Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
  • Autor
    Wpisy
  • joannadarc
    Uczestnik
      Liczba postów: 13

      smutne, bo tacy ludzie nie zdają sobie sprawy z irracjonalności swoich zachowań, czy myślenia i tu jest pies pogrzebany. przez to też mogą ranić innych, pozytywnie do nich nastawionych. mam taką koleżankę. jednak kiedy widzę, że pojawia się "jakaś" faza, robię unik, ponieważ wiem że i tak nic nie wskóram, a tylko wzbudzę większe u niej wątpliwości, czy urojone podejrzenia na jakiś temat. kiedy ta faza przechodzi, jest ok, choć zawsze coś "się czai" pod skórą. dobrze jakby mogli siebie zobaczyć w lustrze, lub oczami kogoś innego, ale to niemożliwe.

      joannadarc
      Uczestnik
        Liczba postów: 13

        Dzięki. wydaje mi się, że kiedy mowa jest o chorobie trzeba zapomnieć o tzw. racjonalnych motywach postępowania. Choroba nie ma racjonalnego podłoża, bo i mieć nie może oczywiście i w związku z tym postępowanie takich ludzi też jest pozbawione racjonalnych podstaw. Jak to ktoś powiedział, choroby nie zrozumiesz, bo się nie da tego zrozumieć. I z tą podwójną osobowością to chyba faktycznie przesada.

        joannadarc
        Uczestnik
          Liczba postów: 13
          w odpowiedzi na: Samotne wieczory #65464

          Miło mi kaktusie 😉

          joannadarc
          Uczestnik
            Liczba postów: 13

            właśnie. chodziło mi też o to, że wirtualne "przewalanie" swoich spraw może nie mieć końca. nie mam na myśli konkretnych realnych spotkań, ale wejście ze swoimi problemami w realny świat, mierzenie się z nimi, z różnymi ludźmi, to jest dopiero coś! no bo tutaj to troche takie pogłaskanie siebie po główce nawzajem, a tzw. życie życiem. i już. co z tego że się wie , jak nie wie się jak? choć się wie, no ale co z tego?
            realny swiat i tak zaraz da po du…. i co wtedy? płacz i ucieczka w wirtual? czarna dziura wirtualu i czarnych wspomnień czeka tylno na naaaaassssssss… aaaaaaaa.
            granicą może niech będzie czas? i odczuwalny brak tego trzeciego wymiaru.

            joannadarc
            Uczestnik
              Liczba postów: 13
              w odpowiedzi na: Samotne wieczory #65455

              Chyba masz częściowo rację Bluszczu. Nie można cięgla zadawać pytań – dlaczego, no bo dlaczego? 😉 Ale zapytać jak i po co to chyba czasem można? Chyba już mamy taką naturę, że się zastanawiamy jak, i po co? Ale dlaczego, to nie wiem? Fakt. Analizować trzeba, ale bez przesadyzmu bo wszystko przecieknie nam przez ręce jak przez jakiś dziurawy garnek. Coś się "zadzieje", coś przypłynie a my plącząc się w rozmyślaniach oddalimy to od siebie. Bardzo podobało mi się zdanie któregoś z was kto napisał: nie patrz za długo w ciemność, bo ciemność zacznie patrzeć na ciebie. Cokolwiek to znaczy, myśle ze znaczy to właśnie. Więc ja idę teraz popatrzeć przez okno.
              Czarna Dalia pisze o niedostrzeganiu nadziei, jakoś tak. Coś takiego przychodzi chyba jak pozwolimy temu na to, wyobrazimy sobie coś takiego choćby, a nie będziemy brnąć w tą ciemność bo ona nie ma dna. To czarna dziura. Aaaaaaaa…. Idę cieszyć się tym co jest, zeby żadna czarna dziura mnie nie wciągnęła w swoją otchłań. Pozdrowienia.
              ps. chyba sporo osób z was jest uzależnionych od tego forum, tak mi się wydaje. rozwiązywanie problemów wirtualne, wirtualne spotkania, rozmowy. kiedyś to przerabiałam,ale już z tym skończyłam.

              joannadarc
              Uczestnik
                Liczba postów: 13

                wydaje mi sie że to mogło być jednak powodem. ale ten lęk nie musi być do końca uświadomiony. niektórzy przeszli już pewną drogę i uświadamiają sobie coś inni mniej. myślę że podstawą mógł być ten lęk ale pretekstem do odejścia mogło być dosłownie wszystko. pretekstem czy niby "racjonalnym" wytłumaczeniem. ja też zawsze miałam milion "racjonalnych" powodów – dlaczego nie. jednak podłożem przeważnie okazywał się strach lub nieumiejętność zbudowania takiej relacji. tak mi się wydaje.

