Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: W co się bawią Dorosłe Dzieci ? #67223
eddi,
przede wszystkim : słowa uznania że potrafisz tak analitycznie podejść do tematu – w ogóle, a za założenie i odgrzebanie tego wątku – w szczególności 🙂jeżeli interesuje Cię spojrzenie na zachowania ludzkie z takim ukrytym/nieuświadomionym motywem (nie tylko z perspektywy DD) to myślę że chętnie przeczytałabyś "W co grają ludzie" Erica Berne’a (a właściwie to mam wrażenie że znasz to i dlatego założyłaś ten wątek 🙂
w odpowiedzi na: niska samoocena,brak akceptacji samego siebie… #67218”
eddi :
założę się (o rację ;), że przychodzi Wam z łatwością koncentrowanie się swoim potencjale, sukcesach itd – gratuluję
ja niestety należę do osób, dla których to trudne 🙁
”zauważ że nie piszę o "sukcesach" ale raczej chodzi mi o realną analizę swoich możliwości – może to robić i kasjer i dyrektor w tesco (np. zastanowić się czy w realu,- nie zarobi więcej itp.) ale myślenie "o k-wa jestem kasjerem jak ja mało zarabiam" albo "mam nadzieję że się nie zorientują jakim jestem cymbałem bo mnie wywalą z tego dyrektorskiego stołka" – takie myśli przychodzą każdemu, nie tylko dda i sztuka polega na tym, żeby jeszcze coś oprócz tego robić.
”
eddi :
dzisiaj wysłałam maila do ważnego kontrahenta i pierwszy raz w życiu nie zastanawiałam się, co on sobie pomyśli kiedy go przeczyta, nie zastanawiałam się czy można go było napisać lepiej, czy odniosę zamierzony skutek, jakie wrażenie wywarł na odbiorcy itd ”w przypadku takiego maila, jeżeli masz skłonności do pisania zbyt emocjonalnie i osobiście (no bo rozumiem że gdybyś pisała w stylu 100% urzędowym to byś się nie zastanawiała nad odbiorcą) to ja bym chyba napisał maila i przeczytał go po kilku godzinach – wtedy wygasa już ten pierwszy impuls który kierował mną w czasie pisania i mamy większą szansę na obiektywną ocenę i korektę tekstu.
Edytowany przez: zbig, w: 2009/09/25 07:09
w odpowiedzi na: niska samoocena,brak akceptacji samego siebie… #67183Torquemado pisze:
”
Ale co takie fakty mają wspólnego z podwyższeniem własnej wartości, bo to jest główny wątek tego postu? Jak skupiając się na pierdołach, a właściwie zaśmiecając sobie głowę rejestrowaniem rzeczy i zjawisk mi obojętnych podniesie się moja samoocena?
”ja znam taką technikę uspokajania się przed np. publicznym wystąpieniem – czuć się "zakorzenionym" w miejscu w którym siedzisz – wtedy podobno pomaga kiedy zdajesz sobie sprawę z tego jak nogi dotykają podłogi, d*pa na krześle, plecy na oparciu.
ale wg mnie to dobre jest na rozmowę kwalifikacyjną trwającą 15 min a nie jako postawa życiowa – bo wtedy to już trąci samooszukiwaniem się.
Kto za mało zarabia, powinien skoncentrować się na swoim potencjale, możliwych do nadrobienia brakach w kwalifikacjach, możliwości zmiany miejsca zamieszkania, a nie na tym że ma niebieską bluzkę a obok lata pomarańczowy motylek 🙂
Edytowany przez: zbig, w: 2009/09/24 08:18
w odpowiedzi na: przykładowa rozmowa #67123dzięki za głos, przyda się coś do przemyślenia 🙂
” odniosłam wrażenie iż oczekujesz potwierdzenia swoich racji…Nie zauważyłam w nim żadnych cieplejszych tonów, jeśli chodzi o Twą żonę, tylko racjonalizację Twojego myślenia.
”no tak ale to raczej naturalne że każdy będzie bronił przed samym sobą swojego wizerunku. gdybym miał skłonność do racjonalizowania myślenia żony to sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej …
ale uwaga cenna, przyznaję że mało ciepłych tonów wynika trochę z tego że utwardzamy się na swoich stanowiskach i oddalamy się coraz bardziej – właśnie jak zauważyłaś "dziad swoje baba swoje" 🙁
nie wiem jak to się skończy, dzisiaj była kolejna taka akcja. ja proponuję rozmowę wieczorem gdy dzieci zasną, ale żona się nie zgadza, mam zorganizować opiekę nad dziećmi i wyjście z domu, bo rozmowy nie będzie ("w domu nie ma warunków") więc mamy typowy "klincz" i jeżeli nikt nie ustąpi, to przejdziemy na kolejny poziom – ciekawe co tam będzie?
Edytowany przez: zbig, w: 2009/09/21 14:41
w odpowiedzi na: Buntowniczość czy indywidualizm? #67104magduska :
”
Tego zdania nie rozumiem. Mógłbyś przybliżyć tą teorię?
”np. Berne do korzyści psychologicznych zalicza "unikanie konfrontacji z własnymi wadami" – wtedy gdy dana osoba angażuje się w społeczne "gry" w których ewidentnie dostaje po d*pie, ale ma dobre wytłumaczenie swoich niepowodzeń. ("wszyscy na mnie czyhają")
w odpowiedzi na: Dalsze etapy terapii #67100a czy mogłabyś podać jakiś mały przykład jak to było że "reagowałaś zgodnie ze starym schematem" – jaki bodziec, jaką reakcję wywoływał?
w odpowiedzi na: przykładowa rozmowa #67099”
każdy z nas jest odpowiedzialny za własne uczucia, nie można tej odpowiedzialności zrzucić na kogoś innego, jesteśmy dorośli !
