Toksyczny rodzic – jak się uwolnić? – nieoficjalna STRONA DDA

Toksyczny rodzic – jak się uwolnić?

//Toksyczny rodzic – jak się uwolnić?
Toksyczny rodzic – jak się uwolnić? 2019-02-04T13:43:08+00:00

Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Toksyczny rodzic – jak się uwolnić?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
  • Autor
    Wpisy
  • szczur3k
    Uczestnik
    Liczba postów: 4

    Hej. Pierwszy raz tutaj, więc witajcie. Co mnie sprowadza? Co tu dużo mówić, szukam pomocy. Sytuacja wygląda tak:

    Rodzice mojej Żonki to ludzie skrajnie toksyczni: ojciec alkoholik, sponiewierane dzieciństwo czyli historia jakich wiele. Tutaj kwestia odcięcia się jest stosunkowo prosta, choć też nie łatwa. Gorszym tematem jest matka żonki, osoba równie toksyczna ale niestety także osoba od której Żonka jest emocjonalnie uzależniona. Nazwijmy ją roboczo Toksyną. I nie, nie jest to jakaś złośliwość, po prostu słowo dobrze opisuje jej zachowanie.

    A Toksyna, cóż, matka z piekła rodem. Na pierwszy rzut oka chodząca dobroć, ale efekty jej postępowania mocno temu przeczą. Uzależniona całkowicie od alko-męża, do tego kompletnie nie licząca się z konsekwencjami tego co robi i co mówi. Zrobi głupotę? Spoko, dzieci pomogą, dzieci załatwią. Dzieci stanęły na głowie żeby uwolnić mnie od psychopaty? Spoko, znów wpakuje się w to bagno, przecież dzieci pomogą, dzieci przyjmą pod dach. Odpowiedzialność za własne czyny? A co to jest? Ot, pierwszy z brzegu przykład: Toksyna pojechała z mężem do sanatorium, wróciła z jakąś lampą za parę tysięcy. Jak ma zamiar za to zapłacić? Wzięła pożyczkę. Oczywiście nie stać ją na spłatę, ale kto by się martwił, przecież dzieci… itd. Jakimś cudem szwagrowi udało się temat odkręcić, ale musiał kilka stówek z własnej kieszeni dołożyć.

    Żeby było trudniej, do skrajnego braku odpowiedzialności Toksyny dochodzi skrajne lenistwo, lenistwo przy którym zaczerwieniłby się największy nawet obibok. Przykład: Jeszcze za czasów dzieciństwa Żonki zdarzył się epizod w którym wraz z dziećmi Toksyna musiała uciec do ośrodka dla ofiar przemocy. W ośrodku takim poza pomocą doraźną czynione są wszelkie próby by takim osobom pomóc na dłuższą metę: pomoc prawnika, pomoc przy uwolnieniu się od sprawcy przemocy, znalezieniu mieszkania, etc. Oczywiście Toksyna również taką pomoc dostała, wszelka papierologia, wnioski, wszystko co tylko było potrzebne by zacząć od nowa dostała do ręki wypełnione i gotowe do złożenia. Wystarczyło pojechać do odpowiednich urzędów by je złożyć. I co? I nic. Minęło pół roku przez które można było w takim ośrodku mieszkać i teściowa wyposażona w komplet dokumentów wróciła do męża sadysty. Że skazała dzieci na ciąg dalszy piekła? Co tam, ważne że nic nie trzeba robić.

    Problem polega na tym, że Żonka, częściowo słusznie, uważa że Toksynie trzeba pomagać, no bo przecież to mama. I racja, czemu więc częściowo słusznie? Toksyna w swoim lenistwie przechodzi sama siebie i wykorzystuje sytuację do granic. „Córeczko zawiąż mi buty”, Żonka leci, zawiązuje, „Córeczko, załóż mi skarpety” – Żonka leci, zakłada. Fakt, że ze względów zdrowotnych teściową łatwiej przeskoczyć niż obejść, ale takie wysługiwanie się jest dla mnie objawem skrajnego lenistwa, zwłaszcza że jak Żonki nie ma w pobliżu to Toksyna jakoś sobie radzi. Poza tym nie oszukujmy się, im więcej ruchu tym więcej zdrowia, Żonka usługując tak na każdym kroku Toksynie bardziej jej szkodzi niż pomaga, czego z pewnych względów nie rozumie.

