Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądasz 10 wpisów - od 41 do 50 (z 50)
  • Autor
    Wpisy
  • olkar
    Uczestnik
      Liczba postów: 51
      w odpowiedzi na: Pomoc? #488556

      Okej, dzisiaj rozmawiałam z psychologiem.

      Stwierdziła, że jestem spokojniejsza. To fakt, ale i tak nadal mam masę lęku. Mówiła coś w stylu, że mam prawdopodobnie PTSD, i że byłam/jestem w trybie przetrwania, czy coś takiego. Że z dysfunkcyjnego środowiska wyszłam do „normalnego”, ale obcego mi świata (to akurat powiedziała po tym, jak powiedziałam jej, że właśnie jeszcze w domu jakoś się trzymałam, a jak wyjechałam, to się posypałam. Mówiła jeszcze. że mi pomoże, na ile będzie mogła. I że dam radę. To pocieszające. Trochę, bo i tak czuję, że marzenia spełnić będzie mi mega trudno – gdybym chociaż wiedziała na 100 procent, czego chcę…

      Ale faktycznie, czuję większy spokój. Trochę mniej napięcia. Chyba samo to, że mogę porozmawiać z kimś, kto nie unieważnię tego, co czuję, i mniej więcej „zna się” na rzeczy, mi pomaga. Gorzej, że ciężko z terminami do niej, ale będę próbowała.
      Zastanawiam się, na ile może mi się udać wyjść z tej koszmarnej dysocjacji, ale domyślam się, że to już kwestia tego, na ile poukładam swoje życie… bo pewnie dysocjuję przez to, że rzeczywistość jest „nie taka”, inna, niż bym chciała. I żeby być od tego wolna, musiałabym mieć życie, które będzie mi dawało szczęście.

      A tak ogólnie, to znów dużo notowała. I mówiła, że jej przykro, że przez coś takiego przechodziłam, czy coś w tym stylu.

      olkar
      Uczestnik
        Liczba postów: 51
        w odpowiedzi na: Pomoc? #488555

        @truskawek

        Dziękuję za ten podcast! Będę pewnie słuchać kiedy nadarzy się okazja.

        „jak gdzieś się trochę uspokajasz, to otwiera się jakiś inny lęk” – wręcz mam wrażenie, że mój mózg wytwarza nowe lęki. Żebym czasem się nie uspokoiła. Bo nie może być dobrze. Nie wiem, może to jakieś uzależnienie od adrenaliny albo dopaminy. Przemęczona tym jestem.

        Co do tych spotkań – póki co, było tylko jedno, więc na dobrą sprawę nic nie zaczęłyśmy, a pani psycholog nie ma teraz za bardzo wolnych terminów. Ale ma dać znać. Jeśli nie ogarnę jej w ciagu najbliższych paru dni, to skontaktuję się z kimś innym z tej fundacji, chociaż nie wiem, czy przebrnę znowu przez opowiadanie o tym wszystkim i tę histerię ;.;
        Najbardziej, oczywiście, chciałabym terapię grupową i indywidualną równocześnie. Ale do tego muszę mieć jakieś „stałe” miejsce do życia. A nie mam pojęcia, gdzie będę chociażby w lipcu, a co dopiero za dwa-trzy lata, kiedy doczekałabym się terapii na NFZ. To kolejna rzecz, która mnie obciąża – że chcę pomocy, ale wiem, że nie mogę jej sobie zapewnić przez totalny brak zdecydowania co do moich preferencji, planów, nawet tego, gdzie chcę mieszkać. Masakra. Ale domyślam się, że to też objaw DDA.

        olkar
        Uczestnik
          Liczba postów: 51
          w odpowiedzi na: Pomoc? #488552

