Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Czy jestem DDA?

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarKaro_olina
    Participant
    Liczba postów: 1

    Hej! Nie jestem pewna czy jestem DDA ale na pewno jest coś ze mną nie tak…

    W moim rodzinnym domu zawsze był alkohol. Ojciec pij w garażu a awantury robił w domu, bil mamę która wołała żebym jej pomagała kiedy to się działo… Kiedy zaczęłam się stawiać bicie odeszło ale alkohol został. Przerodzilo się to w psychiczne bicie, ojciec przychodzi pijany i dogryzal w każdy możliwy sposób ale równocześnie dawał pieniądze i bawił się że mną… Teraz zastanawiam się czy nie winna jest mama? Nigdy mnie nie przytulala, nie dawała miłości, raz obroniła przed ojcem, kupowała sobie nowe ciuchy kiedy ja chodziłam w potarganych…  Od dziecka byłam odludkiem a kiedy rodzice kupili mi komputer to pokój był moim całym życiem. Uzaleznilam się od wirtualnego świata z czasem przerodzilo się to w depresję, samookaleczenia. To już za mną. Nie potrafię zrozumieć co się ze mną dzialo. Oboje rodziców całe życie pracowali. Jednak ja… Mając na karku 28 lat przpracowalam ledwie 3lata… Boję się pracować choć kiedy to robiłam byłam chwalona za pracowitość itp, boję się ludzi znaczy się tego co o mnie pomyślą… Taka stara a taka leniwa, nie pracuje, jest gruba, nie nada się…  Czemu nie potrafię iść do pracy? Powinnam się wziąść za siebie ale jak?

    To wszystko to małe wprowadzenie do tego co dzieje się w moim życiu teraz. Wyprowadziłam się z domu, mieszkam z narzeczonym i on jest alkoholikiem i zdecydowanie DDA (w jego domu alkoholikami jest oboje rodziców) . Mówi mi 4 piwa dziennie to normalne… Niedawno zdałam sobie sprawę że nie pamiętam kiedy rozmawialam z nim kiedy nie był podpity. Pije ale jest dla mnie dobry. Czuję że mnie kocha, nie robi awantur, sprząta po sobie, wszystko to było by idealne gdyby nie alkohol.  Ja zajmuję się domem, a równocześnie dziennie przeglądam oferty pracy nie rozsylajac żadnego cv. Jestem z nim od 5 lat, czy pracowałam czy nie ilość alkoholu się nie zmieniła w naszym domu. Ale od pewnego czasu czuje się samotna… Przez co grzebie w myślach. Czuję że potrzebuję pomocy, wsparcia ale nie robię za wiele by je uzyskać… Wiele razy mówiłam o terapii ale on zawsze wymiguje się praca, brakiem czasu… I tym sposobem po pracy siadamy przed tv on z piwem ja z czipsami i dni lecą dzień za dniem. Chyba doszłam do momentu w którym musze iść na terapię i wziąść odpowiedzialność za własne życie…

    Tylko że może najpierw jakąś dobrą dusza mnie wesprze, nakieruje…

     

    Jestem Karolina i potrzbuje Ciebie.

     

    truskawektruskawek
    Participant
    Liczba postów: 434

    Cześć, Karolina!

    Wiele razy mówiłam o terapii ale on zawsze wymiguje się praca, brakiem czasu…

    Hm, nie bardzo zrozumiałem kim się chcesz zająć – sobą czy narzeczonym? Skoro mówisz o sobie, to co on ma z tym wspólnego?

    Dobra wiadomość jest taka, że nic nie musisz. Jeśli nie idziesz na terapię, to przecież nie masz takiego obowiązku, to twoje życie i twoje czipsy. Ale skoro chcesz, to rozumiem, że coś ci w tym przeszkadza – co to jest takiego właściwie?

    Czuję że mnie kocha, nie robi awantur, sprząta po sobie, wszystko to było by idealne gdyby nie alkohol.

    Czy takiego okazywania miłości od niego oczekujesz?

    U mnie w domu nie było alkoholu (jestem DDD), ale też czułem się samotnie. Na terapii przekonałem się, że mam podobne doświadczenia co DDA i oczywiście każdy jest trochę inny, ale nie było osobnych metod pomocy dla DDD niż dla DDA.

    Maggie85Maggie85
    Participant
    Liczba postów: 21

    Według mnie nie jest niczym złym, że proponujesz terapię również partnerowi, jednak rzeczywiście najpierw Ty, potem reszta.

    Przede wszystkim najlepiej nie czekaj, idź na terapię. To naprawdę działa (jeśli oczywiście się nie zamkniesz i pozwolisz terapeucie na odrobinę wejścia w Twój świat).

    Moim zdaniem jesteś DDA, zwłaszcza że jak widać powtarzasz w pewnym sensie schemat z domu, jednak nie to jest najważniejsze bo to tylko jakaś formaność dziwna z tym DDA. Najważniejsze, że czujesz potrzebę pomocy z zewnątrz. Super, że w ogóle to zauważyłaś. Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie. Chcesz pomocy, sięgnij więc po nią!

