Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Jak pomóc tacie – czy w ogóle można #58877
Witaj Felipe.
Dzięki Twej opowieści przypomniało mi się moje dzieciństwo…3-4 dni spokoju i awanturnicza noc…potem powtórka. Z moich obserwacji wynika, że mężczyźni przestają pić (… w takich ilościach) po przejsciu na emeryturę (może przez zmianę środowiska) lub z powodu zagrożenia życia jakąś poważną chorobą np. zawałem serca, rakiem itp. lub z powodu … przedwczesnej śmierci. Ci, którym udało się zerwać z tym nałogiem, najczęściej korzystają z terapii, i to DOBROWOLNIE. Problem polega na tym, aby pijący tak właśnie postąpił. Czyli musi do niego dotrzeć, że faktycznie pije i niszczy siebie i rodzinę. Wśród moich krewnych i znajomych znam tylko 2 takie przypadki (potwierdzające regułę), wg oświadczenia tych osób-w wyniku modlitw.
Tobie życzę, żeby i Twój tata był takim wyjątkiem. Jednak, Ty i pozostali członkowie rodziny, a szczególnie Mama, nie możecie być bierni, bo choroba Taty i Was pochłonie.
W mojej rodzinie ja "uciekłam" pierwsza z domu, pod pretekstem studiów, dokładnie na drugi koniec Polski. Potem druga siostra zwiała, pod pretekstem zmiany miejsca pracy, do innego miasta. Najmłodsza wyszła za mąż i w dniu ślubu wyprowadziła się z domu. Mama została sama, a że nic nie robiła aby przeciwstawić się tej sytuacji,(bo np. mieszkanie było ważne, bo co ludzie powiedzą itp.) po paru latach popadła w ciężką depresję… była jak roślina. Wtedy również opuściła dom. Udało się jej wyjść, ale nie do końca. Nie mieszka już z mężem.Możesz przeciwstawić się całej tej sytuacji kierując swe kroki do grup wsparcia (np.DDA) czy na terapie (jeśli jest to konieczne), przekonując Mamę, aby i ona dołączyła do w/w grup/terapii, robiąc to dla Was, dla siebie, i w ten sposób … też dla męża.
Mnie do podjęcia terapii skłoniło jedno zdanie: "jeśli nic nie zrobisz, nie będzie dobrze, nie będzie nawet tak samo, ale będzie z każdym dniem GORZEJ"… Tylko, że ja wtedy nie mogłam już sobie wyobrazić, że może być … jeszcze gorzej niż jest.
Teraz wpadłam na b.drastyczny pomysł, jednak pod warunkiem, że jesteś pełnoletni (ale lepiej skonsultuj go z kimś): skoro Tata nie wierzy, że pije i że "źle" się zachowuje, nagraj jego zachowanie w stanie "wskazującym", a potem puść ten film rodzicom, gdy będą w dobrych nastrojach. Może to ich "otrzeźwi" i da do myślenia, że dalej tak nie można żyć.
Zyczę Tobie powodzenia. 🙂
w odpowiedzi na: czy nadaję się na DDA, wydaje mi się że tak…. #58834To miłe, że zechciałeś tu wpaść (…może na dłużej) i podzielić się historią swego życia. Na większość zadanych tu pytań będziesz w stanie odpowiedzieć sobie sam. Taka droga odpowiedzi jest zresztą najwłaściwsza, bo przecież tylko każdy osobiście jest w stanie zajrzeć w głąb siebie samego. Inni mogą nas wspierać i pomagać … albo wprowadzać nam zamieszanie i mącić, ale nie dotrą do źródła odpowiedzi, ukrytego w nas samych.
W tym poszukiwaniu ważna jest otwartość przed sobą samym na odkrywanie własnego "ja" w prawdzie i konsekwentna determinacja, gdyż często odczuwa się dyskomfort psychiczny połączony z nieprzyjemnymi przeżyciami. Niestety, wymaga to też czasu, bo za tą prawdą kryje się ogromne cierpienie, które, uwolnione zbyt szybko, jest zdolne zabić, niczym wody przepastnego oceanu.Cieszę się, że podjąłeś decyzję o terapii 🙂 , i niezależnie od jej formy, trzymam kciuki za determinację w jej kontynuacji, taką, która nie złamie się pod największymi przeciwnościami :woohoo: . Jestem pewna, że sobie poradzisz, bo przeszedłeś ciężką kuźnię życia.
