Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Nie-Kobieca #206386
jakby kobiecość miała oznaczać gotowanie i sprzątanie to faktycznie źle ze mną 🙂 teraz troszkę prostych rzeczy już umiem sobie zrobić, bajzel jest mniejszy, ale daleko mi do doskonałości
ciuchy, makijaże -cóż, ok, trochę mogę ale mam inne pasje, które pochłaniają mnie dużo bardziej. ostatnio uczę się za to odnajdywać w takich stereotypowo kobiecych cechach jak "nie wiem, czego chcę" "o coś mi chodzi ale nie wiem tak od razu o co" "mój mózg przypomina stale buzującą sieć neuronów napędzaną energią nazywaną emocjami etc 🙂
Myślę sobie, że nic na siłę. Jeśli zdecydowanie lepiej i bardziej sobą czuję się łażąc po górach, czytając książki, ucząc się i oglądając filmy o kosmosie -to tym powinnam się głównie zajmować. Ale też zwracać uwagę na podkreślający moje pozytywne cechy ciuchy, pamiętać o fryzjerze, paznokciach, przygotować coś do jedzenia na imprezę zamiast paczki chipsów … szukam złotego środka czego i Wam życzę 🙂
w odpowiedzi na: zakochanie – nieujawnianie #205830Mam tendencję do czytania starych wątków
szkoda mi siebie z tamtego czasu a jeszcze bardziej mi szkoda, że nadal jestem sama, choć kilka żałośnie małych kroków w przód wykonałam
z tamtym M. oczywiście do niczego nie doszło i dojść nie mogło, teraz to widzę wyraźnie. byliśmy w jakiejś relacji, znajomi czasem pytali czy nie jesteśmy parą ale nic z tego. kiedy już niby wiedziałam, że nic z tego i myślałam już o innych w jakiś spsób był mi bliski, ale on ode mnie się odsuwał, z totalnie dziwacznymi wymówkami, jak teraz to widzę. próbowałam rozmawiać, ale mówił jedno robił drugie. zerwał ze mną kontakt ostatecznie kiedy okazało się, że mam HCV.
kolejne historie były już trochę inne. nauczyłam się zapraszać chłopaka to tu t tam. Z kolejnym M. nie wyszło z innych powodów. Ponieważ ogólnie można mu zaufać i można z nim rozmawiać – i przede wszystkim dlatego, że zależy mi na tej relacji jako takiej -zdecydowałam się na rozmowę. Nie, żeby coś uzyskać, tylko miałam dość udawania, było i jest we mnie dużo żalu i złości. Rozmowa była dla mnie straszna, mówiłam naookoło, czułam, że piecze mnie całe ciało, serce bolało, jakbym robiła coś bardzo, bardzo złego. Bałam się – nie jego reakcji, ale siebie. Trwało to długo w końcu to powiedział kluczowe zdanie. Potem strasznie płakałam i już powiedziałam całą resztę z tego, co dla mnie ważne. Postawiłam granicę – kontakt przez internet tak, w realu nie chcę go na razie widzieć – bo chcę mieć miejsce dla kogoś innego. To było straszne, ale cieszę się, że coś przełamałam w sobie. Cieszę się, że on wiedział, powiedział też że z mojej strony wszystko było w porządku. Jak rozmawialiśmy strasznie płakałam, następny dzień pochlipywałam po kontach, ale potem już nie, czyli konfrontacyjna siebie z uczuciami i z rzeczywistością była jak bolesny, ale skuteczny zabieg.
Jest inaczej niż było, popełniłam błędy, ale chociaż to nowe błędy… aczkolwiek niestety czas mija a ja postępy robię bardzo wolno i to jest źle. Nadal uczucia są straszne choć straszne już mniej. Kiedy to się wreszcie skończy, kiedy wreszcie będzie normalnie???
w odpowiedzi na: zakochanie – nieujawnianie #205829Mam tendencję do czytania starych wątków
szkoda mi siebie z tamtego czasu a jeszcze bardziej mi szkoda, że nadal jestem sama, choć kilka żałośnie małych kroków w przód wykonałam
z tamtym M. oczywiście do niczego nie doszło i dojść nie mogło, teraz to widzę wyraźnie. byliśmy w jakiejś relacji, znajomi czasem pytali czy nie jesteśmy parą ale nic z tego. kiedy już niby wiedziałam, że nic z tego i myślałam już o innych w jakiś spsób był mi bliski, ale on ode mnie się odsuwał, z totalnie dziwacznymi wymówkami, jak teraz to widzę. próbowałam rozmawiać, ale mówił jedno robił drugie. zerwał ze mną kontakt ostatecznie kiedy okazało się, że mam HCV.
