Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
Spojrzałem na bazę mitingów i w Koszalinie jest jedna – wprawdzie zawieszona, ale jest podany kontakt:
Zakończyłem ten związek. Najważniejsza rzecz jaka mi pomogła podjąć tę decyzję, to nabyte na terapii przekonanie, że jeśli druga osoba czegoś nie chce zmienić, to nie mam żadnej szansy, nawet jeśli ona tak miękko omija temat, jakby nie zdawała sobie sprawy, a nie stawia rzecz jasno. Do tej pory się uspokajam, że dobrze robiłem – znam pary, w których takie czekanie i staranie się zadziałało. Po prostu tego z góry nie wiadomo i tylko do mnie należy ocena czy chcę czekać jeszcze, czy czuję, że już nie chcę liczyć na cud, bo mi to robi krzywdę.
Terapię też już skończyłem, mam poczucie że warto było. Teraz mi się ta wiedza powoli układa i sprawdza w różnych bieżących sytuacjach. „Wiedza” bardziej w sensie wypróbowania nowych zachowań niż jakiejś specjalnej teorii, czyli raczej „umiejętność”.
Nie pamiętam dokładnie co myślałem o terapii zanim się zaczęła, ale na pewno miałem poczucie, że ja już mam z grubsza poukładane i nie do końca się poczuwałem do bycia DDD. Skorzystałem tylko z tego, że akurat znalazłem program pomocy, który dla mnie brzmiał sensownie i bezpiecznie. Chyba też miałem nutkę nadziei, że może to nie było takie straszne co przeżyłem i nie jestem jak inne ofiary, bo inni mieli gorzej.
Była w tym głównie niezgoda na to, że byłem kiedyś bezsilny wobec rodziców. Chciałem mieć poczucie wpływu na swoje życie, nawet kosztem uznania, że mogłem jakoś lepiej o siebie zawalczyć w dzieciństwie, czyli że to moja wina jak się (!) wychowałem… Na szczęście zamiast się porównywać z innymi zacząłem się w końcu zajmować swoimi uczuciami i teraz mam większe poczucie wpływu na swoje życie, ale tylko na to obecne. Przekonałem się, że mogłem tylko wybierać taką czy inną strategię przetrwania w rodzinie, ale żadna nie dawała szansy na szczęście, bo i tak bym nie dostał tego, czego potrzebowałem – miłości, wysłuchania, czasu, pokazania reguł do samodzielnego sprawdzania, wsparcia gdy mi coś nie szło, poczucia bezpieczeństwa i sprawczości. Rodzice nie chcieli mi tego dać, bo byli zajęci bardziej swoimi potrzebami i obsesjami, mieli własne strategie.
Słyszę jakąś obawę w tym co piszesz i chciałbym cię trochę wesprzeć i uspokoić. Wiesz, bywa różnie. Mnie i paru innym osobom terapia pomogła, ale znam też ludzi DDA którzy nieznanym mi sposobem coś w sobie pozmieniali i wcale nie mam wrażenia, żeby jej potrzebowali. Jeśli masz potrzebę takiej pomocy, to możesz po nią sięgnąć i się przekonać. Fajne jest to, że nie musisz być niczego pewna, wolno ci spróbować. Tak naprawdę tylko ty wiesz, czy jest ci teraz nieodzowna, ale też zawsze możesz zmienić zdanie.
Ja mam inne doświadczenie. Od dzieciństwa dusiłem się w domu i nie pamiętam żebym myślał, że jest mi tam fajnie i że ufam rodzicom. Przez wiele lat poprawiałem sobie życie i stopniowo robiło mi się coraz lepiej, ale w długim związku, jaki w końcu zbudowałem, zacząłem się też dusić. Nie poprawiało się, chociaż jasno mówiłem, że coś jest nie tak i próbowałem o tym rozmawiać.
Na terapię poszedłem głównie z pytaniem jak sobie z tym poradzić sensownie, bo czułem, że czegoś ważnego nie wiem i nie umiem, skoro staram się jak najlepiej, a tu nic. Nie nauczyłem się odróżniać prawdy od kłamstwa, w ogóle o tym nie było mowy, natomiast lepiej odróżniam to, co rzeczywiście czuję od tego, co wydaje mi się że powinienem czuć i robić. Wzorce wyniesione z domu nauczyłem się nieźle rozpoznawać, ale nie staram się oceniać czy są dobre albo złe, tylko zastanawiam się co chcę z nimi zrobić i w jakim tempie, żebym się czuł bezpiecznie.
w odpowiedzi na: Moje przemyślenia #473676Mnie jakieś inne rzeczy przypominają boleśnie o przeszłości, bo też mam takie momenty. Chyba najbardziej tak mam kiedy czuję, że właśnie coś mi się poukładało albo zrobiłem coś fajnego bez lęków i wstydu. Nagle mnie uderza, że przecież tak mogło być od początku i wtedy pojawia się wściekłość i ogromny żal do rodziców.
