Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 972)
  • Autor
    Wpisy
  • Jakubek
    Uczestnik
      Liczba postów: 984

      Już prawie koniec lata. U mnie też minorowe nastroje. Nie zapadaj się Oliwio zbyt głęboko. Chwyć ostatnie słoneczne promienie i wyciągnij się na zewnątrz. Piszę tak, chociaż sam nie bardzo umiem to zrobić. Trzymaj się ciepło.

      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 984

        Gestalt moim zdaniem mało się nadaje do terapii traumy seksualnej, a nawet może retraumatyzować, jeśli terapeuta nie jest doświadczony w temacie. Takie opinie słyszałem od osób z podobnymi doświadczeniami, które korzystały z terapii gestalt. Notorycznie czuły, że ten temat nie zajmuje w terapii właściwego miejsca. Poznawczo behawioralna chyba najlepiej sprawdza się przy zaburzeniach lękowych, kompulsjach, itp.Też chyba jej przydatność do leczenia traumy jest ograniczona – może inaczej jest z terapią schematów wywodzą się z tego nurtu, ale nie mam pewności. Chyba trzeba uderzać w terapie celowane na leczenie traumy. EMDR jest dziś na topie. Są też inne wyspecjalizowane nurty. Na pewno warto wdrożyć jakieś bezpieczne metody pracy z ciałem, bo z pewnością jest ono bardzo zablokowane i potrzebuje łagodnego i troskliwego podejścia. Też są nurty skupiające się na tym aspekcie. Moim zdaniem (po kilku podejściach do terapii) warto dobierać odpowiedni nurt terapeutyczny do problemów, które uznajemy za istotne w naszym życiu. To wymaga małego rozeznania, które nurty oceniane są jako skuteczne przy naszych problemach – ale potem jest większa satysfakcja i poczucie sprawczości w terapii. Najpierw dopasowany nurt  – potem polecany/zaufany terapeuta. Raczej nie odwrotnie. I warto wypytać terapeutę, czy na pewno zajmuje się tematem traumy seksualnej.

        Jakubek
        Uczestnik
          Liczba postów: 984
          w odpowiedzi na: Jak uciec, jak żyć #488810

          Hejka.

          Rozumiem, co to znaczy być w głębokiej dupie. Wydaje się, że nie ma żadnego rozwiązania. Pamiętaj jednak, że zawsze możesz coś zrobić dla siebie. Trudno o wielkie zmiany, kiedy się mieszka z toksycznymi rodzicami i brakuje kasy. A dochodzi jeszcze depresja i zaburzenia. Nie rzucaj się z motyką na słońce. Pomyśl o malutkich krokach – działaniach, które troszeczkę poprawią myślenie o sobie. Tak abyś każdego wieczoru, zasypiając, mógł sobie powiedzieć: „Tego sobie gratuluję w tym dzisiejszym dniu.”. Niech to będzie nawet coś, co wydaje się z pozoru śmiesznie proste:

          • 15 minut spaceru wokół domu
          • umycie kubka po kawie
          •  złożenie pościeli
          • prysznic
          • niezareagowanie na zaczepki ojca
          • albo właśnie świadome zaznaczenie granic
          • wyszukanie najbliższego mityngu DDA (tylko ustalenie lokalizacji)
          • lub zapisanie w kalendarzu dnia i godziny mityngu on-line
          • podjęcie próby przełamania jakiegoś lęku społecznego i kontrolowany kontakt z ludźmi
          • itd.

          To tylko przykłady. Stosowałem czasem tę metodę u siebie i choć przez chwilę myślałem wtedy o sobie dobrze, z życzliwością i czułością: kiedy np. jako jedyne sukcesy w ciągu dnia wpisywałem to, że wstałem z łóżka przed 10.00 (ale jednak wstałem!) i umyłem zęby. Niech to będzie zawsze coś wyłącznie Twojego. Osobiste zwycięstwo. Szukaj takiego w każdym kończącym się dniu. Najlepiej zapisuj to sobie w telefonie lub zeszycie. Wiadomo, to tylko taka technika, ale w stanach depresyjnych trudno o coś większego. Pozostają jeszcze SPACERY na świeżym powietrzu, wśród zieleni – ponoć samo stawianie kroków już działa wspierająco na mózg.

