Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: moja matka pije #71561
Moja mama jest również czynną alkoholiczką od wielu lat. Przeszła przez parę odwyków, niestety nie pomogło.
Myślę, że na tyle na ile można się z tym pogodzić – to się z tym pogodziłam. Nie próbuję już nic zmieniać. Ograniczam się jedynie do 2 esemesów w miesiącu. Pisze wtedy, że u mnie ok i ją pozdrawiam.
Nie miałam matki takiej, jakbym chciała – niepijącej. Lecz TERAZ w okół mnie jest wiele kobiet starszych, innych mam … z którymi utrzymuję ciepłe relacje. Wiele mi to daje. Tak sobie ja radzę.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Trzymaj się dzielnie.w odpowiedzi na: co chcemy zmienić i co się już zmieniło #71557Udało się przeżyć TO wszystko. Godnie przeżyć. Nie twierdzę, że zawsze pamiętałam o tym co ważne, lecz w TYM wszystkim nie utraciłam człowieczeństwa.
Zmieniać staram się jeszcze każdy swój dzień. Nowe, "zdrowe" zachowania nie jest za łatwo wprowadzić w nawyk. Wiem jednak, że to tylko kwestia czasu.
Kiedyś, gdzieś w sobie podjęłam decyzję, że nie chcę dłużej żyć w cieniu przyszłości. Teraz krok po kroku z niego wychodzę…
w odpowiedzi na: Jak dbać o siebie? #71550Kac Vegas widziałam i na prawdę się naśmiałam:-) A o tym drugim muszę pomyśleć. Bardzo dziękuję.
Rano, po zamieszczeniu powyższej odpowiedzi pojechałam na zakupy:-) Zrobiłam nieplanowane zakupy: kupiłam cudną, stojącą lampę, komplet pościeli, na który od jakiegoś czasu "chorowałam" oraz naczynie żaroodporne. Sukces upartuję w zakupie tego ostatniego, bo gotować nie potrafię. Wcześniej, wychodziłam z założenia, że na studiach szkoda marnować czas na kuchnię i że znajdę sobie faceta, który będzie dobrze gotował. W ramach terapii dziś zrobiłam moją pierwszą "zapiekankę" na cieście francuskim (można kupić gotowe w sklepie). Nawet nawet nieźle wyszła…Co prawda tyle farszu dałam na wierzch, że cisto nie miało szans urosnąć…ha ha…ale całkiem dobre danie jak na pierwszy raz!
Kto wie, może gotowanie wcale nie jest takie złe.
Pozdrawiamw odpowiedzi na: Jak dbać o siebie? #71541Przerabiam właśnie ten temat na terapii indywidualnej. Nie dalej niż w poniedziałek dyskutowałam ze swoim psychologiem o tym, dlaczego nie warto chodzić do kina samej. Rozmowa ta wiele mi dała. Okazało się bowiem, że jak mam być szczęśliwa, skoro "w imię swojej samotności" nie organizuję sobie wyjazdów na wakacje, nie chodzę do kina itd. Moje kiepskie samopoczucie czasem wynikało właśnie z tego, że nie potrafiłam sobie zorganizować jakiejś ciekawej formy wypoczynku…ponieważ nie warto było inwestować w swój relaks (oczywiście w parze bym inwestowała). Wiele książek bym sobie z chęcią kupiła. Oczywiście na cele naukowe – nie ma problemu, jednak książki nie-naukowej nie kupiła żadnej. Inna prozaiczna sprawa – płyn do płukania tkanin – po co kupować? Przecież obejdę się bez.
W życiu w latach dziecięcych doskonaliło się w "sztuce przetrwania". Ze zdziwieniem czasem spostrzegam, jak wiele naleciałości jeszcze pozostało. Na szczęście nie jest ich nieograniczona ilość…
Cel nr 1 – pójść samej do kina:-)
Pozdrawiam serdeczniew odpowiedzi na: Błędy, które popełniliśmy w związkach #71478Dziękuję bardzo za wszystkie wypowiedzi. Z uwagą je czytałam i przemyśliwałam. Widzę teraz wyraźniej, jak bardzo moja przeszłość (niestety) kierunkuje moją przyszłość (poprzez nieświadome zachowania). Wasze spostrzeżenia są dla mnie pomocą na drodze uświadamiania sobie pewnych negatywnych zachowań.
