Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 251 do 260 (z 275)
  • Autor
    Wpisy
  • luckra
    Uczestnik
      Liczba postów: 299

      Witaj:) Rozumiem, ze problem jest jak najbardziej powazny, lecz czytajac Twojego posta usmiechałam sie. Moja odpowiedz jest nastepujaca: Nie rób tego, czego nie chcesz robic! Przeciez nikt Ciebie do niczego zmuszac nie bedzie, lecz jesli ktos usilnie bedzie nalegał , to powiedz stanowczo nie. Jesli obawiasz sie reakcji znajomych z pracy..dla mnie w takim wypadku człowiek, który powie NIE, nie zgadzam sie , nie chce tego robic itd. – ma własne zdanie , nie ulega presji grupy , taka postawa jest jak najbardziej na miejscu.Bardzo cenie sobie ludzi z własnym zadaniem i mysle, ze sporo ludzi równiez sie ku temu skłoni. Wiec głowa do góry , jedz i baw sie dobrze! Przemysl sobie na co masz ochote, a czego nie zmierzasz robic i sie do tego zastosuj. Pewne zachowania moga przyjsc spontanicznie, ale nie rób nic na siłe, a tym bardziej pod znajomych z firmy, bo to nie ma sensu. Daj sie im poznac taki, jaki jestes. Przybieranie maski nic dobrego nie wniesie, a wrecz przeciwnie – potem bedziesz musiał ciagnac ta "chora" gre. Lecz jesli oferta wyjazdu nie jest dla Ciebie atrakcyjna to mysle, ze warto by było sobie odpuscic. Na prawde, nbie rob nic na siłe.
      PS Nie wyorazam sobie całowania sie z obcymi facetami w ramach integracji!!!Pozd

      luckra
      Uczestnik
        Liczba postów: 299

        Witaj, niestety nie mam takiego doświadczenia. Wydaje mi się jednak, ze skoro odczuwasz potrzebe zmiany w Waszych relacjach, to powinna ona nastąpić. Rozumiem, ze obawiasz sie o konsekwencje, jakie owa zamiana przyniesie,lecz w zwiazku są dwie osoby, a nie jedna.Musisz pamietać o sobie i realizowac równiez własne potrzeby, aby dbać również o własne szczescie. Wiem, jask ciezko jest czasem pomyslec o sobie, ale wydaje mi sie, z tego co napisałes, ze własnie teraz przychodzi taki moment. Zycze wiec Tobie wiecej odwagi i spełniania własnych potrzeb, które są tak ważne z zwiazku. Mysle, ze wszelkie zmiany dokonane z uwaga i delikatnościa, są dobre, a w Twoim przypadku tak na pewno bedzie:) Pozd i powodzenia!

        luckra
        Uczestnik
          Liczba postów: 299

          Mam nadzieje, ze sa one mozliwe…Jestem DDA, byłam w zwiazku z osobą u której w rodzinie również istniał problem alkoholowy. Coz, oboje obarczeni bolesna przeszłościa i trudnościami , ktore z tego wynikaja w zyciu dorosłym…Bardzo sie kochaliśmy, bylismy razem około 2 lat. Niestety doszło do momentu, w którym jedno z nas miało tak potworne załamanie, ze utraciło wiare w nasz zwiazek. Tak tez sie on skonczył. Ogromny ból po wzjamnej stracie towarzyszył nam obojgu jesczze przez długi czas … Jesli wiec chodzi o mnie, to uwazam ,ze zwiaek dwojga osób DDA jest niemożliwy, jak i zwiazek z inna osoba obarczona koszmarna przeszłością. Nie wiem, jak to sie dzieje, ale zwiazuje sie z osobami własnie takimi…Być moze to chce niesienia pomocy, a byc moze pragnienie bycia prawdziwie zrozumianym. Coz, wierze, ze trwałe zwiazki sa możliwe, ale ze swojego doswiadczenia moge powiedziec, ze zwiazek dwóch osób bolesnie skrzywdzonych w dziecinstwie jest bardzo trudny i ma niepewna przyszłośc…

