Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: obsesyjny lęk przed samotnością #77915
Dla mnie najgorsze jest to, że tworzę sobie iluzję, świat, który nie istnieje, właśnie aby uciec przed tą samotnością. i tak cieszę się, że udało mi się uświadomić sobie tę iluzję, to już duży postęp.
w odpowiedzi na: Koszmary senne / bezsenność #77907Ja też miewam często koszmary, a najgorsze jest to, że nie mogę się z nich wybudzić…choćby w tych snach działo się nie wiadomo co, zawsze muszę wytrwać do końca i patrzeć na wszystko. Ogólnie prawie codziennie miewam sny, bardzo barwne, często przerażające. Wystarczy, że wieczorem przeczytam coś albo obejrzę, albo usłyszę jakąs historię i już…widzę te sceny w nocy, we śnie. Tak było zawsze, od dzieciństwa. Nie wiem od czego to zależy. Niektórzy ludzie w ogóle nie pamiętają swoich snów, a ja potrafilabym opowiedzieć nawet te sprzed wielu lat. I są to często niesamowite sny, możnaby wręcz na ich podstawie nakręcić mała etiudę filmową, gotowy scenariusz.
Chyba dwa razy w życiu śniło mi się, że umierałam…wtedy się zbudziłam. Myślę, że wiele snów jest konsekwencją naszych ukrytych lęków albo jakichś bardzo dawnych doświadczeń, które wymazujemy z pamięci albo których nie pamiętamy.w odpowiedzi na: lęk przed kontaktem z ludźmi #76811Hej,
Czytam Wasze wypowiedzi i wszędzie powtarzają się slowa o lęku…Jakiś czas temu poznałam kogoś, kto jest DDA. Byliśmy razem przez kilka miesięcy. Bardzo się zaangażowałam…i nadal jestem zaangażowana, pomimo, że się rozstaliśmy. Ale pomijam to. Zmierzałam do tego, że on często mowił mi o lęku przed ludźmi, zwlaszcza przed kobietami i ich bliskością. Po jakimś czasie zaczął też zwierzać mi się, że czasem boi się także mnie, zwłaszcza gdy jesteśmy blisko. Nie rozumiałam zupelnie…czego on się bal i dlaczego ? Do dziś nie rozumiem, jak mógł bać się mnie. Nigdy nie podnioslam do niego głosu, nigdy go nie obraziłam ani nie użylam niecenzuralnego słowa, wydaje mi się, że nigdy niczego na nim nie wymuszałam ani nie stosowalam żadnych manipulscji. Pochodzę z domu gdzie nikt nie pije, ja z resztą też nie. Nie wiem, gdzie popełniłam błąd i zadreczam się. Szybko zorientowałam się w tym związku, że trzeba być wobec niego szczegolnie delikatną i wyczuloną i bardzo się staralam. Tym większy jest ból po rozstaniu.
Piszę o tym też dlatego, że mam wrażenie, rownież po przeczytaniu Waszych postów, że DDA często chcą tak naprawdę stworzyć trwałą relację, ale niejako przekracza to ich możliwości. Czy rzeczywiście może być tak, że chcą, ale nie mogą ?
w odpowiedzi na: emocjonalne uzaleznienie #76716Jagi, a propos tego, co napisales powyzej, zastanawialam sie nad problemem rezygnacji w zwiazku. Piszesz o samorealizacji. Pewnie, ze to optymalny uklad, jesli obie strony moga sie realizowac, choc to tez zalezy, co rozumiemy pod tym pojeciem. Ale czy nie jest tak, ze jesli jest sie z kims, wiaze sie to z koniecznoscia z rezygnacji np. z realizacji niektorych planow…bo przeciez w takiej sytuacji trzeba brac juz pod uwage potrzeby drugiej osoby. Wydaje mi sie nieuniknione, ze bedac w zwiazku trzeba nauczyc sie rezygnowac…w pewnym sensie z samego siebie, oczywiscie do pewnego stopnia i w granicach zdrowego rozsadku. Mysle jednak, ze jest to niezbedny element, ta umiejetnosc rezygnacji z pewnych wlasnych priorytetow, w imie wspolnego dobra. Problem zaczyna sie, gdy taka postawe przyjmuje tylko jedna strona 🙁
w odpowiedzi na: troska o siebie #76708Tak. W moim zyciu jest tak, ze wyznaczam sobie pewne cele. Z czasem jest ich coraz wiecej i sa coraz trudniejsze do realizacji, ale ja do nich daze. jednoczesnie czuje, ze trace przez to, emocjonalnie i duchowo…a nie potrafie z nich zrezygnowac. To czasem bledne kolo 🙁 Co z tym zrobic?
