Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 697)
  • Autor
    Wpisy
  • JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703

    Nie mam pojęcia, czy to wartościowe, bo nie czytałem, ale jakiś nowy tytuł o tematyce DDA: „Dom w butelce. Rozmowy z Dorosłymi Dziećmi Alkoholików.”.

    Coraz więcej takich uświadamiających książek się pojawia i dobrze, bo oswajają społeczeństwo z tematem. Poziom pewnie jest różny, ale jeszcze 20 lat temu nie było nic i pokolenia naszych rodziców nie miały szans na spotkanie z tym zagadnieniem. Może niejeden alkoholik nie zostałby nim, gdyby wystarczająco wcześnie dowiedział się o niszczących skutkach dorastania w alkoholowym domu. Spotkałem się z wyznaniami alkoholików, że nawet po kilkunastu latach uczęszczania do AA, nie przyszło im do głowy, że może ich dotyczyć też problem DDA – nie potrafili tego powiązać w swoim życiorysie.

     

    https://www.google.com/search?q=Dom+w+butelce+Rozmowy+z+Doros%C5%82ymi+Dzie%C4%87mi+Alkoholik%C3%B3w&rlz=1C1AVUB_enPL859PL864&oq=Dom+w+butelce+Rozmowy+z+Doros%C5%82ymi+Dzie%C4%87mi+Alkoholik%C3%B3w&aqs=chrome..69i57.2478j0j15&sourceid=chrome&ie=UTF-8

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , temu przez JakubekJakubek.
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703
    w odpowiedzi na: Filmy warte obejrzenia #484231

    „Nomadland”.

    Zeszłoroczny film chińskiej reżyserki Chloe Zhao z aktorką Frances McDormand w roli wdowy wyruszającej na bezdroża USA w małym zardzewiałym kamperze. Spokojne kino o szukaniu swej drogi we współczesnym świecie i (czasem późnym) powrocie do dziecięcych marzeń. Film dostał trzy Oskary.

    https://www.filmweb.pl/film/Nomadland-2020-837168

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703

    A w jakim nurcie ta terapia?

    Próbowałem behawioralnej, psychodynamicznej i gestalt. Dopiero w tej ostatniej poczułem „flow” z terapeutą.

    Tyle lat w terapii, ile w toksycznym środowisku? To brzmi dość przerażająco w kontekście osób które po dwudziestym i trzydziestym roku życia jeszcze siedzą w toksycznych domach. To by oznaczało praktycznie terapię aż „do śmierci”. Myślę, że nie o to chodzi. U kilku terapeutów słyszałem dość oględnie o okresach dwu-trzyletnich, że po takim czasie są widoczne rezultaty (terapia to w końcu nie kurs, kończący się egzaminem). Często też spotykam się z pewnym zniechęceniem u znajomych terapeutyzujących się właśnie po dwa-trzy lata u tej samej osoby. Sam jednak liczę na to, że te rezultaty będą dość szybkie, nie w sensie zmiany/uzdrowienia całego życia, lecz w osobistym odczuciu – chcę mieć poczucie, że terapeutyzując się w robię coś dobrego dla siebie, że poznaję się i rozumiem siebie coraz bardziej,  że odzyskuję choćby powolutku kontrolę nad moim życiem, że poprawia mi się samopoczucie, że wyzbywam się szkodliwych zachowań, itd. Ponadto musze intuicyjnie wyczuwać ogólnoludzką życzliwość i zaangażowanie u terapeuty, że nie pracuje ze mną jak z anonimowym klientem, wyłącznie dla pieniędzy. Tak chyba oceniam przydatna terapię.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 tydzień, temu przez JakubekJakubek.
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703

    To ciekawe, ale mam wdrukowany podobny kod spoglądania na facetów, z tym, że:  kiedy wyczuję, że mężczyzna jest uległy… czuję, że nie jest męski i jestem zadowolony, bo mi nie zagraża. Nie muszę się go bać. Tak, bo męski (dla mojej głowy) to agresor (jak ojciec).

    Oczywiście zmieniam ten kod. Sam wciąż (i z trudem) godzę się na to, że jestem właśnie takim „miękkim” facetem, który stara się udawać twardego. Wciąż też z zaskoczeniem obserwuję jak twardziele (którzy w pierwszej chwili budzą mój strach) łatwo miękną, ulegają lekowi, gubią się.

    Trzeba zmieniać te kody.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703

    DDA – POŻEGNANIE FANTAZJI

    Starość czy dojrzałość

    Budzę się w nocy. Na małej kanapie w dużym pokoju. Szybkie bicie serca. W głowie rozbrzmiewa melodia ze snu i wojenne urywane obrazki – piosenka Wstanie świt. Uczucie wzruszenia i ogromne pragnienie, TĘSKNOTA, by „tam” się znaleźć. Tam, czyli w powojennym świecie z filmu Prawo i pięść. I z innych wojennych i powstańczych opowieści. W świecie bohaterów, w czasach czarno-białych wyborów moralnych, gdzie liczy się prawość, odwaga, szlachetność, gdzie WARTO nawet oddać życie. Mocne, przenikające mnie prawie do łez, przeświadczenie, że dzięki mojej WRAŻLIWOŚCI „ja to wyjątkowo dobrze rozumiem”, „wiem o co tam chodzi”, „to światy, do których jestem przeznaczony”. TAM jest moje miejsce – a to, że jestem TU jest jakąś (czyjąś) pomyłką. Tam – dzielny wojownik, bohater, obrońca uciśnionych. Tu – niewyróżniający się szary zjadacz chleba.

