Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD DDA / Związek z DDA, czy ktoś może podzielić się swoim Happy Endem?

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • briece
    Uczestnik
      Liczba postów: 1

      Jestem partnerem kobiety z DDA, do tego mierzącej się z uzależnieniem.

      Historia jest krótka, ale burzliwa, jak wiele tutaj. Na początku ideał, sam sobie zazdrościłem. Dojrzała kobieta w wieku 30+, z domu, w którym ojciec był alkoholikiem, od dawna nieżyjący. Świadoma swoich problemów, uważna, o ponadprzeciętnej inteligencji. Odpowiedzialny zawód, bardzo. W zasadzie nie starczyłoby słów, aby się nachwalić.

      Pomimo sygnałów ostrzegawczych, dostrzegałem w tym zalety. Byłem zadowolony, że trafiłem kogoś, kto ma przepracowane historie, jest dojrzały, świadomy, uważny. Powiedziała o DDA, o tym że to przepracowała, o błędach jakie popełniała, wnioskach jakie wyciągnęła. Z pomysłem na życie, pewna siebie, twardo stąpająca po ziemi. Ja, wpadłem po uszy, jak nigdy. Mam 35+, po dwóch poważniejszych związkach. Ze swoimi historiami, przepracowanymi. ze świadomością, że aby się zmienić to trzeba chcieć samemu, że wcześniejsze niepowodzenia wynikały z moich problemów w większym stopniu niż mi się wówczas wydawało.

      Dostałem od swojej kobiety i związku nie tylko to co mi się zawsze marzyło, ale więcej niż myślałem, że mogłem dostać. Kobieta do tańca i do różańca, konie kraść. Miałem wrażenie, że poznałem partnerkę do końca życia. Jej umiejętność słuchania i rozmowy była na niesamowitym poziomie. Nie do opisania.

      Poszliśmy we wspólne życie, zamieszkaliśmy razem. Partnerka dokonała wielkich rzeczy abyśmy mogli byś razem, zmieniła miasto zamieszkania, pracę, zrobiła krok do tyłu w swojej karierze. Starałem się docenić, początkowe kryzysy zrzucałem na karb zmian, stresu, wyjścia ze strefy komfortu, ale im dalej w las tym ciemniej.

      Nagle wszystko runęło jak domek z kart. Schemat, jaki na tym forum często się pojawia. Agresja (słowna), kłótnie, wrzaski, absolutny brak zrozumienia, odwracanie kota ogonam. Po niesamowitych rozmowach nie ma ani śladu, Jej uważność jest już tylko mglistym wspomnieniem. Słowo przepraszam, jeśli wypowiedziane to niemal pod przymusem. Jakakolwiek zmiana tylko i wyłącznie na skutek postawienia sprawy na ostrzu noża. Permanentne przekraczanie granic. Moje potrzeby i uczucia przestały istnieć. Problem, bo Ona nie dostaje tego co potrzebuje, gdy to dostaje to sabotuje. Rozpoczęła terapię, ale sama nie do końca wie jeszcze w jakim celu, nie rozumie tego co się wokół dzieje.

      Okazało się, że Jej terapia DDA zacznie się od terapii uzależnień – były incydenty z alkoholem. Nie chodzi tu o typowe pojęcie patologii. Raczej o ucieczkę przed emocjami zamiast mierzenie się z problemem. Do tego farmakologia jako plasterek na problemy. A to tabletka na spanie, a to na nerwy.

      Wszystkie moje uwagi, że być może jest problem, z którym należy się zmierzyć spotykały się z odpowiedzią „dramatyzujesz, przesadzasz, czepiasz się” itp. itd. W pewnym momencie wszystkiemu byłem winny. Dziś dialog nie istnieje. Niezależnie od tego co zrobi, na jakąkolwiek uwagę natychmiast szuka powodu, dla którego mogłaby mnie za coś skrytykować.

