Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 41)
  • Autor
    Wpisy
  • Dor
    Uczestnik
      Liczba postów: 42

      Nie uważam się ani za matkę boską ani za czołg, ot normalna kobieta… Ale to wiem teraz świadomie. Kilkanaście lat temu gdy wyszłam z domu rodzinnego byłam jak hm… czołg. Myślę, że przyczyną tego był dom w jakim się wychowałam gdzie nikt na mnie nie chuchał i nie dmuchał gdy coś się stało bo w kolejce było młodsze rodzenstwo, którym się opiekowałam jak rodzice balangowali. Nadmierne poczucie odpowiedzialności, pilnowanie aby odrobili lekcje, sprzątanie, zakupy i załatwianie różnych spraw, no bo kto to zrobi? Tak chyba powstaje jak to aga określiła stereotyp czołgu;) Odpowiedzialność za rodzeństwo odpuściłam dopiero kilka lat temu i było to bardzo trudne…

      Potem przyszła rola ofiary, takiej co to nie potrafi sobie dać rady. Ja z kobiety stanowiącej o sobie pozwoliłam na zrobienie z siebie sierotki. Owinęłam się wokół mojego partnera jak bluszcz i nic już nie musiałam załatwiać bo On robił to za mnie…Jednym słowem ze skrajności w skrajność… W końcu zaczęłam się w tym dusić i zrobiłam porządek, a trwało to tzn. bycie w tej roli kilkanascie lat…

      Teraz jestem normalną kobietą może trochę z męskimi zainteresowaniami, ale poza tym znam swoje zalety i wady. Daję sobie radę z pewnymi kwestiami coraz lepiej i nie muszę być jak ten bluszcz… Ostatnio na terapii nie pamiętam w jakim kontekście wypaliłam, że chciałabym zostać miss polski ale chyba za późno. Smiechu było co niemiara. Nie jestem idealna ale znam swoją wartość Pozwalam sobie na bycie czasami kruchą istotą a czasami taką, która i tak postawi na swoim. Czuję się coraz fajniej w roli kobiety a jeszcze niedawno nienawidziłam tego, że jestem kobietą a nie facetem… No i co najważniejsze coraz lepiej idzie mi wytyczanie moich granic:)

      Dor
      Uczestnik
        Liczba postów: 42
        w odpowiedzi na: karuzela #61024

        Myślę, że to u nas funkcjonuje na zasadzie, że jak coś nie wyszło za pierwszym razem to jestem do niczego. Pamiętam, że kilkanaście lat temu jak chodziłam zaocznie do ogólniaka bo pracowałam w I klasie miałam średnią powyżej 4 a w drugiej było gorzej. Na egzaminie końcowym z biologii nauczycielka chciała mi postawić 3 bo wcześniej miałam 5 a niewiele umiałam ale ja się uparłam aby postawiła mi 2 i po wakacjach zaliczę…Nigdy nie dotarłam do tej szkoły aby poprawić tą ocenę. Nadmierna ambicja mnie zgubiła. Szkołę skończyłam o wiele później i też nie za pierwszym razem ale wiele już odpuściłam z bycia najlepszą i zrozumiałam, że liczy się nasza upartość, świadomość osiągnięcia celu i nie zrażanie się tego typu porażkami.

        Teraz wyznaczam sobie kolejne cele i je powoli realizuję i cieszę się, że idę do przodu. Nie wywieram na siebie presji, że coś mi nie wychodzi za pierwszym razem ale np. za dziesiątym bo aby być mistrzem w czymkolwiek trzeba naprawdę wiele ćwiczyć. Nie obwiniam się, że jestem gorsza bo idę w swoim tempie, może w czymś nie jestem najlepsza ale są dziedziny gdzie jestem dobra:)

        Nie poddawajcie się gdy coś nie wychodzi za pierwszym razem, ja też parę razy miałam slomiany zapał do czegoś ale kiedy zadałam sobie pytanie: czy ja naprawdę tego chcę, czy to mi sprawi radość , w czymś pomoże, pchnie mnie dalej? Kilka razy okazywało się, że nie mam co w tą akurat czynność się angażować…

        Dor
        Uczestnik
          Liczba postów: 42

          Dawno się nie odzywałam, ale czytam forum na bieżąco i wrzucę swoje 3 grosze.

