Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą… #79507
Dzięki wielkie.
Luckra
w odpowiedzi na: Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą… #79465Dziękuję za wypowiedzi. Są one dla mnie niezwykle ważne.
A ja pamiętam jedną z grup terapeutycznych. Moment, w którym zaczęliśmy mówić o naszych rodzinach, przedstawiać relacje panujące m między poszczególnymi jej członkami. Pamiętam swoje zdziwienie, jak wiele z pośród nas utraciło rodziców przez chorobę alkoholową. Przywołuje też w pamięci kolejne spotkania, na których padały słowa – marskość wątroby, kolejne i to kolejne diagnozy.
A teraz i moja mama podzieliła los tych ludzi, nad którymi alkohol zwyciężył. Ona przegrała ta walkę. Staram się jednak myślami sięgać dalej. Tu, na Ziemi miała ciężkie życie. Utraciła cząstkę samej siebie. Skrzywdziła przede wszystkim siebie i ponosiła tego konsekwencje. Ale w wymiarze duchowym myślę, że przyjęła na siebie swój los.
Moc ciepłych myśli dla Was-
Luckra
w odpowiedzi na: wykańczam się… :(((((( #78771Witaj,
wyprowadzka jest taka ciężka,ponieważ jest to tylko "fizyczna" zmiana.Twoje myślenie nadal pozostaje niezmienione, stąd i uczucia i podobne stany nadal będą miały miejsce. Zeby zmienić myślenie, swoje podejście musisz przejść przez terapię.
Ja również kiedyś się wyprowadziłam z domu. I mimo, że miało to pozytywne skutki, bowiem nie oglądałam tych wszystkich chorych relacji, scen okrucieństw, to i tak w głębi duszy byłam bardzo nieszczęśliwa, a co zaskakujące (?) tęskniłam z a domem.Teraz wiem, że zmiana miejsca zamieszkania to dopiero pierwszy krok. Jest on jednak niezwykle istotny, bo fizycznie wychodzisz z tego miejsca…nie widzisz ,nie oglądasz, ale nadal czujesz…Dla mnie natychmiastowym, kolejnym krokiem była terapia.
Ku zachęcie powiem, że jestem po paru lat pracy nad sobą, po terapii i moje życie zmieniło się nie do poznania. Mam po co żyć i chce żyć. Zyje w głębokim poczuciu sensu i wartości tego świata.
Co do ślubu to uważam, że jeśli decyzje mają padać w takiej "atmosferze", to lepiej je odłożyć na czas, gdy będą one niczym wymuszone.
Słońce – głowa do góry. Wszystko się na prawdę ułoży, lecz musisz być silna i podjąć decyzję "walki" o siebie samą. Mężczyzna poczeka, będzie u Twego boku.Z tego co piszesz wnioskuję, że będzie Cię w tym wspierał. Nie myśl o tym, co się dzieje teraz między Wami, bo jest to "naturalne" z racji trudności domowych.
Trzymam kciuki. Mam nadzieję, że w moich słowach znajdziesz coś dla siebie:-)
Moc uścisków i dobrych myśli.
Powodzenia!Luckra
w odpowiedzi na: Potrzebuję … #77025Czasem mam wrażenie, że życie składa się z wielu scenariuszy – są ich setki, tysiące…Każda podjęta decyzja, każdy spotkany człowiek, powoduje jego zmianę i natychmiast pojawiają się nowe scenariusze…lub nazywając to inaczej – możliwości.
Czasem zdarza mi się zamykać w "skorupce", albo boleśnie się uszczypnąć po to, aby poczuć siebie. Czasem w rozmowach z inni ludźmi szukam tego czegoś, co pozwoli mi na chwilę poczuć "przepływ", zaspokojenie.
Ludzie są w moim życiu bardzo ważni. Każdy człowiek, który się pojawi i każdy, który odejdzie zostawia ślad. Dzięki tym śladom "żyje". To jest energia tych ludzi we mnie przepływająca.
Czasem się boję w życiu, jak każdy. Szukałam kiedyś oparcia w innych ludziach, a teraz w trudnych chwilach, prócz ciepłej rozmowy z bliskimi ludźmi, patrzę w siebie. I staram się zaufać dobrym ścieżkom losu.
