Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 261 do 270 (z 275)
  • Autor
    Wpisy
  • luckra
    Uczestnik
      Liczba postów: 299
      w odpowiedzi na: jak pomoc sobie samej? #40956

      Witaj, mysle ze przede wszystkim potrzebna jest pomoc osób, które już przez to przeszły, specjalistów. Poza tym na pewno rozmowa z takimi ludzmi pomaga, w każdym razie mi bardzo. Rozumiem, ze jest Ci cięzko z tym problemem wyjść do innych …ale myślę, ze to najlepsza jest dla nas terapia. Wyrzucić z siebie to , co w nas problematycznego tkwi … zrobić miejsce na nowe uczucia .. Dla mnie lekarstwem są inni ludzie. Wiele od nich można się dowiedzić, nauczyć. Dzieląc się swoimi doświadczeniami, a w tym i bólem pomagamy sobie wzajemnie..Może pomyśl na razie tylko o zasięgnięciu jakiejś pomocy…spróbuj być z tą myślą. Może przyjdzie czas, ze bedziesz gotowa jej szukać. Mam nadz, ze tak będzie:) Z mojej strony przesyłam sereczne pozdrowienia i moc ciepłych myśli, wprost z pirnikowego Torunia. Wszystkiego dobrego i powodzenia!

      luckra
      Uczestnik
        Liczba postów: 299

        Witaj, niestety nie znam się na przepisach…Myslę, ze najlepiej zadzwoń do jakiegoś biura tym sie zajmującego i spytaj ich o szczegóły….Chciałam Ci tylko napisać, że jest mi przkro z powodu Twojej sytuacji. Trzymaj sie dzielnie ! Pozd

        luckra
        Uczestnik
          Liczba postów: 299

          Witaj, w tym co opisałeś znajduję pewne zrozumienie dla Was obojga. Jestem z rodziny alkoholicznej, lecz w moim przypadku tylko mama pije. Bardzo ważne jest ( tak mi się wydaje ) żeby zrozumieć, iż TWOJA dziewczyna, nie miała należytego wzorca! I po prostu nie rozumie co należy, a co nie należy do obowiążków kobiet…Podsłuże się swoim przykładem…Gdy wyprowadziłam się z domu ( jestem na studiach ) i zamieszkałam początkowo u krewnej zszokowała mnie następująca rzecz…Moja ciocia nigdy nie kupuje tanich proszków, rzeczy muszą być dobrze wyprane i pachnące, w domu jest u nich pięknie – bardzo dużo uwagę przykłada się do estetyki itd.itp. Do czego zmierzam…że dla wielu osób, to jest normalne, bowiem wynieśli taki wzrorzec z domu. Ja tego nie miałam, dla mnie nie było to normalne , a szokujące. Muszę również przyznać, że umiejętność dokładnego sprztania nabyłam dopiero w wieku 20 lat, nie wcześniej! Musiał mnie tego dopiero ktoś nauczyć…Dzięki Bogu, zwrócono mi na to uwage w sposób miły i delikatny i pokazano drogi rozwiązań….Reasumując, rozumiem Jej poste[powanie, bo sama miałam z tym problem ( nie wynikał od z lenistwa, a z braku wzorca i braku utartych przyzwyczajeń ) . Tak wiele przeszliście, podziwiam Ciebie. Na pewno jesteś wspaniałym człowiekiem…Myślę, że tę przyziemną sprawę można spokojnie rozwiązać. Porozmawiaj z Twoje kobietą, deliktanie zwróć uwagę na problem np. ze sam nie jesteś w stanie wszystkiego zrobić. Zaproś Ją tym samym do współuczestnictwa…Jeśli dobrze coś zrobi, to pochwal Ją jak dziecko…Zawsze przecież czerpiemy satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Myślę, ze postępując w taki sposób stopniowo – przejmie Ona obowiązki kobiece, które do Niej należą. Jednak proces ten wymaga czasu i Twojej wytrwałośći. Na pewno jesteś w stanie dać Jej ten czas, skoro tak wiele dla Niej i dla Was zrobiłeś. Zycze Tobie i Wam powodzenia w rozwiązniu tego problemu i nie tylko…Dla mnie to taki niesamowite, jak wiele ludzie potrafią dla siebie zrobić..To tylko problem i do rozwiązania , jak każdy…:) Pozd.