          luckra
          Uczestnik
            Liczba postów: 299

            Rozumiem, ale co z Toba???Co z Twoim zyciem??? Nie mozesz przeciez ciagle zyc w domu…, a zwłaszcza w takim domu! Musisz przeciez pomyslec równiez i o sobie! To, co sie w domu dzieje na pewno "dobrze" na Ciebie nie wpływa…a wewnetrznie niszczy, ciagle kłótnie, no i stawianie dziecka jako "zderzaka " miedzy rodzicami..typu "powiedz ojcu".."powiedz matce" itd. Lub "Bez Ciebie nie wyobrazam sobie zycia..( bo jak ? sama z pijanym mezem? )."Wiem, ze ciezko jest myslec w takich chwilach o sobie, lecz jesli nie zrobisz tego teraz, to prawdopodobnie nie zrobisz tego nigdy…Pamietaj, ze masz prawo do własnego "normalnego " zycia, a nie w cieniu domowego piekła. Pozd.

            luckra
            Uczestnik
              Liczba postów: 299

              Witaj, z ogromnym smutkiem przeczytałam Twoją wiadomość. Rozumiem Cie jednak, bowiem moja mama jest alkoholiczką od wielu lat. Nigdy nie potrafiłam jedank przejsc bezboleśnie koło jej zalanych zwłok. Miałam jedak w sobie inny mechanizm. Podczas koszmarnych awantur , o ile to było możliwe i jeśli nie brałam w nich udziału, potrafiłam uczyć się bardzo intensywnie. Wprowadzałam sie niemal że w stan hipnozy i tak uczac sie w myslach zyłam ze stwierdzeniem, iż jesli sie nie wezme za siebie ( cokolwiek to dla mnei wtedy oznaczało ) to skocze tak samo. Starałam sie uczyć, bowiem była to w owym czasie rzecz, ktora mnie pochłaniała i pozwalała czyms sie zając, aby nie zyc w rzeczywistym swiecie bolu i łez. Czytajac Twoje maila przypomniałam soebie moje kodszmarne dziecinstow. Mam nadzieje, ze jak najszybciej uda Ci sie uwolnic z Twojego koszmarnego domu, tego Tobie z całego serca zycze! Zmartwiłam sie natomiast tym ; na ile omijasz zwłoki swojego ojca bezbolesnie, a na ile spychasz ta sytuacje i towarzyszace jej emocje w obszary nieswiadomosci…Mam obecnie 22 lata i wciaz w roznych momentach przypomianm soebie bolesne obrazy, ktore wyparłam w dziecinstwie. Było ono dla mnei koszmarem, ale mysle, ze dosc duzo udało mi sie przezyc, a mniej zepchnac w nieswiadomosc…Mam bynajmniej taka nadzieje. ..Trzymaj sie ciepło. Pozdrawiam

              luckra
              Uczestnik
                Liczba postów: 299

                Witaj, czytam Twoje maile z wielkim zdziwieniem. Coż, życie Ciebie bardzo doświadczyło, a Ty dzielnie szukasz i walczysz:) Moim zdaniem, to wielkie! Jakie to szczęście, że masz przy sobie dziecko, ze nie zostało Ci odebrane…Przed Toba wiele pracy, niestety za dwie osoby, ale mysle, ze podołasz tym wszystkim przeciwnościom, które staną Ci na drodze. Tak wiele jest w Tobie wewnetrznej wiary i odwagi..Trzymam kciuki, aby możliwie najszybciej wszystko się już ułożyło. Zycze Tobie, jak i Twojemu Maluszkowi – wszystkiego dobrego! Pozd.

                luckra
                Uczestnik
                  Liczba postów: 299
                  w odpowiedzi na: spokój, jak wytrzymać? #40983

