Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
Ciężki tydzień….
Mój ojciec był alkoholikiem. Miał wzloty i upadki, ale kochałam go bo widziałam jak sam męczył się z tą chorobą. Przynajmniej nikogo nie udawał. Umarł w 2009, akurat w czasie, gdy zdołał podnieść się po porażce.
Moja matka była współuzależniona. Ale to jej nie nawidzę za stosunek do mnie i mojego rodzeństwa. Nie mogę znieść jej widoku ani żadnego słowa.
Od kiedy ojciec umarł jest z nią co raz gorzej.
Czasami mam poczucie, że nie wykończył mnie na nerwy ojciec alkoholik, to zrobi to matka wariatka.
Rozmowa z nią to jak rozmowa ze ścianą, chyba że temat dotyczy jej samej. Nikt nie ma tak źle w życiu jak ona. Nikt nie jest bardziej chory niż ona. Nikt nie był dłużej wdową niż ona…. Itp itd.
Umiera średnio co miesiąc. Bez przerwy wymyśla nowe dolegliwości. Musimy być na każde żądanie. Musimy przychodzić wtedy kiedy nas zaprasza, nawet jeśli mamy inne plany. Musimy ją kochać bo jest naszą matką. Rości sobie prawo do wchodzenia z butami w nasze życie bo jest naszą matką. Bo uciemiężona przez męża alkoholika wychowała i wykształciła nas swoją ciężka pracą.
Może przy tym nas obrażać i deptać nasze uczucia. No i ona wie wszystko najlepiej…
My (ja z siostrami) musimy być przykładnymi żonami i matkami, czytaj: mamy prać sprzątać gotować i pilnować swoich mężów. Bo o męża trzeba dbać.
Musimy mieć dzieci, nie wolno nam się rozwodzić, bo co rodzina powie.
Miałam nadzieję, że po śmierci mojego ojca wreszcie zacznie cieszyć się życiem. Były dobre momenty, ale po tylu latach jest obecnie osobą apodyktyczną, wredną i nie chodzącą na żadne ustępstwa.
Tłumaczyłam ją przez te wszystkie lata. Bo też miała ojca alkoholika, pochodziła z wielodzietnej rodziny w której się nie przelewało. A mimo to zawsze sobie radziła. Gdy twierdziła, że ma depresję, poradziłam jej wizytę u psychiatry, profesjonalną pomoc.
To usłyszałam, że jestem wyrodną córką która wysyła ją do lekarza od czubków.Obecnie mam ciężki czas, gdyż uciekł piesek którego wzięłam dla niej ze schroniska.
Myślałam, że piesek pomoże jej w zatarciu pustki w jej życiu, tak jak pomógł mi, gdy okazało się że nie mogę mieć dzieci (zresztą po dziś dzień czuje jej pretensje o to że ich nie mam, a przecież mogłam adoptować).
Szukam go prawie tydzień. Jeżdżąc, chodząc, pytając i rozwieszając ulotki. Jestem wycieńczona psychicznie (gdyż obwiniam siebie o to, że zostawiłam pieska u niej a ona go nie dopilnowała) i fizycznie.
Przekonywałam siostry, że mama da sobie z nim radę. A teraz nie widzę krzty smutku na jej twarzy gdy jesteśmy same…
Prośba o danie mi przestrzeni zakończyła się awanturą, bo „jej też ciężko, a po jej śmierci na pewno nie będę tak płakać jak za tym psem”
Czuje, że znowu muszę wrócić do psychiatry po leczenie i na terapię…
A do tego czasu musiałam tylko się z tym kimś podzielić.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 miesięcy, 1 tydzień temu przez
kgs.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 miesięcy, 1 tydzień temu przez
-
AutorWpisy