Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 195)
  • Autor
    Wpisy
  • Bronislavus
    Uczestnik
      Liczba postów: 212

      Póki co to działa jak automat, na głowę to ja to wszystko wiem i skąd to się wzięło itd. Natomiast trudno mi z tym kawałkiem siebie dojść do porozumienia. Mógłbym go nazwać instynktem śmierci, bo faktycznie czuję, że ciągnie mnie ku samozagładzie. Ale to nie tylko wierność rodzinie, to też poczucie winy np. za to, że moja mama pije, pożycza pieniądze, nie dba o siebie, w domu ma syf. Ja się czuję za to winny. Właściwie mógłbym powiedzieć, że czuję się winny całemu złu w mojej rodzinie, to ja się za to wszystko wstydzę.

      Co więcej, choć wiem na głowę, że moi starzy się nie spisali (i w sumie nadal słabo spisują, bo niszczą siebie samych), to coś we mnie chce ich bronić, boi się, żeby ich ktoś nie skrzywdził, bo co wtedy będzie. Dziwne to wszystko… Bardziej tkwi w emocjonalnej części mnie niż rozumowej.

      No cóż, będę się temu przyglądał.

      Bronislavus
      Uczestnik
        Liczba postów: 212
        w odpowiedzi na: Rodzice inaczej #81078

        Witajcie, po krótkiej przerwie…

        To ja sobie pozwolę kilka słów o tych, co dużo wiedzą, mają świadomość, a nadal w tym tkwią, krzywdzą innych, nic nie robią etc. Ja to widzę tak, że pewnie by coś zmienili, tylko coś ich blokuje. Czemu ktoś nie chce iść na terapię? Ano mówi, że się boi, ale on faktycznie może się bać i to bardzo. Ktoś przede mną napisał, że to zależy też od ilości różnych hardkorowych rzeczy w życiu danej jednostki, i tak jest, z pozoru dobrze funkcjonujące, acz straszne upierdliwe i niereformowalne DDA może nosić w sobie bagaż bólu i cierpienia, który je skutecznie odstrasza od terapii, a tylko pogrąża coraz bardziej w autodestrukcji. Czasem też jest tak jak bodajże byszek napisał: dana osoba zatrzymuje się na byciu ofiarą i tak zostaje, ale… to można przepracować w terapii: dlaczego chcę być ofiarą, dlaczego boję się tego zostawić?

        Bardzo mi się podoba to, co piszecie o rozstawaniu się z rodzicami, szczególnie kawalek dotyczący czy teraz chciałbym się zakumplować z kimś podobnym do mojej mamy czy mojego taty, odpowiem: nie bardzo 🙂 Ten fragment podziałał na mnie jak ożywczy prysznic.

        I jeszcze do fragmentu z Agnieszki —->>>Czy za bardzo skupiają się na złości na rodziców ?… czy nie potrafią sobie z nią poradzić?.. czy nie przyszedł jeszcze odpowiedni czas ? ( nie dziwie się Tobie Red, że bardzo Cię to męczy… bo ja jestem bardzo niecierpliwym człowiekiem i jak coś robie to chce aby było dobrze, szybko i dokładnie… i dalej do przodu… i prawde powiedziawszy podziwiam Cię za determinację i wytrwałość… ) …<<<—-

        Przecież tu chodzi o to aby doświadczyć, przeżyć swoją krzywdę, rozżalenie, złość, smutek. To nie jest zadanie matematyczne nad którym można się skupiać zbyt wiele, lub zbyt mało. To proces, związany silnie z naszą emocjonalnością, z uczuciami, więc wymykający się naszym chceniom. Trochę to jak z wychowywaniem dziecka, z troszczeniem się o nie: nie da się przeskoczyć od 5 latka do 20 latka w rok, wszystko musi mieć swój czas. No i tak też jest z tą naszą terapią. Może nam się spieszyć, możemy dużo chcieć, a to i tak idzie własnym tempem. Tak to widzę u siebie.

        I tak się teraz zadumałem nad "kupowaniem niewolnika"… W sumie też sobie tłumaczyłem, że skoro coś mi kupuje, na swój sposób dba, to przecież powinienien się czuć zadowolony. No ale z perspektywy stołka na którym siedzę, to jednak wolałbym dostać coś innego, coś czego nie dostałem. No i w tym momencie mogę sobie poszukać tego na własną już rękę, fajnych relacji, takich w których jest mi najzwyczajniej w świecie dobrze.