Co do Twojego ostatniego związku … rozłąka często dobrze robi… gdy ten czas wykorzysta się na przemyślenia, na wyciąganie wniosków, na zmiany … w spokoju od codziennych wspólnych problemów i osobistych partnera. (Taka rozłąka uratowała mój związek małżeński parę lat temu.) Właśnie w takim czasie Ty się znalazłeś.
Nikt z nas przyszłości nie zna, dlatego nie warto "wróżyć" źle. Jeśli chcesz być szczęśliwy i na to będziesz ciężko pracował (nie chodzi o pieniądze B) ), a ona jest warta tego szczęścia, to (głęboko w to wierzę) napewno jeszcze będziecie razem.Ludzkie szczęście nierozerwalnie związane jest z prawdziwą miłością do bliźniego i … siebie samego. Oto opis takiej Miłości, której Tobie życzę (znalazł się on w liście do mnie od mojego przyszłego męża, wiele, wiele lat temu 🙂 ):
(…) Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje (…)Czy właśnie taką Miłość otrzymujemy? Czy na taką Miłość pozwalamy …sobie … wobec siebie…wobec innym?
Ja takiej Miłości dopiero się uczę, choć mam ponad 20-letni staż małżeński … Ale ponoć "lepiej późno niź wcale"w odpowiedzi na: Ciernista droga prawdy-jeszcze żyje! #58833Witaj Hawana 🙂 🙂
Podjęłaś dobrą decyzję szukając nowego pracodawcy. Chronisz w ten sposób to co najważniejsze dla Ciebie – ZDROWIE .
A ci co niesprawiedliwie Cię potraktowali, sami odczują boleśnie niesprawiedliwość – wg zasady: kto pod kim dołki kopie sam :sick: w nie wpada . Tylko trochę … wody w Wiśle upłynie ;).
Bądź uśmiechnięta na przekór tym :angry: od dołków. Pozdrawiamw odpowiedzi na: Ważna piosenka… #58793Bobby Mcferrin – Don’t Worry, Be Happy
Oto mały utwór napisałem
możesz chcieć śpiewać jej uwagę na notatkę
Nie martw się, Be Happy
w każdym życiu mamy pewne problemy
ale kiedy się wybierzesz podwójne
nie martw się być szczęśliwym, nie martw się być szczęśliwym teraz
Nie martw się być szczęśliwym, nie martw się być szczęśliwym
nie martw się być szczęśliwym, nie martw się być szczęśliwym
Czy nie dostał żadnego miejsca dla świeckich głowę
ktoś przyszedł i wziął swoje łożeNie martw się, Be Happy
właścicielowi powiedzieć czynszu jest późno
On może mieć do procesowania
nie martw się być szczęśliwym spójrz na mnie Jestem szczęśliwy
Nie martw się być szczęśliwy tutaj daję wam mój numer telefonu
martw się, kiedy dzwonisz do mnie I make you happy
Nie martw się, Be Happy
Czy nie nie dostał gotówki nie dostał żadnego stylu
nie dostał, aby dziewczyna nie jest uśmiech
ale nie martw się być szczęśliwym
"Przyczyna, kiedy się twarz będzie brązowy
i spowoduje, że wszyscy w dół
więc nie martw się być szczęśliwym, nie martw się być szczęśliwym teraz
Nie martw się być szczęśliwym, nie martw się być szczęśliwym
nie martw się być szczęśliwym, nie martw się być szczęśliwym
nie martw się, nie robią to nie martw się być szczęśliwym
umieścić uśmiechem na twarzy nie wprowadzają wszystkich w dół podobny do tego
nie martw się będzie szybko przekazać cokolwiek to jest
Nie martw się być szczęśliwy jestem, nie martwi ja jestem szczęśliwy
😉w odpowiedzi na: rozmowy (nie)kontrolowane #58792Witajcie 🙂 .
