Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 830)
  • Autor
    Wpisy
  • Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    W sytuacji  samotnej przejażdżki rowerowej, kiedy spotykam nad podmiejskim jeziorem na otwartej siłowni dwóch ćwiczących gości naturalnie odzywa się we mnie chęć nawiązania przyjaznego kontaktu. Nie ma w tym porywie złej czy ukrytej intencji, lecz zdrowa chęć interakcji, zbliżenia się do ludzi. To jakby koleżeństwo we wspólnej aktywności.

    Uważam, że na poziomie pierwotnych instynktów ludzie ciągną do siebie. Pragną czyjejś obecności. Pragną kontaktu. Wspólnoty. Relacji.

    Jeśli podczas samotnej wędrówki zobaczysz w dali ognisko, podejdziesz i będziesz chciał się przysiąść. I jeśli tam będzie siedział inny samotny wędrowiec, z pewnością zaprosi cię, abyś się ogrzał i poczęstuje kawą.

    Takie, mniej więcej, mam zdanie o ludziach. Nie takie, że są sobie wilkami.

    W głębi duszy bardzo lubię ludzi. Ciekawią mnie. Chcę być z nimi blisko i poznawać ich. Doceniam ich indywidualność i nie wystawiam im generalizujących ocen.

    Niestety, doświadczyłem w przeszłości sytuacji, które doprowadziły do powstania lęków i blokad. To bagaż DDA.

    Dlatego teraz trudno mi podejść do człowieka, do którego chciałbym się zbliżyć. A im bardziej chciałbym, tym trudniej.

    Odbudowanie zaufania do ludzi, to poważne wyzwanie stojące przede mną, jako DDA.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 4 dni temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    Pytanie, czy możesz cos zrobić dla tych cierpiących? Jakby może powiedział Budda, najwartościowszą rzeczą, jaką możesz im dać, jest zmniejszenie własnego cierpienia. A więc i wyzbycie się poczucia winy.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 4 dni temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    @2wp1wt (taki skrót mi się narzuca:)): Dzięki, za zwrócenie uwagi na moje cechy niepasujące do zaburzenia narcystycznego. Faktycznie, to może być jakiś głos odzywający się we mnie tylko od czasu do czasu.

    Co do rywalizacji miałem ostatnio nowy „wgląd”, że jest ona zbudowana na uczuciu lęku. Poniżej refleksje z weekendowej wycieczki rowerowej.

    DDA – blokady komunikacyjne.

    Z kim nie nawiązałem kontaktu podczas wycieczki rowerowej, chociaż pragnąłem?

    1. Facet w zbliżonym do mojego wieku, ćwiczący na tej samej plenerowej siłowni nad jeziorem.
    2. Młoda dziewczyna na rowerze spotkana na demonstracji antyrosyjskiej, w której przypadkowo wziąłem udział.

    Co mnie zablokowało przed nawiązaniem kontaktu? NAPIĘCIE WEWNĘTRZNE wynikające z poniższych stanów emocjonalnych:

    1. Nastawienie rywalizacyjne podczas ćwiczeń wobec faceta + lęk, że zignorowałby mnie lub wyśmiał, gdybym wyszedł z jakąś przyjazną „gadką”.
    2. Podekscytowanie seksualne bliskością tej rowerzystki + lek przed odrzuceniem (uznaniem za nieatrakcyjnego), gdybym okazał zainteresowanie i sympatię.

    Zatrzymując się na tym pkt 1 i podejściu rywalizacyjnym wobec mężczyzny (i mężczyzn w ogóle), widzę, że wiąże się z tym lęk przed mężczyzną, który może skrzywdzić (fizycznie, ale może tez psychicznie). Myślę, że mentalne wejście w stan rywalizacji może być swoistym mechanizmem obronnym, szacowaniem moich i jego sił, badaniem, czy sprostam ewentualnej konfrontacji. Podkreślenia wymaga też to, że na siłowni było tylko trzech facetów, żadnych kobiet (choć były w dalszej odległości), więc raczej nie wchodziła w grę rywalizacja o ich względy.

    RYWALIZACJA = MECHANIZM OBRONNY

    Obserwacja:

    1. Wobec faceta mam blokady związane z jego reakcją na moje zachowania.
    2. Wobec kobiety mam blokady związane z jej reakcją na moją atrakcyjność cielesną.

    A z kim nawiązywałem kontakt spontanicznie i bez oporów?