        Tak na szybko, ale poruszyły mnie Wasze posty…

        Pozdrowienia Slę
        Bronek

        Bronislavus
        Uczestnik
          Liczba postów: 212
          w odpowiedzi na: Hustawki nastrojow #79657

          Olku, znam to, o czym piszesz… I aż mnie w piersi ścisnęło gdy czytałem Twoją wypowiedź. Wiesz, ten ogrom niesprawiedliwości jaki Cię spotkał jest faktem. Nie zasłużyłeś sobie na to i to nie miało prawa Cię spotkać. Ale Cię spotkało… To nie Twoja wina, że nie dostałeś tego wszystkiego, czego każde dziecko potrzebuje do rozwoju, a co ujmę w jedno słowo: miłości. Dzieci potrzebują ciepła, chcą być kochane, mam wrażenie, że po to się rodzą, po to żeby je uwielbiać i kochać. U mnie w domu też były przeciągi, było zimno, mróz. Niewiele było ciepła, a nawet ta odrobina szybko znikała.

          Znajdź jakąś fajną terapeutkę od DDA, taką, która oprócz terapii będzie umiała dać Ci choć trochę tego, czego nie dostałeś w domu. Ja znalazłem, i może dzięki niej,jeszcze bardziej mi żal, że w moim domu było jak było, a co gorsza rzutuje to na moją teraźniejszość, na to z czym sobie nie radzę. Ale kroczek po kroczku zaczynam się sam sobą opiekować, uczyć się jak to robić, jak to jest kochać siebie, innych, jak to jest być mężczyzną. Bo masz rację: nikt nas tego nie nauczył. I czasem uśmiecham się gorzko gdy słyszę "zostać własnym kochającym rodzicem" – najpierw ktoś musi pokazać co to znaczy…

          Trzymaj się
          B.

          Bronislavus
          Uczestnik
            Liczba postów: 212
            w odpowiedzi na: kawałek mnie #78938

            Pszyklejony, dziękuję za genialność. Szczerze mowiąc wolałbym jednak tego "procesu" nie przechodzić. Ale widać się nie da go ominąć. U mnie to wygląda tak, że zacząłem badać co czuję, ze ściągą uczuć, tak sam siebie podpytuję, stopniuję uczucia itd. No a drugi aspekt, to moja obsesyjna wręcz potrzeba wracania tam, do przeszłości, jakby tam właśnie była odpowiedź. Tyle, że bardziej wracam tam właśnie uczuciami, wyczuwając co wtedy czułem niż rekonstruując przeszłość na zasadzie suchych faktów. Do tego przydaje się empatyczny terapeuta, taki co potrafi się wczuć w to, co odczuwa klient. Wejść w jego świat, w jego buty, poczuć te emocje i je odzwierciedlić. Bo teraz dochodzę do wniosku, że dramatem dziecka w rodzinie alkoholowej jest to, że jego starzy nie potrafią odzwierciedlać jego uczuć. W ogóle nie czają co się z dzieckiem dzieje, nie potrafią tego wyczuć, nie są wyczuleni na potrzeby dziecka. Zebyśmy byli w kontakcie ze swoimi uczuciami, ktoś musi nam na to pozwolić, tak jak rodzic posłużyć za lustro. Trudno inaczej poznać prawdziwego siebie. Ta część mnie, która tak mi przeszkadza, to właśnie taki dziecięcy kawałek, ten który nie miał szans zostać zaakaceptowanym, uznanym, ważnym. Ten który nie został pokochany. I to są te pierwotne uczucia, te wszystkie, które jako dziecko systematycznie tłumiłem, bo nawet ich nie umiałem ponazywać.
            I tu nawiązując do mojego eksperymentu: gdy wczuwałem się w postaci reprezentowane przez karteczki, wróciły stare uczucia. Właśnie dziecka, które się boi otaczających je dorosłych, które czuje się pozostawione samemu sobie, boi się, że oni mogą je skrzywdzić i nie widzi w koło za bardzo osób, którym może zaufać. Co więcej, i to zdaje się było najgorsze i jeszcze się z tego nie otrząsnąłem – czuje też, że jest tu przypadkiem, że nie jest chciane. Jest problemem, którego miało niebyć. I ta niechęć bije od wielu osób. Jakby chciały powiedzieć: to wszystko przez Ciebie, gdyby Cię nie było, nie byłoby tych wszystkich problemów.