W konstytucję człowieka wpisane są błędnie podejmowane decyzje, rozczarowanie, ale i akceptacja, ciche przyzwolenie i przebaczenie.
– Wam i sobie – wielu dobrych i ciepłych myśli w lepsze jutro –
Gonzo – pogody ducha i wielu sił na nadchodzące dni –
najciemniej jest zawsze przed wschodem słońcaw odpowiedzi na: Kobiety, które kochają za bardzo #72704Robin Norwood. Posiadam tę książkę w wersji elektronicznej i mogę przesłać na maila.
Zyczę wielu sił.
Pozdrawiam ciepło,
Luckraw odpowiedzi na: Kobiety, które kochają za bardzo #72462Cieszę się.
Pozdrawiam ciepło:-)
Także i mi wielką trudność sprawia przypomnienie sobie swoich marzeń. Czy były jakieś? Podobnie jak Wy bardzo chciałam, aby mój rodzic przestał pić, ale czy to było marzenie? Wydaje mi się że nie – wtedy to wydawało mi się bardziej realne…
Wydaje mi się, że nie miałam "marzeń". Być może marzeniem moim było, aby godnie przeżyć czas dzieciństwa, aby nie zatracić wiary w ludzi i w dobro, które jest ich udziałem. Jeśli było właśnie tak, to mogę stwierdzić, że moje marzenie się spełniło.
Mam 26 lat. Mieszkam sama, z dala od domu. Skończyłam studia i realizuję się zawodowo. Ocalała wiara w wartości, w ludzi, w to, że na świecie jest i kawałek miejsca dla mnie.
To chyba najważniejsze.
Teraz – uczę się życia na nowo, aby z odwagą kroczy w nieznane, aby zaakceptować przeszłość i nie pozwolić, aby ona ciągle powodowała moim zachowaniem.
Pozdrawiam,
LuckraCzęść świąt już za nami. Dziwnie się czuję. Zawsze było i u mnie tak, jak piszecie…ciągłe awantury, alkohol i płacz. W te święta obiecałam sobie, że już nie będę zgadzała się na to, co nie było moim wyborem. Zostałam u siebie. Tata mnie odwiedził. Jutro rano wyjeżdża, a więc cały dzień spędzę sama, z czego się w gruncie rzeczy cieszę:-) Czas ten spędziliśmy na spacerach i na zwiedzaniu ciekawych miejsc. Wieczorem zaprosiłam go do kina na film R.Polańskiego.
Dziwnie się czuję z taką formą spędzania świąt. Cieszę się, że w końcu udało mi się zadbać o siebie. Tego i Wam życzę.
Pozdrawiam jeszcze świątecznie.
LuckraWitaj,
myślę, że jestem ciągle poszukującą osobą. Wierzę, lecz co do instytucji kościoła, to mam mieszane uczucia. Nie mniej zdarzają się w moim życiu chwile, gdzie z wielką potrzebą przekraczam mury kościoła i odnajduje – spokój. Wiem, że w te święta pójdę do kościoła, bo czuję taką potrzebę.
Pozwolę sobie podpiąć się do Twojego wątku i zapytać jeszcze – Jak w te święta zadbamy o siebie?
Ze swojej strony mogę powiedzieć, że są to pierwsze święta, które spędzam poza domem. Zaprosiłam do siebie (niepijącego) tatę i razem w ciszy spędzamy okres przedświąteczny. Cieszę się, że w końcu nie jestem świadkiem pijaństw mojej mamy. Dziwnym trafem moja rodzina jakoś szczególnie nie miała do mnie pretensji, że postanowiłam zostać u siebie 🙂
w odpowiedzi na: Kobiety, które kochają za bardzo #72112Na koniec cytat poprzedzający rozdział "Umierać z miłości":
"Każdy z nas, dosłownie wszyscy, jesteśmy ogarnięci przerażeniem. Jeżeli po to, żeby się go pozbyć, łączymy się z drugą osobą, to tylko udaje nam się połączyć nasze własne przerażenie z tym drugim;
oba one stworzą teraz parę — będziecie oboje krwawić i nazwiecie to miłością."– Michael Yentura
-
AutorWpisy