    • ze straszą parą na rowerach,
    • ze starszą kobietą pod kościołem.

    STARSZE OSOBY NIE PRZERAŻAJĄ MNIE.

    P.S. Starzy ludzie. Po biednych i słabych, pokrzywdzonych i zagubionych, to kolejna kategoria ludzi, których nie boję się. 

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 4 dni temu przez Jakubek.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 4 dni temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    Tak. „Zauważenie”, to pierwszy krok do poradzenia sobie z poczuciem niskiej wartości. Zauważam, kiedy ono się uruchamia, co lub kto je wywołuje, rozumiem, co się ze mną dzieje… Jest to wymierny dorobek ostatnich lat pracy nad sobą. Nie porywa mnie już tak często rzeka nieuświadomionych uczuć. Potrafię „zatrzymać” na moment pobudzony umysł i zdiagnozować „Aha! teraz poczułem się jak „gó.no”.  To dlatego zalewa mnie strach i nienawiść. Spróbuję coś z tym zrobić.”. I mogę postarac się zdrowo zareagować. Czasem udaje się, a czasem nie.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 tygodni temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    DDA – porównywanie się.

    Nie miałem na myśli porównywania w celu uczenia się. Porównywanie się najczęściej jest niezbędnym zbiegiem, jeśli doskonalimy się w czymś. Obserwujemy wtedy otoczenie i porównujemy własne umiejętności z umiejętnościami nauczyciela/mistrza/trenera, jak również innych uczniów. Nauczyciel może powiedzieć „Rób to tak, jak ja.” albo „Patrz jak robi to Wojtek i spróbuj go naśladować.”. A my zmieniamy nasze zachowanie i próbujemy naśladować tych bieglejszych. Jest to widoczne zwłaszcza w sporcie.

    Miałem na myśli porównywanie się w celu określenia swojej wartości. Nie porównywanie swoich umiejętności w czymkolwiek, lecz swojej wartości jako „człowieka w ogóle”. Kiedy widzę mężczyznę w samochodzie cztery razy droższym od mojego, wtedy nie odczuwam chęci dowiedzenia się, jak udało mu się na to auto zarobić. Za to odzywa się we mnie głos, że jestem po prostu gorszym człowiekiem od niego. Nie mniej zarabiającym, lecz generalnie gorszym. Za tym może iść szereg uczuć: zawiść, lęk, agresja, smutek, itd.

    To jedna z moich cech DDA. Zinternalizowane poczucie swojej małej wartości. I nastawienie na jej ciągłe potwierdzanie lub zaprzeczanie, przez porównywanie się z innymi. Tego nie zmieniłoby nabycie tego drogiego auta, o którym pisze, bo wtedy zwracałbym uwagę na ludzi, którzy mają jeszcze droższe auta lub prywatne samoloty. To moje poczucie małej wartości domaga się dokarmiania, więc zawsze znajdzie sobie odpowiednie obiekty.

    Fałszywą strategią radzenia sobie z tą cechą jest szukanie środowisk, w których poczucie małej wartości nie uruchamia się. Środowisk ludzi biedniejszych, słabszych, bardziej zagubionych życiowo. Nie jest mi obcy ten mechanizm. W takim otoczeniu mogę poczuć się „lepszy”. Jednak nie tędy droga.

    Rozwiązaniem jest wyłącznie! okazanie akceptacji i miłości swemu wewnętrznemu dziecku. Pogodzenie się z sobą. Takim, jakim jestem

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 tygodni, 1 dzień temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    „Co do dysocjacji, jedno wspomnienie mi się nasuwa – pamiętam, że miałem kilka lat, wybiegłem na podwórko przed dom i zacząłem okropnie krzyczeć do nieba że ja tego nie wytrzymam, że tak się nie da żyć – i jak czytałem pierwszy raz o dysocjacji czy tym „rozszczepieniu” tożsamości to to wydarzenie do mnie wracało. Ale nie mam pojęcia co się wydarzyło wtedy w domu.”

    Ciekawe to wspomnienie. Jak na kilkuletnie dziecko, to naprawdę mocna reakcja. Próbowałeś porozmawiać o tym ze starszym rodzeństwem? Zapytać ich, co mogło się dziać w domu w tym okresie? Przypuszczalnie przeżywali to wszystko bardziej świadomie.