          Jejku, to trochę mi ulżyło, że to nie jest (oby) coś, z czego nie da się wyplątać… chociaż nadal czuję, jakby była nade mną jakaś klątwa. Że co nie będę próbowała, to i tak nic z tego nie wyjdzie. No jakbym była przeklęta.
          Strasznie się boję, że nigdy się nie dowiem, czego chcę, albo że będzie to już za późno, żeby cokolwiek faktycznie osiągnąć (można nie wiem, zamarzyć o byciu lekarzem, mając 80 lat, ale wtedy już się tego nie zrobi). Albo że jak osiągnę jakąś stabilność i samoświadomość emocjonalną, to się załamię jakoś tym, że życie w mojej rodzinie doprowadziło mnie do tego dziwnego stanu, z którego nie widziałam wyjścia… że mnie mogło tyle dobrych rzeczy ominąć. To znaczy, w sumie już wiem, że tak jest. Ale nie potrafię czuć się z tym okej. A chciałabym, żeby to było jakieś mgliste wspomnienie tylko, jak… nie wiem, jakaś szczepionka z dzieciństwa? A póki co rzutuje na mnie straszliwie to, co było i czego nie było.
          Aż mi łzy zaczęły płynąć, jak to pisałam…

          Totalnie nie wiem, jak się zebrać do kupy. Rodzina przykleiła mi łatkę lenia. Może faktycznie tak jest, chociaż jako dziecko dużo rzeczy lubiłam robić. Z czasem zaczęłam wszystkiego unikać i teraz doszłam do etapu, kiedy czasem oddychanie wydaje mi się zbyt trudne 🙁 taką niemoc też miałeś kiedyś? Lub może kogoś takiego znasz?

          A wiesz może o jakichś sensownych grupach wsparcia online?

          (Wybacz, jeśli piszę za dużo, za często i zawracam Ci głowę. Tak bardzo mi brakuje w realu bliskich osób i kogoś, kto by mnie zrozumiał, że wylewam emocje tutaj. Kurczę, naprawdę jestem potwornie wszystkim przytłoczona i mega się boję, że reszta mojego życia taka będzie. Albo w najlepszym wypadku spędzę resztę życia na terapiach i lekach. A co, jeśli tę depresję też wywołałam w sobie w pewnym sensie sama? Pogrążając się w samotności, nienawiści do siebie i smutku? Czuję się właśnie tak, jak napisałeś wcześniej: chciałabym, żeby ktoś mi odpowiedział na pytania. Chciałabym, żeby ktoś mnie uratował.)

           

          edit: u mnie też z tych ról chyba każda po kawałku. Przez to też ciężko mi jest stwierdzić, czy w ogóle to nie jest jakiś fałsz z tym syndromem DDA – bo przecież skoro wszystko się zgadza i pasuję do każdej z ról, to to nie może być na serio, albo raczej: nie może mnie dotyczyć…

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy temu przez olkar. Powód: dodatkowa myśl
          olkar
          Uczestnik
            Liczba postów: 51
            w odpowiedzi na: Pomoc? #488549

            @truskawek dzięki! Spróbuję jakoś dorwać tę książkę.

            Jestem ciekawa… czy przed terapią też miałeś takie dziwne odczucia, jak ciągle poczucie winy/wstydu (?), napięcia i takiego dziwnego uczucia… jakby ciągle coś było nie tak, jakbyś powinien robić coś innego? Że wszędzie jest nieokej, gdzieś mnie jakby „goni”, albo że rzeczywistość nie jest na serio, że trudno mi odróżnić swoje marzenia od realiów… plus ciągła chęć jakiegoś ulotnienia się, przespania reszty życia, nawet w sumie bez powodu… i ciągle takie analizowanie siebie, patrzenie na siebie z boku, myślenie o tym, że to wszystko i tak względne… itp. Bardzo mnie to męczy i zastanawiam się, czy to są jakieś objawy związane z DDA/D które pojawiają się też u innych osób z tymi problemami, czy to już jakaś moja cecha, depresja/psychoza/dysocjacja/coś 🙁

            olkar
            Uczestnik
              Liczba postów: 51
              w odpowiedzi na: Pomoc? #488547

              Powodzenia @kgs! Rozumiem rozpacz w związku z pieskiem, też bym się tak czuła (nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. Kocham mojego pieska )

               


              @truskawek
              – miło wiedzieć, że ktoś o mnie myśli! Nawet, jeśli w zasadzie ten ktoś mnie w ogóle nie zna.

