Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: Joga kundalini a PTSD #488012
Tak, z mantrami się zgadzam, dlatego ich nie stosuję, bo uważam, że otępiają umysł.
A ponadto, mantry z powrotem skupiają na umyśle, a mi zależy na wyjściu z umysłu i powrotu do ciała, do odczuwania ciała i emocji.
Dlatego ja, jakoś tak intuicyjnie, stosuję z jogi kundalini tylko dynamiczne ćwiczenia fizyczne.
Pomijam też wszystkie tzw. zamki, bo one całkowicie pozbawiały mnie energii życiowej. Byłem po nich jak wrak.
Nie mówię, że joga kundalini jest dobra lub bezpieczna. Dlatego chciałem zapytać o Wasze zdanie, zwłaszcza tych z Was, którzy też ćwiczyli bądź jeszcze ćwiczą.
w odpowiedzi na: Wszechobecne poczucie odrzucenia #488003Hej Oliwia,
Moje życie też w pewnym sensie już się kończy. A w zasadzie się skończyło. Jestem odrętwiały, martwy. A zarazem cierpię. A zarazem dostaję obłędu.
Rozumiem Ciebie. Też mam rodzinę, syna. Na szczęście mam wspaniałą i zdrową Żonę, ale Ona nie umie mi pomóc.
Mnie zawsze odrzucało od Boga. Nie chciałem się nigdy do niego modlić i nie modliłem się. Odrzuca mnie od niego. Chcę wszystko sam. Mimo że już mam blisko 50 lat na karku.
Mówiąc Bóg, czuję odrętwienie, śmierć, nic, nudę.
Pewnie Ci, co w niego wierzą, mają w życiu lepiej. Ja nie mam. Mój koniec już nastał lub jest bardzo bliski. A mimo to nie chcę do Boga. Wolę ciemność, samotność, ucieczkę, kryjówkę. A Bóg to przeciwieństwo tego wszystkiego. Bo Bóg to przecież otwartość, światło, zaufanie.
Ja tego nie mam i nie chcę mieć. Wolę moją śmierć i moje codzienne umieranie.
Ale ktoś mi ostatnio mądrze powiedział, że Bóg to też ciemność. Że Bóg to też samotność. Że Bóg to też ucieczka i kryjówka. Bo nic beż Niego nie może być zrodzone. Więc i sama ciemność również. Że to tylko może nasz dwoisty umysł tylko to nazywa ciemnością, a tak naprawdę ta ciemność to dalej Bóg. To 2 strony tej samej monety: światłość i ciemność. Tą monetą jest może Bóg?
Sam nie wiem. Ale już nie uciekam od ciemności. Chłonę ją całym sobą.
Pozdrawiam Cię i Was serdecznie.
w odpowiedzi na: Joga kundalini a PTSD #488002I jeszcze jedną niepokojącą rzecz widzę. I dłużej ćwiczę jogę kundalini, tym bardziej słabnę. Niby są jakieś energie, a zarazem pojawia się totalny brak energii.
I tak już dziwnie pali w nogach, jakby miało za chwilę wszystko w nich wystrzelić. A to coś dziwnego wywala wszystkie moje emocje poukrywane w ciele.
A tych emocji jest ogrom. I wszystkie siedzą w ciele.
Więc widzę to tak:
joga kindalini wyrywa z umysłu > to daje powrót do ciała > to daje odczuwanie ciała > szybki ruch ćwiczeń jogi kundalini powoduje pojawianie się emocji w ciele > zaczynam odczuwać mnóstwo ciężkich emocji z różnych okresów mojego życia > im dłużej ćwiczę jogę kundalini, tym emocje pojawiają się z coraz wcześniejszych etapów mojego życia > część emocji jestem w stanie przejść w czasie ćwiczenia jogi kundalini > pozostałe emocje pozostają
I tak jest dzień za dniem. Bardzo żmudna praca sam na sam ze sobą w zaciszu domowym.
Nie ma już gdzie uciec od siebie.
w odpowiedzi na: Joga kundalini a PTSD #488001Ja widzę po sobie, że do pewnego momentu ćwiczenia jogi kundalini fajnie działały, ale od pewnego momentu zaczęły pojawiać się dziwne stany, jakieś energie, wyobcowanie (chociaż to mam od dzieciństwa), jakieś „jazdy”, brak kontaktu ze światem, tracenie łączności ze światem, odpływanie.
Po zwykłej hatha jodze tego nie ma.
Niepokoi mnie to wszystko, choć z moją depresją i nerwicą nie wytrzymuję już bez ćwiczeń jogi.
Boję się, że oszaleję i mnie przez to zwolnią z pracy.
Moim zdaniem strasznie silna jest ta joga kundalini, choć to dosyć niepozorne i w miarę proste, acz powtarzalne ćwiczenia.
Nigdy za bardzo nie miałem do czynienia z tzw energiami, raczej przez mój permanentny stan zagrożenia, jestem „szkiełkiem i okiem” i mam racjonalny umysł.
A tu nagle joga kundalini zabiera mnie ze sobą z mojego „bezpiecznego” i znanego świata.
A zarazem takie szybkie i powtarzalne ćwiczenia pomagają mi wyrwać się z mojej głowy i ciągłej analizy wszystkiego i wszystkich, i przenieść mnie do mojego ciała i pomóc mi znów czuć moje ciało.
