Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 298)
  • Autor
    Wpisy
  • niewielemiejsca
    Uczestnik
      Liczba postów: 337
      w odpowiedzi na: Moj osobisty demon #76332

      Przeczytałam twój post i aż mi łzy napłyneły do oczu. U mnie było to samo, bo jakby było źle cały czas, to bym może i na nią postawiła tzw "kreskę", znienawidziła. Ale moja też miała rok, dwa przerwy, wówczas była super rodzina, mogłam zpraszać znajomych, nie bać się, ze ktoś ją zobaczy.

      Potem wróciła do swoich sytuałow, do dzis pamietam sytuacje jak po poltora roku się złamała i ten ból… Miałam wtedy 14 lat. Potem były już tylko drobne kilkudniowe, czy miesieczne przerwy.

      Teraz się trzyma…dokładnie odkad powiedziałam: wyjeżdzam, wyprowadzam się. I bez prychiatry, bez psychologa znalazła siłę, sama w sobie. Czasami pisze w mailu, ze już wytrzymać nie może, ja ją tam uspokoje, napisze mój punkt widzenia i uspokaja się od razu, choc nadal ma swoje demony…

      Ale szlak mnie trafia, ze przez ten czas, kiedy ja tam żyłam, mieszkałam, potrzebowałam jej, to nie znalazla siły, choć ja to nazwę, po spotkaniach grupy, ze nie znalazła chęci wyjscia z tego…

      Ja myślę, że w przypadku mojej matki, jest tak, ze się wzieła za siebie, bo wiedziała, ze jak będzie tak dalej żyła, to ja tam nie wróce. Wsrod tego całego uzaleznienia, jednak mnie kocha i bala sie chorobliwie, ze zamkne za sobą drzwi, nigdy mnie więcej nie zobaczy.

      Ja też miałam momenty, kiedy "razem" chciałam z matka przetrwać jej ataki nałogowe… Przezwyciężymy to razem, my dwie, taka się czułam wtedy dorosła i odpowiedzialna. Dopiero grupa mnie nauczyła patrzeć na to inaczej: ona nie chce się podniesc. Jesli by chciała szukałaby pomocy, psychiatry, grupy… Probowalaby z tym walczyc, samemu nie da sie rady…To trzeba w srodku zmienic w glowie wiele a nie sam nalog wyeliminowac…

      Jak wyjechałam, to bałam sie okropnie, balam się, ze sie zabije, ze jak zawsze grozila zrobi cos sobie, ze bede się czuła winna, tego, ze nie "przypilnowałam"….

      Nic sobie nie zrobiła, a ja po przeprowadzce zobaczyłam ile mam teraz do naprawiania w sobie. Ile mam przez nią problemow, ile skrzywień… Wcześniej nie mogłam się nimi zająć, bo pilnowalam mamy, a co to za pilnowanie bylo, i tak robila co chciala… Nie ma sie tyle mocy, bo kogos upilnowac, szczegolnie w relacji dziecko – rodzic.

      Mysle, ze takie wyprowadzenie się pomaga, pomaga osobie uzaleznionej w samotnosci przemyslec wszystko. Ja też miałam po roku moment, ze musialam na chwile do domu wrocic i powiedziec matce, zalezy mi na tobie, nie opuscilam cie, musisz o siebie dalej dbac, jesteś mi wazna, bliska. Nie wyobrazam sobie urwania z nia kontaktow, chyba ze sie stoczy, ale ogolnie jest w moim życiu, czasami napisze mi maila z takim "swiatopogladem", że tylko ręce załamywać, dostaje od razu nerwy, ale nauczyłam się też filtrowac takie informacje. Nie tłumaczyć, nie zmieniać, bo się nic nie zmieni, jesli dana osoba nie chce zmieniac…

      Tak więc odkad to wszystko zostawilam, mam z nia stosunki dobre, wzgledne na tyle, ile się da…

      Rozpisałam się dość mocno, ale temat był mi bardzo bliski, bo 3 lata temu też bałam się podjać decyzje o przeprowadzce…

      niewielemiejsca
      Uczestnik
        Liczba postów: 337

        piszesz dokładnie jak moja DDA przyjaciółka.
        My jestśmy zupełnie różne, ja rzucam się w wir działań, zadań, potem jadąc gdzieś w aucie płaczę 20 minut, co ja zrobiłam, potem się uspokajam i zaczynam dostosowywac się do danej sytuacji.

        A ona…. wie co powinna robić, ale tego nie robi…. I mijają dni, mijaja miesiące, mijaja lata… Inni kształcą się, gromadzą doświadczenie, dochody, a ona siedzi przed TV czekając aż jej cechy pozwolą jej zacząć.

        Ja w tym czasie zdążyłam 2 razy zmienić mieszkanie, kupić samochód, przeprowadzić się, załatwić sobie projekty na przyszłosc (w tym przeszlam załamanie nerwowe i także częściową niemoc)….