            Powyższe to refleksje odnośnie tego, jak czuję niegdysiejszą sytuację w mojej rodzinie. Naturalnie wersja oficjalna była inna.

            I powiem Wam, że jakoś nie mam wątpliwości, co do tego co na podstawie uczuć wydedukowałem. Nie mam póki co żadnych dążeń odwetowych i pewnie mieć nie będę. Moi rodzice teraz to inna bajka. Natomiast wracam tam dla siebie, chce wiedzieć jak było naprawdę, co wtedy czułem, jak JA wtedy postrzegałem otaczający mnie świat…

            Sorry, być może trochę chaotycznie napisałem. No ale tak to jakoś wygląda u mnie.

            Bronislavus
            Uczestnik
              Liczba postów: 212
              w odpowiedzi na: kawałek mnie #78908

              Olewać nie będę 🙂

              Wiesz, to jest chyba trochę tak, że chcę się pozbyć gniotącego mnie odkąd pamiętam poczycia winy za całe zło, które się działo w mojej rodzinie. To irracjonalne poczucie winy, ale jest. Przed eksperymentem z karteczkami było gdzieś w tle, moja terapeutka też zauważyła, że dźwigam brzemię odpowiedzialności i wstydu mojej rodziny. A ja chcę się go pozbyć, to to całe gowno przeszkadza mi w życiu. Karteczki pomogły mi poczuć co w tej mojej rodzinie się właściwie działo i czemu czuję się tak, jak się czuję. Jutro przegadam to, z moją terapeutką. No i jeszcze jedna kwestia: gdybym mógł tym wszystkim walnąć i tak po prostu żyć, zrobiłbym to. Zakładam, że nikt normalny sam siebie nie krzywdzi. A ja siebie i owszem.

              Widać jeszcze trochę pracy terapeutycznej przede mną.

              ps. nad spalenie karteczek się zastanowię, coś mi podpowiada, że taki moment przyjdzie. Ze się z nimi pożegnam i je (ich?) zostawię tam gdzie ich miejsce – w przeszłości.

              Bronislavus
              Uczestnik
                Liczba postów: 212
                w odpowiedzi na: kawałek mnie #78906

                Red,

                Ja sobie z tą częścią swego czasu nawet nieźle radziłem. Tyle tylko, że ignorowanie jej nie sprawia, że ona nie działa podskórnie. U mnie mam wrażenie konflikt między częścią dorosłą, a tą dziecięcą (faktycznie wierną systemowi rodzinnemu) narósł do sporych rozmiarów, na tyle sporych, że mnie paraliżuje po prostu. Coś się dzieje we mnie, ważnego myślę…

                I teraz tak: przeprowadziłem sobie pewien eksperyment, przygotowałem stadko karteczek, a na każdej karteczce imię osoby z mojej rodziny. Z tych karteczek odtworzyłem sobie na dużym stole mój system rodzinny. Uwzględniłem osoby, które żyją, które zmarły, zginęły etc. Bardziej te karteczki układałem skupiając się na tym, co czuję w związku z poszczególnymi osobami, grupami osób. Próbowałem też wyczuć co się między nimi dzieje/działo kiedyś. Po prostu jakie uczucia krążyły w systemie, co tam się działo.

                Efekt? Piorunujący, na mnie to zrobiło wielkie wrażenie. Bo już nie muszę na rozum brać, że w tym systemie nie dało się normalnie żyć. Po prostu w tej chwili czuję to. Poczucie zagrożenia, krążąca złość, nienawiść, rozpacz, tendencje autodestrukcyjne (to szczególnie w rodzinie ojca, tam praktycznie wszyscy się zapili, albo popełnili samobójstwo). Nienawiść mojej babci do córek, które były owocem jej małżeństwa z gościem, ktory ją bił i się koniec końców zachlał zostawiając ją z dziećmi. Oj dużo byłoby pisać. W każdym razie polecam ten eksperyment, mi pomógł (tak jak na ten moment to widzę) w oddzieleniu tego, co czuję do systemu rodzinnego i jego członków, od tego, co czuję do ludzi otaczających mnie w teraźniejszości. Trochę jakby te moje uczucia znalazły swoje miejsce, adresatów.

