Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 79)
  • Autor
    Wpisy
  • CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85
    w odpowiedzi na: Już tu byłem… #484124

    dda93

    Szczerze mówiąc teraz zastanawiam się czy dobrze zrozumiałem to co było tam napisane.

    Bo w pewnych sytuacjach, pozytywnych , załącza mi się lęk . A ja nie rozumiem dlaczego. Tłumaczyłem to łękiem przed oceną , może odrzuceniem . Ale teraz jestem skołowany .

    Też zdarza mi się mylić emocję z myślą , parę razy terapeuta mi to wytknął.

    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85
    w odpowiedzi na: Już tu byłem… #484112

    dda93

    Lęk przed samotnością — Psychoterapia Warszawa – W RELACJI

    znalazłeś to ?

    Kilka razy przeczytałem ten cytat ze strony i coraz bardziej mam wrażenie że mnie dotyczy raczej Izolacja intrapersonalna , nie mylić z interpersonalną .

    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85
    w odpowiedzi na: Już tu byłem… #484111

    Lęk przed samotnością, lęk o brak możliwości powrotu do kochanej osoby, lęk o brak umiejętności zakochania się po raz kolejny, lęk przed kolejną raną w sercu.

    U mnie określiłbym to jako lęk o brak umiejętności zakochania, bo nie, chyba nie ,nigdy nie byłem mocno czy szaleńczo zakochany , na pewno nie w związku . Te które miałem, w pierwszym czułem się świetnie przy niej i czułem się zrozumiany , akceptowany . Raz , chociaż raczej nie można mówić o miłości a zauroczeniu czy szczeniackim zakochaniu ale z tego nic nie wyszło .

    Osobiście staram się wyważyć te dwa stany i jednak bezpieczna strefa samotności, gdy się tego nie poczuło jest lepsza niż samotność po miłości.

    Pierwszy okres samotności po miłości zgodzę się jest gorszy , ale jej brak (miłości)  choćby na chwilę, wzbudza z dnia na dzień poczucie że z tobą jest coś nie tak . Że nie jestem do czegoś zdolny , że jestem ułomny , do czegoś czego pragniesz .

     

    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85

    ann88

    Twój ? Jeśli tak zazdroszczę talentu 🙂 Sam nie potrafię sklecić dwóch rymów a rysuje co najwyżej jak 6-latek

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez CerberCerber.
    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85

    „ból samotności”

    To chyba dobre określenie

    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85
    w odpowiedzi na: Już tu byłem… #484078

    dda93

    Teraz, gdy od dawna mam już lat nie kilkanaście ani nie dwadzieścia parę, mogę czytać książkę kiedy chcę, obejrzeć film kiedy chcę, włączyć muzykę kiedy chcę, siedzieć w ciszy kiedy chcę (nie licząc nieprzewidywalności zachowań sąsiadów). Tyle, że teraz mnie to nie cieszy, bo gdy spadła adrenalina walki i opadł dym, zostało miejsce na pustkę i samotność, poczucie niebytu i życia przeciekającego bez sensu przez palce.

    Jeszcze niedawno mieszkałem w innym niż mój rodzinny domu pełnym ludzi. Gdzie każda chwila samotności i spokoju dawała uspokoić emocje. Praca, w której siedzę sam, była wtedy wybawieniem. Teraz jest przekleństwem. Kilka lat temu, pracując w obsłudze klienta, wśród ludzi, nabawiłem się nadciśnienia, nadwagi i prawie cukrzycy. Teraz znów szukam pracy… w obsłudze klienta😉

     

    Kiedyś pracowałem jako kierowca , sądziłem że odcięcie się od ludzi (całe dnie sam w kabinie ) tylko sporadyczne kontakty , myślałem że to będzie to ! Niestety ale nie , taka samotność i godziny na myślach które same pchały mi się do głowy , do tego stres który w znacznej większości sam sobie fundowałem niepotrzebnie , doprowadziły do tego że prawie zwariowałem . Okazało się że najlepszą pracą jest chyba dla mnie obecna (magazynier gdzie spotykam pewną ograniczoną liczbę tych samych osób  ) albo jak kiedyś pracowałem pod pewną betoniarnią (też kierowca ) gdzie byłem codziennie w domu i też ciągle te same osoby , choć tamtej i obecnej pewnych osób nie lubię i ciężko mi się z nimi dogadać , ale to chyba poczęści dobrze bo uczę się radzić w takich sytuacjach nie uciekając i nie poddając się im .

