Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Wezwanie na komisję w celu kwalifikacji na leczenie #464052
Dawno nie zagladalam na forum I dopiero teraz przeczytalam Twoj wpis I tak probuje to odniesc do mojego zycia… Utracilam swoje wewnetrzne dziecko, naprawde tak sie czuje, I pierunsko boli, bo zrobilam to w imię nie wiem czego… czuje sie jakbym miala z 50 lat. Juz dawno nie mialam takiego dołka…
Mama naturalnie nie poszla na komisje. Przez moment chcialam zadzwonic do przedstawiciela komisji, czy cos jeszcze moge zrobic, ale chyba powoli naprawde trace znow sily I ochote na robienie czegokolwiek, a przede wszystkim czegokolwiek dla siebie… I to mnie dobija… dzis mama ma urodziny, napisalam sms-a z zyczeniami, zero odzewu… nie mam z nia kontaktu od ponad dwoch miesiecy, tato nie zyje, czuje sie sierotą… I brakuje mi NORMALNEGO kontaktu z moją rodzicielką I caly czas sie zastanawiam, co komu nie poszlo podczas planowania mojego zycia, ze wyglada ono tak jak wyglada…
M A S A K R A – juz dawno tak paskudnie I placzliwie sie nie czulam… Musialam sie uzewnetrznic…
w odpowiedzi na: Dziś czuję się ….. #463930DankoSkankano – nie jestes sama w tej samotnosci – ja dzis tez wyjatkowo samotnie sie czuje, dzis wyjatkowo, ale wiekszosc czasu czuje sie samotna, mimo ze jestem w zwiazku, mimo ze mam znajomych w pracy, mimo ze sie smiejemy z głupich zartow w pracy, czuje sie samotna, bo chcialabym pogadac z kims, jakiego mam dola I czym jest on spowodowany, ale siedze cicho, zakladam maske z usmiechem I udaje ze wszystko jest zarąbiaszcze.
Trudno mi cokolwiek doradzic, bo sama mam dola I nawet z lozka nie chcialo mi sie dzis wstac… Tzymaj sie, po deszczu wychodzi slonce. Potrzebujesz, to poplacz sobie – taki „oczyszczajacy” placz jest czasami tez potrzebny I mi pomaga, jest mi lzej, I z kazda kolejna chwila zbieram sie „do kupy”. Jesli masz ochote „sie wypisac” podaje moj adres e-mail: iwi-83@o2.pl
w odpowiedzi na: Wezwanie na komisję w celu kwalifikacji na leczenie #463928Wlasnie to do mnie tak smutno, poraz koljeny na nowo dotarlo, kiedy przygotowywalam sobie sniadanie (to o czym piszesz w pierwszym akapicie) – poswiecilam jakies 20 lat swojego zycia, bylam swietna w szkole, czerwone paski I te sprawy, w oglniaku tez nie najgorzej, ale be paskow, studia przebrnelam (z braku pewnosci siebie zaniemoglam na egzaminie ustnym – bo tak sie balam odzywac – to bylo po pierwszym roku, musialam powtarzac), na ostatnim roku studiow udalo mi sie znalezc prace w duzej firmie, w ktorej nadal pracuje (10 rok), ale mimo wszystko cale zycie krecilo I kreci sie wokol mojego domu I problemow alkoholowych mamy I teraz tez momentami mlodszego o rok brata. Efekt jest taki, ze moje dwie siostry wyprowadzily sie do Holandii I Belgii, jedna juz ma cudowną dwojke, druga bedzie rodzic we wrzesniu (naprawde bardzo sie ciesze, ze im sie udalo, ze maja swoje rodziny), a ja siedze tu w Polsce sama, w tym momencie kompletnie sama, bo facet wyjechal na dwumiesieczna delegacje do Stanów, mam 33 lata, nie mam dziecka I nie wiem