               

              Co do tego, czy osoby z niedysfunkcyjnych rodzin mają też problemy – pewnie, że mają, ale pytanie, czy mogły ich nie mieć, gdyby nie bycie DDA? W sensie, czy to nie właśnie fakt, że coś jest w tej rodzinie zaburzone, sprawił, że jest kiepsko, a mogło być lepiej (przykład: widzę w mojej rodzinie, że te dzieci/dorośli, którzy są z rodzin dysfunkcyjnych serio cierpią w porównaniu do tych z „normalniejszych” rodzin). Fakt, branie odpowiedzialności… Ale boli i tak, że parę odnóg rodzinnych w bok i mogłabym mieć z głowy dozgonne zamartwianie się, czy będę mieć gdzie mieszkać, BA, nawet nie czułabym wyrzutów sumienia, że taka jestem roszczeniowa, bo to bym dostała z marszu (razem z innymi rzeczami typu brak poczucia bezwartościowości, świadomość, że mam bliskie osoby, na które mogę emocjonalnie liczyć itp.) No a teraz patrzę tak na te lepiej funkcjonujące rodziny i myślę: Jezu, jak oni mieli łatwo. To znaczy, z ich perspektywy pewnie wcale nie tak łatwo, bo też o coś muszą walczy, starać się, martwić itp. Ale życie na starcie odjęło im masę utrudnień, o których nawet nie mają pojęcia. I wcale nie napawa mnie to dumą, że „tak miałam ciężko, a mimo to dałam radę”. No, może w jakiś taki pogardliwy sposób tak, ale to sprawia, że czuję niechęć i złość na te osoby bardziej niż jakąś dumę. Może odrobinę. Ale to mnie od nich dystansuje.

               

              W ogóle strasznie się z innymi i ich „startami” porównuję i mega mnie to męczy, ale to chyba jakichś mechanizm, żeby nie obwiniać się tak bardzo, że do niczego nie doszłam – bo wiadomo, że kuzynka, która była rozpieszczana przez rodziców i oblewana hajsem (rodzice się rozstali, ale ojciec nie wypisał się ze swojej roli), miała swoje mieszkanko na studiach i w ogóle urodziła się w stolicy w rodzinie lekarzy miała kilkanaście razy łatwiej, żeby coś osiągnąć, niż ktoś, kto na zmianę starał się walczyć z dramatem w domu i pogrążał się w nihilistyczno-depresyjnych przemyśleniach i wiedział, że musi wyjechać, żeby w ogóle mieć szansę na cokolwiek… Więc trochę przestaję się karcić, jak sobie uświadamiam takie rzeczy, o których się nie mówi, bo to brzydki i nie wolno się porównywać, zazdrościć itp., a pieniądze nie są ważne i tak dalej. No ale poczucie braku osiągnięć i beznadziejnej życiowej sytuacji zostaje.

               

              No i druga strona tego jest taka, że mam takie poczucie, że po prostu moje CAŁE funkcjonowanie, myślenie, nawet to, że tu teraz piszę, że mam taką potrzebę, że jestem na tym forum, byłoby inne, gdyby nie to, gdzie się urodziłam i jak mnie chowano. I patrzeć dalej, moja przyszłość też mogłaby być inna, bo mimo wszystko przeszłość – charakter, jaki ukształtowałam, środki, które mam (a raczej nie mam), sieć kontaktów, których nie mam itp – sprawia, że moje życie jest i będzie takie, a nie inne. I to jest też baaardzo bolesne. Że nie ma ucieczki. Bo gdyby ktoś reagował od razu, kiedyś, kiedy byłam bardzo mała, gdyby ktoś coś naprostować, uratował, zmienił… Moja teraźniejszość i w jej skutku przyszłość byłaby inna. Może byłabym bardziej pewna siebie. Nie byłabym zbieraczem. Nie bałabym się wszystkiego, łącznie z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji. Nie analizowała bym wszystkiego. Byłabym lubiana. Itp.

