Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 155)
  • Autor
    Wpisy
  • Cerber
    Uczestnik
      Liczba postów: 161

      Oliwio przesyłam ci najcieplejsze pozdrowienia, nie jesteś sama w dniach udręki.

      Ja też szukam ciepła i oparcia

      Cerber
      Uczestnik
        Liczba postów: 161

        Cześć, jestem w lęku bo stawiłem czoła mojemu lękowi (choć to górnolotnie brzmi) …zmieniam pracę co jest dla mnie przerażające dosłownie. Bo naście lat pracuję tutaj a wcześniej kiedy to zrobiłem doznałem załamania i zamknąłem się w domu. Dziś nie może do tego dojść bo żyje sam , mam 40lat i to taki wiek że nikogo już nie obchodzisz zwłaszcza jeśli jesteś sam. Nie mogę liczyć jakby co na nic. A w obecnej pracy jest coraz gorzej, płace stoją w miejscu, pogarda kierowników, dyrektorów do zwykłego pracownika jest wręcz namacalna. Boli mnie to bo starałem się dobrze pracować i kiedyś dobrze mi się tu pracowało, myślałem że znalazłem swoje miejsce na ziemi.

        W końcu odważyłem się ale momentami (i to niestety częstymi ) mam wrażenie że źle robię, nie zasługuję, nie poradzę sobie i wtedy lęk jest tak duży że mam wrażenie zaraz serce mi się zatrzyma i umrę. I też wtedy przestaję widzieć jakiekolwiek inne rozwiązania, chyba tylko po za ostatecznym. A innym razem widzę że w tym miejscu nic dobrego mnie nie czeka , z dnia na dzień poczucie bezsensu ,rozgoryczenie i frustracja będzie się powiększać.

        Staram się z kimś codziennie porozmawiać, ale ludzie kiedy powtarzasz ciągle to samo odsuwają się. Gdzie i tak mam trudnośći w relacjach.

        Po prostu boję się.

        Cerber
        Uczestnik
          Liczba postów: 161

          Oliwio…. chciałbym jakoś pomóc, pocieszyć choć sam ostatnio jestem w lęku (może później to opiszę). Ale nie potrafię, pisze tutaj i czytam to co ty napiszesz bo czuję że jesteś mi bliska bo w jakimś stopniu rozumiem twój ból. Mój jest podobny (ale pewnie nie taki sam) i chciałbym żeby ktoś był przy mnie kiedy go czuję, żebym nie został z nim sam tak jak zawsze, z tym lękiem który nie pozwala zająć się czymś przyjemnym albo konstruktywnym a czasem i spać nie pozwala.

          Marży mi się nie być sam kiedy czuję ten lęk, jakby „podzielić” go , nie zrzucać go ale żeby ktoś przychylny,kto akceptuje mnie w moim lęku , strachu był obok i nie mówił „nie ma czego się bać” bo to tak jakby mówił : to źle że boisz się.

          Więc może w pokrętny, dziwny sposób ale jakoś odrobinę mi lepiej że gdzieś tam jesteś

          P.s I sam nie raz chciałbym „odpłynąć” i nie wracać.

          Cerber
          Uczestnik
            Liczba postów: 161

            Kiedy przychodzą takie dni że nic nie ma sensu, na nic siły , nie widać wyjścia z ciemniej studni, cokolwiek zaczynasz nic z tego nie wychodzi i wtedy chce się tylko zwinąć w kłębek i zniknąć. Znam

            Jakie wyjście? Fakt ruch zauważam że pomaga ale najtrudniej zrobić pierwszy ruch a czasem jest on nie możliwy. Ja w najgorszym czasie ostatniego półtorej roku zacząłem remont, sam wszystko robiłem , szukałem jak to zrobić, próbowałem , przychodziły dni że jakoś ratowało mnie to, ale i dni kiedy nie pomagało i nie byłem w stanie zrobić czego kolwiek.

            Myślę Oliwio że choć w części rozumiem co czujesz sam mam takie dni , ostatnio chyba dopada mnie bezsilność, bezradność w tym jak i dokąd zmierza moje życie, czuję się jak sternik przy kole sterowym które nie działa i nie mam wpływu na to w którym kierunku płynę.

            Cerber
            Uczestnik
              Liczba postów: 161

              „uważnianie” siebie …. Pozwolenie sobie na słabości? Na to że nie jesteśmy idealni i to nie powód żeby nas krytykować wyśmiewać, odrzucać nas… Jak to sięgnąć?! ? Ja tego nie wiem, chciałbym jeszcze wiedzieć jak uwierzyć w siebie , a jednocześnie nie przeceniać siebie. Poznać się jaki naprawdę jestem?

              Bo jedno to coś przeczytać, coś wysłuchać, coś wiedzieć A czym innym jest czuć.

              Jak mimo porażek próbować jeszcze raz? Kiedy braknie sił.

              Jak działać kiedy czujesz się jak mrówka wobec słonia.