Bo przez odczuwanie zagrożenia wogóle nie jestem w moim ciele i nie czuję mojego ciała.
w odpowiedzi na: Wszechobecne poczucie odrzucenia #487989Hej Oliwia,
Lubię czytać Twoje wpisy i one mnie nie dołują. Bo mam w zasadzie tak samo (różnice tylko w szczegółach, ale ogół jest taki sam).
Ciebie i Cerbera, z racji że jesteśmy chyba podobni wiekowo, też traktuję jak dobrych znajomych. W jakiś sposób jesteście mi bliscy.
Czasem, gdy jest mi lepiej, uciekam stąd, ale raczej częściej tu wracam.
Mam tendencję, bardzo silną tendencję niszczenia wszystkiego, co jako tako stworzyłem. Zwłaszcza w pracy w relacjach z ludźmi. Najpierw rok, dwa, trzy znoszę wszystko, a potem „jak nie ryknę”…
Ech. Jak poczuję się pewniej, to wtedy właśnie ryknę. Ale to chyba jest już z tej niemocy i z sytuacji olbrzymiego zagrożenia.
Kundalini chyba jest niebezpieczne dla takich jak ja, ale traktuję je jak ćwiczenia dynamiczne, gdyż one mnie rozluźniają. Chociaż to fakt, ta jakąś energia, którą ostatni raz czułem we wczesnym dzieciństwie, rozwala mnie. Mój układ nerwowy jest przez to na granicy wytrzymałości, a przecież trzeba iść jeszcze do pracy. I wtedy, taki słaby, w pracy ryknę.
Tak, ćwiczenia jogi kundalini to jakieś szaleństwo. Ale tylko one jakoś na mnie działają. Choć można przez nie popełnić samobójstwo, bo wywalają na wierzch olbrzymią ilość własnych emocji. To przytłacza.
Pozdrawiam Was.
w odpowiedzi na: Wszechobecne poczucie odrzucenia #487984Hej Oliwia, Hej wszystkim,
Przyszła jesień i też tragicznie sie czuję, dlatego tak bardzo Cię rozumiem. Gigantyczny strach pomieszany z ciemnością w głowie, ciemnością i zimnem na dworze, z trudnymi sytuacjami w pracy, z jakąś silnie stłumioną silną agresją, z depresją i nerwicą, ze zwariowaniem i z wieczną ucieczką w odralnienie. Ale uciekać już mi się nie udaje.
W zasadzie rozumiem Oliwia każde Twoje słowo. I czytam każdy Twój wpis, mimo że rzadko odpisuję.
Nie mam rady, nie mam rozwiązania, wiem że ja już z tego nie wyjdę. Już w tym zostanę do mojej śmierci.
Życie jest bardzo trudne, a rzeczywistość, w gruncie rzeczy, bardzo brutalna. W tej kwestii miał chyba rację mój ojciec-kat.
Nawet nie wiem, co mógłbym Ci napisać. Więc nic nie piszę, bo chyba żadne tzw dobre słowo tu nie pomoże.
Mnie już od lat nic nie cieszy. Nawet na wczasy na urlop już nie chcę jeździć. Wolę siedzieć w domu.
Jedynie jeszcze dynamiczne ćwiczenia kundalini jogi pomagają mi wyjść z głowy i wrócić do ciała i do stłumionych emocji. Ale to tylko tak na chwilę. Bo facet chyba jednak potrzebuje szybkiego ruchu fizycznego.
Chociaż zestawienie jogi kundalini ze skrajnie silną nerwicą i depresją to tykająca bomba, to samobójstwo.
Ale ćwiczę dalej, mimo tego, co joga kundalini robi już ze mną. Najwyżej zwariuję lub zdechnę.
Pozdrawiam Was.
w odpowiedzi na: Wszechobecne poczucie odrzucenia #487495Hej Oliwia,
W pełni Cię rozumiem. Też doszedłem do dna. Nie umiem Ci, niestety, pomoc. U mnie moje wszystkie metody zawiodły. Mnie realność też przytłacza, wysysa z sił, zabija. Jestem żywym trupem. Też nie jestem przyjąć wszystkiego, co mnie spotyka – mój układ nerwowy już tego nie przyjmuje. Bo nie jest w stanie. Przekracza to bowiem wszystkie moje normy. Więc po pracy siedzę w domu i dalej umieram. Trzymaj się.
w odpowiedzi na: Wszechobecne poczucie odrzucenia #487488Oliwia,
Resztkami sił fizycznych próbuję jeszcze codziennie ćwiczyć dynamiczne ćwiczenia fizycznie, ale coraz gorzej mi to idzie. Nawet w nich się boję, denerwuję, spinam i czuję ból emocjonalny, psychiczny i fizyczny. A te ćwiczenia to była moja ostatnia nadzieja.
Ja niestety już wiem, że się z tego mojego bagna nie wygrzebię. Chyba pora spojrzeć w lustro i przyznać się mi do tego przed samym sobą.
w odpowiedzi na: Wszechobecne poczucie odrzucenia #487487Hej,
Musiałem usunąć mój stary adres e-mail, więc teraz piszę do Was z nowego.
Pozdrawiam Was,
Ramoiram, obecnie Ramoiram nowy
-
AutorWpisy