czy nam sie ta sztuka uda, bym byla matką, która bedzie miala na kogo przelac poklady milosci. Obwinialam wszystko na okolo, rowniez partnera, ludzie na okolo mówią, ze za bardzo chce, ale na ostatniej wizycie u ginekologa kiedy mu sie wyryczalam na biurko (pierwszy raz puscily mi emocje), uswiadomilam sobie ze problem faktycznie lezy we mnie (taki tez widnial powod zabiegu inseminacji – idiopatyczna nieplodnosc kobieca). Ta nieplodnosc nie jest taka idopatyczna, bo zbieralam I zbieram w sobie przez cale zycie tyle emocji, nosze w sobie tyle wspomnien (niestety nie do konca zawsze pozytywnych) I tu upatruje faktycznej przyczyny, ze tule dwumiesieczne dziecko (cudowny maluch, jak mi smutno to sobie przypominam, jak sie usmiechal do mnie za kazdym razem kiedy do niego podchodzilam 🙂 )siostry, a nie swoje. Nie do konca wiem/nie jestem pewna, czy to moj wybor, ze tak sie koncentrowalam na problemie mamy, czy to natura jakos tak to wszystko sobie wymyslila, ze wskoczylam w buty doroslego majac jakies 12 (tak okolo) I staralam sie ogarnac szkole I zeby w domu wszystko bylo ok… To nie moglo pozostac bez echa I wplywu na moje zycie, na to co sie teraz ze mna dzieje…
Musialam to napisac, musialam wyrzucic z siebie, poczulam sie lepiej, zobaczymy jak dlugo to potrwa.
Dziekuje Delto. Zycze Tobie I pozostalym forumowiczom udanego I spokojnego weekendu.
w odpowiedzi na: Wezwanie na komisję w celu kwalifikacji na leczenie #463922Coś w tym jest droga Delto… myslalam, ze pomagam, chyba jednak szkodzilam cale jakies 20 lat, jak sie problem ciagnie. I I tak jestem ta najgorsza. Wlasnie odebralam tel od „nalogu” – nałog na mnie nakrzyczal, bo zapytalam, czy moge na weekend do domu przyjechac, zebysmy na spokojnie porozmawialy. Uslyszalam, ze nie zyczy sobie zadnych kontaktow, ze pojdzie do sądu, ze ja nękam… Cholercia, niby sie nie przejmuje, ale troche jednak boli, kiedy nałóg cos takiego mowi…
Przez moment, czytajac tego posta, przypomnialam sobie o tym, ze powinnam sie soba opiekowac, troszczyc o siebie, ale po tym telefonie mam ochote zwinac sie w kulke na narozniku I wyplakac litry zalu, za niewdziecznosc I zrzucanie winy na mnie za to, co sie z naszym zyciem stalo, jak sie potoczylo. A chcialam dobrze, kurcze, zawsze dla wszystkich chcialam dobrze, I w pewien sposob czulam sie dobrze, kiedy wiedzialam I wiem, ze innym jest dobrze. Teraz, w tym momencie dobrze sie nie czuje… a czeka mnie samotny dlugi weekend w domu…
Dziekuje za odpowiedz Delto.
w odpowiedzi na: Jak sobie pomóc? #463915Droga K92,
nie mialas kolorowego zycia faktycznie, ale teraz masz rodzine, masz cudowne coreczki – czerp radosc I energie z ich usmiechow I dokazywan. Kiedy chodzilam na terapie, padlo kilka razy jedno zdanie (w temacie radzenia sobie ze stresem I gorszym nastrojem) – rada byla taka, by odwracac uwage od tego co zle koncentrujac sie na czymkolwiek – cwierkajacy ptaszek, fruwajacy motylek – z czasem wejdzie to w nawyk – „taka ucieczka” od zlych/negatywnych mysli. Mozesz sprobowac, nic nie tracisz, a mozesz zyskac spokoj.