”co do zasady zgadzam się, ale przecież zdarzają się sytuacje gdy ktoś nas naprawdę zdenerwuje przekraczaniem granic – jest jakaś zgrabna formułka definiująca takie przypadki?
w odpowiedzi na: jeszcze jedna historyjka #67098wyszły razem a ja zostałem w domu z małym (śpi więc ja myk do kompa 🙂 )
chyba dwie rzeczy tu zagrały: chciała naprawdę gdzieś wyjść nie siedzieć w domu, oraz poczuła się odrzucona i pominięta przez dziecko, a teraz dostała satysfakcję w obu dziedzinach.
tylko pozostaje pytanie, dlaczego wszystkie takie rzeczy muszą się wiązać z próbami wywoływania poczucia winy (na które tak się już uodporniłem że zastanawiam się czasem czy nie zostałem zimnym draniem 🙁w odpowiedzi na: Buntowniczość czy indywidualizm? #67097magduska:
”
I nie ja wywieram presję na otoczenie tylko otoczenie na mnie.
A co to jest prawdziwe życie? Bo dla mnie wolność wyboru jest istotnym elementem tegoż życia.”otoczenie wywiera na nas presję w wielu dziedzinach, rzeczą bardzo subiektywną i w nas powstającą jest jak bardzo taka presja nas przyciśnie.
Ludzie czują presję aby wstawać rano i chodzić do pracy, inni gdyby nie taka niema presja społeczeństwa mogliby się nie myć częściej niż 2x w roku, ja np. nie dłubię w nosie przy ludziach nie dlatego że nigdy tam mnie nic nie swędzi, tylko że czuję presję otoczenia 🙂 itp. przykłady można mnożyć.Zatem proponuję, aby o niedopuszczalnej, czy budzącej wzburzenie presji mówić tam, gdzie wiąże się ona z łamaniem konstytucyjnych praw człowieka.
Przykład: panie w szkole mówi w klasie o Twoich dzieciach: "to szatańskie nasienie z grzesznego związku" – jest między nami zgoda że jest to temat którym powinien się zająć nawet i prokurator.
Ale już inne przykłady presji mogą wypaść blado, nie podałaś konkretnych przykładów ze swojego życia więc wymyślę kilka:
1. babcia mówi "jeżeli nie weźmiecie ślubu kościelnego to was pominę w testamencie" – mój komentarz : no cóż, macie przecież wybór, nie są łamane żadne wasze prawa
2. sąsiadka nie chce z Tobą rozmawiać : no cóż, to ona ma większy problem niż Ty
3. ksiądz nie chce dopuścić dzieci do komunii : no cóż, nie było się na chrzcie no to komunię też trzeba sobie darowaćtakie przypadki chyba powinny być sklasyfikowane jako zmienna (odwołuję się tutaj do mojego modelu) o nazwie "wpływ opinii innych ludzi na naszą samoocenę i samopoczucie" i jeden być może tej presji wcale nie dostrzeże (nie obchodzi go co myśli o nim ciotka) a np. dla Ciebie może to być odczuwane jako silny bodziec.
W Polsce taka postawa "bycie antykościelnym" ma dość dobrze zakorzenioną tradycję (ten antyklerykalizm przedwojennych robotników) i jest to jedna z najtańszych w sensie łagodnych konsekwencji (spróbuj w Arabii Saudyjskiej albo w Iranie 🙂 metod przekonywania siebie że świat jest przeciw nam.
A tak jeszcze na marginesie, to ja chociaż jestem ateistą, ale pozwolę dzieciom dokonać wyboru, mogą być kim chcą, jeżeli będą chciały chodzić na religię, to będą chodziły, jeżeli przyjdą i poproszą "tato wypisz mnie z tego" to bez problemu je wypiszę, w sumie to dlaczego ma być tak jak ja a nie tak jak one chcą?
w odpowiedzi na: Buntowniczość czy indywidualizm? #67089”
Problem w tym, że ja dokonałam innego wyboru. Nie chcę i nie ulegam tym naciskom. Bo to jest właśnie hipokryzja. Mówię co innego a robię co innego.
”hipokryzja jest hołdem jaki występek składa cnocie 🙂
albo można nie podpierać się starymi cytatami tylko zastosować jakiś model matematyczny?
np. tworzymy prosty model do którego bierzemy 2 zmienne:
1. zadowolenie z własnych deklaracji religijnych
np. dla ultrakatolika powiedzenie "wierzę w boga" to 1 pkt (bo to dla niego bułka z masłem 🙂 a powiedzenie "nie wierzę w boga" to -10 pkt (bo musi się wyprzeć wiary)
a dla ateisty są to niskie wartości po obu stronach zera skali2. zadowolenie z wpływu swych działań na relacje z innymi
np. dla kogoś kto nie dba o to kto się na niego obrazi (w tej zmiennej nie mierzymy o co i dlaczego!) będzie to niska wartość w okolicach jedynki, a dla kogoś kto się przesadnie przejmuje zdaniem innych będzie dużo.No i teraz mierzymy zadowolenie jako sumę punktów (podkreślam, że mój model jest prostacki i w prawdziwym życiu trzeba brać pod uwagę więcej zmiennych):
dla osoby która traktuje religię lekko a chce ślubu i nie lubi się stresować wynik będzie inny niż dla osoby która poświęca więcej uwagi życiu religijnemu (lub antyreligijnemu, bo jak to ktoś tu zauważył też staje się rodzajem misji) niż swojemu – moim zdaniem – prawdziwemu życiu
Edytowany przez: zbig, w: 2009/09/19 22:12
-
AutorWpisy