        Zastanów się skąd ta niemoc w tobie -z przepracowania ? -czy jak moja przyjaciółka?

        poza tym jedna ważna rzecz: przeczytałam w książce o karierze. Nie myśl w jakim mieszkaniu nie chcesz mieszkac, tylko w jakich chcialbyś mieszkac. Ocen realnie koszty i drogę, jaką musisz pokonać dążąc do kupna takiego.

        niewielemiejsca
        Uczestnik
          Liczba postów: 337
          w odpowiedzi na: Pytanie o kobiecość #76314

          dziewczynka: chce by za nią ktoś decydował, ktoś ja przez życie prowadził, owija się wokół faceta, trzyma za rączke, lub nogawkę spodni, jak dwuletnia córeczka swojego tatusia

          kobieta: jest świadoma siebie, wie czego oczekuje od zycia od związku, chce partnerstwa, równosci, nie lubi by za nia decydowano.

          niewielemiejsca
          Uczestnik
            Liczba postów: 337

            i jeszcze jedno pytanie?

            skąd ta presja? Kto ją tworzy? Znajomi, bliszcy, szef? Czy ty sam?

            ja ostatnio sama na sobie wywierałam presje, ze trzeba 8h pracowac (co do minuty wyłaczjac przerwy) potem przyjsc do domu, sprzątać na błysk, potem powinnam się uczyć i rozwijać, do tego powinnam ćwiczyc min 4 razy w tygodniu i zdrowo jeść i dbać o siebie…. I taką miałam presje, ze organizm nie wytrzymał, trafiłam do psychologa i na rehabilitacje.

            Przez miesiąc nie robiłam NIC. Kompletnie nic, choć wiedziałam, ze mam terminy, ale nie robiłam w pracy nic, w domu nic. Zaczełam siebie potępiać, nienawidzieć, ale przetrwalam to, bo mi psycholog kazala, tak robic, a te nastroje psychiki to znak, ze "robie coś dla siebie". Do tej pory nie wiem co, ale odzyskałam równowage.

            Dlatego też ważne kto wywiera tę presje na Tobie

            niewielemiejsca
            Uczestnik
              Liczba postów: 337


              Wiesz, ja odczuwam ogromną presję, jestem przecież dorosłym facetem, powinienem być odpowiedzialny, niezłomny, stanowczy, a zamiast tego całe dnie spędzam w domu, siedząc w fotelu i zmieniając kanały w TV jak jakiś mięczak. I kurde, bardzo tego nie chcę ale nie mam siły i boję się cokolwiek zmienić.”

              Wiesz, ja mam 25 lat i "POWINNAM" mieć już męża, dzieci, a w ogóle o tej porze POWINNAM już spać a nie siedziec przed kompem i zajadać nektarynki, kiedy umyło się już zęby, bo nie "POWINNO" się jeść po umyciu zębów…

              Myślę, ze czasami trzeba po prostu wypuścić powietrze i wrzucić na luz. Mi psycholog powiedziała to samo, nie można cały czas dawać 120% z siebie. Każda maszyna się zepsuje, która chodzi na 100%.

              I wiesz, co jest w tym najpiękniejszego? Ze nic nie powinienes. NIC… Daj sobie prawo do posiedzenia przed TV z pełną swiadomoscią, ze chcesz to robić. Z pełną swiadomością, bo to teraz taki odpoczynek. W domu też można lubiec siedziec, tak jak oglądać TV. Ja np lubie. Jak też lubie na necie siedzieć i trwonić czas. Nie zawsze trzeba być tą idealna osobą, herosem, ktorego sobie wyobrażamy.

              I może będę złośliwa, ale 21 lat to całkiem młodziutki wiek 😉 … daj sobie prawo bycia młodym …

              Edytowany przez: niewielemiejsca, w: 2010/09/19 00:20

              niewielemiejsca
              Uczestnik
                Liczba postów: 337
                w odpowiedzi na: Pomocy #76259

                w jakim miescie będziesz studiowała? na jakiej uczelni?

                może trzeba "obejsc" dziekanat i znaleźć akademik po znajomosciach.

                albo pokoj w mieszkaniu w dużym miescie, najlepiej u jakiejs babinki. Czasami za pomoc nad starsza osobą dostaje się pokój, też jakieś mieszkania.

                Akademik to juz ostatecznosc, tam to wieczna impreza i picie ….

                Edytowany przez: niewielemiejsca, w: 2010/09/17 22:46

                niewielemiejsca
                Uczestnik
                  Liczba postów: 337
                  w odpowiedzi na: Chce byc szczesliwa #76257

                  dragi nic nie zmienią. Ja brałam od marihuany do extazy. Chwilowy efekt jest super. Jesteś szczęśliwa, wszystko wydaje się piękne… Szczególnie po tabletkach…
                  Tylko potem przychodzi efekt, kiedy substancja przestaje działać. I co wtedy? Miałam momenty, ze przychodziłam po udanej imprezie na "fazie" do domu, wchodzilam do domu, patrzyłam w lustro na te moje rozszerzone źrenice i sama siebie pytalam :co ty do cholery z soba robisz?" Wtedy zadawałam sobie pytanie "jaki jest mój cel, i czy taki"… a potemz znów doszo do tego, ze znajomy z liceum spotkał mnie na imprezie i po prostu opieprzył, ze co ja robie, ze życie marnuje itp… Pewnego dnia się opamiętałam i nauczyłam się … zagubiać się w pracy..