    0utsid3r

     

    <div class=”bbp-author-role”>Tu w pewnym sensie zazdroszczę tym, którzy doczekali się potomstwa. Coś po nich na tym świecie zostanie.</div>

    <div>mam podobne odczucia , bo wtedy masz dla kogo się starać . Mam znajomą która ma już dorosłego syna (znamy się z przerwami parę lat ) kiedy wyprowadził się od niej zaczęła zauważać to o czym nie raz jej opowiadałem tj. o rodzaju apatii , bezsensu działania tylko dla siebie , i wynikającego po części marazmu i zmęczenia .</div>
    <div>A co do związków , nie miałem tak długiego jak ty , były one krótkie (najdłuższy niecały rok ) . W trzech przypadkach żałuję że nic z nich nie wyszło . Jeden (najdłuższy ) wydaje mi się po czasie że można było naprawić , w drugim przypadku …uciekłem , o trzeci za słabo walczyłem , a wydaje mi się że była tego warta .  Ostatnio …ale to gdzieś tam pisałem .</div>
    <div></div>
    <div>chciałem zacząć mój wpis , ale zakończę go tym że mam pewną obsesje na tle swojej samotności , ciężko mi ją znieść ale i boje się ją przełamać bo w pewnym sensie jest bezpieczna . Ale i ciągle o niej mówię , myślę … nie wiem jak to określić ale opanowała ona moje myślenie a to męczy innych i odstrasza , jak ciągłe narzekanie ( a to chyba robię )</div>

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez CerberCerber.
    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85

    Oliwio

     Jednak rzeczywistość jest taka, że pod względem relacyjnym jest gorzej niż było. Jestem sama, nie mam z kim blisko rozmawiać. Gdy zdarza mi się „faza”, zjazd „nastroju”, gdy już nie wytrzymuję to naprawdę nie mam z tym do kogo pójść. Czasami na siłę wynajduję osoby, z którymi mogłabym spróbować. I nawet to robiłam, w realu i w necie. Ludzie chyba nie dają rady, albo te moje emocje są takie „brzydkie”, czuję i widzę ich blok. Nie próbuję już. Czy moje zaburzenie (które w końcu uznałam swoje borderline, przyjęłam tą diagnozę) jest naprawdę takie zawinione? Czy jestem tak bardzo sama sobie winna? Czuję, że nie jestem w stanie naprawić już tego stanu rzeczy. Po prostu emocjonalnie, społecznie jestem wadliwa. Jeszcze niedawno wierzyłam w to, miałam nadzieję (tak mawiał mój terapeuta, już dawno nie słyszałam tego od niego…), że jest to tylko kwestią zrozumienia, stworzenia jakiejś wspólnej przestrzeni relacyjnej, kwestia być może spotkania właściwej osoby… już straciłam nadzieję… ale nie umiem żyć z takim stanem rzeczy… ciągle na pograniczu, ciągle w zawieszeniu. Ani tak, ani inaczej. Nie umiem żyć bo ciągle boli wewnętrznie, ale nie umiem też jeszcze tego zakończyć. Było też dużo farmakologi.

     

    Nawet nie wiesz jak jest mi to znane , z tą może różnicą że nie mam stwierdzone borderline , ( choć czasem zastanawiam się czy tego nie mam ) szukałem , miałem nadzieje już parę razy na jakiś związek , lub znajomość ,chciałem znaleźć przyjaciela … efekt jestem sam , samotny , i tracę resztki nadziei że to się zmieni , i jest mi z tym źle . Chciałbym żeby samotność tak nie bolała i wtedy byłoby ok . Chciałbym mieć tabletkę która usuwa potrzebę relacji z innym człowiekiem

    Tak jak kiedyś planowałem (miałem nadzieję ) na wspólne życie z kimś , tak dziś planuje je samotnie , i coraz bardziej wydaje mi się to bezsensowne .

    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85

    Grupa działa ?

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez CerberCerber.
    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85
    w odpowiedzi na: Samotność #483903

    <p style=”text-align: left;”>Kiedyś przez chwilę pogodziłem się z tym że będę sam (nie tylko w sensie związku)</p>
    Najgorsze w tym wszystkim to że od czasu do czasu ktoś da ci złudną nadzieję że można jednak….

    CerberCerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 85
    w odpowiedzi na: Samotność #483875

    Makadamia , sam zastanawiam się jak to będzie , czy będzie bo w chwilach kiedy dopadnie mnie dół zastanawiam się czy w ogóle czekać

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 79)