    To tylko kilka przykładów, gdyby to opisać w całości powstałoby kilka książek.

    Próbowałem rozmawiać, wielokrotnie, na wiele różnych sposobów. Efekt? Rozmowa z Toksyną przypomina albo rozmowę z kawałkiem betonu – wypruwasz sobie flaki a z drugiej strony jest cisza i nie wiadomo czy nie dociera czy ma wszystko gdzieś, czy jeszcze coś innego. Ewentualnie bawi się telefonem. Druga wersja reakcji – bagatelizowanie. „Oj tam, co takiego się stało, nie przesadzaj”. Jest jeszcze trzecia, moja ulubiona: Kiedy już postawi się ją pod ścianą i udowodni czarno na białym że robi źle, wtedy zaczyna się litania: „jak możesz schorowaną matkę tak traktować, musisz wziąć pod uwagę że ja już jestem stara!” (coś w okolicach sześćdziesiątki, przy pierwszym razie opadło mi wszystko co tylko mogło opaść), no i oczywiście argument ostateczny: „ty nie jesteś lepszy bo cośtam, cośtam” i zaczyna się wyliczanka co to ja nie zrobiłem. Uwierzcie mi, próbowałem wszystkiego – prośbą, groźbą, mówiłem o swoich odczuciach, o tym jakie mamy problemy i że przez nią mamy ich więcej, o tym że krzywdzi własne dzieci… Przypuszczam, że kostkę brukową by ruszyło, Toksyny jakoś nie. Oczywiście obrabianie mi tyłka za plecami przy Żonce, i próba nastawiania jej przeciwko mnie jest w pakiecie.

    Próbowałem rozmawiać też z Żonką. Uwierzcie mi, jesteśmy małżeństwem szczęśliwym i zgodnym obrzydliwie, jedyny temat który jest w stanie nas poróżnić to Toksyna. Zacząłem trochę czytać na ten temat, zacząłem też więcej rozumieć w kwestii uzależnienia emocjonalnego Żonki od jej matki (kajam się w kurzu i popiele, powinienem to zrobić znacznie wcześniej, uniknąłbym wielu przykrych dla Żonki sytuacji. No cóż, Polak mądry po szkodzie…). Pytanie brzmi, jak zabrać się za leczenie tego uzależnienia? Jak zapewne rozumiecie dzięki takim „cudownym” rodzicom Żonka ma dzisiaj problemy emocjonalne, do tego dochodzi praca która jest dla niej sporym obciążeniem, oprócz tego mamy sporo problemów między innymi z urzędami (mój kraj, taki piękny), finansami i wieloma, wieloma innymi rzeczami. Sytuacja w której na naszych i tak mocno już styranych plecach wozi się śmierdzący leń jest coraz trudniejsza do zniesienia, zwłaszcza że to głównie na nas spada coraz więcej konsekwencji głupiego i nieodpowiedzialnego zachowania Toksyny. Szukałem jakichś spotkań czy terapii DDA, niestety w miejscu naszego zamieszkania (tzw. zapyziała dziura) nie ma nawet co liczyć na tego typu „luksusy”, na mapie mitingów najbliższa lokalizacja to ~100km.

    Macie jakiś pomysł jak rozwiązać problem? Wyjazd na drugi kontynent tudzież w inne Bieszczady nie wchodzi w grę 🙁 A ja boję się o Żonkę, boję się o swoje małżeństwo, chciałbym wyrwać ją z tej patologii, spod wpływu osoby która wciąż ją krzywdzi. Boję się też o siebie, bo sam przez to wszystko zaczynam coraz gorzej funkcjonować i coraz gorzej radzę sobie z problemami.