                  Moim "dobrym" spokojem jest czas, który spędzam poza domem. Poniewaz studiuje, nie mieszkam z rodzicami. Wiec pozornie moze sie wydawac, ze tego czasu jest dużo… Jednak nie zawsze udaje mi sie odnalezc wewnętrzny spokój. W swoim życiu nie znajduje wartości. widze je natomiast w życiu innych ludzi. Skoro więc potrafię dać coś innym ludziom, to także przyczynić sie do ich szczescia, co z koleji jest czymś dobrym i czymś dlaczego warto żyć. Jednak obecnie mimo tego, iż żyje z ludzmi, przebywam z nimi, nie mam osoby, z którą jestem bardzo blisko zawiazana. Wiec mój spokój bywa zakłócany przez mysli ..dlaczego jest tak, iż sama musze sobie ze wszystkim radzić? W żyiu onalazałm swój cel, jest on niewątpliwie zwiazany z dziećmi, które kocham ponad wszytsko:) Mam nadz, ze jak tylko uda mi sie znalezc porządnego faceta, to urodze całą ich mase:) To mi pomaga, intencjonalność. Jeśli pojawia się etap niepokoju to staram sie myslec o dobrej przyszłości. Dla mnie spokój nie jest czasem, gdy sie nic nie dzieje. Spokój jest dla mnie stnem dusznym, który wyzwala pewna refleksje i który mi sprzyja.
                  Czasem bywa i tak, ze moja współlokatorka uleci mi gdzieś z mieszkania, a ja zostaje sama. Jesli to czas, gdy nie mam za dużo nauki , to ok, bowiem uciekam od samotności do innych ludzi…Jesli jednak mam co robić, to moja praca przerywana jest przez masę wszelkich kryzysów…Sytuacja sie diametralnie zmienia, gdy mam świadomość, że obok w pokoju ktos jest..wtedy jakos sobie radze, a życie nie wydaj sie jakis straszne…
                  W domu nigdy nie byłam doceniana, zawsze w cieniu osiagnieć siostry…Mijały lata, a ja żyłam ciągle w uczuciu beznadziejności i bezsensowności swojego życia…Kiedyś jednak usłyszałam słowa, które zminiły moje życie: Zostaw dom ( pod wzgledem psychicznym ) , bo on Ciebie niszczy. Albo bedziesz żyła osobno , albo nie – żyła. Nie stało się tak od razu, iż udało mi się wcielić w to w życie. Lecz w pewnym momencie zrozumiałam : albo teraz psychicznie się oderwe, albo nigdy..teraz mysle, ze tamta chwila miała decydujacy wpływ na moje życie…Poweidziałam sobie, ze bede walczyła o moje prawo do swojego zycia, które niewatpliwie mam bez wzgledu na wszystko …
                  Cokolwiek nie usłyszymy o tym, jacy bezandziejni jestesmy…to nie jest prawda. Nie ma ludzi bezwartościowych, sa jedynie ludzie zagubieni i tylko tacy mogą tak straszne rzeczy mówić. Czas zaczac wierzyc – w siebie. Pozd.

                  luckra
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 299

                    Jakie powinny być matki ? Któż z nas wie? Wiem jaką ja mam – alkoholiczkę, która od wielu lat pije. Mysle, ze w zasadzie wile przymiotników można by podać aby okreslić matkę moich marzeń…ale jedno najwazniejsze – niepijąca. Niesety i tak nie jest. Gdy przebywa z fazie ciągu nie moge na nią patrzec..ale gdy chwilowo nie pije to patrze na nia i gdzieś mi serce ściska. Nie mieszkam w domu, do studiuje. Odwiedzam tylko przewaznie raz na 3 tygodnie na dwa dni..Teraz jest w lepszym stanie, wiec i dla nas wszytkich jest to lepszy okres. Myśle o Niej o wiele częściej w takich chwilach…Nie moge na Nia patrzec, jak pije, natomiast gdy sie jakos trzyma to w glebi mam uczucie, ze ja prawdziwie kocham.
                    Chciałabym być dobra matka w przyszłości, jak każda a nas. Niestety popełniamy masę błędów, jedne są bardziej bolesne w skutkach , inne mniej. Ale myśle, ze najwazniejsze to szukać w sobie wybaczenia dla innych. Ciagle mam nadzieje, ze moja mama przestanie wreszcie pic, ze odbije sie z dna. Nie wiem, czy słusznie, wiem natromiast, ze ta nadzieja pozwala mnie w miare normalnie zyc. Jesli tylko moja mama podejmie walke o swoje życie, to ja ja wespre i bede przy Niej na tyle, na ile bede w stanie. Mase bólu mam w sobie, lecz skoro matke ma sie tylko jedna…jakakolwiek ona by nie była – kocham ja.