      Przechodziłem już wiele rzeczy w tym związku. Żyłem w poczuciu winy za wszystko, czułem się manipulowany. Długo byłem cierpliwy, ale zawsze niewystarczająco. Długo byłem wyrozumiały, ale zawsze za mało. W pewnym momencie skończyła mi się cierpliwość. I ja się zrobiłem nerwowy.

      Pojawiły się groźby rozstania. I to dopiero okazało się przełomowym momentem. Postawiłem warunki, albo terapia, albo koniec. I jak wspomniałem, chodzi, zaczyna powoli dostrzegać, że jest jakiś problem, ale jeszcze nie do końca zdaje sobie sprawę z tego jaki. Nie widzi we mnie faceta, który pomimo tego wszystkiego jest obok i stara się wspierać, tylko widzi kogoś, kto za wszystko krytykuje, czepia się. Znam już zagadnienie, wiem na co DDA są wrażliwe, że są rzeczy, które działają na nie jak płachta na byka i że to co dla mnie wydaje się normalne, dla Niej takie być nie musi.

      Po tym przydługim wstępie, chciałbym zwrócić się z prośba do osób, które przez to przeszły. Do osób z przepracowanym syndromem DDA, zwłaszcza do partnerów. Nie proszę o informacje o tym, że będzie ciężko, bo wiem, że będzie. Czy jest tu ktoś kto może się podzielić swoim happy endem, bo o te na forum niestety trudno.

      Udało Wam się to przepracować? Wam albo Waszym partnerom/partnerkom? Czy Wasze związki to przetrwały? Ile to trwało? Udało się pozbyć tych destrukcyjnych schematów, czy to jest tak głęboko zasiane, że zostaje w człowieku na zawsze? Po przejrzeniu kilkuset wątków niestety trudno znaleźć happy end. Zauważyłem, że nie ma co opowiadać „ja zrobiłem to, a ona to”, bo choć działania są różne, to jednak mechanizm podobny.

      abcd
      Uczestnik
        Liczba postów: 225

        Destrukcyjnych schematów człowiek pozbywa się wtedy, gdy otwiera się na Chrystusa i w związku z tym Bożą naukę. Inaczej o happy endzie można zapomnieć. Jeżeli ktoś myśli że potrafi raj sobie i innym stworzyć tu na ziemi, przy pomocy tylko swojego rozumu, charakteru, dobrych schematów, drugiego człowieka, to żyje w odrealnieniu. Nie ma innej właściwej drogi do szczęścia jak Bóg i z Bogiem, i dopiero później też człowiek.

        Jakubek
        Uczestnik
          Liczba postów: 931

          Myślę, że mało tu opisów happy endów w relacjach, głównie dlatego, że trafiamy tu sfrustrowani, cierpiący, pogubieni. Forum, to raczej wymiana myśli, dzielenie się problemem, ale nie kopalnia cudownych rad życiowych, czy prostych rozwiązań. Samo wypowiedzenie się i dowiedzenie, że ktoś też „tak ma” niesie otuchę. Szczęśliwi DDA nie piszą już na forach, tylko zajmują się życiem.

          Więcej osób DDA, którym udał się związek, małżeństwo, a nawet wielodzietna rodzina można spotkać na mityngach. Choć i tam zauważalny jest odpływ tych osób, które mogłyby być dla innych przykładem udanego zdrowienia, a  jednak opuszczają grupy i własne życie ich pochłania. Wyraźnie widać to, że w miarę poprawy własnego losu, osoby DDA przestają dostrzegać przydatność dla siebie grup wsparcia i już nie dzielą się radościami.

          Co do dziewczyny nie skupiałbym się tak mocno na tym, że pochodzi z alkoholowej rodziny. Dość nieładnie wygląda taka stygmatyzacja: jestem w związku z DDA. Raczej warto przyjrzeć się konkretnym zachowaniom. Co we mnie jej przeszkadza? Co w niej mi przeszkadza? Co mogę i chcę w sobie zmienić? A czego nie? Dziewczyny nie zmienisz.