               

              Ta świadomość ostatnio mnie wykańcza.

               

              No i mega mi wstyd za moją depresyjną przeszłość. I potem kolejnych… Prawie 13! Straconych lat na walce o cholera wie co. A koniec końców nie mam swojego lokum, nie mam normalnej pracy, nie mam przyjaciół, nie mam kasy, nie mam relacji z rodziną, nie mam perspektyw. Ani nawet dobrych wspomnień. Mam tylko moją rozpacz i problemy z pamięcią (które coraz mniej mnie dziwią, bo skoro próbujesz wypierać wszystko, to nie dziwne, że nie możesz zapamiętać kawałka tekstu…) I nie wiem, co dalej.

               

              Mam nadzieję, @truskawek, że Cię ta epopeja-analiza życiowych startów nie przytłacza i nie widzisz tego, jakbym była roszczeniowa (o, i to kolejny mój problem – permanentny lęk przed krytyką i odrzuceniem, do tego stopnia, że tylko drżę że strachu, że znów zostanę sama, że ktoś nie będzie mnie lubił itp.)

               

              Masakra.

               

              Tak podsumowując ostatnie dni:

               

              – na plus jest to, że na zajęciach w szkole, do której jeżdżę, zaczęłam się bardziej angażować, i usłyszałam parę rzeczy, które troszeczkę minimalnie mnie uspokoiły, i że momentami mam przebłyski jakichś pozytywnych odczuć/jakiejś ulgi od ciągłego napięcia i lęku i gonitwy myśli, i że cały czas jest opcja tych spotkań online z psychologiem (to nie jest co prawda terapia, ale w ogóle powiedzenie komuś o tym, co się ze mną dzieje, kto się na takich sprawach poniekąd „zna”, trochę przynosi ulgę);

               

              – na minus to, że nadal moje życie nie jest lepsze, perspektywy się nie poprawiły, a czas ucieka, młodsza się nie robię i nie mam pojęcia, jak poprawić swoje życie. Pracy nadal nie znoszę, mieszkania nadal nie znoszę, ale nie mam lepszej opcji ani kasy. Nadal nie mam siły sprzątać. Boli mnie też myśl o relacjach z rodziną – czas ucieka, one nie są lepsze, niedługo zabraknie moich bliskich, a ja nie spędzam z nimi czasu, ale nie mogę, bo relacje są kiepskie i nie czuję siły na przebywanie z nimi dłużej, ale kiedyś będę żałować, że tego nie robiłam, a co jak może coś mogę zrobić, ale nie robię tego, a potem będę żałować? i tak dalej, i tak dalej, pętla się nie kończy (jak zresztą z innymi aspektami życia, jak zmiana miejsca zamieszkania, rozwój w innym kierunku, praca, potencjalny związek itp.) No i boli mnie upływ czasu tak personalnie, i brak relacji bliższych z ludźmi, i myśl o tym, że już pewnie tego nie nadrobię, i że moje wszystkie relacje są takie… Sztuczne. Ale trudno mieć prawdziwe relacje, jak się ma permanentną derealizację i dysocjację, czy co to właściwie ze mną się dzieje, że czasem nie czuję w ogóle, jakbym żyła :))

               

              Właśnie przed chwilą w ogóle naszła mnie myśl, że pisanie tutaj może być bez sensu? I że to też tracenie czasu. Życia. I to kolejna rzecz, o której pewnie będę myśleć jako o czymś negatywnym w moim życiu – że było mi źle zamiast dobrze, i żaliłam się na forum, zamiast mieć życie i tworzyć W KOŃCU miłe wspomnienia. Echhh.

