Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Wszechobecne poczucie odrzucenia #488247
Jakubek, Z tym wysłuchaniem też tak myślę- nie ma nikt takiej przestrzeni. Jedynie Bóg/ Siła Wyższa, coś, co jest od nas większe. Zazdroszczę z tego powodu ludziom, którzy głęboko wierzą. Co do AI- to myślę, że raczej ona nie będzie miała empatii, może owszem przytakiwać, zgadzać się, milczeć wtedy gdy trzeba ale nie wierzę że posiądzie empatię. Raczej katastroficznie to widzę: zdobędzie tak wysoki poziom wiedzy i inteligencji że właśnie z powodu braku uczuć wyższych, empatii, współczucia bez skrupułów pokona swego stwórcę czyli człowieka 🙂
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
Mirka 221.
w odpowiedzi na: Krzywdzę mimo tego, że nie chcę. #488240Nie wiem, jak edytować więc dodaję następny wpis 🙂
Czytam stare wątki. I tak, w wątku Jakubka „Knockin’ On Heaven’s Door…” (u mnie, na komputerze jest ten wpis na stronie nr 7) jest wypowiedź Fenix z dnia 29.06.2017 o godz.10³²- i tam też pisze o tym, jak przeprowadzić ten proces z dzieckiem wew. Zajrzyj jeśli masz ochotę. I polecam medytację z dzieckiem wew prowadzoną Izabeli Kopaniszyn- pomoże wejść w ten proces i może dzięki niej nauczysz się tej pracy, lepiej zrozumiesz o co w tym wszystkim chodzi.
</span>-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
Mirka 221.
w odpowiedzi na: Knockin' On Heaven's Door… #488237Hej, Jakubek. Też zauważyłam te stany od młodości. Ostatnie dni są trochę lepsze i mam jakieś spostrzeżenia, wglądy skąd takie 'tąpniecie’. Pomimo wykonanej pracy (która przecież wciąż trwa), zdumiła mnie siła tego i widzę, że te stany raczej będą wracać i muszę sięgnąć po wsparcie. To akurat jest trudne z dwóch powodów: moim brakiem wiary w innych oraz prozaiczną sprawą: finansami. To spory wydatek a wiem, że to nie jest na przysłowiowe dwie sesje. I tak, jak napisałeś może to być sprawa hormonów, choć robiłam ostatnio badania ogólne ( tez akurat tarczycy) i są ok. Oczywiście tak ogólne badania podobno nie są miarodajne więc wiem, że nic nie wiem 🙂 Dziękuję za Twoją odpowiedź i uwagę.
w odpowiedzi na: Krzywdzę mimo tego, że nie chcę. #488236Jeszcze dodam, bo zapomniałam. Skoro jesteś w terapii, to te zalegające uczucia wypływaja na wierzch, i to jest ok! To dobrze. Tylko że one uderzają w żonę. Zapytaj więc terapetkę jak to rozładować, w jakim kierunku możesz pójść by żona nie musiała aż tak obrywać.
