnozę.

            Masz rację, naszemu dziecku na pewno jest trudno. Dlatego chodzimy do psychologa w dwójkę, a on ma to w dupie mam wrażenie, nigdy nie zagaduje o to.

            Ja męża w ogóle nie rozumiem i w tym rzecz. Nie rozumiem, czemu się tak odsuwa, aż do takiego stopnia, czemu nie chce z nami mieszkać.

            Pomyślałam, że skoro straszy mnie co jakiś czas pozwem, a go nie składa, to może jednak coś tam mnie kocha. Tyle razy już mnie nim szantażowal, właściwie od kilku lat. Żeby to nie było tak, że on na piśmie ma żonę, oficjalnie, a nieoficjalnie sobie mnie zdradza od lat, a ja frajerka jeszcze się czymś ludzę…

            Ja rozumiem, że on sobie nie radzi, że te emocje wywalam bezpośrednio do niego, ale z drugiej strony – ja żyję w strasznych toksynach. Może go kocham, a może tylko jestem uzależniona od niego. Toksyny te polegają na tym, że on nie rozmawia ze mną o mnie, tylko ze swoimi rodzicami o mnie, o moich zachowaniach, najgorszych problemach, słabościach, wadach. Wstydzę się tego okropnie, on mnie tym odziera z godności. Jak zaufać takiemu facetowi, który notorycznie przekracza moje granice ?

            To nie jest fair, co on robi. Nie ma 15 lat. Komunikacja idzie przez jego rodziców , on zamiast problemy ze mną rozwiązywać ze mną, omawia je szeroko z matka.

            Jego matka jest kontrolująca i nadopiekuńcza, mam wrażenie, ze go zawłaszczyła i go chroni.

            Uważam też, że psuje związek.

             

            Uważam też, że skoro zdecydował się kiedyś mnie poślubić, to powinien mnie wspierać, skoro mam ewidentne problemy z impulsywnością, a nie odsuwać się ode mnie i obgadywać , to napędza konflikt. On albo tego nie rozumie, albo ma to gdzieś.

            Poza tym mowi mi przykre rzeczy, nie wiem, czy je realizuje, ale bardzo mnie nimi poniża- że chce poznać kogoś spokojnego, że będzie kiedyś z kimś innym, że na razie żadna go nie chce.

            Co chce mi przez to powiedzieć?

            Bo dla mnie to jest strasznie niedojrzałe i roszczeniowe podejście do związku- chcę być z kimś innym, bo Ty nie jesteś spokojna, przy Tobie czuję się źle i nie chcę tego znosić, mogę mieć inna, lepsza. Tak się czuję właśnie. I to nie jest mile uczucie, to ponizajace słyszeć takie teksty. Ja to widzę inaczej, skoro się kochaliśmy, to mieszkany razem, wspieramy się i skoro ktokolwiek  z nas ma problem, to nie odsuwamy się od siebie, tylko wspieramy emocjonalnie w leczeniu.

            Ja tego nie zrobiłam, nie odsunęłam się od niego, mimo iż ma on mnóstwo problemów, które wypiera i którym zaprzecza-  z alkoholem, cierpi od lat na nerwicę, oczywiście nieleczona, bo cyt. On w to nie wierzy, że terapia cokolwiek pomoże, z agresja (nie kontroluje złości, agresję wyładowuje na mnie i na przedmiotach), z okazywanie uczuc, z emocjami (chyba ma je zablokowane), z matka której nie stawia granic i jest w zażyłym kontakcie. Tego jest więcej, ale opisałam najważniejsze.

            I jak on to rozwiązuje? A no tak, że chodzi od terapeuty do terapeuty i nadaje na mnie, a one mu mówią, żeby dal sobie spokój, bo go niszczę (to tak w skrocie). Może też mnie kłamać, on naprawdę sporo kłamie.

            Do tego jak wyżej, poniża mnie, sugerując że znajdzie kogoś „lepszego”, spokojniejszego. Nie wiem, czy po takich słowach powinnam jeszcze się łudzić nadzieją, czy raczej go pogonić.

            Mówi też bardziej żałosne rzeczy np. A wiesz, że jakby inna dziewczyna podeszła i mnie całowała, też bym ją całował, jakby była taka ładna jak Ty?

            Przecież to jest żałosne, myślę że powinnam po czymś takim sama złożyć pozew, bo on oprócz tych tekstów ma naprawdę dużo za uszami. Prawdę mówiąc każdy mi się stuka w głowę, czemu ja jeszcze sama nie złożyłam tego pozwu, on mnie ewidentnie nie szanuje.

            Nie wiem, czemu on tego nie robi, nie wiemy, czy mnie zdradza, czy nie, czy traktuje na przeczekanie, aż w końcu go zechce ktoś „spokojny”… jeśli tak jest, jest mocno wyrachowany.  A ja nie potrafię tego ocenić, nie siedzę w jego głowie. Na pewno nie traktuje mnie fair, to na pewno.

            • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 4 miesięcy temu przez bluelagoon12.
          Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)