Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: trafilem tu i ja #474646
Notatka:
Praca, praca, praca – glownie tak to wyglada, z racji tego ze pracuje bardzo daleko od domu i mam tylko kontakt internetowy – no co tu wiel mowic – kontakt z 4-5osobami nieregularny (jeden regularny (partnerka)). Jak jestem w domu to odbieram srednio telefon od jednej osoby w tygodniu. To co prawda mi sie podoba, nie jestem osoba bardzo towarzyska choc lubi sie czasami spotkac ze znajomymi (mojej partnerki) swoich jako tako trzymam na dystans i utrzymuje trwaly ale rzadki kontakt. Tak juz mam. I to mi odpowiada, problemy zwykle zaczynaja sie wieczorem – lub jak za dlugo nie mam zajecia – wiec non stop cos robie. Jak mowi moja partnerka – nigdy nie odpoczywam. Nigdy nic nie robie.
Pozytywna zmiana, duzo czytam – ostatnio glownie o DDA i czuje sie o wiele lepiej ze swiadomoscia tego jak bardzo poznany jest ten problem, do tego rozmawiam swobodnie z moja partnerka o tym i mam jej wsparcie co mi sie bardzo podoba – a co wazniejsze sam sobie pozwalam jej pomoc. Nie odcianm sie ani nie uciekam od tego – jak wczesniej. I co mega wazna – mniej mysle, nie manipuluje nia – ani nikim innym, mniej dystansu a wiecej zrownowazego zaufania.
w odpowiedzi na: Wpisujcie maile. :) #474574w odpowiedzi na: trafilem tu i ja #474573Notatka:
Zawodowo jestem $%^%$ – i jestem w tym bardzo dobry, prace mam bardzo odpowiedzialna, odpowiadam za spora grupe (stu) jak wykonuje obowiazki sluzbowe i to w sposob bezposredni. Z opini tych pisemnych jak i zapewnien ludzi jestem profesjonalista, wykonuje to od ponad 10lat – awansujac regularnie, opanowany do granic mozliwosci – podczas wykonywania operacji przelozony wszedl i zobaczyl cos co go zaniepokoilo (mimo ze bylem tam swiadom dokladnie tego co sie dzieje i jaki bedzie moj nastepny krok) spokojnie opanowanie ostrzegl mnie o tej sytuacji, wydal dyspozycje, potwierdzilem ze wlasnie to robie – mimo ze robilem dokladnie to czego by sie spodziewal i ze po wszystkim przeanalizowalismy sytuacje, zapewniajac mnie, ze napewno mialem plan (co potwierdzilem) – czuje sie zestresowany ze byla koniecznosc jego reakcji, mimo ze wszystko dobrze bylo zaplanowane i z usmiechem razem to wykonalismy. To czuje sie spiety, winny, niekompetentny, sen juz mam z glowy pewnie po pracy, zas mi syfy wyskocza ze stresu, mimo ze nic a nic sie nie stalo. Wmawiam sobie ze moglem zrobic cos wiecej, wykonac lepiej a wiem ze tak jak i on ze zrobilem wszystko jak nalezy i ze zrobilby dokladnie tak samo. Nie powinienem sie byl tym przejac a jednak, czuje sie jak pobity. Jeszcze 3h pracy a serce to mam na ramieniu.
Podczas sytuacji niebezpiecznych i rzeczywiscie stresujacych wykazuje sie duzym opanowaniem i podejmowaniem klarownych sytuacji – jak jestem sam z podwladnym czy z przelozonym – bo dzialam i wszyscy widza od poczatku do konca – a tutaj zostalem zaskoczony przypadkiem ktos sie pojawil, cos powiedzial i koniec, wytrzymalem do konca zadania i szybko wycofanie zeby sie uspokoic, pisaniem tutaj 0 chyba sie uspakajam.
