Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarNieswiadomy
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Wielkie dzięki za wiadomość!

    Tak, zapisałem się i też ruszam z tematem. Aczkolwiek mam wrażenie, że jest to tak we mnie zakorzenione głęboko – ten strach przed opuszczeniem, że przede mną też lata ciężkiej pracy…

    AvatarNieswiadomy
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Post już naprawiłem. Wcześniej źle mi się wpisał.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez AvatarNieswiadomy.
    AvatarNieswiadomy
    Uczestnik
    Liczba postów: 9
    w odpowiedzi na: Wykańczający schemat #484975

    Dzięki serdeczne za wsparcie i poświęcony czas. Biorę się za siebie!

    AvatarNieswiadomy
    Uczestnik
    Liczba postów: 9
    w odpowiedzi na: Wykańczający schemat #484953

    Psycholog stwierdził, że to nie kwestia zabiegania o miłość, a o uwagę, zainteresowanie i akceptacje. W relacjach z mężczyznami nigdy nie zauważyłem, żeby ktoś się odwrócił ode mnie więc ciężko stwierdzić, czy w tej sferze też by to działało. Natomiast z kobietami zależność jest taka, że walczę o uwagę, a gdy czuje, że ją tracę, czy ktoś się odwraca ode mnie, zaczynam szaleć i łapać się brzytwy, nagle ta osoba staje się wyzwaniem i w moich oczach ogromnie atrakcyjna. Miałem przebłyski w tym związku, gdy to „ona” o mnie zabiegała i była bardzo za mną, to miałem myśli w głowie, czy to aby na pewno to, czy nie chciałbym lepszej dziewczyny, czy mi się na pewno podoba…

    AvatarNieswiadomy
    Uczestnik
    Liczba postów: 9
    w odpowiedzi na: Wykańczający schemat #484945

    Dzięki serdeczne za wiadomości!

    Jestem tak rozerwany wewnętrznie, że poszedłem do psychologa już wcześniej, miałem już 3 spotkania. Zasugerował, że to to zabieganie i chęć zainteresowania i utrzymania kobiety przy sobie za wszelką cenę, to relacja z ojcem który był oschły i bez uczuć, a ja chciałem mu zaimponować. Natomiast ratowanie i pomaganie przekładam na innych mimo, że sam potrzebuję takiej pomocy. Ale łatwiej pomóc komuś, niż sobie. Nie wiem, czy jest to bezinteresowne. Może chcę pomóc, żeby ktoś był mi wdzięczny, a ja chciałbym zacząć go zmieniać, bo tak łatwiej? Osoby stabilne, „normalne”, nigdy mnie nie interesowały w relacji związkowej.

    Owszem, schemat jest powtarzalny, teorię mocno znam, ale mimo wszystko, nie wyobrażam sobie na tą chwilę życia bez niej mimo, że wcześniej powtarzało się to kilka razy z innymi. Chyba jeszcze za wcześniej na otrzeźwienie. Mam czasem takie momenty przebłysku, że trzeba się wziąć w garść, żyć dalej, że było minęło… ale potem przychodzi myśl, że jeszcze uda się uratować wszystko, jeśli sam będę świadomy siebie, pewny siebie w tym wszystkim.

    Najciężej w mieszkaniu, gdzie wszystko o niej przypomina. Najgorsze, że nic nie wskazywało na to, że ucieknie. Za dużo słów się wylało, o przyszłości, dzieciach, zestarzeniu się razem.

    Jak budować pomału pewność siebie w tym wszystkim? Jak poznać swoją wartość? Czy są jakieś techniki, żeby codziennie pomału to praktykować już?

    AvatarNieswiadomy
    Uczestnik
    Liczba postów: 9
    w odpowiedzi na: Wykańczający schemat #484934

    „Bliska wpadka” miałem na myśli, że myśleliśmy, że wpadliśmy i będziemy mieć dziecko, były testy po długim czasie braku okresu, ale finalnie niestety się nie udało. Mimo tego oczekiwania i niepewności, chciała tego i cieszyła się, jeśli by się udało….

    Owszem, mam wrażenie, że zawsze wchodzę w relacje ratownika, podświadomie ZAWSZE zbliżam się do kobiet potrzebujących pomocy, wsparcia, zagubionych, nieszczęśliwych, w nieszczęśliwych związkach.

    Moja mama przelała chyba całą swoją miłość na mnie i była aż nadto opiekuńcza i troskliwa. Zresztą słyszałem tak nawet od postronnych osób. Natomiast rodzice…. często kłótnia, ojciec przyjeżdżał, dawał kasę i miał w zasadzie w dupie wszystko, matka zawsze chciała być rodzinna, a on dawał kasę, chodził pić i były przeważnie zgrzyty.

    Obawiam się, że finalnie wyszło, że to kolejny toxic i chęć uratowania kogoś, z perspektywy czasu zawsze był ten sam schemat, ale ona dała mi tyle, że nie wyobrażam sobie teraz tego, że miałoby nie być „nas”. Poziom mojego stresu jest na ogromnym poziomie, wstyd mi, że jako facet aż tak jestem na to nieodporny i nie mam się nawet komu wygadać za bardzo. Tym bardziej, że jej teksty, że się „miota i nie wie co zrobić”, że wie, że jeśli odejdzie ode mnie to zniszczy sobie życie, że coś czuje do mnie i chciałaby, żebyśmy byli razem bardzo szczęśliwi, daje mi nadzieje. Pewnie powinienem się zdystansować, ale czasem dopada mnie takie napięcie, że łapie za telefon, żeby tylko do niej napisać. To silniejsze ode mnie niestety, nie potrafię nad tym zapanować. Na każdej płaszczyźnie zawsze sobie radzę i radziłem, praca, dom, życie towarzyskie, zero nerwów i problemów….. a w takich sytuacjach odchodzę od zmysłów…..

    AvatarNieswiadomy
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Jacku, czytając Twoją historię, miałem wrażenie, że pisałem ją ja, aż sprawdziłem kilka razy datę i Twój nick…..jestem bardzo ciekawy jak się to wszystko skończyło, gdybyś kiedyś tu jeszcze wszedł, zostaw proszę kontakt, chętnie się odezwę jak i zaczerpnę kilka rad….

Przeglądasz 7 wpisów - od 1 do 7 (z 7)