Cieszę się, że decydujecie się już teraz zrobić coś z bagażem Waszych doświadczeń z dzieciństwa.Ja niestety podjęłam ten trud znacznie później i to właściwie z powodów zdrowotnych, które wynikały bezpośrednio z innych problemów, niż kiepskie dzieciństwo. Ale to wszystko jest powiązane, jak połączone naczynia. Teraz mam dzieci, niewiele młodsze od Was, i widzę jak cierpią, bo ich pogmatwani rodzice nie zauważyli, że żeby być odpowiedzialnym, nie wystarczy opuścić rodzinny dom z alkoholem i nie pić. Trzeba ciężko pracować nad zmianą własnych, niewłaściwych przyzwyczajeń, zachowań, często wbrew protestującym rodzicom czy rodzeństwu.
Carla5 jesteś b. odważna i dlatego wierzę, że sobie poradzisz. Już jesteś dorosła, więc mogę napisać, że to nie jest tak jak napisałaś
"Chyba sie pogodzilysmy z mama z tym ze juz nic nie da sie zrobic".
Dobrze, że nie godzisz się z obecną sytuacją i będziesz zabiegać o swoje szczęście. Może za jakiś czas znajdziesz właściwe słowa, które przekonają Twoją mamę do odwiedzenia jednej z grup DDD,DDA. Ona jest pewnie w moim wieku, i mimo swoich lat nadal w głębi serca chce być szczęśliwa.
Nie ma się wpływu na zmianę innych, ale można zmienić siebie.Zyczę Wam odnalezienia właściwej postawy życiowej.
w odpowiedzi na: Pierwszy raz #58788Witajcie 🙂 .
Widzę, że powolij nas przybywa. Cieszę się, bo w grupie zawsze raźniej (przynajmniej z mojego punktu widzenia).Co do miejsca, w którym się obecnie znajduję, mogę jedynie stwierdzić, że nieco jestem dalej niż na samym początku … ale jednak na początku odkrywania siebie samej i akceptowania własnych wad. Bo chyba to warunek konieczny (tak czuję), aby się zmienić. Co ciekawe, to to, że zaczynam też widzieć inne osoby i jednocześnie akceptować je takimi, jakimi są. W ten sposób mniej komplikuję sobie życie i zapobiegam nieporozumieniom.
Pozdrawiam
w odpowiedzi na: Pomóżcie uratować małżeństwo z DDA #58715cold, proponuję dmuchać na zimne i wiele sobie nie obiecywać.
Byłam w podobnej sytuacji … zaproszony mąż tak pięknie przekonywał, że osoba, która miała pomóc, uległa czarowi jego słów (które mijały się z rzeczywistością) i … był to koniec wizyt, także moich. Na szczęście poradziłam sobie, tylko że zupełnie inaczej.
Oby Tobie się udało. Tym bardziej, że małżonka deklaruje współpracę pod kontem poprawy wzajemnych relacji – a to bardzo dużo.w odpowiedzi na: Pierwszy raz #58713Witaj Małgosiu.
Jesteśmy z tego samego pokolenia. Miło, że tu trafiłaś. Będziemy mogły wymienić się doświadczeniem. Choć już od paru lat "baczniej" przyglądam się własnemu wnętrzu, to dopiero niedawno postanowiłam ruszyć "wątek" alkoholowy z mojego dzieciństwa. I tak szukając po internecie natrafiłam na określenia "dda" i "ddd". Szkoda, że wcześniej nikt mnie nie oświecił. No ale … lepiej późno niż wcale.Pozdrawiam serdecznie.
w odpowiedzi na: Od czego zacząć? #58695Witaj Mich.
Stoisz przed rozwiązaniem bardzo poważnych problemów. W dodatku jesteś młody i z racji tego nie zgromadziłeś wielu doświadczeń, które niesie ze sobą przeżyte życie. Ta strona jest kopalnią wiedzy, którą napewno możesz wykorzystać w podjęciu własnych decyzji.
