Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
W ogóle sobie nie radzę z samotnością. Nie cierpię być sama, nawet jak czasem wydaje mi się, że mogę wtedy coś zrobić, planuję, to i tak bardzo szybko przekonuję się, że nic z tego. Nie mogę wytrzymać sama ze sobą, zaczynam źle się czuć nawet fizycznie, wpadam w stan, w którym najchętniej położyłabym się w łóżku i nie wstawała. Właśnie od dziś czeka mnie półtora miesiąca totalnej samotności… Już boli mnie głowa i mam ściśnięty żołądek.
Odchodząc trochę od psychoanalizy Torquemado,powiem tak: związek to relacja dwustronna, i jeżeli nie jest ona zdrowa i ciągnie się latami, w ciemno można założyć, że obie osoby w nią uwikłane, w mniejszym lub większym stopniu "nie są zdrowe", że się tak wyrażę. "Zdrowa" osoba po prostu odchodzi, jeżeli jest jej źle. Oczywiście, osoba "zdrowa" też może się związać z "niezdrową", tylko że ta relacja ją zmieni. I odwrotnie, osoba "zdrowa" może w związku mieć dobry wpływ na tę "niezdrową". Najczęściej jednak dysfunkcyjne osoby się przyciągają i zaczyna się wzajemne uzależnienie. Ja przez długi czas myślałam, że wina leży po stronie mojego partnera. Biadoliłam nad swym losem, jednocześnie mając misję uzdrowicielską. On jest DDA, więc w ramach lepszego zrozumienia jego problemów (i naszych wspólnych), zobaczyłam, jak bardzo sama jestem dysfunkcyjna; w końcu też pochodzę z dysfunkcjonalnej rodziny. I zobaczyłam swoją część winy, nie umniejszając wcale jego. Po prostu mam świadomość, że częściowo znalazłam się w tym układzie na własne życzenie.
w odpowiedzi na: Wasz stosunek do rodziców #81873Zawsze odczuwam jakąś blokadę jak mam zwrócić się do mojego ojca "tato". Wolę tak zaaranżować sytuację, żeby po prostu mówić, co mam mówić bez zwracania się do niego personalnie. Czasem to niezła gimnastyka :laugh: "Tato" przechodzi mi przez gardło z lekkim wysiłkiem. Już chyba naturalniej byłoby mi zwracać się "Ojcze" 😛
pepa zapisz:
”
Ostatnio wiele się wyjaśniło, poznałam przyczyny, odkryłam swoje uzaleznienie, uzaleznienia męża, i pojawił sie dylemat – co dalej? Chory zwiazek, ale troje, chyba w miarę jeszcze szczesliwych dzieci, no i my. Tyle lat razem, coś tam jednak nas łaczy, moze nawet jakos tam sie kochamy…
I postanowiłam sprobować, nie mam nic do stracenia, jesli obojgu nam będzie zależało to mozemy przecież wypłynać na powierzchnię i poprostu sie w sobie zakochać, poznać naprawdę, bez tych skorup, wyjść z tego madrzejsi. Oczywiscie to wersja optymistyczna, moze będzie trzeba się rozstać, bo ktores z nas nie podoła, ale sprobować warto, w końcu faceci az tak bardzo sie od siebie nie różnią ;)”Ja też się zastanawiam czy jest co zbierać… Tylko, że my nie mamy dzieci i parę lat krótszy staż… I zastanawiam się nad wersją optymistyczną, dokładnie tak jak to ujęłaś: czy można się na nowo po prostu normalnie w sobie zakochać? Bo nie wszystko przecież było chore, a przynajmniej taką mam nadzieję. Z drugiej strony inny głos podpowiada mi: uciekaj gdzie pieprz rośnie póki czas! Ale nie wiem którego mam słuchać. Boję się, że po wyleczeniu z uzależnienia od tego faceta nic nie zostanie… A z drugiej strony ciężko mi w to uwierzyć. Eh…
w odpowiedzi na: Czego sluchacie gdy jest wam na prawde żle? #81743[url]http://www.youtube.com/watch?v=r7rF2EZ0A_0[/url]
w odpowiedzi na: Mieszanie się w sprawy innych #81534Hmm… też słyszałam takie rozróżnienie i to z ust trzeźwych alkoholików. No i nie każdy kto nadużywa alkoholu jest od niego już uzależniony..Ale nie czuję się autorytetem w tej dziedzinie.
w odpowiedzi na: DDA kocha… za bardzo (?) #81525Nie, nie na terapii, terapię dopiero zaczęłam. Trochę czytałam na ten temat. Jeżeli chcesz się dowiedzieć czegoś w tej kwestii polecam książki, np. Miłosna obsesja czyli syndrom Marylin Monroe (Elżbieta Swięcicka – Macawoy), Kobiety, które kochają za bardzo (Norwood Robin), Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić (Pia Melody). To na przykład, bo jest dużo literatury na ten temat. Czytanie zmusiło mnie do tego, że przestałam zamiatać problemy pod dywan i ponieważ z wieloma problemami się identyfikowałam, musiałam się jakoś do tego ustosunkować. Szczególnie, że po wielu latach mój związek stanął pod ogromnym znakiem zapytania. I przekonałam się, że naprawdę mam zamęt w głowie, z którym trzeba coś zrobić. Czytanie na pewno nie zaszkodzi, jeżeli masz wątpliwości co do swoich uczuć, ale zgadzam się z optimą, co do nadmiernej chęci analizowania wszystkiego. Zyczę więc owocnej lektury, która utwierdzi Cię, że jesteś na właściwej drodze:)
w odpowiedzi na: DDA kocha… za bardzo (?) #81519Nikt nie powie ci, czy go kochasz, czy nie. Powiem tylko, że miałam w życiu identyczne rozterki. Zwłaszcza, kiedy przeczytałam o myleniu miłości z litością. Zastanowiło mnie to poważnie, ale jednocześnie nie chciałam rezygnować z czegoś, co mogło być prawdziwym uczuciem. Bo z drugiej strony "dorosłe dzieci" mają problem z rozpoznawaniem swoich uczuć, a więc także z rozpoznawaniem miłości. Poszłam na terapię, żeby otrzymać narzędzia do nazywania i rozpoznawania tego, co naprawdę czuję, żeby umieć zakończyć związek, który nie opiera się na miłości, lub umieć naprawić go, jeżeli się na niej opiera. A jeżeli chodzi o tę dawną, niespełnioną miłość, to w moim przypadku byłoby pewnie tak, że tasz szybko, jak pojawiłaby się szansa na realny związek z tą osoba, tak szybko przestałaby mnie ona interesować. 🙂 Oczywiście, nigdy nie wiadomo:)
w odpowiedzi na: Czego sluchacie gdy jest wam na prawde żle? #81502A ja to (z kategorii "dziewczyńskie";) ) [url]http://www.youtube.com/watch?v=wp43OdtAAkM&feature=fvsr[/url]
Ale też tego (z jakiejś innej kategorii) [url]http://www.youtube.com/watch?v=zgUwd2Gkb-E[/url]w odpowiedzi na: od czego zacząć? #81489Jeżeli, jak to ujęłaś "wiesz, że jesteś dysfunkcyjna" , to idź po profesjonalną pomoc. U mnie też się wszystko zawaliło i wiedziałam, że choćbym chciała, sama nie dam rady, bo zwariuję. Dlatego udałam się w miejsca, gdzie ludzie znają się na tych problemach.
-
AutorWpisy