Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Ciąg dalszy:

    Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy aby nie jest to problem niechęci do przyznania się „rany, jak to, przecież jestem dda, to i jeszcze współuzależniona?! No ej, nie, nie…Tak, to ja nie chcę!”  I pojawiają się w głowie dialogi:

    Ja: A może nie? A może współuzależnienie trwało tylko wtedy, kiedy trwał ten związek?

    Głowa: Och tak, tak, to dobre wytłumaczenie. Był toksyczny związek, byłaś współuzależniona, ale przecież czego grzebać w tym dalej, no dajże spokój! Przecież wylazłaś z niego, więc to już Cię nie dotyczy i nie ma czym się zajmować. Naprawdę… Weź się zajmij układaniem życia na nowo, ogarnij swoją rzeczywistość, zajmij się tym co ważne, a nie wydziwiasz i szukasz problemów na siłę.

    Ja: Dobrze, ale co mam zrobić z tym, że jednak czuję – ewidentnie, że uciekam od wspomnień, faktów, emocji związanych z tymi potężnymi wydarzeniami, jakie miały miejsce? Czy to aby nie zaprzeczanie? Czy to nie jest tak, że wyszłam z relacji, ale syndrom współuzależnienia wzięłam w tobołku z sobą w dalszą podróż?

    Głowa: Daj już spokój… O! Zobacz, dzisiaj musisz się zająć tymi sprawami życia codziennego – to jest ważne, a nie to, co było! Zajmij się lepiej tym, co do ciebie należy…

    Ja: Może jednak nie jestem współuzależniona i tylko szukam usprawiedliwienia dla siebie,  na swoje występki……i ciąg dalszy na pewno nastąpi, ale:

    Czy ja jestem współuzależniona? Nawet, kiedy opuściłam relację, w której byłam współuzależniona? Czuję absurd tego pytania… A Wy? Macie takie rozkminy?

    Czuję ulgę, podczas pisania tego, ponieważ czuję, że tu jest pies pogrzebany i mimo szalejącej w głowie kampanii samozaprzeczania i bronienia prawd niewygodnych, to właśnie zaczyna grać pierwsze skrzypce i wyłaniać odwieczny problem odcinania się od emocji, od niewygodnych faktów, od tragedii.

    Czy Wy również wpadacie w takie stany? W takie „zamrożenia”? Zaprzeczenia?

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 tydzień, temu przez AvatarduszekLesny.
    AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    2wprzod1wtyl: zastanawiam się nad tym, co napisałeś. Mama – ofiara i mama, porzucająca:

    Dla mnie skonfrontowanie się z tym, że mama uciekała na cały dzień przed ojcem jeszcze jakiś czas temu uważałem, ze to było dobre rozwiązanie, ale konfrontując się z tym ukazuje mi się 'obraz' mamy, która uciekła od problemów (chroniąc siebie) i porzucając tak naprawdę mnie- co dla mnie jest takim zrozumieniem lęku przed bliskością do kobiet oraz budzące się konflikty mamy ofiary i mamy, która w ten sposób mnie porzuciła.

    Myślę, że właśnie tak postrzegam i moją matkę, a w zasadzie latami ją przecież usprawiedliwiałam, bo w moim mniemaniu było jej bardzo trudno w tej biedzie, z problemami zdrowotnymi, z mężem alkoholikiem, który był niezaradny przez coraz bardziej pogłębiający się nałóg. Chciałam jej pomagać, ba, ja uważałam, że to w jakiś sposób mój obowiązek. Ojca obarczałam winą za rozpad rodziny.  A dopiero po latach, teraz, pod wpływem terapii widzę mamę porzucającą, która tak naprawdę zawsze była najważniejsza tylko dla siebie (przy całym moim szacunku do niej za moje wychowanie). U mnie porzucenie przez matkę sprawia, że mam poważne problemy w relacjach z kobietami (bywam uległa), natomiast wobec mężczyzn (dziękuję tato) – ostra ze mnie dzida. 😉 Przez to lgnę do kobiet… Jak mucha do … Szczególnie tych starszych.  A jak to wygląda u Ciebie? Tzn. chodzi mi o postrzeganie Twojego problemu bliskości  z kobietami?

     

    dda93, wielokrotnie zastanawiam się nad tym, jak niesie się dalej, w relacji matka – dziecko, schemat takiego współuzależnienia. Pewnie nie tylko ja wpadałam w sidła przyjmowania właśnie tej roli w relacjach… Myślę jednak, że mimo tego, jak niewiarygodnie silne jest oddziaływanie tego wyuczonego mechanizmu, warto wyrywać się ze szpon swojej wewnętrznej ofiary do skutku… Oby tylko sił starczyło. 😉

     

    Damroka, otóż to, świadomość może uratować przed kolejnym wpadaniem jak śliwka w kompot w to, co stare, znane, nielubiane, ale przecież bezpieczne…

     

    AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Melisko, czytając Ciebie poczułam, że to bardzo mi bliskie. Pomyślałam więc nieśmiało, że choć może to trudne, by napisać – zaryzykuję. Przecież w ten sposób daję wybór i szansę tak Tobie, jak i sobie. A kto wie, może odnajdziemy wspólną nić porozumienia?

    Jestem troszkę od Ciebie starsza (5 lat). Odezwij się, jeśli poszukujesz bratniej, przyjaznej duszy.

    Z chęcią wymienię się z Tobą myślami, odrobiną zrozumienia.

    duszek.poczta@gmail.com

    AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 9
    w odpowiedzi na: Uznanie bezsilności #482778

    FioletowaSasanka,

    to wielki krok, że jesteś na tym forum i szukasz  dla siebie pomocy. 🙂

    AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 9
    w odpowiedzi na: Uznanie bezsilności #482777

    Hercredian,

    i znów dzięki Twojej odpowiedzi przyszło mi zatrzymać się nad tym, dlaczego tak automatycznie myślę o tym, by wstawiać w swoim życiu przecinki, granice, oddzielać etapy. To daje do myślenia, bo teraz zastanawiam się, czy myślenie o tym, że to nowy początek (a nie kontynuacja) nie stanowi pewnego rodzaju odcinania się emocjonalnie od wydarzeń. Coś takiego, jak ochrona… Przecież to ciąg dalszy. Zaczynanie od początku po raz enty jest męczące. Dziękuję za to zatrzymanie, za zakotwiczenie w rzeczywistości, którego mogłam dokonać po przeczytaniu Ciebie.

    Jakubku,

    Tak, to już pierwszy krok. Chyba mam ochotę to świętować, bo czemu nie cieszyć się  z tego, że właśnie coś się udało? Ach, ciągnie mnie do sabotowania tego, że przecież to wielki krok ku wolności, że wychodzę z tej ciemnej, śmierdzącej króliczej nory na światło dzienne. Bo przecież łatwiej widzieć, że jest się w czarnej…  Dziękuję za wsparcie. 🙂

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)