    Wybaczcie negatywny ton w jakim opisana jest teściowa, ale uwierzcie mi, nie da się patrzeć jak ktoś krzywdzi ukochaną osobę i zachować do tego dystans. Tak czy inaczej… Cóż. Potrzebuję pomocy.

    szczur3k
    Uczestnik
    Liczba postów: 4

    O w mordę, a ta CSSowa sieczka to skąd? A opcji edycji nie ma 🙁

    beatawolek01
    Uczestnik
    Liczba postów: 258

    Są mitingi on line. Niedziele 14 30 „dda lemoniada” poniedziałek 18 30”dda polskojezyczna” . A żonie pomoc może tylko ona sama . Możesz jej informacje przekazać ale decyzje , prace musi wykonać sama. Za rękę jej prowadzić nie zdołasz , to nie zadziała .

    szczur3k
    Uczestnik
    Liczba postów: 4

    Za rękę nie, bardziej myślałem o sobie jako o wsparciu taktycznym 🙂 W sensie żeby uczestniczyć w mitingach tudzież innej terapii i w razie potrzeby pomóc.

    beatawolek01
    Uczestnik
    Liczba postów: 258

    Przecież to matka Twojej żony jest problemem o ile dobrze zrozumiałam . Komu chcesz pomoc ? Sobie ? Identyfikujesz się z problemem dda:ddd, al-anon? Nie wiem czy dobrze rozumie , chcesz zdobyć wiedzę żeby wspierać żonę ? Samo w sobie pochwały godne natomiast na niewiele się zda jeśli żona nie chce się leczyć , zmian wprowadzać .

    truskawektruskawek
    Keymaster
    Liczba postów: 239

    Opcja edycji jest – bierzesz z nagłówka numer komentarza (w tym wypadku #476085) i robisz taki adres, pod który możesz wejść:

    http://www.dda.pl/forum/odpowiedz/476085/edit/

    Mam nadzieję, że to zadziała.

    szczur3k
    Uczestnik
    Liczba postów: 4

    @truskawek, „Strona http://www.dda.pl spowodowała zbyt wiele przekierowań.”

    @beatawolek01, nie wiem czy identyfikuję się z problemem dda, na pewno identyfikuję się z tym co przechodzi Żonka a ja wraz z nią. Zdecydowanie problemem jest dla mnie sytuacja w której zamiast wspierać ją w wychodzeniu z patologi sam jestem w tą patologię pakowany. Co do pytania komu chcę pomóc, tutaj nie ma miejsca na podział „sobie/jej”, chcę pomóc nam. OK, rozumiem że Żonka może nie chcieć/nie potrafić tematu ruszyć. Chyba chciałbym wiedzieć jak mogę jej pomóc żeby zaczęła chcieć/móc.

    beatawolek01
    Uczestnik
    Liczba postów: 258

    Myśle ze nie da się pomoc „w pakiecie” . Żeby żona zaczęła moc , najpierw musi zacząć chcieć . Nie sadze żebyś był w stanie jej pomoc . Bez jej woli nic się nie zmieni . Twoje działanie na niewiele się zda . Przecież mogła zajrzeć na to forum . Mogła poprosić o informacje . Może zajrzeć dziś na miting skype

    marialidka
    Uczestnik
    Liczba postów: 391

    Jest wiele artykułów,  na temat jak żyć z DDA,

    Ja jestem dda, ale osobę uzaleznioną (sadystą ) a osobę współuzależnioną ( toksyna) łączy pewna więź.  Przed długie mieszkanie z takim człowiekiem alkoholikiem pojawiają się pewne syndromy, wyuczonej bezradności, syndrom sztokholmski. Niestety  tak czesto bywa,  To nie lenistwo, to  jest zespół pewnych zachowań by przetrwać. to zachować cos  czego nie ma, ale  osoba współ tego nie widzi.  Żonka,   ja np wróciłam z  hostelu dla  ofiar przemocy własnie do mojej mamy przybranej, bałam się  o nią.  myślałam ze  jak wrócę  to ona coś ze sobą zrobi nie zrobiła niestety. ale  czułam zobowiązanie,  ze została z  nim ratując  mi przed życiem u Babci,  bo przybrana mama mnie  nie przysposobiła, Podrzucaj jej jakieś ksiazki o dda, broszurki. A kiedyś ktoś  mi powiedział, że wobec DDA trzeba  być  tak samo konsekwentnym jak wobec Alkoholika, stawiać granice i być w  nic konsekwentnym. ]

    marialidka
    Uczestnik
    Liczba postów: 391

    Szczur3k nie  pozwól sobie  na wciąganie w patologię.może  jak zaczniesz dbać  o swój komfort życia, sowoduje, ze o twoja żonka  zacznie robić  podobnie,  Trudna droga bo zycie z DDA to jak życie na  niewybuchu,

     

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.