Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: narzeczeństwo z dda #54744
Kłos zapisz:
„Rozumiem, że facet z depresją i nerwicą, nie nadaje się na partnera? Należy go odstawić i nie wiązać z nim przyszłości? Tylko kaftan? ”nie, nie nadaje sie i tez mowie to z pelna swiadomoscia. To nie jest w takiej sytuacji partner, to jest w pierwszej kolejnosci chory czlowiek ktory potrzebuje profesjonalnej pomocy. Co wiecej w takiej sytuacji i w takim stanie w jakim ten chlopak sie znajduje przyszlosc jest dla Niego pojeciem jak z kosmosu.
„To co dzieje się z tym człowiekiem, związane jest z konkretną sytuacją życiową, i tylko (obok terapii) zmierzenie się z nią, może dać wymierne efekty. Lęk nie istnieje ot tak sobie, obok problemu.”
skad to wiesz? moze wlasnie ta sytuacja zyciowa byla tylko jako reakcja stresowa poczatkiem choroby neurologicznej ktora czaila sie juz dosc dawno.
„Nigdzie nie napisałem, że ma zrezygnować z terapii. Co do leków – pomagają, ale nie rozwiązują raczej problemów emocjonalnych. Nie napisałem, żeby odstawił leki.”
ale napisales ze leki nie pomoga, napisales to jako stwierdzenie faktu. Leki pomagaja i to dosc skutecznie w takich przypadkach… ale juz to wyjasnilam wczesniej.
„Gdzieś napisałem o głaskaniu po główce? Zacytuj. Jeżeli szczerą rozmowę nazywasz głaskaniem… Odmawiasz facetowi tego, czego być może nie otrzymał przez całe swoje życie – również od partnerki, zrozumienia, akceptacji.W takim razie dziękuje za taki związek.”
a co jestesmy w stanie dac czlowiekowi w depresji lekowej.. my laicy ktorzy nawet nie wiemy z czym to sie je. Co wiecej niz wysluchanie i glaskanie po glowce jestesmy w stanie zrobic?
nic nikomu nie odmawiam, bo nie znam w ogole sytuacji "kto co komu dal lub nie", tak samo jak Ty nie znasz, a odrazu skreslasz ten zwiazek… to "byc moze" jest tylko byc moze, ale nie musi.„” Myslisz ze w takim przypadku normalny czlowiek jest w stanie przez wysluchanie, glaskanie po glowce, wyrozumialosc "naprawic" psychike drugiego czlowieka”
Wybacz, ale na czym polega psychoterapia? Myślisz, że w gabinetach pacjenci lewitują pod sufitami? ”dobrze ze to podkresliles, psychoterapia-gabinet-pacjenci, cerebri nie jest psychoterapeuta, nie uczyla sie tego zawodu a Jej chlopak nie jest Jej pacjentem tylko chlopakiem z ktorym chciala by sie zwiazac.
„Co to znaczy – musimy być zdrowi psychicznie? W takim razie każde z nas, dda, nie nadaje się do związku, bo mamy poważne problemy emocjonalne. I zapewne nigdy nie pozbędziemy się ich w 100%. Na to tabletki jeszcze nie. ”
problemy emocjonalne to nie choroba, dda tez nie jest choroba… odnosimy sie do konkretnego przypadku chlopaka u ktorego psychiatra stwierdzil symptomy chorobowe i ktory powinien byc leczony na oddziale zamknietym.
zadalam Ci jedno pytanie na ktore mi nie odpowiedziales, czy wezniesz na siebie odpowiedzialnosc za zwiazek w ktorym ktos z depresja lekowa, moze zapoczatkowana lekiem przed zwiazkiem (bo tego tez nikt nie wie), bedzie chcial z tego zwiazku uciec przez okno naprzyklad.. depresje lekowe maja to do siebie ze czlowiek ucieka obojetnie jak, gdzie i kiedy.. nawet jezeli bedzie to smobojstwo czy okaleczenie czy inne skodliwe dla siebie samego rozwiazanie.
ps w obecnej sytuacji nie jest wazna przyszlosc, w obecnej sytuacji jest wazne "teraz" !!!
w odpowiedzi na: narzeczeństwo z dda #54740Klos, sorry nie lubie moralizowac, ale to co tu napisales jest nie tylko nie fair, ale tez bardzo szkodliwe.
Radzisz dziewczynie zeby zamieszkala z osoba u ktorej psychiatra zdiagozowal depresje, stany lekkowe i zalecil leczenie szpitalne, to nie jest juz "zabawa" dla domoroslych terapeutow jak my. Wezmiesz na swoje barki odpowiedzialnosc za to ze np chlopak w fazie lekow bedzie chcial uciekac i skakac z okna?