              Cerber
              Uczestnik
                Liczba postów: 161

                Jak ja rozumiem ten „głód”

                Cerber
                Uczestnik
                  Liczba postów: 161

                  Cześć Oliwio.

                   

                  Nie raz zaskakujesz mnie tym co napisałaś bo tak podobne i znane mi. Zdarzało się (chyba nadal się zdarza) że przerywam czytanie bo jest zbyt znajome. Tak jak w którymś „mam wrażenie że wszyscy się ze mną męczą” , ja mam wrażenie że jestem „nie mile widziany” że jestem nie tyle intruzem a nie proszonym gościem który „przyszedł nażreć się za darmo” i wszyscy o tym wiedzą. Choć nie raz dostawałem znaki wprost że jestem mile widziany ale ja im nie wierzę. Nie potrafię uwierzyć a chcę! Ale jak w to uwierzyć skoro sam siebie nie akceptuję, „kochać siebie” do tego podchodzę właściwie tak jak ty. Więc cofam się i najpierw staram dowiedzieć czego ja chcę, co mnie boli , ale nie „słyszę” tego natomiast bardzo dobrze”słyszę” pretensje,krzyk, wyszydzanie , powinieneś to a to , nie powinieneś tego czuć ile ty masz lat? Dlaczego masz nie umiesz zdobyć, sięgnąć po to a tamto bo powinieneś!

                  To męczy i wywołuje lęk i tylko wywołuje niemożność wykonania jakiego kolwiek ruchu a to wywołuje to co napisałem powyżej. I koło obłędu zamyka się. Próbuję z niego wyjść i nawet są pewne efekty ale one kosztowały mnie olbrzymi wysiłek i trwały latami nawet już bym powiedział że dziesiątki lat. Miałem marzenie że kiedyś całkowicie mi to minie i będę „zdrowy” na umyślne. Ale to nie realne bo zawsze z czymś będziemy się zmagać, czasem to ucichnie ale przyjdzie kryzys i to wróci ale czy z zdwojoną siłą? Może nie … I co sądzę dużą rolą w tym procesie (choć nie lubię tego słowa) odgrywa otoczenie, bo jeśli oni nie jest choćby neutralne to jeszcze bardziej dobija, zwłaszcza kiedy jest się w złym stanie.

                  Więc Oliwio w pewnym sensie rozumiem cię . Mnie kiedy było mi źle najbardziej dołowało to kiedy ktoś mówił „będzie dobrze” albo dawał rady „zrób tak i tak, a ja czułem się jeszcze gorzej bo tak nie potrafiłem. I kolejny „dowód” że że mną coś nie tak , beznadziejny przypadek itp. . Trochę ponure zakończenie ale może powiem jaką strategię ja przyjąłem . Otóż robić to na co mam siłę, a na co nie nie robić tego , nie mówię tu o rzeczach fizycznych czy konkretnych czynnościach np. domowych ale o pracy w głowie lub przy relacjach. Efekty? W 99,99% przypadków nie udawało się ale ten 0,01% popychał mnie ku światłu . Tak to widzę z perspektywy czasu, bo w tamtym czasie nie widziałem postępów.

                  Trzymaj się Oliwio.

                  Cerber
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 161

                    Cześć Oliwio, u mnie… trudno mi to nazwać że jest źle? nie nazwałbym bym tego tak , dobrze? nie . Dzień toczy mi się za dniem jeden podobny do drugiego chyba to mnie najbardziej dołuje bo tkwię w tym samym miejscu i nie mogę znaleźć wyjścia. Jednego dnia skojarzyło mi się to z tunelem gdzie są drzwi jak przez nie przejdziesz nie ma już powrotu a drugich nie widać, przez jakiś czas jest okej ale im dłużej tam tkwisz tym większe lekcje ogarnia. Bo siły szukać dalej nie mam ale tkwić w tym miejscu też nie chcę. Skąd brać siły?
                    Wtedy też skupiam się na sobie lub i można by to nazwać zamykam się w własnej głowie i nie widzę tego co jest dookoła, ludzi dookoła.

                    Twoje stwierdzenie „martwię się o Ciebie,” z jednej strony trochę lęku to wywołało takie „wezwanie do tablicy” a z drugiej miłe uczucie którego do końca nie umiem nazwać … bo ktoś zainteresował się moim losem ? Nie umiem dokończyć myśli , mam pustkę
                    Ocean … Wiele lat moim marzeniem było budzenie się rano i widok morza za oknem , mam wrażenie że kiedy jestem nad morzem (a rzadko to bywa) jego widok mnie uspokaja , czy to ta przestrzeń czy szum, nie wiem . Więc mogę to zrozumieć.