A Twoj mąż wie, jak Cię zycie doswiadczylo? Jest swiadomy tego, co sie z Tobą dzieje, co sie dzieje w Twojej glowie, kiedy widzisz, ze podnosi kieliszek do ust, ze otwiera piwo? Jak reaguje na Twoje „histerie”?
Niestety przeszlosci nie wymażemy z pamieci – szkoda ze nasz mozg nie dziala jak dysk twardy komputera, by usuwac, to co niemile, to co wywoluje u nas strach, drzenie rąk, drżenie glosu, a zostawic sobie tylko mile, kojące, pozytywne doswiadczenia…
Trzymaj sie kochana!
w odpowiedzi na: Słowa podziękowania za tą stronkę #463793„Co nas nie zabije, to nas wzmocni” – apropos leżenia I kwiczenia, ale I podnoszenia sie. To, może często rzucane zdanie, naprawde dla mnie nabiera pozytywnego I mobilizujacego znaczenia I daje takiego kopniaka, zeby sie podniesc. A swiadomosc, ze jest ta stronka, ze moge napisac co sie stalo, z moge podzielic sie dobra/pozytywna historia z kims, komu moze to pomoze, ze moge I napisac I wiem, ze zostane zrozumiana dziala na mnie naprawde kojąco.
w odpowiedzi na: Szukam właśnie Ciebie #463779Witaj,
kiedy łapię dołki, staram sie cos robic – gotuje cos dobrego, sprzatam lub wskakuje na rower I jade w dal, by byc wsrod ludzi. Zaslugujesz na wzystko, co dobre, nie mozesz sie tylko poddawac. Piszesz, ze nie masz sily – jasne, mi rowniez zdarzaja sie dni, tak jak na przyklad dziejsze piekne sobotnie przedpoludnie, kiedy po przebudzeniu nie mialam sily, ochoty by z lozka wychodzic, ale trzeba wykrzesac zawsze troche sily – zawsze troche jej zostaje w czlowieku, chocby nie wiem, co sie dzialo, glowa do gory, piers do przodu I dzialac, robic cos co sie lubi/kocha, jesli nie masz takich rzeczy/zajec, mozna poszukac mozna znalezc, sama szukalam, bo zyjac w 17 letnim zwiazku moje zycie toczylo sie wokol tego jednego, teraz szukam siebie, szukam mozliwosci, by zrobic cos dla siebie – cholernie trudne zadanie, kiedy od ponad 20 lat czlowiek robi wszystko dla innych…
Jest Ci ciezko, ale jestes mlody, jeszcze tyle zycia przed Toba I musisz wierzyc, ze jednak to co ma dopiero przyjsc, to samo dobro – pozytywne mysli przyciagaja pozytywne wydarzenia I pozytywnych ludzi – nauczyli mnie tego na terapii. Daj sobie czas – straciles kogos, napewno boli, ale z czasem przestanie, ale zyj tak, jakby ten ktos, kogo straciles, zyczyl sobie tego dla Ciebie – ale namieszalam 🙂
Glowa do gory 🙂
Pozdrawiam cieplo
Czego się Papuśny Chlopcze obawiasz w pracy? Rozwiniesz trochę tę myśl?
Ja boję się ciemności, samotności – aktualnie jestem sama w 68m 2 mieszkania, jak zapada zmrok, zamykam wszytskie drzwi, nie mogę zasnac kiedy mam zgaszoną lampkę, dlatego wczoraj zakupiłam ziolowe tabletki nasenne, nie jestem tylko pewna, czy jest to dobra droga, dobre rozwiazanie…
Milej soboty, pozdrawiam cieplo.
Poszło 🙂 troche długa ta ankieta, jestem bardzo ciekawa wyników/wniosków tej ankiety (o ile wogole istnieje taka mozliwosc).
Dało mi troche do myslenia, nad niektorymi pytaniami faktycznie sie zastanawialam – to byl taki czas dla mnie, rzadko mi sie zdarza, by o sobie pomyslec.
Powodzenia I pozdrowienia!
-
AutorWpisy