Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Rodzina alkoholika #72732
Z tej całej złości i rozpaczy napisałam do jednej z kochanych ciotek list (ostatnio jakaś listowa moda wśród Nas, dda, co?;)) Jak odpisze, to zrelacjonuję Wam to. Troszkę mi lżej na sercu, ale nerwy pozostały, bo pijak za ścianą jeszcze nie śpi.
w odpowiedzi na: Uwięziony w przykrych relacjach #72616Ta scenka(a raczej dialog) genialnie obrazuje problemy DDA w relacjach z innymi ludźmi, szczególnie partnerskich. Tkwienie w czymś, co nie ma sensu, bo przyzwyczajenie, bo strach itp itd Szkoda ,że tak łatwo się na ten temat teoretyzuje, a tak trudno wcielić to w życie.
w odpowiedzi na: JESTEM SZCZESCIARA A WY? #72614Zazdroszczę i życzę jeszcze więcej szczęścia. Ja póki co w głowie burdel, w sercu masa emocji, dobrych i złych, czeka mnie przełomowa końcówka roku, która zadecyduje o moim być albo nie być. Potem planuję być szczęśliwa:P Tak na przekór:P A tak serio, to długa droga przede mną…
w odpowiedzi na: co porabiacie, gdzie pracujecie? #72613Ja studiuję dziennie, właściwie w czerwcu skończę studia(albo i nie), wyjeżdżam z rodzinnego miasta, planuję uczyć w szkole. A studia dzienne wybrałam celowo, by wyrwać się z domu, mimo że zadłużyłam się na nie, ale wiedziałam,że jak będę studiować zaocznie to na zawsze tam zostanę,będę zmuszona pomagać "kochanym" rodzicom, tak jak to powoli dzieje się z moim młodszym bratem.
w odpowiedzi na: wynajem pokoju #72604Przeglądaj ogłoszenia, pytaj po znajomych, czasami w ogłoszeniach zaznaczają, że szukają osób o konkretnych preferenacjach np nie palące, lubiące spokój, umawiaj się na oglądanie pokoi, nie poddawaj się, ale też nie daj się wrobić w lipne oferty, kiedy intuicja Ci podpowie, że nie będziesz się dobrze czuć w danym mieszkaniu. Odwagi, wytrwałości, szczęścia życzę bardzo dużo:) 3maj się ciepło i odważ się być szczęśliwa, czasem warto mieć mniej pieniędzy niż wrócić do domowego piekiełka. Ja przy pierwszej lepszej okazji wybywam.Też jestem na etapie szukania.Nie poddawaj się:)
w odpowiedzi na: List do matki #72602Tak sobie myślę, bo moja matka też pochodzi ze wsi, czego strasznie się wstydzi i do dnia dzisiejszego mówi,że wyszła za mąż, bo presja otoczenia, że co by ludzie powiedzieli itp itd Ona za nic nigdy nie przyjmuje odpowiedzialności, zawsze obcy ludzie lub jej rodzina jest winna, a ona jak ta rybka, co z prądem płynie, ale raczej pirania. One są po prostu nie stworzone do zakładania rodziny, nie dojrzały do tego widocznie, skoro dzieci traktują jak zło konieczne, które ewentualnie trzeba tak wytresować, by było czym się pochwalić przed innymi ,jaka to z niej dobra matka(tak było w moim przypadku). I o dziwo nikt by nigdy nie powiedział z sąsiadów czy współpracowników moich rodziców, że to jakaś patologiczna rodzina, bo zawsze były te pozory –dzieci ładnie ubrane, zawsze nakarmione, lekcje odrobione("bo inaczej rowy będziesz kopać"), wszytsko cacy. Rodzice najlepsi pracownicy, ojciec fizyczny, ale szanowany fachowiec, bardzo lubiany w pracy, matka w szkole(śmieszne co nie?).Pozory, one przede wszytskim.Chociaż nikt normlany nigdy nie przyszedł do nas w gości do domu, jedynie jacyś kumple-pijaczki ojca, którym moja matka z własnej woli usługiwała(żeby się pokazać jaka z niej super gospodyni), a potem jak poszli, to robiła jazdy o to, że przyszli. Koleżanek nie miała, mówiła,że ludziom nie można ufać, że koleżanki są niepotrzebne i też nie powinnam ich mieć. Gdsy je jednak miałam to albo się okazywało, że wg matki były to osoby lepsze ode mnie("już się one na tobie poznają"), albo wyzywane za plecami od najgorszych.