Zawsze tu piszemy ze zeby wejsc w zwiazek z drugim czlowiekiem trzeba byc odpowiedzialnym, ta odpowiedzialnosc polega tez na tym ze musimy byc "zdrowi" psychicznie. Zwiazek to nie kolko terapeutyczne, nie mozna wymagac od partnera zeby nas leczyl bo to nie jego zadanie tylko lekarzy!
Myslisz ze w takim przypadku normalny czlowiek jest w stanie przez wysluchanie, glaskanie po glowce, wyrozumialosc "naprawic" psychike drugiego czlowieka…. to ja pierwsza sie na to pisze – sorry za sarkazm, ale nieraz "dobrymi uczynkami jest pieklo wybrukowane"ps mowisz ze leki nie pomoga, to powiedz mi jak jestes w stanie dojsc do czlowieka w glebokiej depresji? jak jestes w stanie zaczac terapie bez pomocy lekarstw kiedy do czlowieka nic nie dociera, kiedy czlowiek jest wielka trzesaca sie galareta nie przyjmujaca nic.
w odpowiedzi na: Jaka powinna być kobieta? #54737„To smutne a jednak prawdziwe —–że faceci najpierw zwracają uwagę na powierzchowność kobiety ”
ja nie jestem facetem a tez to robie 😛 po pierwsze nie pociagaja mnie mili ale brzydcy faceci (gusta i gusciki) a po drugie przeciez jak zobacze takiego delikwenta to nie wiem ze jest mily, ale ze przystojny to widze odrazu 😉
w odpowiedzi na: Pożegnanie matki #54736„Chyba nie do końca wcześniej zrozumiałam Twój post.”
uhu fakt 🙂
ale to co napisalas wczesniej jest bardzo wazne i tak sie zastanawiam nad tym co napisalas tz apropo wizji Twojej mam wzgledem Ciebie, jaka powinnas byc itp to jednak wydaje mi sie ze taka wizja nie istniala. Gdy rodzic ma jakas wizje wzgledem dziecka to probuje ulepic to dziecko tak aby mu to pasowalo, wklada w to sile i prace… i jest to obojetnie czy ksztaltuje dzieciaka na "dobrego" czlowieka czy na "potwora".
Twoja mam nie byla "mama" w czystym slowa tego znaczeniu. Sa rodzice ktorzy nie maja uczuc rodzicielskich, dzieci sa dla nich tylko dziecmi a nie "ich dziecmi", Oni sa niedojrzali zeby te uczucia w sobie wykrzesac. Takie dziecko traktowane jest jako dziecko, partner, konkurent, kumpel, przeszkadzac, zabieracz czasu, skrzynka na brudy, spowiednik, worek treningowy w wyrzucaniu frustracji i rozne takie w zaleznosci od postawy rodzica a nawet od jego nastroju… Ale nie ma to nic wspolnego z relacjami rodzic-dziecko. Oni poprostu nie znaja takich relacji a co wiecej, sa tak zajeci soba i przetwarzaniem swojego zycia ze w ich "swiecie" nie ma miejsca na dzieci i takie relacje.
A dzieci sa bo sa, bo tak wypada, bo sie przytrafilo, bo wszyscy juz maja i tych "bo" jest bardzo duzo. i tak na koncu okazuje sie ze to te dzieci sa bardziej dorosle od swoich rodzicow…. wlasnie tez przez to o czym wspominala Doris – brak wiezi.w odpowiedzi na: narzeczeństwo z dda #54732Tego nikt nie wie i nikt nie udzieli Ci tej odpowiedzi. To jest temat na rozmowe z terapeuta, psychologiem czy psychiatra.
w odpowiedzi na: Pożegnanie matki #54723Wiem ze bylo by latwiej, ale czy lepiej? moze jednak lepiej jest spojrzec trzezwo na to i przerobic to tak jak bylo, bo jak czlowiek podjal sie juz takiej pracy nad tym wszystkim to szkoda bylo by teraz "pojsc na latwizne" i zamknac ten rozdzial w takim wlasnie przekonaniu. Nie wierze ze on bylby w pelni zamkniety i jest niebezpieczenstwo ze kiedys by znowu wyplynal i moglo by sie okazac ze nasza ciezka robota byla by o tylek rozbic.
To sa nasze doswiadczenia, nasza nauka.
w odpowiedzi na: Pożegnanie matki #54719Chyba kazdy potrzebuje milosci, to jest jakby nie bylo jakies potwierdzenie ze jestesmy cos "warci", ze jestesmy dla kogos wazni itd niby takie czesto oklepane odczucia ale dla nas bardzo wazne…. dlatego nieraz szukamy czegos czego nie bylo, albo trzymamy sie czegos jak tonacy brzytwy, bo z drugiej strony moze to bylo a my nie zauwazylismy albo nie zrozumielismy.