                    Cerber
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 161

                      „Punkt przegięcia” tyle tych punktów ile osób, każdy ma trochę inną historię. Inaczej w danym momencie ten pijący się zachowywał (moje siostry ułożyły sobie jakoś życie, nie mają jakiś problemów z relacjami które je w tym blokują, choć widzę że nie jest idealnie ale ja to oceniam jako standardowe odchylenia) z tego co wiem stary zaczął ostro pić w okresie kiedy urodziłem się, wcześniej bawił się z moimi siostrami ze mną nie. Jest wiele wydarzeń, ludzi i ich reakcji w stosunku do nas, każde może mieć znaczenie albo my daliśmy znaczenie, jest jeszcze nasza odporność, mniejsza czy wieksza, opcji jest po prostu zbyt wiele żeby móc znaleźć jakiś ogólny schemat. Po prostu przychodzi moment że jest po prostu po ludzku zbyt wiele i żeby przetrwać zmieniamy się, masz mózg fizyczne się zmienia żeby przetrwać TERAZ jeszcze jedną godzinę jeszcze jeden dzień, tydzień, miesiąc. Kojarzy mi się jakiś urywek filmu o żołnierzach z I WŚ którzy przeżyli ostrzał artyleryjski i zaczęli się trząść do tego stopnia że mieli problem zjeść coś. Ich układ nerwowy został przeciążony. A co jeśli to nie jednostkowe zdarzenie tylko dzieje się to co chwilę przez wiele lat i w dodatku przydarza się to dziecku? Może wydawać się może przesadzam ale małe dziecko bez rodzica zginie(a w każdym razie tak myśli) a co jeśli jeszcze mu to powtarza?

                      Myślę sobie że to prawda że pierwsze lata życia są kluczowe. Trochę jak budowa nowego auta, jeśli w trakcie składania go będzie jakiś błąd, nie do końca sprawna część , i to w kluczowym elemencie. To możemy poprawiać, naprawiać, ale zawsze coś będzie nie tak. Bo niektórych części nie da się wymienić albo ślad już na zawsze zostanie.

                       

                      Z tym że „ludzie z mocno patologicznych rodzin, z trudnymi doświadczeniami mają paradoksalnie więcej motywacji, napędu do walki o swoje życie, działania, dążenia do zmian ” myślę że być może tak ale właśnie do tego punktu”przegięcia ” bo później nie ma już sił czasem nadziei, choć czasem może się pojawiać i wtedy próbować ja wykorzystać, ale jeśli się nie uda , przybija to mocniej. To tak jak opowieść ze słoniem : dla czego nie urywa się z liny, choć może ją bez trudu zerwać?

                       

                      Pisałem ten post 2 dni więc może wydawać się chaotyczny. Od 2 dni kiepsko śpię, i jestem zmęczony i chyba jakieś choróbsko próbuje mnie dopaść.

                       

                      Oliwio jeszcze ci odpowiem, dzień będę miał długi dzień, nie wiem czy sprostam . Bo jak czuję zmęczenie i załącza mi się lęk, lęk że nie dam rady, a przede wszystkim że nie obronię się.

                      Cerber
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 161

                        Oliwio,

                        Widzę że źle u ciebie ,

                        Chciałbym ci jakoś pomóc może  jakoś poradzić , i tak leżę w łóżku chyba z pół godziny się zastanawiam nad tak naprawdę nie umiem ci w tym momencie pomóc, bo wiem kiedy przychodzi taki dół wtedy nic się nie widzi i nic nie słyszy , chce się tylko żeby przestało boleć. Dlatego też pisz bo w ten sposób coś wywalasz na zewnątrz a nie dusić w sobie a jak widzisz rób nie widzisz ale tak jest że są ludzie którzy odnajdują się w tym co piszesz a to oznacza że nie jesteś z tym sama. Bo oni coś podobnego przeżyli, niektórzy może mieli trochę lepiej ale byli tacy którzy mieli gorzej i nie wytrzymali.

                        Tak jak napisałaś też mi się wydaje że jest pewien punkt za którym psychika już doznaje nieodwracalnych zmian można tylko później ograniczać straty. U mnie też wkurza jak ktoś mówi próbuj dalej próbuj próbuj a ja już nie mam sił znosić kolejnych porażek, odrzuceń mam ochotę tylko się zamknąć swoich czterech ścianach. Czasem nabieram sił i próbuję z innej strony. Ale to strasznie dużo kosztuje. Ale se pomyślałem czas i życie i tak płynie więc jeśli mam siłę próbuję jeśli nie ,odpuszczam.

                        Chyba jestem w momencie odpuszczania i regeneracji sił. A chciałbym już być o wiele dalej.

                        „Dalej” …. Czy aby to dobre słowo? Bo czas mija a my się czasami cofamy do początku, więc chyba to raczej labirynt w którym są zakamarki mrocznej i ciemne i takie które są jaśniejsze.

                        Oliwio jeśli masz na tyle sił spróbuj zrobić to co proponuje ci Ramoiram może pomoże a może tylko na chwilę zajmie i to i to będzie sukcesem.

                        Jeszcze raz Oliwio pisz pisz i jeszcze raz pisz. Bo jest parę osób które jakoś czekają na to.

                         

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 155)