    Co do pierwszych kontaktów seksualnych w okresie dojrzewania z tą samą płcią, są one bardzo powszechne. Może pozostać irracjonalny wstyd i lęk o ukryte skłonności homoseksualne, ale nie musi to mieć żadnego związku z rzeczywistymi preferencjami seksualnymi.

    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840
    w odpowiedzi na: DDD i DDA #486005

    Tylko, czy tata może naprawdę pozostać „dobrym i przystępnym” w świadomości dziecka, skoro opuszcza dziecko, gdy ono ma 6 lat?

    „…był cudownym człowiekiem, ciepłym i troskliwym,w domu zawsze we wszystkim pomagał, kochał mnie i to okazywał.”

    Tak było do 6 roku życia, czy również później?

    Może to dziecięca ratunkowa fantazja, mitologizacja ojca? Dziecięca psychika musiała się kogoś uczepić, żeby nie zwariować. Wybrała (nieobecnego) ojca i idealizowała go – co ułatwiała opresyjna matka.

    To wnikanie w motywy postępowania chłopaka, analiza jego psychiki, próby usprawiedliwiania czynów, bagatelizowane własnych odczuć, itd., kojarzą mi się z tym, przez co mógł przechodzić mózg 6 letniej dziewczynki, gdy tata odchodził. Zostawała tylko opresyjna mama. Dziecko musiało zaprzeczyć krzywdzie, której doświadczyło od ojca, wmówić sobie, że były ku temu powody i dać mu alibi.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    DDA – dobroczyńca.

    Próbuję być dobroczyńcą tylko wobec biednych i słabych, pokrzywdzonych i zagubionych. Nie boję się ich?

    Dlaczego nie wobec bogatych i silnych, poukładanych, cieszących się powodzeniem. Czy tych boję się? Czy uważam, że nic dobrego nie mogę im dać?

    Jaką rolę odgrywa tu przymus PORÓWNYWANIA SIĘ? Chęć „ocalenia”, zachowania swojego dobrego wizerunku? Dokarmienia ego? Narcyzm?

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    Z książki o Buddzie

    Porzucenie roli ofiary zaczyna się od zamiany przekonania, że „mam problemy” na „jestem problemem”.”

    Innymi słowy: zmienić mogę tylko siebie.

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Jakubek.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Jakubek.
    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840
    w odpowiedzi na: Pytanie do wszystkich #485982

    „Mam na to pewną teorię, to jaki terapeuta nam się trafi i na ile nam pomoże zależy od tego jak my się zmienimy. Zauważyłam u siebie pewną tendencję przyciągania takich samych ludzi nawet w postaci terapeuty.” – bardzo mi się spodobały te słowa.

    Podobne schematy odkrywam w ostatnim czasie. Dopuszczam blisko siebie określonych ludzi. Również staram się odsuwać od określonych ludzi. Podstawą mojego podejścia są emocje, myśli i reakcje, które ci ludzie we mnie wyzwalają. Paradoks polega na tym, że często zaprzeczam potrzebie oddalenia się od kogoś, kogo mam blisko, a zbliżenia do kogoś, od kogo uciekam.

    Zaczynam nawet podejrzewać, że w tych ludziach, kryje się rozwiązanie mojego „problemu”. Jeśli przyjrzę się tym ludziom i zrozumiem, dlaczego wyznaczam im takie, a nie inne role w moim życiu, wtedy zrozumiem, co mną kieruje w innych sprawach. Jak chyba każdy, tak i ja posiadam ograniczoną zdolność do autorefleksji i zgłębiania własnych wad. Mogę jednak do woli analizować „wady” mojego otoczenia. Jeśli zrozumiem, dlaczego wybrałem sobie taką, a nie inną żonę, szefa, przyjaciela czy współpracownika. A także dlaczego postanowiłem unikać tych innych. Wtedy zrozumiem „kim jestem” i „czego szukam lub unikam”. Powoli zmierzam do mało odkrywczych odpowiedzi, że „jestem dzieckiem moich rodziców” i „szukam lub unikam właśnie ich”. Innymi słowy, jestem zależny od schematów relacyjnych wyniesionych z domu rodzinnego. Czasem je wprost odtwarzam, a czasem próbuje im usilnie zaprzeczać. Tak czy inaczej, jest to zależność. Wyjście z niej, to chyba właśnie uwolnienie się od syndromu DDA.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Jakubek.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Jakubek.
Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 830)