                joannadarc
                Uczestnik
                  Liczba postów: 13
                  w odpowiedzi na: Samotne wieczory #65408

                  witaj dalio. to co piszesz o masce.. zaobserwowalam to u pewnych osob iz po zblizeniu sie nastepuje ucieczka, po otwarciu sie nastepuje ucieczka po chwili szczerości nastepuje ucieczka, zamkniecie. jakby z obawy ze wystawilo sie jakis swoj czuly punkt na swiatlo dzienne. z obawy ataku? a moze tez odrzucenia? a moze ze strachu przed powstającą więzią? stajesz odkryta bez skorupy i co teraz? czego mozna sie spodziewać? niezrozumienia? pogardy? chyba przewidujemy to bo taki mamy wgrany program. a jesli sytuacja przypadkowo okazalaby sie inna? co bedzie? co sie moze stac? a moze uzaleznimy sie wtedy od tej bliskosci? zaczniemy tego swiadomie potrzebowac? a jesli ona naprawde powstanie to co? co z tym zrobimy? jak bedzie mozna zyc w prawdziwej bliskiej i szczerej relacji? i znowu przychodza do glowy stare odpowiedzi i znowu przychodza do glowy stare pytania.

                  joannadarc
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 13

                    wiesz, moge powiedzieć o tym tylko ze swojego punktu widzenia ale może niektóre rzeczy będą podobne. faktycznie to jest ogromny strach. strach ze cos sie nagle zawali, cos sie stanie, zostaniemy odrzuceni, a nasze poczucie wartosci spadnie duzo ponizej zera. ze cos sie zawali bo tak naprawde na cos tam nie zaslugujemy. na pewno nastapi "kaastrofa" tak ja przewidywalismy. idac tym tropem sami utrudniamy sobie wszystko na tyle aby potem powiedziec – no tak wiadomo bylo ze tak bedzie ze tak sie wlasnie stanie. jestem do bani, wszystcy to potwierdzaja. wiec aby uniknac tego upokorzenia, odrzucenia czesto wydaje sie ze lepiej samemu odejsc, zostawic cos aby ubiec zle wypadki aby byc tym ktory porzuca a nie tym ktorego sie porzuca. moze ten mechanizm jest podoby u innych osob tez. z drugiej strony nie umiemy stawarzac wiezi bo nie wiemy jak to sie robi. w oczekiwaniu na katastrofe zawsze lepiej brac nogi za pas niz czekac cierpliwie na koniec. zycze Ci powodzenia w rozmowach z dziewczyna.

                    joannadarc
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 13
                      w odpowiedzi na: Samotne wieczory #65364

                      trzymam za Ciebie kciuki Jedrek! Nie wiem, ale moze to wszystko na tym wlasnie polega, aby staczac sie i podnosic. ciegle zaczynac cos i nigdy nie watpic ze mozna inaczej. zaczynac cos po raz setny. czas trasznie pedzi. chyba zatrzymac mozna go tylko przez maksymalne wypelnienie go z przerwa na chilowa refleksje. nie wiem, tez nie jestem specjalistka od zatrzymania czasu, a raczej od zagubienia sie w nim i w calej tej przestrzeni. tak sobie tylko mysle…, ze moze. pozdrowienia, nie poddawaj sie!

                      joannadarc
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 13
                        w odpowiedzi na: Samotne wieczory #65360

                        mysle ze masz b. trafne spostrzezenia. o tym np. braku dzialania i izolacji. niestety, jakis czas temu popadlam w totalna skrajnosc – nie bede opisuywac juz szczegulow jak to wygladalo – ale juz z tego wyszlam, chyba. moglo sie to po prostu zle skonczyc, bo przestalo mi juz zalezec, co dalej bedzie. ale… juz jest dobrze, lepiej, znosnie, ale jeszcze nie tak jabym chciala. to jeszcze nie jest zycie jakie bym chciala prowadzic.
                        masz racje, co do lękow. fakt, tez sie na tym lapie, ze niektore rzeczy przysparzaja sporo chorych emocji, i jak tez niedawno do tego doszlam, jest to glownie lęk przed życiem. bo przeżywać różne rzeczy schowawszy sie za innych ludzi, albo we własnej skorupie to nie to samo co wystawić się na prawdziwe wyzwania, na prawdziwe działania, na ryzyko, podjąć jakieś decyzje nieodwracalne. tego sie zawsze bałam,ale przecież brak decyzji to też jest decyzja, inaczej rezygnacja, więc…
                        a ta nieumiejetnosc bliskosci. czasem mysle, ze to jest prawie "organiczne".
                        z jednej strony nieumiejstenosc, a z drugiej prawie chora potrzeba. kiedys zaczelam wracac mysla do pewnej sytucaji i do emocji jakie ona wywoływała. bliskości z człowiekiem mną zainteresowanym. moje myśli były wtedy straszne, gdyby tylko wiedział, nigdy z taka osobą by się nie zadawał, jak ja. robiłam wtedy też wszystko co mogłam, aby skutecznie to zniszczyć. mieszkajac u niego zdradzałam go, nie wracałam na noc, robiłam idiotyczne numery. no i oczywiście zniszczyłam to, po czasie uświadomiwszy sobie swoje patologie, bardzo żałując i bijąc się w pierś, jednak teraz oczywiście już nie ma o czym mówić, choć – na szczęście – pozostajemy w przyjacielskich kontaktach. jak widać, czasem takie szaleństwa są wybaczane, na szczęście.
                        czy też miałas podobne sytuacje?

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)