Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 41 do 50 (z 63)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65
    w odpowiedzi na: DDA czyli ja #367751

    „A mnie ch.j strzela bo o mojej gehennie nie pamięta nikt ? a wszyscy zapewniają o swojej miłości ?”

    Przyłączę się do tej wypowiedzi, bo też tak mam. Też czuję złość!!!

    Ostatnio tłuczą mi się po głowie takie słowa: „przecież nic się nie stało…”. No właśnie, to co zgotowali nam nasi rodzice to takie nic…. jak dla nich, NIC się nie stało. Nasze przeżycia i to co czujemy są nieważne. A tak wogóle to powinniśmy dawno o wszystkim zapomnieć – tego by chcieli. Tylko jak naprawić to wszystko zepsute w nas? Terapia to za mało…..jak dla mnie

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Witam Cię!

    Też jestem DDA i chodzę od ponad roku na terapię i muszę Ci powiedzieć, że jesteś typowym DDA i dodatkowo DDD. Ale to nie tragedia. Powinnaś udać się na terapię, są takie finansowane przez NFZ. Zobaczysz odżyjesz. A Twoja matka jest osobą współuzależnioną, też powinna iść na terapię już nie mówiąc, że Twój ojciec powinien się leczyć. Współczuję Ci bardzo, bo ja sama też przeżyłam piekło w swoim domu. Ale wyrwałam się z niego i od tego czasu jest tylko lepiej, choć ciągnę za sobą piętno rozwalonej osobowości. Ale udało mi się stworzyć normalną swoją rodzinę i zrobię wszystko aby moje dzieci nie przeżywały tego co ja. Nie dziwne, że masz teraz problemy z samoakceptacją, czujesz wstyd i złość. Ja też tak mam. Tak mają DDA. Poszukaj terapii, najlepiej grupowej,to da Ci siłę i inne spojrzenie na siebie i swoje życie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    Oliwia

     

     

     

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Dziękuję Skrzacie za udzielone informacje. Trochę mi się rozjaśniło 🙂

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Czy ja napisałam do Ciebie Skrzacie obraźliwie?

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Wiecie tak sobie ponarzekałam, wywaliłam wszystko (no nie wszystko) co mnie boli. Bo czasami człowiek już nie wytrzymuje i choćby” komputerowi” chce to zrzucić. Pisanie tutaj to nie wyjście z sytuacji, z trudnych uczuć bez rozwiązania. To nie zastąpi prawdziwych bezpośrednich relacji ludzkich, kiedy to patrzy się w czyjeś oczy i widzi się zrozumienie. Ale jak nie ma tych „oczu”, którym można się wygadać to co można wtedy zrobić? Jak się jest w takiej akurat sytuacji życiowej, na takim zakręcie, że nie ma nikogo, kto chciałby i mógłby zrozumieć, to co? Wiem, nie narzekać. Ale , żeby przestać narzekać to trzeba jakoś do tego dojść. A jak się nie ma możliwości, to jak to zrobić?

    Wiem, beznadzieja z tego mojego pisania wychodzi. I co z tego! Przecież to tylko „komputer”. Przeczytacie, i co? Przecież to tylko ułuda jakiś tam relacji. Zaraz usłyszę: No to idź kobieto do ludzi, zrob coś z tym, z samą sobą, nie ględź! Przecież Ci co teraz tak super teraz pracują, „zdrowieją”, też kiedyś musieli sobie gdzieś tam ponarzekać.

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Skrzacie a co to są te mityngi? Na czym one polegają? Bo ja chodzę na terapię grupową DDA prowadzoną przez psychoterapeutów. Czymś to się zapewne różni? 🙂

    Pozdrawiam

     

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Olu 1977. Przykro mi, że tak cierpiałaś jako małe dziecko . Że miałaś taką zimą i niekochającą matkę, ojca sadystę. To przykre, bo żednemu dzieckum nie powinno się to przydażać. Jak czytam takie historie jak Twoja wypełaniam się złością i jestem wściekła, że Ci dorośli ludzie są aż takimi egoistami i nie potrafią choć trochę dać ciepła i serdeczności małemu dziecku. Są sami sobą zbyt zajęci.