w odpowiedzi na: problemy ze sobą a relacje #76706Madre slowa. To, co napisales w duzej mierze odnosi sie tez do mnie. Moj problem polega na tym, ze przez lata szukalam czegos…przenosilam sie z miejsca na miejsce, zaczynalam kolejne studia, szukalam ksiecia z bajki. Zylam w ciaglym ruchu, w gonitwie bez odpoczynku, bo za kazdym razem wydawalo mi sie, ze to co robie, gdzie jestem i z kim jest niedostatecznie dobre, ze to jeszcze nie jest prawdziwa pelnia, to COS, czego poszukiwalam…ze TERAZ jest tylko przejsciowe w dazeniu do jakiego bardziej idealnego stanu.
Zapedzilam sie przez to w kozi rog, podjelam rozne nieodwracalne decyzje i moze zniszczylam kilka wartosciowych relacji…a za kazdym razem, kiedy cos nie wyszlo, chcialam uciec. Wydawalo mi sie to najlepszym lekarstwem. Jakis czas temu dopiero zaswitalo mi w glowie, ze przeciez ciagle zmiany miejsc zamieszkania i tego czym sie zajmuje wcale nie doprowadzaja mnie do wewnetrznej rownowagi, ale wrecz na odwrot…i pomyslalam, ze moze to we mnie, a nie w zewnetrznym swiecie tkwi problem…ze moze we mnie jest klucz do samej siebie, a nie w znajomych, mezczyznach, rodzinie, kolejnych studiach, etc. Trudno to przyjac do wiadomosci, ale…moze warto ?
Dla wszystkich, ktorzy maja z tym problemy : zadbajcie o siebie, o swoj wyglad, samopoczucie, sprobujcie czerpac radosc z tego, czym sie zajmujecie. Dopiero potem mozna otwierac sie na innych ludzi, kiedy w srodku zapali sie takie swiatelko, ktore nas rozswietla. mysle, ze inni ludzie je dostrzegaja. Ja jeszcze tego nie osiagnelam, jeszcze nie udalo mi sie rozniecic tego ognika w sobie, al chcialabym bardzo.w odpowiedzi na: lęk przed kontaktem z ludźmi #76704Doswiadczam dokladnei tego samego. Z jednej strony panicznie boje sie ludzi, nie potrafie zachowywac sie swobodnie w wiekszym rgonie i najchetniej gdzies sie zaszywam w ucieczce przed nimi. Jednak z drugiej strony, kiedy juz zamkne sie w jakiejs mojej kolejnej pieczarze, bardzo tesknie za kontaktem z ludzmi, wrecz rozpaczliwie. I tak przez cale zycie…taka hustawka. Czasem mysle, ze moze kazdy tego doswiadcza w jakims stopniu…czasem wydaje mi sie z kolei, ze jest ze mna cos nie tak. No wlasnie…jakis czas temu ktos powiedzial mi, ze wg niego jestem DDD. Moze ten ktos ma racje…
w odpowiedzi na: przyjaciolka/przyjaciel #76702Ja tez chetnie sie przylacze. Dzieki za namiary.
w odpowiedzi na: nie umiem płakać #76701Witaj 🙂
Ja tez kiedys wstydzilam sie placzu. W moim domu uczono mnie, ze nie powinno sie okazywac slabosci, a placz to slabosc…w pelni zgadzalam sie z ta teza, dopoki nie poznalam teorii kipiacego garnka. Jej autorem jest Freud.
Kazdy z nas jest takim garnkiem, w ktorym gromadza sie emocje. Jesli nie uwalniamy ich na biezaco, garnek zaczyna kipic, spada pokrywka i zawartosc wylewa sie gwaltownie na zewnatrz, powodujac szkody wokol.
Jesli dlugo tlumisz emocje, to prawdopodobnie gdy nastapi wybuch, bedzie on mial wialka sile. To moze miec zle skutki dla Ciebie i Twojego otoczenia, dla Twoich relacji z innymi. Wiem to z autopsji.
Mysle, ze tlumiac emocje, robisz sobie krzywde, bo one jeszcze sie poteguja. Emocje trzeba okazywac, nie ma sie czego wstydzic, przeciez jestesmy ludzmi i mamy uczucia, to naturalne. Placz jest czasem dobra ,etoda na rozladowanie emocji, uzdrowienie samego siebie, oczywiscie nie do konca, ale chociaz w jakims stopniu. Tak wiec jesli zbiera Ci sie na placz, nie hamuj tego odruchu na sile. Sama przez wiekszosc swojego zycia tak robilam. Jakis czas temu przestalam i mysle, ze to jest lepsze. -
AutorWpisy