Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 63)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Ramoiram,

    Jak w nowej pracy? Jak sobie radzisz? Napiszesz coś o tym… jeżeli nie chcesz na forum to może na priv?

    Pozdrawiam

    Oliwka

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Hej Ramoiram

    Pisałeś:

    „Właśnie tak sobie myślę od dłuższego czasu, aby powrócić na indywidualną terapię dla DDA. Bo sam sobie z tym nie poradzę. Moje życie zawodowe to katastrofa.”

    jak obie radzisz? Co z pracą? Napisz…..

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Czyli myślisz już o tym od dłuższego czasu…. Uważam, że warto to zrobić zanim podejmiesz znowu tak radykalne kroki jak zmiana pracy.

    Jak sobie radzisz z tym stresem, „potworem” w pracy? Masz nadzieję na zmianę?

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Ramoiram,

    Też mam obszary w życiu z którymi sobie nie radzę, co bym nie zrobiła to i tak nie wychodzi. Ale jakoś trzeba iść do przodu,  żyć po prostu i wytrzymywać… Ale ileż można? Nawet nie wyobrażam sobie ile Cię to kosztuje.

    Czy wejście w nową pracę jest dla Ciebie ucieczką od poprzednich problemów nierozwiązywalnych czy ulgą i odpoczynkiem? Pewnie do jakiegoś momentu… Czy jesteś w stanie wychwycić ten moment kiedy na nowo i znowu dzieje się to samo? Ta granica kiedy nie jesteś już wstanie inaczej postąpić, myśleć i czuć?

    Może i nie pomogły terapie, ale ja bym inaczej do tego podeszła- może potrzebujesz być „ciągle”  w terapii, mieć kogoś takiego z kim możesz przegadywać emocje, odczarowywać straszność i trudność sytuacji. Może potrzebujesz dystansu, a samemu trudno jest go osiągnąć. Wiem coś o tym. Ja mimo, że od nastoletnich lat znam technikę stawania obok siebie i przyglądanie się swoim emocjom, bólom z boku, próbując je oddzielić żeby nie zwariować, też nie mam właściwego dystansu i wykańczam się sama ze sobą. No bo jednak jetem sama. Świat, ludzie, czas biegną obok a ja zastanawiam się po co to robię co robię i jaki jest tego cel.

    Wiem, że my DDA powinniśmy unikać radzenia, ale uważam, że potrzebujesz rozmawiać, dużo rozmawiać o swoich strachach i sytuacjach które wydają się beznadziejne.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Oliwka

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Ramoiram,

    a wiesz…. ja jestem pełna podziwu, że masz tyle sił i ciągle zmieniasz pracę. To świadczy o wytrwałości, determinacji. Ja nie dałabym rady. Owszem na pewno chciałbyś gdzieś osiąść na dłużej i przestać obawiać się współpracowników, szefów. Móc spokojnie pracować i cieszyć się czasem spędzanym w pracy. Nie poddajesz się, walczysz. Może potrzebujesz z kimś przegadać te sytuacje straszne i konfliktowe które doświadczasz w pracy? Może wtedy łatwiej będzie się z nimi i tymi osobami mierzyć. Nie wiem tego. takie myśli mi tylko do głowy przyszły. Ja przyznam się, że mnie paraliżuje myśl, że miałabym pracować gdziekolwiek, być oceniana i rozliczana ze swoich obowiązków a chyba bardziej boję się, że znowu nie odnajdę się w gronie ludzi tam pracujących. Znowu będę na uboczu. Ciężko wtedy jest codziennie tam przychodzić i siedzieć 8 godzin w atmosferze niesprzyjającej. Jedyne co- to mogę ci zasugerować, żebyś z kimś o tym porozmawiał.

    I udanego weekendu życzę

    Oliwka

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Ramoiram,

    miło, że do mnie napisałeś i w moim wątku (myślałam, że już umarł).

    Oczywiście nie miło, że odczuwasz podobne rzeczy jak ja. Trudno tak żyć i nie męczyć się . Nasze bycie z samym sobą, w swoim świecie umysłu i wcale nie jest mi dobrze, ale i z innymi nie lepiej. Brak rozwiązania i wizji przyszłości. Czyli ciągłe zawieszenie. Żeby to była neutralna, obojętna pustaka…. ale to boli, dręczy i domaga się …. czego… właśnie czego? Wiek, upływ czasu nie zmienia tego stanu umysłu, choć wszystko wkoło przemyka i mija obojętnie. Ja mam taką sytuację, że nie pracuję, ale podjęcie zatrudnienia też byłoby dla mnie ogromnym lękiem.

    Dlaczego czujesz się w pełni odrzucony?

    Oliwka

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: wpisujcie gg #473575

    Oliwia, lat 44 z Wrocławia .

    Ukończyłam terapię grupową DDA i chodzę na indywidualną. Ciągle nie radzę sobie ze swoimi emocjami, poczuciem odrzucenia i opuszczenia. Świat w koło jest dla mnie za trudny a w nim relacje ludzkie. Mam wrażenie, że żyję jak w szklanej kuli bez możliwości porozumienia się ze światem. Dzieciństwo ciągnie się za mną jak koszmarny sen, mimo że mam tyle lat.

