Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 1 wpis (z 11)
  • Autor
    Wpisy
  • mżonka
    Uczestnik
      Liczba postów: 12

      Sama zadaję cobie to pytanie non stop. Mój mąż jest DDA. Dopuki nie pojawiło się w naszym zyciu dziecko było ok. Jakoś radziłam sobie z jego humorami i "odwracaniem kota ogonem" nie było to aż takie częste. Gdy zaszłam w ciążę postanowilismy wziąść ślub i zrobiło się nieciekawie. Mąż znęca się nademną psychicznie, szantażuje, że jak będę myślała o rozwodzie to wywiezie synka za granicę i nigdy go nie zobaczę albo że w sądzie odbierze mi opiekę nad dzieckiem. Poza tym prowokuje kłutnie i potem zwala winę na mnie, że to niby ja chcę się kłucić. Nic do niego nie dociera, gdy umyśli sobie, że coś jest czarne to nawet gdybym tłumaczyła, że wcale tak nie jest to i tak go nie przekonam a tylko jeszcze usłyszę kilka wyzwisk.Poza tym podkreśla, że jestem z rodziny patologicznej bo moja mama jest rozwiedziona. Nie wiedziałam co robić. Początkowo dużo rozmawiałam, mówiłam o tym co czuję i próbowałam bezskutecznie wyciągnąć od niego jego uczucia. Rozmowy pomagały na krótko i w końcu popadałam w jakies paranoje bo nalogowo myślę (zostało mi do dziś) co zrobić żeby było dobrze? Potrafię myślec całymi dniami o tym i potem najleprze pomysły wcielam w zycie a z kolei mąż jakby mi nogę podstawiał i to co miało być dla nas miłe i dobre przeistacza w piekło (nawet głupi spacer kończy się awanturą). Potem zaczęłam robić dokładnie tak jak on, chciałam mu obrazowo pokazać co robi ale było jeszcze gożej. Ze wzglęu na dziecko (10 miesięcy) postanowiłam się rozstać (po tym jak zobaczyłam jak nasz syn krzyczy -po swojemu- na pluszowe zwierzątko i robi przy tym minę podobną do tej jaką robi mąż gdy wydziera się na mnie). Poszłam do sądu gdzie uzyskałam informację na temat rozwodu i dowiedziałam się, że mąż nie uzyskka opieki nad dzieckiem nie posiadając własnego mieszkania jeśli u jego rodziców nie ma warunków do prawidłowego rozwoju dziecka i że ogólnie nie tak łatwo matce odebrać dziecko. Wieczorem powiedziałam mu ze spokojem co się dowiedziałam. Był zaskoczony, że poszłam do sądu i że jestem gotowa na taki krok.Postawiłam mu ultimatum (tak jak radziła tutaj jedna z was) albo terapia albo rozwód. Mąż zdaje sobie sprawe z tego że jest dda i już kiedys chciał iść na spotkanie ale nie trafił tam gdzie trzeba si się poddał. Powiedział że nie chce nas stracić bo nas kocha i zrobi wszystko. We wtorek pierwszy miting mam nadzieję, że się tam odnajdzie i będzie chciał chodzić a w poniedziałek zapiszę nas oboje do psychologa(ale osobno bo u nas w mieście nie ma psychologa rodzinnego). Mam nadzieję, że uda się nas oboje naprawić bo nie tylko DDA ma problemy ale i osoba żyjąca z DDA w stałym związku. Szkoda że nie ma mitingów dla połówków dda my też czujemy się zagubieni w sytuacji i bezradni, nie wiemy jak postępować. Mam nadzieję, że stwozymy jeszcze wspaniałą i kochającą się rodzinę, bez kłutni każdego dnia.

    Przeglądasz 1 wpis (z 11)