Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
w odpowiedzi na: DDA a wykonywany zawód #31076
a ja… :huh: studiuję prawo (powod: regulacja, reglamentacja, pewność, względna jasność)
marzy mi się "kariera komornicza" :dry: (jestem ddd)w odpowiedzi na: NIECH MNIE KTOŚ PRZYTULI… #30412no coż… kiedy się pozna to uczucie, jak przyjemnie jest być w czyichś ramionach, potem trudno za tym nie tęsknić 🙁
w odpowiedzi na: Agresja w stosunku do pijącego rodzica #30224Kurcze… szkoda, że umknał mi ten watek. Ja też mogę "pochwalić się" swoja burzliwa przeszłościa z ojcem-wariatem :dry:
Moj ojciec nie pił, ale i tak urzadzał awantury o byle co: bo nakruszone, bo brudno, bo naczynia niepomyte, bo śmieci niewyniesione… dosłownie o drobnostkę toczyła się wojna. Widziałam go pijanego dosłownie dwa razy w ciagu mojego życia. Muszę przyznać, że nawet zabawne to było 😉 Przyszedł do domu: "Ohoo pijany". Pewnie będzie awantura. A on, o dziwo, zaczał śpiewać, żartować, wygłaszać pochwalne przemowienia na cześć komunizmu, Jaruzelskiego, Pewexow… Na przemian śmiał się i śpiewał… i szedł spać. O wiele gorzej było, kiedy był trze¼wy 🙁
Gdy byłam mała, nie rozumiałam tego, co się dzieje między rodzicami. Kochałam ich tak samo. Zaczęłam wszystko rozumieć w wieku 6 lat. Dość wcześnie 🙁 Wtedy w awanturach jeszcze nie brałam udziału. Potem przepychanki z ojcem… W dniu mojej I komunii świętej, jako 9letnie dziecko, wykrzyczałam mu w twarz, że go kiedyś zabiję. Nigdy tych słow nie pożałowałam!
Bijatyki były na porzadku dziennym, broniłam matki 🙁 Gdy dorosła moja siostra, ona przejęła na siebie "obowiazek" walki zbrojnej z ojcem. Ja się wycofałam. Wolałam zamknać się w pokoju, zagłuszyć awanturę – stałam się obojętna na to, co się dzieje…może to była moja prawdziwa forma obrony…. Aż mnie to dziwi, że nie mamy żadnych śladow na ciele po tych przejściach. Może dlatego, że na pierwszy rzut oka nie widać skutkow znęcania psychicznego 🙁
Policja bywała w naszym domu często, raz nawet ja miałam zaszczyt po nich zadzwonić… nic to nie dało.
Nie mieszkamy już z ojcem od 5 lat… gdyby to się dłużej ciagnęło, to w koncu doszłoby do jakiejś tragedii…
Od 5 lat mam święty spokoj, ale to chyba tylko powierzchownie, bo w środku… w środku gdzieś tkwi zadra, ktora nie pozwala cieszyć się z życia w pełni…
Ta historia ma o wiele więcej szczegołow… może napiszę kiedyś ksiażkę 😉w odpowiedzi na: Rozdepcz, sponiewieraj…. #30215Ja jestem DDD, a moj chłopak DDA 🙂 tak wyglada sytuacja… I widzę, że Tchurzofredka ma taki sam problem 🙂
w odpowiedzi na: Rozdepcz, sponiewieraj…. #30176Victoria 🙂 Tobie też dziękuję… nowe spojrzenie na sprawę bardzo mi się przyda 🙂
w odpowiedzi na: Rozdepcz, sponiewieraj…. #30175Biedronka 🙂 Otoż to… właśnie o to mnie chodziło 🙂 No coż… dawałam, co mogłam, w koncu stało się to niewystarczajace. Ujęłaś sedno sprawy.
No coż… trzeba zrobić rewolucję w swojej filozofii życiowej, ktora okazała się niedoskonała.Dziękuję wszystkim za odp 🙂 Jest mi lżej :rolleyes: 🙂
w odpowiedzi na: Rozdepcz, sponiewieraj…. #30162czy to znaczy, że nie szanowałam siebie? :huh:
ładnie, zawsze się można czegoś o sobie dowiedzieć :dry:w odpowiedzi na: związek z DDA #30136chepri napisał:
„A ja uwolniłam się od DDA, w zasadzie on sam mnie uwolnił… Na poczatku było mi choleeernie ciężko, nawet z głęboka depresja włacznie. A teraz? Teraz czuję się wolna psychicznie- spadło mi jakieś 10 kg z niej. i wreszcie czuję się nie zaszczuta, nie wylękniona, bez obaw o wspolne jutro, czy wogole będzie i o moje nerwy na skraju. Teraz potrafię oddychać bez obaw o jego kiwanie palcem w rozne strony. I dzięki Ci Boże za to! :D”Można za to podziękować?? :y32b4:
-
AutorWpisy