    Zapraszam osoby chętne, które też potrzebują rozmowy i wsparcia, do kontaktu czy mailowego, gg lub nawet osobiście. Może łatwiej będzie nam przy podobnym problemie znaleźć wspólny język i zrozumieć siebie…. 🙂

    oliwka73@gmail.com

    gg 64860640

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Zaglądam co jakiś czas do swojego wątku i piszę czy coś się zmieniło. Już trochę czasu minęło.      Widzę też, że co niektórzy piszą o sobie i swoich przemyśleniach- bardzo dobrze 🙂

    Ciągle „walczę” o relację, żeby nauczyć się w nich funkcjonować, nie czuć się na uboczu, poczuć sens bycia. Nie umiem. Ciągle czuję, że jestem nie na miejscu, posiadam defekt, jestem zła, szkodzę i przeszkadzam.

    Dochodzę zawsze do kresu, takiego momentu kiedy nie jestem już w stanie pójść dalej w relacji, w bliższym i szczerym kontakcie. Jest to granica, którą nazwałam swoim defektem. Albo z nim się urodziłam, albo nabyłam lub nie wykształciłam w domu rodzinnym. Zastanawiam się też co jest po drugiej stronie…..

    Pewnie mam spartolone i utrwalone chore schematy, recepty na to, co robić aby nie mieć bliskich dobrych relacji. Taka destrukcja, sabotaż.  Dodatkowo włącza mi się taki przycisk, że kiedy już poczuję osobę w danej chwili bliską, życzliwą, gdzie czuje się to „wspólne pole porozumienia” to fiksuję na jej pkt. Chciałabym z nią ciągle być i rozmawiać, jestem cała na nią nastawiona. A przecież nikt nie wyrobi z takim „przyklejeniem”. Więc, trzeba się odciąć.

    Jeżeli nie umiem wejść w dalszy bliższy kontakt, to siła rzeczy relacje osłabiają się, a z czasem wygaszają. Czuję się wtedy jak małe zagubione dziecko, które porusza się w świecie ludzi po omacku. Albo jak w szklanej kuli gdzie nie słyszę, a to co widzę jest zniekształcone.  Można by powiedzieć, że jestem wtedy bez kontaktu. A jak wygaszanie idzie w jedną stronę to zaraz falami w wszystkie kierunki. Czuję się zmęczona. I nie mam już siły aby podjąć nowe wysiłki. Próbowałam się zająć nauką, obowiązkami, owszem zajmuje to umysł, ale i tak w którymś momencie i tak wszystko pieprznie, braki odezwą się . I będą wyły i potrzebowały.

    Mimo swoich lat czuję się bezradna i zagubiona jak mała dziewczynka (czując w środku, że to moja wina bo to mój defekt i mój lęk, brak odwagi). Muszę  być dość „skrzywiona” w kwestii relacji społecznych, mój poziom umiejętności komunikacyjnych osiągnął już swój kres. Jestem zniechęcona i zmęczona.

    ….. ale może z mniejszym poczuciem odrzucenia….. 🙂

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Mija już znowu rok od mojego ostatniego wpisu. I co z tym ?wszechobecnym? poczuciem odrzucenia? Jest. Ale nie traktuję już tego tak personalnie, nie kieruję już swojego żalu i złości tak bardzo w stronę ludzi. Owszem zdarza się, że wybuchnę i potraktuję kogoś ze złością. Żyjąc w dzieciństwie w poczuciu odrzucenia i przeszkadzania innym, niestety dalej to u mnie funkcjonuje i widzę jak trwam bardzo w tych schematach we się tak w każdej grupie. To bardzo silny schemat i przekonanie, dość utrwalony w moim mózgu…. Nabyłam przez to pewien defekt braku budowania dobrych i bliskich relacji. To dla mnie kosmos i nie wiem o co chodzi. Błędne koło. Wpadam dodatkowo w dwie skrajności, albo mi na kimś za bardzo zależy (fiksuję na jego punkcie, potrzebuję bardzo kontaktu) albo potem blokuję sie i izoluję. Nie wiem jak to wypośrodkować. Głupio to brzmi, bo nieporadnie jak dziecko zachowuję się w tych swoich emocjach. Nie znajduję rozwiązania a samotność i brak bliskości boli. Jak długo jeszcze trzeba wytrwać w takim stanie? W stanie braku zmian mimo zmieniającej się perspektywy zdarzeń i osób. Czy aż tak bardzo jest ze mną coś nie tak? gubię się w tym.Nie umiem tego rozwiązać mimo bycia w procesie terapii.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Mija już znowu rok od mojego ostatniego wpisu. I co z tym „wszechobecnym” poczuciem odrzucenia? Jest. Ale nie traktuję już tego tak personalnie, nie kieruję już swojego żalu i złości tak bardzo w stronę ludzi. Owszem zdarza się, że wybuchnę i potraktuję kogoś złością. Żyjąc w dzieciństwie w poczuciu odrzucenia i przeszkadza innym dalej to u mnie funkcjonuje. To bardzo silny schemat i przekonanie. Nabyłam przez to pewien defekt braku budowania dobrych i bliskich relacji. To dla mnie kosmos i nie wiem o co chodzi. Błędne koło. Wpadam dodatkowo w dwie skrajności, albo mi na kimś za bardzo zależy (fiksuję na jego punkcie, potrzebuję bardzo kontaktu) albo potem blokuję sie i izoluję.Nie wiem jak to wypośrodkować. Głupio to brzmi, bo nieporadnie jak dziecko zachowuję się w tych swoich emocjach. Nie znajduję rozwiązania a samotność i brak bliskości boli. Jak długo jeszcze trzeba wytrwać w takim stanie? W stanie braku zmian mimo zmieniającej się perspektywy zdarzeń i osób. Czy aż tak bardzo jest ze mną coś nie tak… gubię się w tym.

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 63)