               

              Anyway, dziękuję, jeśli dobrnąłeś do końca i nadal nie jesteś mną zirytowany.

              olkar
              Uczestnik
                Liczba postów: 51
                w odpowiedzi na: Pomoc? #488537

                Dobry wieczór (pisząc to czuję się, jakbym kłamała, bo wcale nie jest dobry…)

                Dzisiejszy post to trochę bardziej żalpost, mianowicie… Czuję się tragicznie, ciągle myślę o tym, że życie mogło być łatwiejsze i LEPSZE, gdyby nie bycie DDA. I okej, można sobie mówić: chodź na terapię, ciężko pracuj. Ale wiem, że tej nierówności między gorszym a lepszym startem nikt mi nie odda i będzie się to ciągnąć latami. Totalnie sobie nie radzę z tym poczuciem niesprawiedliwości i przypuszczam, że pani psycholog też nie będzie w stanie nic konstruktywnego tutaj zaradzić – no bo ona nie zmieni mojego statusu ani nie zaopiekuje się mną. Zastanawiam się, czy w ogóle rozmawianie z nią będzie miało sens, jeśli tak naprawdę mam sporo powodów żeby przypuszczać, że moje życie będzie już tylko spadaniem…

                olkar
                Uczestnik
                  Liczba postów: 51
                  w odpowiedzi na: Pomoc? #488529

                  Dziękuję za odpowiedź.

                  Ja też lubię czytać Twoje wypowiedzi, mam wrażenie że jesteś myślącym, wrażliwym, łagodnym człowiekiem, ale wiadomo, to takie moje wyobrażenie na podstawie Twoich wypowiedzi. Oczywiście, i tak mam niedosyt, bo chciałabym przeczytać wśród Twoich zdań coś… Jakąś receptę na całe zło, które czuję. A to tak nie działa, jak widać. Ale jeśli chciałabyś tu kiedyś napisać, jak poradziłeś sobie z niektórymi utrudnieniami wynikającymi z bycia DDA, to ja chętnie będę czytać. Widzę, że bardzo mi brakuje takiej „sieci wsparcia”, totalnie nie umiem sobie jej zorganizować, pewnie w związku z tym, że nigdy mnie tego nie nauczono i nie miałam możliwości tego ćwiczyć 🙁

                  olkar
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 51
                    w odpowiedzi na: Pomoc? #488526

                    Wczoraj miałam rozmowę z psychologiem, możliwe że będę kontynuować tę spotkania. Zrobiło mi się jakoś lżej, chociaż w sumie faktycznie nic się nie zmieniło. Nadal jestem co chwila przerażona, ale chyba myśl, że będę miała z kim porozmawiać i BYĆ MOŻE będzie lepiej, trochę mnie pociesza.

                    Jedną z najbardziej dręczących mnie rzeczy na ten moment jest rozpamiętywanie przeszłości, tego jak mogłoby być, a nie jest. Tego, że jedyne życie, jakie mam, w zasadzie zmarnowałam. Nie na własne życzenie, ale w ostatecznym rozrachunku to nie ma większego znaczenia. Nikt mnie z tego nie uratuje, nie cofnie czasu, nie naprawie przeszłości. Możliwe, że najbliższych parę lat (lub resztę życia) spędzę w kiepskich warunkach, na pożyczkach, w pracach, które mnie nie satysfakcjonują, w biedzie i żalu, że wyszło jak wyszło. Nie wiem, co z tym zrobić.

                    Ale pomogło mi trochę, że psycholog powiedziała, że nie muszę spełniać oczekiwań rodziców ani być zawsze perfekcyjna (czy jakoś tak).

                    Chociaż cały czas mam poczucie gdzieś z tyłu głowy, że w sumie to jej praca, ja tak naprawdę nie mam większego znaczenia, trochę jakby była automatem, który po prostu powie mi coś, bo to jego program. Nie wiem, czy to zrozumiałe… Takie uczucie, że w sumie to nie jest na serio. Że ciągle brak tego poczucia spokoju, no bo to nie ten ojciec, mama, ktokolwiek bliski, przyjaciel? Tylko formalna relacja, gdzie ktoś spełnia swój obowiązek, więc nie wiem, czy ta pomoc jest szczera (przykładowo, wyobraźcie sobie panie na infolinii w jakimś punkcie usługowym czy recepcji. Wiadomo, że będą mile, ale jeśli moim głównym i zasadniczym problemem jest brak kogoś naprawdę bliskiego, to ich miłe zachowanie tego nie zastąpi).