Teraz naturalnym dla mnie jest postawienie kolejnego pytania: Co robić aby błędy, ,które popełniliśmy, "przepracować", a tym samym dalej ich nie powielać? Myślę, że już podzielenie się swoimi przeżyciami jest jakimś rozwiązaniem.Skłania to do refleksji (uświadomienia swoich zachowań) i niesie to jakąś nadzieję, że ze świadomością nie powtórzy się wcześniejszych błędów. Może warto spojrzeć we własne wnętrze z pytaniem – Dlaczego chce się z kimś związać? Czy ja na prawdę jestem zainteresowana tym człowiekiem, czy też jest mi on potrzebny. Rozwiązaniem jest także terapia, która służy odkrywaniu"ciemnych" obszarów.
Jestem otwarta na Wasze sugestie.
Pozdrawiam serdecznie,
LuckraEdytowany przez: luckra, w: 2010/03/03 20:14
w odpowiedzi na: Błędy, które popełniliśmy w związkach #71427Po przeczytaniu Waszych wypowiedzi byłam bardzo zszokowana tym jak bardzo nasze przeżycia lat dziecięcych rzutują na późniejsze życie prywatne. Oczywiście, byłam tego świadoma, lecz wydaje mi się, że nie do końca zdawałam sobie sprawę, jak nawet w prozaicznych sprawach się to przejawia.
Dla mnie największym błędem, który do tej pory czyniłam, było wstępowanie w związek nie z uczucia, ile z potrzeby. Gdy spoglądam wstecz, to widzę, że oczywiście wybierałam partnerów odpowiadających mi, ale motorem moich działań był lęk przed samotnością , odrzuceniem.
I to właśnie boli. Swiadomość, że gdzieś w środku czuję, że nie było to uczciwe – przede wszystkim dla partnera. Nie mniej nie czyniłam tego ze świadomością…
a teraz…czas pobyć sama. A za jakiś czas – z pełną odpowiedzialnością i świadomością, wyjść ku drugiemu człowiekowi, lecz już nie dla siebie.
w odpowiedzi na: Czy jestem DDA?? #71223Terapie odbywają się zarówno prywatnie, jak i na NFZ. Musisz być więc ubezpieczona, co jednak powinna gwarantować Ci uczelnia. Masz rację mówiąc o paradoksie, że leczymy się MY, a nie nasi rodzice. Tak to już jest … Jesteśmy odpowiedzialni tylko za siebie, jak i zmienić możemy tylko siebie.
Ja szukając grup DDA, zdobyłam z internetu numery telefonów, ale i także z forum. Następnie podzwoniłam w parę miejsc, powiedziałam czego szukam i umówiłam się na pierwsze spotkanie. Pierwsze spotkanie (spotkania) są diagnostyczne. Nie masz się więc co martwić, tylko śmiało pójść i zaufać specjalistom.
Ojcem się nie martw. Zrób, co uważasz, a Twoje życie jest Twoją sprawą. Nie musisz go o niczym informować.
Ja skończyłam terapię grupową dla DDA, gdzie wspólnie pracowałam (w większości ) z innymi studentami. Myślę, że wzajemnie byliśmy dla siebie wsparciem i źródłem siły. A przyjaźnie zawarte na mojej pierwszej terapii pozostały po dzisiejszy dzień.
Powodzenia!w odpowiedzi na: Czy jestem DDA?? #71215Kasioora – cieszę się, że napisałaś, bo myślę, że warto przejść przez życie, szukając odpowiedzi na pytania, które się sobie stawia. Dzięki temu mamy szanse drobnymi kroczkami się ciągle rozwijać.
Po przeczytaniu Twoich słów byłam bardzo poruszona. Wiem, jak ciężko jest dorastać w domu, w którym rytm danego dnia wyznacza alkoholik. Miejmy nadzieję, że to już kwestia dni, kiedy opuścisz dom swojego ojca. Wtedy będzie już troszkę łatwiej…Pytasz czy jesteś DDA…Moim zdaniem najlepiej na to pytanie odpowie Ci psycholog, do którego powinnaś się udać. Te obciążenia, które wynieśliśmy z domu, mają ogromny ciężar. Nie sposób o nich zapomnieć, nie sposób też z nimi po prostu szczęśliwie żyć. Z Twoich słów można odczytać, jak dalece alkoholizm Twojego ojca zarzutował na Twoje życie. Na pewno sama zdajesz sobie z tego sprawę. Myślę, że jest to wystarczający dowód na to, że sytuacja jest poważna i trzeba szukać pomocy.