kolejne historie były już trochę inne. nauczyłam się zapraszać chłopaka to tu t tam. Z kolejnym M. nie wyszło z innych powodów. Ponieważ ogólnie można mu zaufać i można z nim rozmawiać – i przede wszystkim dlatego, że zależy mi na tej relacji jako takiej -zdecydowałam się na rozmowę. Nie, żeby coś uzyskać, tylko miałam dość udawania, było i jest we mnie dużo żalu i złości. Rozmowa była dla mnie straszna, mówiłam naookoło, czułam, że piecze mnie całe ciało, serce bolało, jakbym robiła coś bardzo, bardzo złego. Bałam się – nie jego reakcji, ale siebie. Trwało to długo w końcu to powiedział kluczowe zdanie. Potem strasznie płakałam i już powiedziałam całą resztę z tego, co dla mnie ważne. Postawiłam granicę – kontakt przez internet tak, w realu nie chcę go na razie widzieć – bo chcę mieć miejsce dla kogoś innego. To było straszne, ale cieszę się, że coś przełamałam w sobie. Cieszę się, że on wiedział, powiedział też że z mojej strony wszystko było w porządku. Jak rozmawialiśmy strasznie płakałam, następny dzień pochlipywałam po kontach, ale potem już nie, czyli konfrontacyjna siebie z uczuciami i z rzeczywistością była jak bolesny, ale skuteczny zabieg.
Jest inaczej niż było, popełniłam błędy, ale chociaż to nowe błędy… aczkolwiek niestety czas mija a ja postępy robię bardzo wolno i to jest źle. Nadal uczucia są straszne choć straszne już mniej. Kiedy to się wreszcie skończy, kiedy wreszcie będzie normalnie???
w odpowiedzi na: nie umiem flirtować #205825a ja bym dodatkowo od razu chciała wiedzieć czy to ma sens, zacząć analizować etc 🙂 a to przecież na początku ma być zabawa a nie zaraz na poważnie
ech… 🙂w odpowiedzi na: Rozmowy (nie)kontrolowane #205822Felicja zapisz:
Poza tym nic nowego,może poza tym, że chyba nie bardzo nadaję sięna to forum, bo jakoś problemy ddowskie wydają mi się małe, przy niektórych właśnie np zdrowotnych.
pamiętam czasy diagnozowania HCV i potem leczenia intrferonem (taka mała chemioterapia…), też mi się wtedy dda wydawało banałem, przy bezislności wobec zakażenia wirusem, który może zabić albo przy skutkach leku, nad którymi często w żaden sposób nie dało się zapanować. jakoś to dda wydawało się takiie łatwiejsze do ogarnięcia…
dziś wirusa już nie ma a wiele moich dda-owych problemów było i jest. może niektóre trochę mniej. ale np.wciąż nie potrafię się z nimi związać
ech życie…
w odpowiedzi na: chyba wariuję #205821pheroniqe – jasne, że w takiej sytuacji mogą się pojawić podobne uczucia, może zaufanie wymaga trochę czasu… sama mam pewne swoje "słabe punkty" i reaguje wtedy bardzo ale to bardzo nieadekwatnie do sytuacji. nawet jeśli trochę to rozumiem i wiem, że w realiach konkretnej relacji sytuacja jest "nieporozumieniem, przykrością" a nie "tragedią". rozumiem też i szanuje to zranione dziecko, które widzi "tragedie" staram się mówić po tym drugiej stronie. Myślę, że dobrze, że powiedziałaś. Pewnie za jakiś czas to nie będzie już takie straszne, może kiedyś nawet będziesz się śmiała
w odpowiedzi na: Dziś czuję się… #205819ciężki poranek – silne bóle brzucha, później udało mi się załatwić kilka rzeczy się i się ogarnąć i fajnie. smutno mi że choć sobota nigdzie nie wyszłam 🙁 coraz jestem starsza i to że nie mam nikogo kiedy zdecydowana większość ludzi jest zajęta swoim życiem nie jest dobre też w aspekcie spędzania wolnego czasu. to nie jest jakieś duże smutno
teraz znów boli mnie brzuch choć nie tak strasznie jak rano. oczy zmęczone. najchętniej bym się położyła, ale lekarka od mojej bezsenności każe mi kłaść się dopiero ok. 24 więc jeszcze trochę.
tęsknota za czymś nieokreślonym
i wielka radość jak pomyślę sobie, że już za 11 dni lecę do Gruzji. Wiele rzeczy w moim życiu jest nie tak, ale to górołażenie daje mi tyle radości i siły!!!
w odpowiedzi na: czy można wybaczyć odejście? #205818Maulutka – zazwyczaj się kocha jeszcze jakiś czas po rozstaniu to straszne odejść ale naprawdę czasem warto się zastanowić, czy to ma jeszcze sens.
w odpowiedzi na: Jestem DDA, nie jestem Nadczłowiekiem #205817hm, a ja uważam, że to dość ważne co moje ciało "mówi" np. mówi, że w pewnych sytuacjach poziom lęku, napięcia czy czegośtam jeszcze jest b. wysoki
no i szkoda, że nie da się zasnąć jeśli powiem sobie, że to "tylko" przez przeszłość i nie do końca przepracowane nieefektywne mechanizmy radzenia sobie ze stresem 🙂
-
AutorWpisy