    Zapraszam na moją stronkę, również jeśli masz ochotę,  to do kontaktu priv na FB.

    https://www.facebook.com/autoterapiaDDA/?modal=admin_todo_tour

    Życie może być piękne, serio 😉

    Avatarona.ddd
    Participant
    Liczba postów: 73

    Cześć Karolina,

    Mam podobne doświadczenia z domu rodzinnego. Pewnie czułaś się tak jak ja biedaku 🙁 Teraz czuję żal i smutek za siebie i za Ciebie. Ja poszłam na terapię dopiero jak kompletnie się rozwaliłam psychicznie. Nie czekaj do takiej chwili. Jak tylko świta Ci w głowie żeby iść to idź czym prędzej. Nie patrz na nic, a już zwłaszcza na partnera. I tak na terapii będziesz bez niego (o ile nie myslisz o terapii małżeńskiej czy coś w tym stylu). Powiem jeszcze coś. Po przeczytaniu Twojego postu od razu zapaliła mi się czerwona lampka. Uciekaj od alkoholika jak najdalej od razu! Nie ma że 4 piwa to norma, że nie bije itd. To jest schemat z domu. Znamy go, więc wydaje się ok ale to jest złudne. Nie znam przypadku że można być szczęśliwym przy alkoholiku. Uciekaj i ratuj sie póki czas. Terapia u specjalisty to bedzie dobry pierwszy krok.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, temu przez Avatarona.ddd.
    Avatarkkaarroolliinnaa
    Participant
    Liczba postów: 1

    Hej. Wiele lat zastanawialam się, co ze mną nie tak, patrząc i porównując moje zachowania i odczucia z ludzmi dookoła. Po kilku przeżyciach połączonych ze stanami depresyjnymi, nerwicowymi, nauczaniem idywidualnym w szkole średniej, leczeniem sie u psychiatry i psychologa, wiem, jak ogromny wplyw ma na mnie alkoholizm mojego ojca. Generalnie pil moj dziadek mieszkajacy obok, dwoch braci mojej mamy, w tym moj chrzestny i moj tata. Kazdy inaczej. Pogodzilam sie z tym, co przeżyłam, wiele doswiadczen mnie wzmocnilo. Najmlodszy brat mojej mamy nie pije od 20 lat, czynnie bierze udział w spolecznosci aa i bardzo mnie wspiera i uswiadamia. Moj ojciec ma bardzo specyficzny sposob picia, np. Dwa razy w ciagu roku wpada w ciąg,  ktory zazwyczaj trwal tydzien lub dwa. Ostatnie dwa przeciagnely sie do 3 i 4 tygodni. Stracil prace. Jest nieagresywny ale bardzo manipulujacy. Nie da się tak żyć, ja mama i brat silnie to przezywamy. Dzis wiem jak jesteśmy wspoluzaleznieni. Obiecalam sobie, ze to jego ostatnie picie bedzie ostatnim, ktore przezyje. Nie odzywam sie do niego, planuje ostateczna rozmowe w ktorej postawie warunek ze albo idzie na terapie (na co nigdy w zyciu sie nie zgadzal, „bo nie jest alkoholikiem”) albo po prostu odcinam sie od tego czlowieka. Nie chce zbyt głęboko wchodzić w pewne wspomnienia, ale zawsze mam wrazenie, ze ludzie nie rozumieja mojej sytuacji, mysla, ze przesadzam, dramatyzuje…przeciez nie bije, nie krzyczy…nikt jednak spoza mojego domu nie jest w stanie wyobrazic sobie pewnych sytuacji np. gdy muszę sprawdzac czy moj tato oddycha bo nic nie je a pije, swoje potrzeby fizjologiczne oddaje pod siebie i np. Mimo ze obiecal, nie pojechał ze mna   na tak wazny dla mnie dzien obrony pracy magisterskiej. To jego 3 stracona praca, mama walczy bo sa kredyty i zobowiania finansowe, a ja udaje bohaterke jak zawsze. Cale zycie krzyczalam na pijakow, jako 8latka chodziłam „za dom” zeby opierpapier facetów w mojej rodzinie apropo picia i mysle, a w zasadzie wiem, ze bardziej ich to smieszylo niz wzruszalo. Mam zajebista świadomość tego, ze w porównaniu do innych historii, nawet mojej mamy ktora jest kuratorem, mam wielkie szczęście, ale chce w koncu zaplakac nad soba i swoją bezsilnościa która nie wiem czy jestem w stanie wyrazic i opisac. Btw szukam terapii dda na terenie woj. Mazowieckiego, najchętniej Plock-Kutno. Ktos cos, moze?

    Avatar2wprzod1wtyl
    Participant
    Liczba postów: 797

    Jeżeli miałbym napisać czego nauczyło mnie forum to właśnie tego, że dla każdego z nas jego wlasna historia jest najbardziej dotkliwa i o ile wysłuchanie i wspòlczucie innym jest czymś naturalnym o tyle jakiekolwiek poròwnywanie kto miał gorzej/lepiej jest bezcelowe a często krzywdzące tak samo, że ktoś miał za mało przeżyć aby reagować, mòwić o tym i szukać wsparcia. Każdy jest indywidualny i każdy swoje przeżycia i doświadczenia odczuł na tyle silnie, że wpłynęło to na dalsze życie.

    Często jest tak, że uwarunkowania, otoczenie, wstyd, stres, osobowośc, charakter, dany moment, sytuacja finansowa, rodzinna itd)są dodatkowym obciążeniem i będąc w tej konkretnej sytuacji tylko my wiemy jak bardzo było/ jest to obciążające (tutaj nawiązuję też do wpisu Fenix, że nasze odczucia są naszymi odczuciami)

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.