A ja nadal karmię się chwilami, gdy matka bywa ludzka(na szczęście bywa, tyle mam lepszą sytuację). Cieszę się, gdy ojciec raz na miesiąc jest trzeźwy i coś normalnie zagada(ale to gadki-szmatki o pogodzie czy że coś w telewizji leci). Trzymam się tych chwil jak ostatniej deski ratunku. Jednak niewiele trzeba by sytuacja się zmieniła. W domu czuję się jak na polu minowym, ale nauczyłam się być dobrym saperem.w odpowiedzi na: List do matki #72583Nie dziwię się, że Cię rozbawiło, jak ja to przeczytałam, to byłam na siebie zła za te banały, bo nie to chciałam przekazać. Odnośnie szczegółów, to chodziło mi np o to,że matka zawsze mi mówiła o kłótniach z przeszłości, w których siłą rzeczy nie pamiętam (gdy miałam 2lata), jak to chodziła się wieszać, będąc w ciąży z moim bratem, co wyprawiał ojciec, nawet najintymniejsze rzeczy, żeby zobrzydzić mi ojca. Też uczestniczyłam w awanturach, nasłuchałam się co nie miara, tyle szczęścia, że ojciec był pasywny, stosował agresję słowną, albo wyładowywał się na przedmiotach, to matka rzucała się na niego z pazurami w amoku, a ja? Czasem mi wstyd za samą siebie, gdy np jako 15latka prawie rzuciłam się z pięściami na pijanego ojca, w rezultacie tylko nim potrząsłam, a on? on się śmiał, ledwo się na nogach trzymał, a matka dopingowała, że dobrze robię. Tylko, że ona była trzeźwa. Bo z nią mam taki problem, że ona na trzeźwo urządzała mi awantury, a ojciec mnie wprost tak nie atakował jak ona. Wyzywała mnie od najgorszych, posądzała o wszystko, życzyła mi źle, bo powinnam odpokutować za jej cierpienia. Z błahego powodu potrafiła rozpętać prawdziwą burzę, ba piekiełko istne, w rezultacie którego, gdy już zupełnie zmieszała mnie z błotem, stwierdzała, że jestem podłym dzieckiem, które jej nienawidzi, a ona tak się poświęcała i teraz ma nerwicę i że ja na pewno chcę jej śmierci i będziemy z ojcem śmiać się na jej grobie. Nie potrafiła dostrzec nigdy dobrych intencji, gdy trafiła do szpitala z powodu przechodzonej grypy, to nie tylko obarczyła mnie za to winą, ale również wypominała mi i ojcu, że się cieszyliśmy, że tam trafiła, mimo że ten właśnie ojciec w tym czasie był trzeźwy, dbał o mnie i o brata i jeżdził z nami do niej do szpitala prawie 200km od domu. Tylko ona mogła być świętą, jednocześnie będąc tyranką, pod szatą aniołka. Bo każdy z zewnątrz się nad nią litował, nikt nie znał drugiej strony medalu.
A Twoja wypowiedź mnie zszokowała dlatego, że ja nawet jak myślę o mojej matce źle, to sama się karcę, zaraz mam wyrzuty sumienia, bo tak mam zakodowane, że mi nie wolno, jestem jak dobrze wytresowany, wierny piesek, co kocha pana bez względu na wszytsko.w odpowiedzi na: List do matki #72575Dużo gniewu w tym, co piszesz, ale dobrze,że to z Ciebie wychodzi. Myślę, że każdy powinien napisać list do swojego oprawcy jego współpracownika, żeby wyzbyć się gniewu, przelać go do naczynia i wylać, a zostawić w sobie siłę.