                    luckra
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 299
                      w odpowiedzi na: braki w miłości #40958

                      Zstanawiam się czy nie jest tak, iż braki naszej miłości z dzieciństwa próbujemy załatać w wieku dojrzałym..dla mnie niestety tak jest. Jednak głody miłości niegdy nie mogą być uleczone w tenże sposób. Jedyne rozwiąznanie chyba tkwi w powrocie do czasów, kiedy zostały one nabyte, Bert Hellinger przedstawia terapie systemowe, kiedy to staje się możliwe…Słyszałam o ustawieniach rodzinnych, gdzie wiele spraw z pomocą osób obcych można przepracować. Nie uczestniczyłam w takiej tarapii , jeszcze nie miałam okazji. Mogę tylko powiedzieć, ze członkowie mojej rodziny skorzystali i są zadowoleni z pomocy, którą tam uzyskali. Nie jest istotne , jaką terpię zastosujemy..ważne jest chyba aby wrócić do przeszłości. Moge powiedzieć coś o ribertingu ( nie wiem, jak sie pisze ) , w czasie którego właśnie do niej wracałam. Jest to rodzaj pracy z oddechem, w czasie której świadomość ulega poszerzeniu i próbujemy wejść w stany, w jakch znajdowaliśmy się w określonym wydarzeniu. Po skończonej sesji byłam zlana potem, płakałam, trzęsłam się. Mój riberter powiedział, że jestem pierwszą osobą, która potrafiła się bronić 3 godz przed własnymi lękami i obawami. Tak bardzo głęboko zepchnęłam w siebie pewne wydarzenia, wyparłam je pozornie chcąc o nich zapomniec…Reasumując moje obawy są następujące…Czy nasze braki miłości możemy leczyć innymi ludzmi? Gdzieś w sródku mam odczucie, że tak nie powinno być. Bałabym się zbytniego obarczenia poza tym…niemożliwe jest, aby ta osoba, z którą żyjemy potrafiłaby dać nam tyle miłości, aby zrekompensować jej braki w dzieciństwie..Pozdrawiam

                      luckra
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 299
                        w odpowiedzi na: jak pomoc sobie samej? #40957

                        Witaj, mysle ze przede wszystkim potrzebna jest pomoc osób, które już przez to przeszły, specjalistów. Poza tym na pewno rozmowa z takimi ludzmi pomaga, w każdym razie mi bardzo. Rozumiem, ze jest Ci cięzko z tym problemem wyjść do innych …ale myślę, ze to najlepsza jest dla nas terapia. Wyrzucić z siebie to , co w nas problematycznego tkwi … zrobić miejsce na nowe uczucia .. Dla mnie lekarstwem są inni ludzie. Wiele od nich można się dowiedzić, nauczyć. Dzieląc się swoimi doświadczeniami, a w tym i bólem pomagamy sobie wzajemnie..Może pomyśl na razie tylko o zasięgnięciu jakiejś pomocy…spróbuj być z tą myślą. Może przyjdzie czas, ze bedziesz gotowa jej szukać. Mam nadz, ze tak będzie:) Z mojej strony przesyłam sereczne pozdrowienia i moc ciepłych myśli, wprost z pirnikowego Torunia. Wszystkiego dobrego i powodzenia!

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 251 do 260 (z 275)