    Mam Olu sporo wspólnego z Tobą jeśli chodzi o dzieciństwo. Może trochę inaczej. Ale tak czytając Twoją historię stwierdzam, że Ci Twoi rodzice i moi to strasznie niedojrzali egoiści, z wielką nieumiejętnością okazywania uczuć i zainteresowania istocie, która ich potrzebuje. Jestem wściekła na to. Nie chodzi mi, żeby zaraz wściekać się i zaciąć się w sobie, żeby im nigdy nie przebaczysz. Przebaczyć trzeba, choćby dla samej siebie i swojego spokoju. Tylko chciałaby krzyczeć do „Niebios”, dlaczego tak musi być!

    Ja sobie przysięgłam, że ja czegoś takiego dzieciom swoim nie uczynię. Dużo pracy w to włożyłam, bo nie wiele w sobie miałam. Cieszę się teraz jak widzę, że moje dzieciaczki czują się kochane i mają poczucie bezpieczeństwa. Ale jest we mnie jeszcze coś z czym sobie nie mogę poradzić- moja wybuchowość w sytuacjach kryzysowych, skarajnego zmęczenia, trudności. Myślę, że to jest w właśnie ten „spadek” z domu rodzinnego, z którym własną pracą nie mogę sobie poradzić. No i moje depresyjne myślenie, wykrzywione postrzegania świata i ludzi, ich zachowań. Próbuję się z niego wydobywać, ale ciągle mnie wciąga…

    Olu napisałaś, że masz męża, którego kochasz. To wielka „kotwica”. Ale spróbuj też sama dla siebie być tą kotwicą.

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Skrzacie fajnie , że terapia się Ci udaje. Mnie średnio. Chodzę na nią rok i niestety nie mam poczucia akceptacji. Moje, powiedzmy, jakieś tam „odchyły” nie są wcale ciepło przyjmowane. Nie wiem, może to ja sama tego nie akceptuję a może różne bywają grupy. W każdym razie, mam wrażenie, że chyba czuję się oddalona od grupy, albo grupa ode mnie. Przy takim odczuciu trudno jest być otwartym i szczerym.

    Próbuję coś robić ze sobą, dlatego ta terapia. Wbrew swoim odczuciom idę i staram się pracować. Ale jestem już strasznie zmęczona, już mam trochę lat a dalej w myśleniu jak małe skrzywdzone dziecko.

    Też bym chciała móc powiedzieć tak jak Ty: „tam mnie nie ?muszą?  lubić, ale tam dostaje zrozumienie, ciepełko, wsparcie”

    Pozdrawiam

     

     

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Byłam tam w tym ośrodku na rekolekcjach z psychologiem. Byli różni ludzie z przeróznymi problemami. I AA i DDA i samotni itd. Polecam. Spokojna atmosfera i bardzo ciekawy ksiądz. Bardzo zżyty z tym środowiskiem. Wie o co chodzi w tych tematach. Taki swój. Mi pomógł w prostej rozmowie. Pani psycholog jest do dyspozycji. tzn. jest też czas na indywidualną rozmowę jak ktoś chce.

    Najlepiej zadzonić. Wszystko powiedzą  co i jak.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Joozek z tymi pytaniami co w sobie lubię idt. to nie takie proste. Ja w swoim życiu juz tak dużo analizowałam swoje wnętrze , że jestem tym strasznie zmęczona. W moim przypadku, w moim sposobie pojmowania świata to chyba nie skutkuję.

    Więc ostanio wolę się „wyłączyć” i  choćby przeczytać w nocy książkę- żeby nie myśleć. Bo to moje myślenie tylko odbiera mi siły i nie wiele wnosi. A zajęcie się czymś np. czytaniem daje odpoczynek umysłowi. Wiem, można sobie też sprawiać przyjemności, ale to już odrębana historia :).

    Pewnych schematów tak bardzo utrwalonych w nas w dzieciństwie nie złamiemy. Zawsze będą one nam towarzyszyły. Możemy ewnetualnie to złagodzić aby one nam nie paraliżowały życia. Ale bądź tu mądrym. W chwilach kryzysu wszystko idzie w łeb,

    Pozdrawiam

     

Przeglądasz 10 wpisów - od 41 do 50 (z 63)