A co do tego, że mało się mówi, to fakt, dlatego założyłam post "współuzależnione matki", żeby sprawdzić, czy tylko ja jestem taka nienormalna, aby wytykać matce, że przez nią też czułam się źle, a nie tylko przez ojca-alkoholika, który niby tylko nad nią się znęcał psychicznie. Bo jest w nas jakiś wrodzony lęk przed powiedzeniem, że mama robi źle, bo co to świadczy o nas? Szacunek dla rodziców, zasada nr 1 wpajana od kołyski, bo inaczej nazwą cię potworem. Ale trzeba sobie powiedzieć otwarcie: mamo, gdzie byłaś, gdy ojciec znęcał się nad nami? czemu to twoje dzieci musiały ciebie bronić, dorosłą osobę? czemu mówiłaś o najokropniejszych szczegółach kłótni przy nich? i czemu zapomniałaś, że jesteś matką, a nie tylko ofiarą? itp itd takich pytań jest tysiące, a mało która mama uzmysławia sobie, że ona też krzywdziła.w odpowiedzi na: wynajem pokoju #72567Jeśli faktycznie atmosfera Ci nie odpowiada, to się przeprowadź, ale czemu zaraz do rodziców??? Nie jest tak,że ludzie od razu się dobierają, Każdy przychodzi z bagażem własnych doświadczeń, przyzwyczajeń itp Szukaj do skutku, bo powrót do domu może nie być dobrym rozwiązaniem. Ja tak miałam, nie do końca dogadywałam się ze współlokatorkami, nie odpowiadały mi ich style bycia itp Postanowiłam wrócić do domu, głównie widziałam w tym zalety finansowe, baardzo dużo zaoszczędziłam na tym. Ale moje zdrowie psychiczne kuleje na tym, zaczynam myśleć poważnie o wyprowadzce, ale muszę znaleźć równocześnie pracę, dzięki której będzie mnie na to stać. Wygodnie jest mieszkać z rodzicami, ale to dla mnie za duże obciążenie psychiczne, psychicznie cofnęłam się do dzieciństwa, stare rany znowu bolą. Muszę iść "na swoje", choćby wynajęte.
Naprawdę rozważ wszystkie możliwości zanim wrócisz do domu.w odpowiedzi na: Bohater, maskotka, niewidzialne dziecko czy kozioł #72563Ja zdecydowanie bohater, może z racji tego,że jestem najstarszym dzieckiem swoich rodziców, może predyspozycje charakteru (chociaż nie wiem ile w nim mojego, a ile wyrobionych nawyków). Po dzień dzisiejszy dzwonią telefony, by ratować sytuację, to ja wkraczałam do akcji podczas awantur, by uspokajać matkę i ustawiać pijanego ojca. I zawsze starałam się niczym nie podpaść, dziecko bezproblemowe, nikt nie musiał mi pomagać w nauce, w niczym, samowystarczalne, ale pomocne dla rodziny. Ciocie zazdrościły moim rodzicom tak porządnego, rozsądnego, poukładanego dziecka(chociaż moja matka zawsze narzekała). Tak, budowanie dobrej marki rodziny to ja, przy znajomych i obcych rysowałam pozytywny obrazek mojego domu, tylko dobre i zabawne fakty, milczenie na złe tematy przerwałam niedawno i w bardzo skromnym gronie. Po dziś dzień pamiętam jak ludzie zazdrościli mi jak np po zajęciach jechałam do domu, bo oni np pracowali w weekendy. Szkoda, że mnie ta wizyta w domu nigdy nie cieszyła, jechałam, bo wiedziałam,że jak nie pojadę, to dostanę telefon, że jest źle,że ojciec świruje, że matka nie daje rady, a mój brat po prostu wyszedł.Nadmierna odpowiedzialność pozostała mi do dzisiaj.
Edytowany przez: Josephinee, w: 2010/04/27 16:50
-
AutorWpisy