Natomiast z dziećmi jeśli widzę, że są zaopiekowane i szczęśliwe, to mi serce rośnie. Wszystko jedno czy w mojej rodzinie, czy ktoś inny mi opowiada, to zawsze mnie cieszy i wzmacnia. Niepokoję się natomiast, jeśli dziecko jest wycofane albo słyszę, że są z nim problemy. Na głowę dopuszczam nawet, że może ono coś tam ma, ale emocjonalnie natychmiast podejrzewam rodziców, czy oni czegoś nie zaniedbali albo nie zrzucają odpowiedzialności na dziecko.
w odpowiedzi na: Związek z DDA – prośba o radę #473663Proszę. 🙂
A co do agresji to wyniosłem z terapii, że każdy ma w sobie różne uczucia i że to nie jest problem, że ktoś się kiedyś na przykład zezłości na mnie, choć to nie jest przyjemne i często włączają mi się moje uczucia i mechanizmy obronne, tylko okazywanie uczuć nie wprost i nie mówienie o co chodzi.
Do mnie nie przemawia to co piszesz o reagowaniu spokojem. W bliskich relacjach uczę się właśnie okazywać różne emocje, także złość. Z domu wyniosłem, że mi nie wolno, więc okazywałem pozorny spokój, a faktycznie robiłem złośliwości, fochy, wpadałem w dołki itp. Zmieniam to, choć to powolny proces, ale wolę tak. Tylko nie mówię przy tym, że „już cię nie chcę znać”.
Ale jak to odbierze druga osoba to nigdy nie wiem. Jak nic nie zrobię, to też nie wiem. Druga osoba ma własne uczucia i wcale niekoniecznie są wywoływane przeze mnie. Ja też czasem okazuję komuś emocje, które mam z innego powodu – na przykład gdy się bardzo boję czegoś, co mi się przypomniało, to nie zawsze chcę o tym mówić i wyjaśniać, tylko wolę się zamknąć przed wszystkimi.
w odpowiedzi na: Związek z DDA – prośba o radę #473659Cześć, ja na przykład przeczytałem… 🙂
Nie jestem w związku, ale mam bliskie relacje z różnymi ludźmi, także z innymi DDA/DDD, i tam także takie rzeczy też czasem niespodziewanie wyskakują. Nie mam żadnego świetnego pomysłu, ale na terapii nauczyłem się, że najważniejsze jest to, co teraz czuję, a nie stawianie się w cudzej skórze, jak to zwykle robiłem.
Mam doświadczenia bolesnego odrzucenia, po których się odsunąłem zraniony i odbijałem się jak od ściany, choć próbowałem się dogadać, ale i tak mówiłem głośno, że mi zależy na tej drugiej osobie. To trwało miesiącami, ale wydaje mi się, że to mówienie głośne było równie ważne jak to, że się rzeczywiście odsunąłem. Zrobiłem to z braku lepszego pomysłu i żeby się nie narażać na jeszcze więcej bólu, ale po jakimś czasie obie te osoby przestały się przede mną zamykać i dziś jest już tak, że czuję ostrożną, ale jednak wyraźną akceptację z ich strony. Czyli na dobrą sprawę jest już „czysto”.
Akurat teraz nie zależy mi tak bardzo na zbliżeniu się do nich, mam inne relacje, w których czuję się bezpieczniej i lepiej, bo nie dostałem nigdy takiego twardego „nie”, ale zauważyłem, że jakimś cudem możemy teraz porozmawiać nawet nie siląc się na większą bliskość. I wydaje mi się, że to jednak nie żaden cud, tylko bezpieczne dla nich oddalenie, kiedy nie wchodziłem im w ich granice i ten komunikat, że mi nadal na nich zależy, ale bez próby skracania dystansu.
Nie mam pojęcia co dokładnie je tak przestraszyło, że zareagowały blokadą, ale zadbałem o siebie i to było dobre. W efekcie nawet mimo tego, że nie rozumiem, to i tak jest między nami znacznie lepiej.
Wyobrażam sobie, że w związku jest trochę inaczej, ale ta mieszanka odsunięcia się oraz jasnego wyrażania bliskości dobrze mi się sprawdziła, choć miałem takie poczucie, że to się już nie naprawi i jestem kompletnie bezradny. To, że ja jestem teraz ostrożniejszy wobec nich, to już mój wybór, a nie brak możliwości.
Witaj,
Ja na szczęście mam z kim pogadać, ale właśnie założyłem konto na tym forum, bo nie zawsze mogę to zrobić bezpośrednio i uspakaja mnie, że przez Internet też mogę.
Co do nawrotów – mam poczucie, że gdy już raz się określiłem jako DDD, to już mnie to nigdy nie opuści, czy jestem zadowolony czy przestraszony, i jest mi z tym łatwiej. Był moment, kiedy sobie uświadomiłem, że absolutnie wszystko w moim życiu jest naznaczone tym, z czego wyszedłem, i było to przejmujące doświadczenie. Teraz uznaję to po prostu za część mojego życia, od której nie muszę się w ogóle odcinać, tylko robić swoje taki jaki jestem w tej chwili, ze wszystkim co mnie ukształtowało po drodze.
A co ciebie tak bardzo wytrąciło z równowagi?
w odpowiedzi na: Jak zacząć? #473657Witaj, ajra (witam też wszystkich uczestników forum)!
Przejrzyj po prostu listę cech DDA – w tym serwisie są dwie akurat:
Możesz również przeczytać podobny opis w postaci ciągłego tekstu zamiast listy punktów:
Jeśli rozpoznajesz w tych opisach swoje problemy (choć niekoniecznie wszystkie co do jednego), to jest duża szansa, że jesteś właśnie DDA – albo ogólniej: DDD. Od siebie dodam, że na początku nie miałem pewności, że faktycznie tak mam, dopiero po jakimś czasie się upewniłem i to była część dłuższego procesu.
-
AutorWpisy