                Przy okazji: ta rekonstrukcja rodziny jest dosyć męcząca emocjonalnie, strasznie mnie potem głowa bolała.

                Bronislavus
                Uczestnik
                  Liczba postów: 212

                  Mam podobne doświadczenia jak Ty Stokrotko. Bardzo długo chodziłem do jednej terapeutki, coś się w moim życiu zmieniło, niestety też bardzo wiele zostało pod dywanem. To była moja pierwsza terapia, wydawało mi się, że tak ma być, że przecież to ona jest fachowcem, wszechmocna i w ogóle, że jeśli mi coś nie idzie w terapii, to najwyraźniej ze mną jest coś nie tak, a nie na lini ja – terapeuta. Teraz już wiem, że terapeuci też mają swoje ograniczenia, to jedna kwestia. Druga natomiast to ta chemia, o której piszesz. Albo iskrzy, dobrze nam przy tej danej osobie, albo nie.
                  Zmieniłem terapeutę, na kogoś innego, babkę, z którą miałem kiedyś trening psychologiczny. I to była dobra decyzja, choć dzięki niej zaczyna do mnie docierać rozmiar destrukcji w moim życiu, w mojej rodzinie. Tak jakbym dopiero teraz to zobaczył głębiej, nie tylko na zasadzie takiego oglądania i gadania o tym.
                  No i zajmujemy się konkretami, które nie pozwalają mi normalnie żyć. Lekko nie jest, natomiast coś z tego wynika…

                  Bronislavus
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 212
                    w odpowiedzi na: Czas na wyleczenie #78645

                    Ta książka wyszła pod koniec lat 90tych, wydana przez PARPA’ę, tamto wydanie ma tytuł "Czas uzdrowić swoje życie". Mam, dysponuję, polecam. Naprawdę fajna rzecz dla DDA. Ta moja jest pożyczona, noszę się z zamiarem nabycia nowego wydania.

                    Bronislavus
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 212

                      Zastanawiam się co można wybaczać, albo co mogę… To, że pił? To, że matka biła, bo świera dostawała przy pijaku? To, że zawstydzał, poniżał, upokarzał, a jak nie on to współuzależniona, potem uzależniona matka? To, że ukradł kawał życia, bo zawsze czułem się jak gówno i byłem przekonany, że wszyscy w koło mnie tak widzą? To, że dzięki pijakowi wstydziłem się chodzić po osiedlu? Nie wiem czy jestem w stanie tak sobie siąść, uśmiechnąć się i powiedzieć "a co tam, było minęło, bylebyśmy tylko zdrowi byli". Bardziej chce mi się wyryczeć przez łzy "chuj mu w dupę, im wszystkim, niech się pierdolą z takim życiem!!!!!" Sorry, ale ja najwyraźniej jestem na etapie dostrzegania ogromu szlaeństwa w mojej rodzinie. Mam wrażenie, że pieprzona gorzała pozbawiła rozumu wszystkich: uzależnionych, współuzależnionych i nas dzieci również. I nie wiem kto winny i komu wybaczać, zresztą wybaczać na ten moment nikomu nie chcę, nie umiem, nie widzę na to miejsca. Póki co jest we mnie kupa złości i takiego gigantycznego wkurwienia na to całe bagno, które się za mną wlecze i nie pozwala mi żyć, bo ja w sumie nawet nie wiem co to jest to życie. Mam poczucie krzywdy, bo ja tej patologii do domu nie przyniosłem, a wiecznie czułem się jakby to była moja wina.

                      Kurcze, ciężki mam okres, czuję jakby coś we mnie pęknęło, jakiś wrzód z którego się leje i leje…. Wczoraj przeryczałem wieczór, dziś jestem półprzytomny, wieczorem terapia…

                      I tak w ogóle patrzę wokół siebie, patrzę wstecz na moje życie i widzę takie nic, szarpaninę aby jakoś przetrwać, dostałem na drogę w dorosłe życie "idealne wzorce", doskonale nieadaptacyjne do otaczającej mnie trzeźwej rzeczywtsitości, nie ma co… :((((

                      Bronislavus
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 212

                        O!

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 195)