w odpowiedzi na: Krzywdzę mimo tego, że nie chcę. #488235Hej Pyrek. Jak to robię? Dla mnie najlepszą porą jest ranek- po wstaniu. Aby się skupić, najpierw robię kilka oddechów i najlepiej medytację- 10 min. Potem, w zależności co się wydarzyło w ostatnim czasie (coś, o czym zbyt długo myślę, co mnie poruszyło np. ktoś w pracy powiedział jakieś zdanie i zrobił przy tym mnię, która spowodowała że w środku się skóliłam) albo co mi się śniło (sny też są super do tej pracy) albo spontanicznie pojawia się jakaś myśl, wspomnienie lub uczucie. Zajmuję się wtedy tym uczuciem: skólenia, strachu, lęku. Często pojawia się wtedy ktoś z przeszłości, przy kim doświadczyłam tego uczucia. Wtedy, zachowując pozycję obserwatora (rodzica doskonałego) zaczynam rozmowę z tamtą- mną. Dotawiam tam najlepszą wersję rodzica, rodzica doskonałego bo właśnie wtedy zabrakło go: nie było tam dorosłego który by mnie obronił, ochronił. Np. Moja wewnętrzna dziewczynka jest świadkiem pijackiej awantury. Przede wszystkim patrzę na nią, co z nią się dzieje, pytam co czuje. Mówię do niej: to nie jest normalne, oni nie wiedzą co robią, oni nie zachowują się jak dorośli. Jak mała zgodzi się wyjść- to zabieram ją w bezpieczne miejsce a jeśli jest wściekła na pijanego ojca- to pozwalam jej tę złość wyrazić (może to być chęć krzyku albo ruch ręką, jakbym chciała go uderzyć- wykonuję realnie, fizycznie ten ruch), jak chce płakać- pozwalam popłynąć łzom. Na koniec mówię jej, że ją kocham, przytulam ją (nie robię tego tylko w myślach: faktycznie, fizycznie obejmuję się rękoma, czasem mocno owijam się w koc i przytulam do poduszki- daję w ten sposób nowy zapis mojemu ciału, jest to bardzo ważne, bo ciało to wszystko pamięta). Ta praca na początku nie była taka jasna i łatwa dla mnie, bo ja nie pamiętam swojego dzieciństwa do 10 r ż. I trudno mi było wyobrazić, widzieć tę dziewczynkę. Ale nie trzeba mieć „obrazów” ważne jest podpięcie się do tych zalegających emocji i pozwolić im przepłynąć przez ciało. Posłuchaj nagrań Magdaleny Szpilki lub Izabeli Kopaniszyn o dziecku wew. A co do Twoich obaw, że będziesz dziecinny- uwierz, to teraz Twoje reakcje właśnie płyną z tego dziecka. Może Twój wściekły nastolatek tak dogryza żonie, może któraś młodsza wersja. Jeśli coś jest nie jasne- pisz może uda mi się wyjaśnić.
w odpowiedzi na: Krzywdzę mimo tego, że nie chcę. #488218Ja od siebie dorzuciłabym pracę z wewnętrznym dzieckiem, codziennie. Wizyty u terapeuty- świetnie, i jeśli daje Ci jakieś zadania do wykonania między sesjami- super. U mnie właśnie odwiedzanie dziecka zrobiło wielką robotę. Ale oczywiście nie całą.
w odpowiedzi na: Knockin' On Heaven's Door… #488217Jakubek, dziękuję że się podzieliłeś. Coś podobnego przechodzę, ale sama przed sobą bronię się, i nie chcę uwierzyć że to stany depresyjne. Więc myślę: może hormony, może brak witamin… Od początku roku, z dnia na dzień coraz gorzej, jakbym wpadała w czarną dziurę. Spokój, zadowolenie, wewnętrzna radość zniknęły, wyparowały. Pustka. Takiego tąpnięcia dawno nie miałam, ale dotarło do mnie, że przez większość życia właśnie w takim stanie przebywałam. To ostatnie lata, dzięki wejścia na ścieżkę rozwoju, samoświadomości zaczęłam częściej bywać w stanie spokoju i równowagi. Aż nagle- bum! Powrót w ten koszmar. Trzymaj się. Wezmę dla siebie te punkty, mam nadzieję, ze uda mi się je zastosować. Przepraszam , że tak tylko o sobie… może to piszę byś wiedział, że nie jesteś sam w takim odczuwaniu życia.