          Dla tych, którzy w ten sposób chcą napisać pracę nie wkładając w to nic od siebie, tak tak moi/moje drodzy/drogie, jak napisał wcześniej Danuel, jest to zbytnie pójście na łatwiznę i ja się z tym zgodzę.
          Dlaczego żadna z Was nie zadała sobie trudu aby wejść na to forum rok wcześniej, zagłębić się w tematykę, napisać coś od siebie (albo jak to się inaczej mówi, dać coś od siebie), spróbować poznać ludzi, którzy tu bywają? Wgłębić się chociaż trochę w ich problemy, troski życia codziennego, sprawy błahe, jak i te wymagające naprawdę wiele odwagi, determinacji, energii. Naprawdę jest to ponadludzki wysiłek aby tego dokonać? Najłatwiej jednak jest wejść parę miesięcy przed oddaniem pracy i napisać post typu proszę o pomoc w wypełnieniu ankiety i takie tam, a potem po obronie nawet tu nie zajrzeć, no bo po co? Jeśli tak ma wyglądać pomoc dla DDA to ja naprawdę dziękuję i nie mam zamiaru dzielić się swoimi przeżyciami, doświadczeniami itp.

          Mam nadzieję, że Ci, którzy tu zajrzą i będą mieli ochotę poprosić o wypełnienie ankiety zastanowią się wcześniej nad tym, co dają nam, użytkownikom tego forum od siebie. Nie sztuka pokazać tylko postawę roszczeniową, DDA to osoby bardzo wrażliwe, doświadczone przez los, a ktoś kto chce pisać o nas niech sobie zada trochę trudu aby troszeczkę nas zrozumieć (mam na myśli te osoby, które nie są DDA) i uszanować to, że mamy prawo powiedzieć NIE.

          Dor
          Uczestnik
            Liczba postów: 42

            sakura1 zapisz:
            „. mam tylko nadzieję że terapia pomoże mi się zmienić………”

            Wszystko zależy od Ciebie, od tego na ile jesteś zdeterminowany aby zmienić swoje życie….Każdy z nas DDA ma smutną przeszłość za sobą, ale to nie oznacza, że mamy nią żyć, to nie oznacza, że dla nas nie ma lepszego życia. Tylko wiąże się to z pracą, bo terapia to też praca, czasami bardzo ciężka. Ważne aby się nie poddawać i iść do przodu:) No i najważniejsza rzecz, tutaj potrzebny jest czas. Nie należy zniechęcać się tym, że nie ma od razu efektów…. Skoro żyło się kilka czy kilkanaście lat w tym to poprawa nie nastąpi w ciągu miesiąca czy dwóch. Trzeba do tego podejść uczciwie. Zyczę Ci powodzenia: 🙂 🙂 🙂

            Dor
            Uczestnik
              Liczba postów: 42
              w odpowiedzi na: rozwod-brzmi znajomo? #57833

              Odezwij się do mnie na gg wieczorem – 7245929, bo w pracy to człowiek nie może myśli zebrać…
              Myślę, że to się da obejść, nie pamiętam jak to było u mnie, lecz może coś obie wymyślimy:)

              Pozdrawiam ciepło:)
              Dorota

              Dor
              Uczestnik
                Liczba postów: 42

                Hawanka, dla Ciebie oklaski z ranka:)

                Dor
                Uczestnik
                  Liczba postów: 42
                  w odpowiedzi na: Masz babo placek! #56832

                  Skandal, popieram Twoją wypowiedź.
                  Ja poszłabym na kawę (uwielbiam kawę:) ) i dobrze się bawiła. Bo kto powiedział, że to od razu musi być randka? Hawanko, daj sobie czas na poznanie obu rzekomych kandydatów. DDA ma to do siebie, że wchodząc wręcz wskakując w związek chce wszystko już, teraz i natychmiast. Tak samo od siebie daje na maxa a potem czuje wypalenie. A tu potrzebny jest czas a nie ta zachłanność na bycie z drugą osobą i ograniczenie jej świata do siebie tylko…

                  Dor
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 42

                    Do 18-go roku życia miałam problem z facetami. Normalnie bałam się ich, chyba tak to można określić. Nawet w zawodówce chodziłam do klasy babskiej, ale po skończeniu szkoły trafiłam do pracy na pocztę w wojsku, pierwszy tydzień – koszmarrrrr:/ Ale dałam radę, przestałam mieć problemy w relacjach z facetami. Było coraz lepiej, chociaż jeszcze moim zdaniem to nie było tak jak chciałam, wiecie jakieś zadurzenia a to z jednej a to z drugiej strony…
                    Tak naprawdę relacje z płcią brzydszą hehe poukładały mi się dopiero od kiedy z moim partnerem zaczęłam jeździć motocyklem na zloty. Teraz jest naprawdę super:) O wiele lepiej mi się rozmawia z nimi niż z płcią piękną, dlaczego tak jest? Nie wiem.
                    W pracy też mam samych facetów hehe i się z tego cieszę, bo nie ma dziwnych gierek i jeśli powiem, że coś ma być zrobione, to jest to zrobione konkretnie, rzeczowo i bez jakichś komentarzy.