           

           

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 3 tygodni temu przez Jakubek.
          Jakubek
          Uczestnik
            Liczba postów: 984

            Na szybko.

            Najlepiej dawkować sobie tylko tyle kontaktu, ile jesteśmy w stanie znieść bez negatywnych napięć wewnętrznych, bez stresu i bez regresu do dziecięcych emocji z przeszłości. Czyli, najczęściej oznacza to zero kontaktu. Jednak wielu z nas trochę już pracowało nad sobą i się wzmocniło, nie jesteśmy już tak reaktywni. Inni z nas, choć nadal słabi, nie są jednak (a może właśnie dlatego) gotowi na całkowite zerwanie z rodzicami.

            Jeżeli więc z jakichś powodów chcemy lub musimy utrzymywać ten kontakt, wtedy warto (dla własnego zdrowia) ustalić sobie granice własnej reakcji emocjonalnej – tzn. jeżeli poczuję, że wzrasta moje wzburzenie i za chwile stracę kontrole nad emocjami, zostanę „porwany” przez moją złość, lęk czy inne gwałtowne uczucie – wtedy zrywam kontakt. Można przerwać rozmowę telefoniczną z matką, słowami: „Wybacz, ale po tym, co przed chwilą powiedziałaś nie chce dalej rozmawiać.” – i rozłączyć się. Można powiedzieć ojcu: „OK, jeśli nie jesteś gotowy, by rozmawiać o ważnych dla mnie sprawach (np. emocjach), to ja o pierdołach nie chcę gadać, wracam do mojego domu.” – i wyjechać. Można też powiedzieć: „Nie będę już słuchać tego, jak obrażasz matkę, będę was rzadziej odwiedzać.” –  i faktycznie tak robić. Można oczywiście zrywać kontakt bez żadnych tłumaczeń, niech sobie rodzice główkują nad przyczyną.

            Warto też podszkolić się z tematu zaburzeń narcystycznych. Długoletni alkoholicy zwykle mają już upośledzone funkcje poznawcze, raczej odpowiednie obszary mózgu im się nie zregenerują. Nie ma więc co liczyć na spektakularną zmianę ich charakteru czy spojrzenia na życie. Nawet trzeźwi, zwykle będą dość trudni w pożyciu. A ponadto, wg mojej własnej opinii, wielu alkoholików to narcyzi. I nawet w czasie trzeźwości ten rys ich charakteru wychodzi bardziej na jaw, bo już nie można ich zachowania usprawiedliwiać alkoholem, to siedzi w nich głębiej i było jeszcze zanim zaczęli pić. Kłótliwość, zapatrzenie w siebie, brak empatii, skrzętnie skrywana wrogość wobec ludzi, poczucie wyjątkowości i pycha, itd. Generalne rady są takie, by od narcyzów uciekać. Wiadomo jednak, że trudno to zrobić, gdy narcyzem jest rodzic. Dlatego warto uzbroić się w wiedzę i opanować różne metody postępowania, tak by nie wychodzić z tych kontaktów poranionym. Kontakt z narcyzem i tak zawsze będzie swoistym zmaganiem, ale przynajmniej nie będziemy już na przegranej pozycji, jak kiedyś bezradne dziecko.

            Jakubek
            Uczestnik
              Liczba postów: 984

              Cześć Oliwio. Miło czytać, że podejmujesz takie działania, jak ta grupowa medytacja. Jeżeli trochę rozluźniłaś ciało, a ogólne wrażenia i nastroje były pozytywne, to może warto jeszcze podoświadczać czegoś podobnego. To chyba nic dziwnego, że nawet podczas podobnych relaksacji i medytacji otwierają się zablokowane bolesne wspomnienia i wchodzimy w regresowe (dziecięce) zachowania. W wyciszonym środowisku ciało trochę uspokaja się i wreszcie może przemówić własnym głosem. Najpierw chce opowiedzieć o bólu, odrzuceniu, ranach – dlatego może powracać traumatyczna przeszłość. Moja przyjaciółka podczas podobnych zajęć medytacyjnych miała kompulsywne napady płaczu. Twierdziła, że po raz pierwszy nawiązała głębszy i czuły kontakt z ciałem. Na szczęście terapeutka prowadząca zajęcia zatroszczyła się o nią i poświęciła jej wiele uwagi, więc te emocje zostały ukojone i dziewczyna czuła się bezpiecznie. Wydaje mi się, że warto jeszcze trochę takich prób swemu ciału podarować. Zwłaszcza, że w bezpiecznej grupie są też interakcje i wymiana dobrej energii.