w odpowiedzi na: Poczucie odrzucenia #488155Hej Krewetko. Tak myśl mi przyszła po przeczytaniu Twojego posta. Czułaś się odrzucona jako dziecko a teraz, jako dorosła wciąż to uczucie w sobie nosisz. Dlatego ta potrzeba budzi się wciąż w Tobie w takim stopniu, że jak piszesz, nie możesz sobie z tym porawdzić. Co możesz z tym zrobić? Terapia. A samodzielnie możesz wracać do tej dziewczynki i kochać ją tak, jak tego potrzebowała. Tak, jak kocha idealny rodzic: bezgranicznie, w pełni akceptuje swoje dziecko i zawsze jest wtedy gdy dziecko go potrzebuje. Jest sporo materiałów bezpłatnych w internecie- polecam. Jeśli nie masz zbyt silnych cech DDA/DDD to może wystarczy nawet autoterapia. Co do życia teraz: nawet jako dorosła, możesz czuć się odrzucona przez mamę. To też jest normalne, różnica jest taka, że wtedy nie miałaś wpływu jako dziecko na relację z mamą a teraz, jako dorosła masz.
w odpowiedzi na: Joga kundalini a PTSD #488029To rzeczywiście, jeśli sam siebie przekraczałeś, to niepotrzebnie naraziłeś się na to . Jeśli to robimy samodzielnie to musimy mieć wewnętrznego dorosłego lub inaczej mówiąc obserwatora. W terapii tym dorosłym jest terapeuta- to on tego wszystkiego pilnuje. A gdy robimy to sami- to w swoim wnętrzu musimy mieć taką część siebie, która widzi co przeżywa dziecko ale tym dzieckiem nie jest. Na początku to może być trudne, ale mistrzami stajemy się po iluś powtórzeniach- podobnie jest w każdej innej dziedzinie życia 🙂
Zobacz, nawet jak piszesz o tych ćwiczeniach że robiłeś na siłę to pokazuje jak zostałeś „wytrenowany” do przekraczania samego siebie. Najpewniej już dzieciństwie zostałeś nauczony nie słuchać siebie i przekraczano Twoje granice.
I tak, ja też mam wrażenie że swoje zranienia będę opatrywać do końca życia. Jednak widzę drobne zmiany, które dają mi nadzieję gdy przychodzą myśli, że mam dość. Bo ten ból- on zawsze wróci, ale szybciej minie.
Trzymaj się ciepło 🙂
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 1 miesiąc temu przez
Mirka 221.
w odpowiedzi na: Joga kundalini a PTSD #488026Jeszcze dodam, że bardzo ładnie ten proces opisałeś w tym fragmencie:
„<i>joga kindalini wyrywa z umysłu > to daje powrót do ciała > to daje odczuwanie ciała > szybki ruch ćwiczeń jogi kundalini powoduje pojawianie się emocji w ciele > zaczynam odczuwać mnóstwo ciężkich emocji z różnych okresów mojego życia > im dłużej ćwiczę jogę kundalini, tym emocje pojawiają się z coraz wcześniejszych etapów mojego życia > część emocji jestem w stanie przejść w czasie ćwiczenia jogi kundalini > pozostałe emocje pozostają „ </i>
I o to chodzi. Jeśli doznałeś mocnych zranień to przez ciało przejdzie fala, którą jesteś w stanie unieść w danym momencie. Próba przekroczenia siebie, zrobienie na siłę procesu (w terapii prowadzący nigdy nie powinien naciskać na więcej niż klient jest w stanie unieść) nie doprowadzi do niczego dobrego. Może dojść do retraumatyzacji, przygnębienia.
I niestety, ale u mnie nie zdarzyło się jeszcze aby pracując ciałem (ale także jednocześnie pracując z dzieckiem wewnętrznym) jednorazowo uwolniła się trauma. Czasami kilkukrotnie muszę podejść do jednej sytuacji, bo wypływają różne emocje, jakie były wtedy: np. złość, potem żal, później smutek. I to jest wg mnie ok. Ale fakt- jest to żmudna, codzienna praca. Ale co nam pozostaje? Czuję się lepiej, więcej we mnie radości a więc jest to skuteczna metoda, choć powolna. Ważne jest też to, że z jednymi zranieniami możemy samodzielnie pracować a z innymi potrzebujemy drugiej osoby.
-
Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez
-
AutorWpisy