          luckra
          Uczestnik
            Liczba postów: 299

            Witam, myślę ze warto ukochane osoby informować o tym, co działo się w naszej przeszłości, bowiem owe wydarzenia po pierwsze ukształtowały nas na takich ludzi, jakiki jesteśmy obecnie, a po drugie to powinnyśmy się tym podzielić własnie ze względu na tę osobę, zapytajcie…na pewno chciałaby wiedzieć i o tych czarnych wydarzeniach z naszego życia. Latwo jest być razem, kiedy jest pięknie i cudownie, gorzej natomiast być ze sobą w bólu z przeszłości, ale to ma na prawde sens i prawdziwie łączy ludzi. Pozd.

            luckra
            Uczestnik
              Liczba postów: 299
              w odpowiedzi na: spokoj><samonakręcenie #40801

              Ja również mówię do siebie, lecz z bardzo typowych sytuacjach…:) np. jak coś mi spadnie , wtedy mówię po cichu do siebie XXXXX lub inna sytuacja…wymijam bardzo nielubianego wykładowcę i z premedytacją nie witam się z nim…przechodze parę kroków, by potknąć się o bardzo równy chodnik i wówczas wypowiadam to słowo XXXXX 🙂

              luckra
              Uczestnik
                Liczba postów: 299
                w odpowiedzi na: skad mam wiedziec? #40773

                Witaj, nie miałam problemu z określeniem czy jestem współuzależniona czy nie , bowiem moja mama jest alkoliczkę od wielu lat. Dla mnie istotny objaw jest taki, ze często bulwesuje się na widok alkoholu. Wzbudza on we mnie agresję, a nie daj boże jak zobaczę pijaka w dzieckiem…wtefy mogłabym go wewnętrznie rozszarpać ze złości.Jeśli osoby mi bliskie w nietypowych sytuacjach sięgają po alkohol , albo w nietypowych porach dnia również staję się podejrzliwa. Jak sobie o tym myślę dochodzę do wniosku, ze piwo w mojej lodówce nie mogłoby ot tak sobie po porostu stać…Natomiast pomoc osób, które się na tym znają jest niedzowna.Wiem, jak cięzko zwrócić się do kogoś "z zewnątrz" o pomoc, ale myślę ze to najlepsze, co możemy dla siebie zrobić = pomóc sobie. Szukać przyczyny swojego nieszcześcia zdaje się musimy, aby być potem szczęśliwymi…Trzymam kciuki:)Pozd.

                luckra
                Uczestnik
                  Liczba postów: 299

                  Witaj! Dla mnit to uczucie trudne jest do zdefiniowania…Myślę, ze bardziej cierpię na stny lękowe, niż oczuwam jako taki strach. Lęk przed nieznanym, przed nowymi wyzwaniami i przed stawianiem czoła kolejnemu dniu i nadchodzącym problemom. Jeśli jest to uczucie chwilowe to stram się przebywać jak najwięcej z ludzmi, nie zawsze o tym mowię, ale sama ich obecność mi bardzo pomaga. Czasem jedank jest tak, tych momentów się boję najbardziej, że godzinami wieczornymi przychodza stny lękowe. Wówczas czuję, iż chcę byc sama. Staram się wniknąć w to uczucie, myślę o ty, , co to spowodowało i w która strnę zmierza. Możliwie staram się temu przeciwdziałac. Dla mnie jest to zwiazane z uczuciem typu jest mi źle, nie mam siły na nic, boję się. Stram się szukać otuchy w sobie i jakiś dobrych myśli. Dla mnie receptą jest myśleć o krokach jakie moge zrobić, aby wyjść z tego stanu…Niestety sa i takie momenty, znacznie cięższe, że nie umiem myśleć o niczym dobrym i wtedy włączam sobie muzykę, gaszę światło, zapalnam świczkę i jestem z tym uczuciem..łzy bólu spływają wtedy po policzkach..a ja zdaję się na los. Dość często spotykają mnie chwile, które w moim odczuciu są dla mnie bardzo trudne. Zawsze jednak dzieje się coć, co sprawia, iż udaje mi się przez nie przejść. Myślę, ze to własnie sprawia , iż z dnia na dzień z coraz większa wiarą uczę się spoglądać w przyszłość.

                  luckra
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 299
                    w odpowiedzi na: spotkania w Toruniu #40666