Uczucia i odczucia sa bardzo skomplikowane, a jezeli jeszcze sa to uczucia innej osoby to juz w ogole moga byc dla nas czarna magia i tak powiklana jak ludzkie osobowosci.
Bo jak zrozumiec szukanie milosci a nie dawanie jej dziecku ktory kocha? czy ta osoba nie znajdujac tej milosci tam gdzie by chciala ja znalezdz, ma swiadomosc ze nie jest jej "warta" i przez to dziecko jako Jej czesc tez nie jest jej warte…. czy wrecz przeciwnie, niedostajac milosci z miejsca gdzie chcemy ja dostac, kramy za to kogos kto stoi przy nas najblizej i tym jest od nas uzalezniony czyli mozemy to robic bezkarnie, bo i tak ten ktos bedzie nas kochac.To jest troche tak jak bysmy wlazili z glodu na 10m drzewo zeby zobaczyc czy tam wisi jablko, a nie widzimy ze wystarczy stojac pod drzewem wyciagnac tylko reke.
w odpowiedzi na: Pożegnanie matki #54717yucca, z tego co czytam to Twoja mam powielala takie same zachowania jakie wyniosla z domu… pisalas ze starala sie wzgledem rodzicow, ale na "lozu smierci" ojciec i tak byl nastawiony na "siebie" ON-ON-ON .
Wiecie przypomniala mi sie taka historia ze starszego dziecinstwa… mialam kolezanke w blokowisku obok, a raczej bylo nas cztery i jak to dziewczyny ganialysmy jedna do drugiej na pogaduchy. Jola miala super mame, zawsze usmiechnieta, zawsze pytajaca co slychac, przynoszaca slodycze i inne dobrocie a ze nie pracowala, to jezdzila z nami na wycieczki szkolne, klasowe wyjscia do kina itp
Kiedys w rozmowie o rodzicach powiedzialam ze Jola ma fajna mame… na co Jola rzucila mimochodem – Ona jest fajna dla innych… troche mnie to zastanowilo, ale zwalilam to na zly chumor kumpelki. Zycie toczylo sie swoja droga do czasu kiedy raz biegnac do Joli po schodach na 5 pietro nie uslyszalam rozmowy Jej rodzicow ktorzy tez wchodzili po schodach a byli juz pietro wyzej i mnie nie widzieli… rodzicielka Joli mowila do meza:
"musialam wyjsc z domu bo Jolka ten tuman znowu nie kupila wszystkiego, takiej glupiej dziewczyny to chyba nie ma na swiecie i te Jej kolezaneczki, rzygac mi sie chce jak musze je znosic" wiecej nie slyszalam, bo po cichu zrobilam w tyl zwrot.nieraz mi sie wydaje ze duzo ludzi nie doroslo jeszcze i jest to obojetne ile maja lat
w odpowiedzi na: Pożegnanie matki #54705Zapytalam, bo wyczulam jakas tesknote w tym poscie. Teraz wiem ze tesknisz za tym co mogla Ci dac a nie dala… wydaje mi sie ze nie mialabys takich odczuc gdybyc tego chociaz przez chwilke nie doznala tz nie wiedziala bys ze Ona to moze zrobic, ze jest do tego "zdolna".
Z jednej strony moze bylo by lepiej, prosciej pozegnac ktogos kto byl dla nas "niedobry" przez cale zycie, ale z drugiej strony to jest jak odkrycie jakiejs nieznanej czastki drugiego czlowieka.
Moze jest to iracjonalne co napisze, ale wydaje mi sie ze Ona stala sie dla Ciebie bliska, wlasnie dlatego ze odkryla przed Toba ta czastke i dala Ci ta swiadomosc ze mozna inaczej. Wiesz jak duzo czasu czlowiek potrzebuje zeby nauczyc sie tego samemu jezeli nie mial "wzorcow", a mozna sie tez nigdy nie nauczyc.
Mozna powielac wzorce innych, mozna byc kochajacym mezem, zona, matka, ojcem ale tylko dlatego ze tak powinno byc a nie dlatego ze wyplywa to z glebi czlowieka, bo czlowiek tego nie zaznal.ps wiem ze namieszalam, ale takie mysli kraza mi po glowie a inaczej nie moge ich przedstawic
w odpowiedzi na: Pożegnanie matki #54700yucca, tesknisz za Nia ?
-
AutorWpisy