Mam olbrzymią ochotę napisań „no nareszcie nie jestem jakimś odludem i dziwakiem” jakbym czytała o sobie, albo jakbym to właśnie napisała samodzielnie. Najgorzej jest wstać, popatrzeć w lustro i powiedzieć lubię tą babkę, fajna z niej kobieta…łatwiej jest obudzić się z kacem moralnym dnia poprzedniego i z tym poczuciem winy- jak to wszystko odkręcić! Znowu pokłóciłam się z mężem- on już nie wytrzymuje z rozchwianą wariatką, znowu dziecko wolno się ubiera- więc drę gębę jakby popełniło przestępstwo 100 lecia, znowu naczynia w zlewie! znowu, znowu furia.
Nie radzę sobie ze sobą, wymknęłam się sobie spod kontroli, kiedyś taka nie byłam- tak mi się przynajmniej wydaję. Co mam zrobić, żeby obudzić się bez tego cholernego gniewu, żalu i bezradności?Pomocy…ja jestem na początku drogi, podpowiedzcie od czego zacząć jak?