                    Hawanko, nie traktuj każdego faceta jako potencjalny obiekt miłości, niektórzy na to nie zareagują, inni mogą wykorzystać. Po prostu podchodź do nich jak do kolegów:) Nie szukaj faceta na siłę, nie tędy droga… Jeśli się trafi taki, który będzie Tobą bardzo zainteresowany i będzie chciał spędzać z Tobą więcej czasu, wtedy sama będziesz wiedziała co zrobić :cheer: Nie wywieraj na siebie presji, ja to mówię: tego kwiatu to pół światu. Jeśli jakiś Cię zaintryguje to znajdź pretekst do rozmowy, ale nie oceniaj go w kategoriach przyszłego małżonka, bo faceci lubią gdy kobieta pierwsza zaczepi, ale wiecie tak z taktem. Przecież nie można cały czas czekać aż książę z bajki się raczy pojawić, bo by życia zabrało, no nie?;)

                    Dor
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 42

                      agus zapisz:
                      ” Dlatego chce iśc na terapie do Szczecina miasta wojewóddzkiego, tylko, że stwierdziliśmy z mężem że razem pójdziemy we wrześniu jak on przyjedzie! I teraz pytanie: Czy dobrze chcemy zrobić aby iśc razem? Co o tym myślicie?

                      Mam tam zadzwonić! Wieczorem jestem pewna na 100% że zrobie to rano a w dzień robie wszystko aby nie zadzwonić! Chore! Ale musze się przemóc do cholery! !”

                      Z tego co ja rozmawiałam u siebie na grupie (chodzę od stycznia, teraz mamy wakacje), to nie jest wskazane aby na terapii pary/małżeństwa były razem. Po kilku miesiącach chodzenia na terapię z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie chciałabym aby mój partner był ze mną w grupie. Myślę, że byłoby to dla nas i dla grupy w jakimś stopniu też krępujące, że lepiej jest chodzić odrębnie i pracować samemu niż z drugą bliską osobą. Ale to jest moja opinia.
                      Aguś, ja też mieszkam w zachodniopomorskim:cheer:

                      Pozdrawiam ciepło:)

                      Dor
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 42
                        w odpowiedzi na: Kryzys egzystencjalny. #56098

                        Mając lat naście chodziłam do kościoła, mieszkałam rok u zakonnic na stancji i nawet się wybierałam do zakonu (taaa…niska samoocena, więc najlepiej do klasztoru – jeść dadzą, dach jest, ubranie też, gdzie mi będzie lepiej?).

                        Zbliżając się do 18-ki dorwałam gdzieś książkę o reinkarnacji i tak się zaczął mój ekhem odwrót od kościoła, ktoś powie, ze skrajności w skrajność, może i tak…

                        Uważam, że coś jest w tym co opisano w Kodzie Leonarda, że to nie jest fikcja, że ktoś przez wieki robił nas w balona, bo … tak łatwo jest rządzić kimś, kto nie jest wykształcony i jest podległy. Dla mnie kościół, religia chrześcijańska to jeden wielki biznes. W średniowieczu sprzedaż odpustów i jednocześnie płonące stosy w całej Europie, to ma być miłość bliźniego do bliźniego? A teraz? Gdzie są księża z powołania? Przecież to jest zawód jak każdy inny, tylko, że nie jest opodatkowany… To, co obecnie proponuje kościół nie jest dla mnie, ja szukam swojej własnej drogi.
                        Kościół mnie zachęca do życia w ubóstwie, do dzielenia się wszystkim, do cierpienia, tak nasz kościół chrześcijański to gloryfikacja cierpienia, ale za to jak łatwo szafować nagrodą gdzieś tam po śmierci:/ Gdybym nadal stosowała się do tych wskazówek byłabym na pewno nie tu gdzie teraz, tylko gdzieś daleko z tyłu klepiąc biedę, albo będąc w depresji lub innej chorobie na zasadzie: zasługuję na życie wieczne swoim cierpieniem.

                        Wierzę, że jest Bóg, Wszechmocna Inteligencja, Stwórca czy jakkolwiek go nie nazwać, jakaś Siła Sprawcza tego i że mamy wolną wolę i mogę wybrać: wiara w kościół lub w reinkarnację lub w coś co mi się widzi, to mój wybór. Wiara w reinkarnację uratowała mi kilka razy życie, gdy naprawdę miałam wszystkiego dosyć i nie chciałam żyć ale świadomość odrodzenia się w takich samych warunkach lub gorszych powodowała, że nie zdobyłam się na krok ostateczny. Okres buntu na Boga też miałam, czasem jestem na niego zła, traktuję go na zasadzie relacji rodzicielskiej chyba, ale wiem, że mogę sobie z nim rozmawiać kiedy i gdzie chcę, nie jest mi do tego potrzebny żaden kościół ani jako instytucja ani jako budynek. Wiem, że modlitwa działa, ale taka nasza, z serca nie na zasadzie, jestem marnych prochem tylko jako podziękowanie za wszystko, za wsparcie, za pomoc.:):):)

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 41)