                    To takie refleksje na dzisiaj. Z pozytywów właśnie to, że chyba poczułam trochę nadziei (choć obawiam się, że złudnej), i to, że mam dzisiaj troszkę więcej sprawczości. Załatwiłam jedną ciągnąca się od dawna sprawę, więc trochę mniej mi źle.

                    Z negatywów to, że od poniedziałku wybieram się w jedno miejsce i nie mogę się wybrać. Obym jutro rano była w stanie, bo suma summarum tracę na tym, bo nie ma mnie na zajęciach, za które zapłaciłam, no i czuję się jak nieudacznik.

                     

                    Pozdrawiam Was.

                    olkar
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 51
                      w odpowiedzi na: Pomoc? #488524

                      Dzięki @truskawek za okruchy nadziei.

                      Nadal mi fatalnie i jestem przerażona, boję się że już zawsze tak będzie, że zawsze będę samotna, smutna, biedna. Że utknęłam tu gdzie jestem na zawsze. Że nic już nie osiągnę. Że nie znajdę sił. Że nic nie wymyślę, co mi pomoże ułożyć życie. Że ten koszmar będzie trwał. Że moja głowa dalej będzie się nade mną znęcać. Że zawsze będę czuć lęki. Że nie przeżyję już niczego dobrego ani fajnego. Że zawsze będę tylko patrzeć i zazdrościć tym, którzy nie musieli tak cierpieć, którzy mieli w życiu łatwiej.

                      Mam straszną potrzebę kontaktu, dlatego nie dziwcie się proszę, że tu ciągle piszę. Potwornie się boję i to że ktoś tu może mi odpisać jest trochę uspokajające.

                      Dziękuję.

                      olkar
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 51
                        w odpowiedzi na: Pomoc? #488522

                        Dzięki za odpowiedź.

                         

                        Dzisiaj już w ogóle jest tragicznie, mam wrażenie, że pewnie prześpię cały dzień. W nocy się budziłam z żalem. Najgorsza jest chyba ta samotność. Bo chociaż potrafię powiedzieć przykre uczucia np. Mamie, to wiem, że to i tak nic nie da. I nadal czuję złość. Jestem zła, bo nic się nie zmieni, i dlatego, że tyle lat życia się zmarnowało. Tych fundamentalnych. Kiedy powinnam poznawać ludzi w bezpiecznym środowisku, mieć przyjaźnie, przeżycia, rozwijać się, ja siedziałam w pokoiku i uciekałam w świat wyobraźni albo płakałam. Nikt mi tego nie odda i co gorsze, nie za bardzo da się to nadrobić. Jestem tym załamana i przerażona.

                        Mam wrażenie, że przy ludziach „odgrywam”, że jest okej. Że jest spoko. A w środku mnie aż dusi.

                        Ostatnio co jakiś czas zaczynam po prostu płakać. Nie mam już siły.

                        Nie widzę żadnej nadziei, że będzie lepiej. Nie wiem, czy znajdę jakąś pracę, która pozwoli mi żyć jak człowiek.

                        Nie wiem, czy będę kiedyś czuć się w porządku, a nie tylko „byle wytrzymać” i schować się pod kołdrą.

                        No a właśnie, lata mijają. Zamiast budować relacje, żeby nie być sama, wpadam w spiralę żalu, złości, lęku i ruminacji. Albo piszę post tutaj, co w sumie już jest lepsze.


                        @truskawek
                        , mógłbyś napisać, co najlepszego wyniosłeś z terapii? Jakieś myśli, słowa terapeutki, które najwięcej zmieniły? Chodziłam na terapię wcześniej, bardzo nieregularnie, bo hajs. I mam wrażenie, że musiałabym chodzić tak naprawdę do śmierci, żeby mając te 75 lat wreszcie móc powiedzieć, że trochę mi lepiej. 🙁

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 41 do 50 (z 50)