                  Z dragami jest też inne niebezpieczeństwo (abstrahujac od uzależnienia). Zależy co sobie "wkręcisz" na fazie. Jeśli masz zly nastrój i bierzesz, by zapomniec, to jest to tak, ze w chwili działania substancji pierwsza myśl się wkręca. Możesz mieć śmiechy, chichy, ale co chwile będzie cie bombardowala zla mysl, u mnie to byla chata, bieda, bombarduje z taka siła, ze czuje sie jak śmiec, dwa razy gorzej niż wczesniej.

                  Dlatego po takich "fazach", kiedy właczyła mi sie zwiększona samokrytyka: pokazująca od biedy, nedze, po odczucia, ze jestem śmiec, postanowiłam nigdy więcej…..

                  Bo to nie rozwiaże problemow.
                  A kiedyś jeszcze idąc na ćwiczenia właczył mi się tzw "rewers" z tabletki, gdzie byłam na uczelni, gdzie chcialam być postrzegana jako człowiek poważny, a tu źrenice szerokie i znów jakieś odjazdy… tym bardziej się wystraszyłam…

                  I nigdy więcej do tego nie wróciłam. Po co. Po co truć sobie głowę, po co niszczyć organizm. Po co i za co siebi karać?

                  Swoją drogą czytam teraz o tych dopalaczach w Poslce, to az niewiarygodne jak ludzie po to sięgają…. Choc kiedyś robił to diler pod dyskoteką…

                  Każdy ma z nas słabsze dni. Ja też mam dni kiedy nienawidze wszystkiego wokolo, siebie i w ogole krytyk moj sie wyżywa. Ale trzeba znalezc sposob by z tego wyjsc.

                  Mi np pomagają ludzie ktorzy sa mi przykladem, ktorzy maja w życiu pasję, pragnienia, do czegos dążą. Nie muszą być autentyczni, mnie ostatnio zainspirował wywiad na you tube z Ania Rubik, która mowila, ze gdy jest zmęczona pracą znużona to idzie do restauracji, do muzeum, odpoczywa odrywa sie od codziennosci. Proste rzeczy, które sprawiaja człowiekowi przyjemnosc, sa relaksem dla ciala, dla duszy… po ktorych czlowiek sie lepiej poczuje…

                  po dragach bedzie tylko gorzej… a najpierw bierzesz, bo chcesz, a potem bo musisz….

                  niewielemiejsca
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 337
                    w odpowiedzi na: Strach, lęk #76174

                    akurat chciałam pogadać o strachu i lęku. Tylko ja mam troche inny. Boje sie wszysktiego, boje sie ludzi, boje sie ze mnie zaatakuja i zabija. Glupie aż wstyd pisać. Ale teraz mam takie leki, ze nie moge. Może to dlatego, ze jestem od 2 dni w nowym miejscu, takie troche starodawne, na dodatek na emigracji. Boje sie, niby to głupie, ale tworze sobie wiele w głowie. Rozmawiajac z ludzmi mysle, jak umra to co bedzie, bedzie bolec, boje sie tego, boje sie nozy i tego typu ostrych narzedzi. A nie ogladalam kryminałow za dużo 😀
                    ale boje sie…. a tu w szczegolnosci, w hotelach w nowych miastach, jak jakas opetana…

                    niewielemiejsca
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 337

                      zdolnosc słuchania jest też ważna, nie lubi się osób, które "przemawiają". Ja się czasami łapie na tym, ze "wszystko wiem najlepiej" i przemawiam zamiast rozmawiać, słuchać. Ucze się tego, choć idzie mi cieżko. Czasami napadam mojego chłopaka, dlaczego nie robi, tego a tego, ze nie da rady zrobic kariery… a potem mysle, ze on ma swoj sposob a ja swoj. Trzeba pozwolić ludziom byc, i dac im też prawo do wiedzenia czegoś lepiej niż my… (tak w teorii)

                      niewielemiejsca
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 337
                        w odpowiedzi na: DDD? #76110

                        masz anoreksje ????

                        Teraz to tylko wysyłają na terapie, każda odpowiedź na post to "idz na terapię", a jak ktoś nie idzie, nie chce, boi się, to od razu atak, ze sobie nie chce pomóc, ze niech cierpi na swoje zawołanie itp. (taki trend zapanował na forum zauważam :P). Jakby to pójscie na terapie byłoby cudownym lekiem na wszystko.

                        A do terapiii trzeba dorosnąć, trzeba chciec, trzeba się nie bać i nie wiazać jej z "byciem świrusem", trzeba po prostu chciec, znaleźć własciwiego psychologa, nie jakiegoś świra…

                        Ja też jestem DDD, tak samo się miotałam w czasie matury, przeszłam też zaburzenia jedzenia, dlatego jeśli chcesz podyskutować, to pisz, ja wyszłam z tego g…. ale było ze mną ciężko i to dokładnie w klasie matrualnej…

                        trzymaj sie 🙂

                        PS: ja też zaczełam moja "przygode" z forum od wielkiej kłotni… 🙂

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 298)