Prosisz o radę – każdy radzi "po swojemu". Myślę, że znajdą się osoby, które będą zdania, że dasz radę się "samouzdrowić", że nie jest potrzeba pomoc fachowca.Myślę, że terapie DDA nie rozwijałyby się tak prężnie, gdyby ludzie byli w stanie z tego sami wychodzić. Oczywiście terapia ma sens dopiero wówczas, gdy człowiek w pełni świadomie się na nią zdecyduje. Nie chodzi bowiem o samo uczestnictwo, ale o gotowość zmiany swojego dotychczasowego życia – wypracowanie nowych schematów nie jest tak trudne, jak zmetamorfozowanie starych…
Mój proces zdrowienia rozpoczął się od tego forum. Gdy dojrzałam do decyzji zmiany swojego dotychczasowego życia – weszłam na terapie i dopiero wtedy rozpoczęło się moje świadome życie. Lecz najpierw spotkałam osobę, która powiedziała mi – Idź, na prawdę warto. Takie są też moje słowa kierowane dl Ciebie – nie pozostawiaj tych spraw losowi. Wiele zrobiłaś już pisząc tego maila. Jestem pewna, że moje słowa nie będą jedynymi.
Walczysz o siebie samą.
Wielu sił Tobie życzę – i dalszej odwagi.
Pozdrawiam serdecznieEdytowany przez: luckra, w: 2010/02/18 19:48
w odpowiedzi na: nie mam juz siły ;( #71212Słońce – szukaj pomocy. Zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężko musi Ci być. W trudnym domu nie masz nawet miejsca dla siebie, bo jest ciągle ono zagrożone. Nie powiem Ci nic innego, jak czynili to powyżej moi poprzednicy. Jedynym wyjściem jest wyprowadzka. Rzeczywiście, pieniądze są strasznie małe, ale może warto pomyśleć 1 – o dorabianiu, 2 – o poszukaniu pomieszczenia po znajomości, aby maksymalnie obniżyć cenę najmu, a może jest możliwość, abyś zamieszkała gdzieś po rodzinie – nie wiem. Kolejną ważną sprawą są zmiany psychiczne. Zmiana adresu nic nie zmieni, jeśli spraw z tym związanych, nie zaczniesz rozwiązywać w sobie. Mówię oczywiście o terapii. Będę niezmiennie pisać – dla mnie moje życie zaczęło się w momencie ukończenia pierwszej terapii.
Słońce, spójrz dobrze w okół siebie i pomyśl, kto mógłby Tobie pomóc.Na pewno w swoim otoczeniu znajdziesz osoby Ci przychylne, które albo dobrą radą, albo dodatkową parą rąk do pracy będą Ci służyć.
Podobno najciemniej jest zawsze przed wschodem słońca…
Wielu sił Ci życzę i przesyłam dobre myśli:-)Edytowany przez: luckra, w: 2010/02/18 17:04
Temat jakże mi bliski:) Aga – wiem co czujesz. Ja również zmieniłam miejsce zamieszkania. Skończyłam studia i wyjechałam w poszukiwaniu pracy. Cieszę się, bo mam dobrą pracę i rozwijam się zawodowo. Mankamentem całej tej sytuacji jest fakt, że wraz ze zmianą miasta "pozostawiłam" przyjaciół. W nowym mieście nie żyje się łatwo. Napiszę Ci, jak ja sobie poradziłam. Po pierwsze nie odcięłam się od moich przyjaciół – utrzymuję z nimi kontakt na tyle, na ile jest on w danym momencie możliwy. Gdy bardzo zatęsknię, to jadę w odwiedziny:-) Wracam wypoczęta i szczęśliwa, że dane mi było spędzić trochę czasu w gronie ważnych dla mnie ludzi. Tutaj natomiast zapisałam się na fitness, bo lubię ćwiczyć, a także na kurs tańca, co jest dla mnie nowością. Mam oczy szeroko otwarte i staram się szukać nowych znajomości. Wiem, że to przyjdzie z czasem. Znalazłam poza tym ośrodek, gdzie pracuję ze swoimi problemami.
Niestety, w życiu na wszystko trzeba wytrwale pracować i być cierpliwym. Ja również chciałabym już ułożyć swoje życie. Pracuję nad tym, aby się zaaklimatyzować z nowym miejscu i staram się cierpliwie czekać, lecz z tym ostatnim bywa różnie:-) Myślę, że najlepsze co możemy zrobić, to czerpać z tego, co nam życie przynosi w tym momencie. Skoro jeszcze nie przyszedł czas, na zmienianie pieluch, to może warto jeszcze jakiś kurs zrobić? Pojechać gdzieś? Korzystać z tego czasu, który mamy jeszcze dla siebie. Rozwijać się. Czas "dawania" nastąpi w odpowiednim momencie. Teraz mamy jeszcze parę chwil dla siebie. A skoro tak, to trzeba działać, aby nie stracić tego czasu i wykorzystać go tak dobrze, jak tylko się da.Wam i sobie – cierpliwości i siły w dalszej pracy nad sobą.
Pozdrawiam serdecznie
Luckra -
AutorWpisy