Fabian
w odpowiedzi na: trafilem tu i ja #474536Nie ma wyjscia – trzeba probowac, jestem juz zmeczony samym soba – a jeszcze ta frustracja ktora przeradza sie w zlosc, przychodzi taki moment ze wybucham, w pracy juz nie mam problemow, kontroluje sie na tyle dobrze ze jest naprawde milo tutaj przychodzic. Zycie osobiste to jest problem, nie utrzymywanie relacji – wszedzie doszukuje sie podstepu, wszystko analizuje, zero zaufania.
Najgorsza jest swiadomosc, przeciez nikt mnie nie zna na tyle zeby sie mna interesowac – tym bardziej ze nie korzystam z zadnych mediow spolecznosciowych, nie udzielam sie publicznie itp. to jakby mogl mnie ktos rozpoznac. Chociaz swietnych ludzi poznalem w trakcie mojej przygody z moim hobby (co by nie bylo sportem ekstremalnym) i swietnie rozwinalem tam skrzydla. Bedac nawet swoistym autorytetem az do momentu kiedy zginal moj znajomy na moich oczach – zycie pokazalo znowu jak wszystko co mnie otacza moze zniknac w kazdej chwili. Zawodowo radze sobie swietnie mimo kryzysu w mojej branzy. Ale pojecia o zyciu nie mam – owszem mam wszystko gdzie mieszkac, brak kredytow czy innych zobowiazan, stac mnie na wszystko co potrzebuje do „szczescia”.
Jednak nie czuje sie z tym wsztystkim szczesliwy – jak przyjade teraz to zdecydowanie odezwe sie do kilku grup i profesjonalistow, moze znajde cos dla siebie. Zwlaszcze ze poznalem dziewczyne ktora jakby mnie dosc szybko rozgryzla – ale w taki sposob ze nie mam zamiaru uciekac ot tak. Chociaz miewalem takie mysli zeby jej nie wciagac w bagno swojego zycia – jednak powoli dochodze do tego ze nie da sie funkcjonowac samemu – albo raczej ze ja nie chce tak funkcjonowac bo mi formalnie zle w tym stanie.
Wiem ze jest nadzieja – bo przeciez bez nikt nie mialby powodu zyc. A nie jestem inny od reszty tylko moze troszke bardziej zagubiony.
Poszukam na moim terenie jakiegos miejsca zaczepienia.
tylko spokojnie…
to miejsce tutaj to dobry punkt zaczepienia – anonimowosc daje poczucie wiekszej swobody (co nie zmienia faktu ze wszystko czytam dwa razy zeby nie przekazac informacji dotyczacej mojej identyfikacji).
Notatka
Jak to wczoraj napisalem – czulem sie dosc dziwnie i glupio, nie tyle z tego co napisalem ale jak to zrobilem – jeden wielki lek i chaos, po pracy myslalem o tym dniu i co sie dzialo oraz jak sie z tym czulem i czuje – a czuje sie dobrze. Wydaje mi sie ze takie pisanie i dzielenie sie doswiadczeniami dnia moze przynosci ulge. Pamietam jak przyjechalem XX lat temu do domu a Tata chyba sie leczyl juz w AA (nie wiem to temat tabu w domu i nikt nigdy nie poruszal tego co zrobilem (a zglosilem tate na policje jako juz pelnoletnia osoba) opisalem wszystko i cos tam mowili ale sam bylem w stresie a pozniej wyjechalem na bardzo dlugo a temat nie byl poruszany nigdy wiecej a to juz dziesiat lat)) to on mial taki zeszyt gdzie kazano mu spisywac swoje przemyslenia – chyba mu jakos tam pomoglo bo wytrzezwial po latach znecania sie nad nami – chyba bym nawet za nim plakal jakby zmarl, mimo ze nie pamietam niczego milego a jedynie lanie, picie i ten grymas twarzy jak sie w nim gotowalo nim nie bral kabla albo co mu tam w rece wpadlo… trwalo to nascie lat nim uznalem ze mam problem z tym wszystkim.. Ostatnio nawet odwazylem sie wygarnac mu ze nie przez przypadek nie bylem na „swieta” w domu przez wiele wiele wiele lat – bo po co jak nie pamietam zadnych wesolych.Pozdrawiam,
Fabian -
AutorWpisy