                    Witaj, tak problem z policją jest bardzo wielki…tym większy iż mieszkam w bardzo małej miejscowości w pobliżu Gdańska, gdzie istnieje tylko jeden komisariat i gdzie ludzie "wysiaduja" swoje stanowiska i nikt tego nie chce zmieniać. Gdaby to ode mnie zależało, to pierwsza bym robiła jakiś rozgłos…jednak wiem, ze to nic nie pomoże…Komisariat jest małym problemem w porówaniu ze szpitalem , w którym na oddziale alkoholowym piją kobiety alkohol. Przy wejściu nie jest się sprawdzanym..można wnieść wszystko, brak spotkań z terapeutami, a wyjśiówkę można załatwić za dobre sprawowanie…Tak, wiele jeszcze mogę napisać o tym szpitalu. Moja mama była tam dwa razy na leczeniu, ja również to miejsce odwiedzałam ze zwzględu na Nią. Nigdy nie spotkałam lekarza, ani ja , ani mój tata, który wielkokrotnie próbował znalezc osobę, która prowadzi Jej leczenie. Inne oddzaiły podobno dobrze fukncjonują, ale ja na własne oczy widziałam, co się dzieje na owym oodziale kobiecym. Sporo starań towarzyszyło temu, aby moją mamę umięsćić w szpitalu, jako pierwszej mi się to udało..I jak konsekwencje tego podniosłam, spotkałam się z bezaprobatą rodziny, choć już wtedy mama piła parę lat na potęgę…Minęło parę lat, a po nieudanej terapii ( brak współpracy mamy z lekarzami, których po prostru nie było !!! ) ponownie , koniecznym sało się oraganizowanie kolejnej…Sporo starań, aby osoba chora orzymało należną Jej pomoć z ramienia państwa…niestety, nawet najwyższy wymair sprawiedliości, jakim jest sąd nie "spisał się". Czym jest 7 tyg leczenia, wobec poprzednich nieudanym prób…a co najważniejsze…Dlaczego sąd wskazał na miejsce lecznia nie profesjonalny ośrodek, a ten sam, w którym ciągle trafia i który nie udziela Jej należnbej pomocy???Niie wiem, co robic. Najchętniej zadzwoniłabym do gazety naszej lokalnej i wszczeła burdę…Jednak w tym wszystkim jest mój ojciec, który żyje tu…w moim rodzinnym miasteczku, a mnie tu już nie ma..Nie obawiam się "przypadkowych" spojrzeń przechodniów na ulicy, w miasteczku w którym wszysce się znają, lecz wiem, ze On tak…Staram (my) się coś zrobić, szukamy, próbujemy pociągać za odpowiednie sznurki…Niesety spotykając się z nierzetelnością ze strony szpitali, nic nie jesteśmy w stanie zrobić…

                    luckra
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 299
                      w odpowiedzi na: spotkania w Toruniu #40634

                      Dziękuję Tobie za odpowiedz. Sytuacja wyglada tak, ze mieszkam na połnocy, w pobliżu Gdańska. Wzywaliśmy już kilka razy policję, ale powiedzieli , ze skoro nie lata Ona za nami z nożem, chcąc nas zabić lub skoro nie tnie siebie, to nic nie sa w stanie dla nas zrobić..a awantury , czy też przepychanki to sprawa wg nich "normalna". Nie jest dla nich ważne, ze 2 razy była ona już w szpitalu i że teraz będzie z wyroku sądu…Wiesz, wobec naszego wymaiaru sprwaiedliwości i przepisów..z dnia na dzień co raz bardziej wątpie, ze można pomoć człowiekowi, który na prawdę tej pomocy potrzebuje. Jednak jako członek rodziny myślę i próbuje zrobić wszystko, aby to stało się możliwe.
                      Jeśli nie policje, to jaki organ można wezwać w przypadku, gdy jest śmiertelnie zalana i przejawia agresywne zachowania ( o ile jeszcze trzyma się na nogach ) ?
                      Dziękuję Ci za pomoc i inromację , dla mnie tak wazne. Pozd serdecznie

                      luckra
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 299
                        w odpowiedzi na: spotkania w Toruniu #40614

                        Dziękuję bardzo za informację. Problem polega niestety na tym, ze w ośrodku nie ma wolnych miejsc. Kolejna sprawa to taka, ze został Jej juz wyznaczony ośrodek z woli sądu. Szukamy czegoś, gdzie do miesiaca sierpnia , kiedy to przypada termin, mogłaby rozpocząć już jaką terapię, poprzedzoną detoksem lub jakiekogokolwiek miesca, gdzie można byłoby Ją umieścić, bo jest w stanie zapić się na śmierć. Szukamy rozwiązań, ale w wyniku masakrycznych kolejek jest to sprawa barzdo trudna. Pozd.L

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 261 do 270 (z 275)