              Tak na marginesie, słuchałem ostatnio wykładu o terapii DBT (terapia dialektyczno-behawioralna). Zetknęłaś się może? Jestem ciekaw opinii, bo ponoć ta metoda została wręcz stworzona w celu efektywniejszej pomocy osobom zaburzeniami z pogranicza i ma w tym zakresie dużą skuteczność. Ciekaw jestem, czy są jacyś pewni i zaufani specjaliści w tym obszarze.

              Nie ustawaj w dawaniu sobie troskliwej opieki, Oliwio.

              Jakubek
              Uczestnik
                Liczba postów: 984

                To prawda. Najtrudniej dotykać tych bolesnych miejsc w sobie. A one często krzyczą o to, kiedy tylko zatrzymamy się na chwile w ciszy. Dlatego często łatwiej nam uciekać w „niebycie” (czymkolwiek ono jest, kompulsywną aktywnością lub dysocjacyjną bezczynnością, zamrożeniem lub zniknięciem w umysłowej pustce). W mniejszym lub większym stopniu każdy z nas to ma. Ostatnio terapeuci skupiają się na pojęciu „traumy”. To na skutek traumatycznych doznań odcięliśmy się od poczucia siebie, od kontaktu z ciałem. To, co kiedyś nas ratowało, dziś niszczy.

                Jakubek
                Uczestnik
                  Liczba postów: 984

                  Chyba jednak piszesz o tej  małej samotnej Oliwce. To ona raz jest zamrożona i ma pustkę w sobie, raz cierpi, a raz warczy jak zwierzątko. Jest smutna i nieszczęśliwa. Bez ukochania jej nie dasz rady. Ta mała jest teraz Twoim „wewnętrznym dzieckiem” i czeka na to ukochanie. Przez Ciebie. Tak to widzę. Powrót do podstawowej pracy DDA – z wewnętrznym dzieckiem. Ostatnio terapeutyczne małżeństwo Gajdów (chyba dobrze pamiętam ich nazwisko) miało warsztaty on-line z pracy z wewnętrznym dzieckiem. Ponoć głębokie i wzruszające doświadczenie, zwłaszcza różne medytacje wewnętrznego dziecka oparte na wizualizacjach – tak słyszałem od uczestniczek. Może warto taki kierunek sprawdzić.

                  Jakubek
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 984

                    Nerw błędny.

                    Wykonałem dziś kilka ćwiczeń na aktywację nerwu błędnego (wg filmików z YT) – ostatnio to modny nurt terapeutycznej pracy z ciałem. Faktycznie poczułem rozluźnienie w ciele i uspokojenie myśli. Popróbuje tego jeszcze.

                    Największym moim problemem ostatnio jest dysocjacja – ucieczka w zachowania, w których „znikam” na dłuższy czas, odcinając się od ciała, umysłu i emocji. Do głównych zachowań ucieczkowych należy oglądanie filmów i scrollowanie mediów społecznościowych. Już tylko jeden głupi film, to 2 godziny kojącego „nieistnienia”. Próbuję walczyć z tym. Nie widzę dla siebie innej drogi zdrowienia niż powracanie do siebie, do kontaktu z emocjami, ciałem, teraźniejszym miejscem i chwilą.

                    Jakubek
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 984

                      Hej Oliwio.

                      Myślę, że przeżywasz tak mocno poczucie odrzucenia z pozycji „wewnętrznego dziecka”. Myślę, że to mała Oliwka jest wtedy w szoku, boi się i cierpi. Dla małego dziecka odrzucenie = śmierć. Dla dorosłego już nie. Ale dla DDA, którego wewnętrzne dziecko nie zostało utulone i nie czuje się bezpiecznie – odrzucenie nadal jest doświadczeniem traumatycznym. Gdzieś w tej ciemnej, pustej dziurze”, o której piszesz, wciąż błąka się mała Oliwka. Trzeba ją odnaleźć i pocieszyć.