Myslę, że idziesz we właściwym kierunku poszukując pomocy w DDA. Jednak konkrety powinieneś usłyszeć od psychologa, który jest najwłaściwszą osobą w indywidualnej sprawie (także Twojej).
Palenie czy kłótnie przynoszą jedynie chwilową/fikcyjną/ ulgę, bo po ustąpieniu ich działania cierpienie związane z nierozwiązanym problemem powraca z tą samą siłą lub większą (gdy np. dochodzi zdenerwowanie z powodu wydanych pieniędzy na papierosy, zapachy dymu papierosowego w domu, zły stan emocjonalny partnera, wywołany kłótnią itp, itd).
Z własnego doświadczenia wiem, że Im szybciej podejmie się działania zmierzające wprost do rozwiązania problemów, tym szybciej odczuwa się ulgę w cierpieniu wywołanym stresującą sytuacją. Także największe efekty i korzyści, dla rozwiązania trudnych spraw, przynosi spokojna rozmowa z partnerem.
Powodzenia w szybkim i salomonowym podjęciu decyzji.Edytowany przez: orchidea, w: 2008/10/27 13:12
w odpowiedzi na: poradźcie mi #58693Agatko, czegoś chyba nie zrozumiałam. Czy Twoja rodzina chce żebyś studiowała i jednocześnie nie zapewni Ci utrzymania? … bo pisałaś o tym, że musisz pracować jednocześnie studiując.
Ja też w pewnym okresie chciałam sprostać oczekiwaniom innych: rodziców, męża, siostry (która jest do tej pory moim "guru"), dzieci, szefa w pracy i jeszcze moim skromnym ambicjom. O sobie nie myślałam. W końcu wszystkie "sroki" złapane za ogon zaczęły uciekać, a ja zostałam z poczuciem żadnej wartości. Wtedy usłyszałam mądre słowa mojego ojca: "nie możesz brać wszystkiego na siebie, świata i tak nie zbawisz, nikt od Ciebie tego nie oczekuje". To był dla mnie szok, wiadro zimnej wody. Powolij zaczęłam dochodzić do tego, że najpierw muszę odpowiedzieć sobie na pytanie: co dla mnie jest najlepsze, czego ja oczekuję od życia, co chciałabym ja w nim robić. Bo aspiracje innych (w tym rodziców) często nie idą w parze z naszymi. Jeżeli pragnę zadowolić innych/pomóc innym, to mogę, ale najpierw muszę zadbać o siebie, bo słaba, znerwicowana czy chora przysporzę jedynie kłopotu, często tym, którym chciałam pomóc.
Zarówno studia jak i praca nie zając, nie uciekną. Studia mają różną formę, można je robić małymi kroczkami i na różne sposoby. Swoje studia podyplomowe zrobiłam w największym dole psychicznym, i to tylko za sprawą mojej wspaniałej lekarki, która powiedziała: studia, to dobra rzecz na ćwiczenie umysłu, napewno nie zaszkodzą. Posłuchałam, nie rzuciłam i teraz mam "papiery" do wykonywania zawodu oraz satysfakcję, że jednak sobie poradziłam. Ale zaznaczam, kierunek studiów wybrałam ja, a nie moi krewni.
Osobiście chodziłam na terapie raz na tydzień, więc może powinnaś zmienić przychodnię, do której się zapisałaś – może nawet w sąsiedniej miejscowości (podróże kształcą 😉 ) . Dodatkowo chodziłam na grupę wsparcia raz w tygodniu itd. Wszystko bezpłatnie. Poszukaj … kto szuka, ten znajdzie. Tu na forum też jest masa info w tym temacie.
Zyczę Tobie powodzenia w zmaganiach z dorosłością, jesteś młodziutka i cały świat stoi przed Tobą otworem. W końcu byłaś za granicą i przywiozłaś ogromny bagaż doświadczeń-a to bardzo wiele w życiu (wiem coś o tym z autopsji B) ).
Pozdrawiam.Edytowany przez: orchidea, w: 2008/10/27 12:01
-
AutorWpisy