    Po chwili dopada mnie mocne ZROZUMIENIE, że w tym śnie słyszę odległe wołanie z lasu moich porzuconych fantazji. Wołają, bym TAM wrócił. Tęsknią za mną. Te wymyślone światy chcą mnie z powrotem. Beze mnie giną. Znikają. Jestem ich stwórcą i powiernikiem. Noszę je w sobie. Byłem nimi – a one mną. Teraz, od pewnego czasu, ODDZIELAM SIĘ. Wybieram rzeczywistość. Prawdę. Niebohaterską. Nieliteracką. Niefilmową. Porzucam życie w WYOBRAŹNI. Porzucam wymyślone fabuły. Staram się żyć tu i teraz. Ale czasem słyszę tęskne wołanie mojego dawnego rozmarzonego „ja”. Nawet ze snu.

    Ten nocny żal przypomina mi podobne uczucie żałości i rozpaczy, które dopadło mnie niedawno na UMK w Toruniu? Żal za niepodjętą karierą naukową i smutek z powodu straconych szans i możliwości rozwoju intelektualnego. Czy jednak nie był to w rzeczywistości żal za dziecięctwem, w którym wszystko (jeszcze) jest możliwe.

    Czy to ŻEGNANIE SIĘ z niespełnionymi marzeniami (bohater, naukowiec) jest objawem starzenia się? Czy czuję nadchodzącą STAROŚĆ, do której przeskakuję wprost Z DZIECIĘCTWA, z pominięciem wieku dojrzałego? Czy nie czuję w tym zagrożenia kolejnym tym razem starczym „zdziecięceniem”? Ominęłaby mnie wtedy w moim życiu DOJRZAŁOŚĆ. Z dziecinnego dziecka i przeistoczyłbym się od razu w zdziecinniałego staruszka.

    Czy te POŻEGNANIA, to jednak objaw ZDROWIENIA i dojrzewania psychicznego?

    Może nie żegnam marzeń o byciu bohaterem/naukowcem, ale żegnam MAŁEGO CHŁOPCA, który przed przerastającą go rzeczywistością uciekał się do świata fantazji lub rozkoszował się poczuciem, że jest obiektem opieki i troski w środowisku zawodowym ojca, pośród mężczyzn naukowców, prowadzących poważne rozmowy, którym przysłuchiwał się z grzecznym wyrazem na twarzy.

    Przerabiałem już temat strat życiowych, wynikłych z moich dysfunkcji. Widzę jednak, że ich świadomość dopada mnie ponownie z większą siłą. Kim mogłem być? Co osiągnąć? Kogo pokochać? Z kim się związać? Mnóstwo możliwości, które nie miały szans na to, by wykorzystał je ten pogubiony chłopiec, a potem niepoukładany mężczyzna, „naznaczony” piętnem dysfunkcyjnej rodziny oraz uzależnień cudzych i własnych. Wtedy nie mogłem inaczej, ale mogę TERAZ. Ważne, bym na siłę nie łapał tego, co przeminęło, nie gonił za tym, co utracone, czego czas już minął. Trzeba odżałować straty. I żyć teraźniejszością.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 3 dni temu przez JakubekJakubek.
    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703

    Ciekaw jestem, czy podejmiesz kolejną terapię. U siebie widzę, ze z każdym kolejnym terapeutą szedłem dalej w samopoznaniu. Może to tak jest, że potrzebujemy terapeuty na określony czas życiowy lub dla przerobienia danego problemu, a po jego upływie potrzebna jest inna osoba.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703
    w odpowiedzi na: List do rodziców. #484060

    Rodzice mieli obowiązek otoczyć nas pełną miłości opieką – właśnie w naszej dziecięcej słabości. Mieliśmy święte prawo oczekiwać tego od nich. Te listy służą właśnie do zwerbalizowania naszych uczuć wobec rodziców. Nie muszą być im odczytywane. Mogą być pisane nawet do nieżyjących rodziców.

    Terapeuta zaproponował mi też inną technikę: zaproszenie „rodzica” na moją sesję terapeutyczną. Oczywiście byłby to rodzic wyimaginowany.

     

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703
    w odpowiedzi na: List do rodziców. #484042

    To już piąty rok mojej pracy nad sobą, a wciąż nie zdobyłem się na podobny list. Przypomniałaś mi o tym zaniechaniu. Moi rodzice żyją. Nie chodzi o to, by się z tym listem zapoznali. Mam po prostu wewnętrzny opór przed przystąpieniem do tego terapeutycznego aktu. Planuję napisanie osobnych listów do matki i ojca, ale Twój post podsunął mi myśl, że może łatwiej będzie zacząć od listu do obojga, bez wchodzenia w niuanse, różnice w ich zachowaniu, itp. Każde z nich jest inne i inaczej mnie wychowywało, ale mieli ten sam podstawowy rodzicielski obowiązek, więc faktycznie list do rodziców (zamiast osobnych listów do matki i do ojca) może być może być dobry na początek. Liczę na to, że w obecnej terapii znajdę w sobie siły na to wyzwanie.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 703

    A czy możesz powiedzieć, dlaczego przerwałeś terapię? I czy to było pierwsze podejście?

     

    Pozdrawiam

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 697)