                      Dziś sobie przepisywałem taki wiersz.

                      Czy życie prześmiać czy przeszlochać –
                      Iść cierniem, czy przez kwieć,
                      Ukochać. Trzeba coś ukochać.
                      Coś trzeba w sercu mieć.

                      Dla nas – osób DDA, tym czymś jest przede wszystkim nasze „wewnętrzne dziecko”. Ono potrzebuje naszej miłości. Jesteśmy jedynymi osobami na świecie, od których to dziecko może miłości doświadczyć. Poza nami, nikt na całym świecie już o tym dziecku nie pamięta. Ono tylko na nas może liczyć.

                      Co do opisu diagnostycznego nie przejmowałbym się nim tak mocno. Każdy przeżywa swą chorobę i swoje cierpienie na własny sposób. Suche definicje organizują świat lekarzom i terapeutom, ale samym chorym raczej w niczym nie pomogą. My, cokolwiek nam dolega, musimy iść własną drogą, na której pomoc terapeutów i zdobycze nauki są tylko jednym z narzędzi.

                      Jakubek
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 984

                        Bezpieczeństwo.

                        Bezpieczeństwo jest konieczne. Przebywając stale w środowisku, w którym nie ma bezpieczeństwa nawet wytężoną pracą nad sobą człowiek nie zbuduję poczucia bezpieczeństwa. Chodzi o to, że jeśli ktoś non stop funkcjonuję tak, jakby był na wojnie, to nawet terapia czy różne sposoby samoregulacji układu nerwowego nie pomogą mu w tym, aby poczuł się bezpiecznie. Co najwyżej pomogą mu tylko nieco okiełznać system nerwowy, ale nie będą w stanie go uleczyć.

                        Podstawową zasadą zdrowienia i rozwoju (psychicznego i fizycznego) jest to, aby system nerwowy poczuł się bezpiecznie.

                        Dotyczy to przebywania w każdym toksycznym i dysfunkcyjnym środowisku, czy to rodzinnym, czy pracowniczym, czy towarzyskim, itp.

                        Powyższe stwierdzenia usłyszałem od terapeutki somatic experiencing.

                        Doznałem dzięki temu wglądu w moją sytuację życiową. Od pewnego czasu mieszkam ze starzejącym się ojcem, sprawcą mojego dda. Mimo, iż nie stanowi on dziś rzeczywistego zagrożenia, przez cały ten czas czuję, jak narasta we mnie stres, złość, nienawiść, otwierają się stare rany, odżywają urazy, pretensje i lęki, rozwija sie we mnie rozczarowanie sobą, rozgoryczenie, żal, poczucie bezradności, ogólne zniechęcenie, a ostatnio nastroje mocno depresyjne. Świadomość obecności ojca dosłownie wywołuje we mnie stężenie całego ciała i umysłu. Próbuję ze wszystkich sił wyzbyć się tych stanów, zneutralizować je, uwolnić się od nich, zamienić je na pozytywne doznania. Próbuję medytacji, technik relaksacyjnych, ruchu fizycznego, mityngów, itd. Wszystko pomaga tylko na chwilę. Czuję spokój właściwie tylko, będąc daleko stąd. Każda interakcja z nim sprawia, że spina mi się całe ciało, mózg wariuje, zalewa mnie kortyzol. Wypowiedź terapeutki uświadomiła mi, że W OBECNOŚCI SPRAWCY TRAUMY NIGDY NIE POCZUJĘ SIĘ BEZPIECZNIE.

                        Nigdy nie wyciszę przy nim i nie zregeneruję mojego zszarganego układu nerwowego. To ojciec kiedyś był „twórcą” mojej traumy, a dziś jest „triggerem”, który odpala we mnie na nowo dziecięce reakcje psychiczne.

                        Do wyzdrowienia potrzebny jest dystans, opuszczenie toksycznego środowiska. Dopiero „daleko stąd” będę w stanie zdrowieć naprawdę.

                         

                         

                        • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, temu przez Jakubek.
                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 972)