           

          dda93
          Uczestnik
            Liczba postów: 637

            Dlaczego ludzie się nie dzielą swoimi pozytywnymi historiami? Tak jak pisze Jakubek – może dlatego, że po prostu nie mają czasu, bo mają ważniejsze rzeczy na głowie. Bo finalnym etapem każdej terapii NIE jest podejmowanie się kolejnych służb, zdobywanie kolejnych Kroków, brylowanie na mityngach czy nagłe doznawanie oświecenia, ale ŻYCIE. Bo może nie chcą zapeszać (bo dziś jest dobrze, ale jutro, kto wie…). Bo wszelka nadmierna „propaganda sukcesu’ jest z gruntu rzeczy fałszywa. Bo życie nigdy nie jest procesem skończonym, chyba że przerwie je śmierć.

            Nie ma więc Happy Endu, a „żyli długo i szczęśliwie” jest tylko filmowo-bajkowym banałem. Weź pod uwagę dwie całkiem różne osoby. Innej płci. Każda wychowana w innym otoczeniu, ukształtowana przez różne czynniki (nawet bliźnięta jednojajowe nie są we wszystkim zgodne). Do tego każdemu z nich co parę lat może zmienić się charakter, w sposób niezbyt przewidywalny.

            Nie trzeba więc tu chyba dodawać, czy ktoś jest DDA, a ktoś nie, czy ktoś jest uzależniony, a ktoś nie. Ludzie są po prostu z natury od siebie różni, a każdy związek wymaga mniej lub więcej pracy. Chyba, że ktoś ma w nosie wszystko i cieszy się tym, ci jest – to też jest jakaś metoda.

            Tobie moze do szczęścia brakuje pozbycia się nierealistycznych oczekiwań – mitów o Happy Endzie i o tym, że związek jest niekończącą się sielanką. W rzeczywistości są lepsze i gorsze okresy. Porównałbym to trochę do wychowywania dzieci – jest to największe szczęście jakie możesz mieć, ale czasem też trud i ból.

            Co mnie martwi w Twojej partnerce, to wzmianka o tym, że z jednego uzależnienia przeszła w drugie. Bo leki zmieniające świadomość to nic innego jak zalegalizowana narkomania. A leki nasenne, przeciwdepresyjne, uspokajające, przeciwlękowe jedynie zamiatają problemy pod dywan – żadnych traum nie usuwają, żadnych problemów nie rozwiązują.

            Jedno proste pytanie, które wyjaśnia wiele: Czy chcesz nadal być z tą kobietą, mimo trudności, jakie Was spotykają? Czy masz już jej dość? Czy może do tej odpowiedzi potrzebujesz „dojrzeć”. Ja ostatnio potrzebowałem „dojrzeć”, ale zajęło mi to sporo czasu.

            Elaan
            Uczestnik
              Liczba postów: 3

              Hej hej,

              mój mąż jest DDA.

              Czytając Twój post – jakże podobnie to wszystko na początku wyglądało !!!

              Dojrzały świadomy długo bez rodziny, bez dzieci, czekał na dojrzałą relacje… i oto stałam się !

              Wiem że z całego serca tak myślał i mówił prawdę. Kocham bardzo mojego męża i nic bym nie zmieniła jednak czasem odkrywam ogromną bezradność. We mnie. Na schematy których nie rozumiem. Na zachowania których nie umiem pojąć. Niepojętych dla mnie kilka sytuacji, w których ja bezpośrednio nie brałam udziału ale działy się czy to w rodzinie czy ze znajomymi, gdy nagle widziałam osobę zupełnie inną niż mi się zdawała. Nieugiętą. Do granic czymś urażoną – dla mnie bzdurą, pierdoła, na którą tylko machnąć ręką i szkoda energii. Dla męża nie. Rozwałkowywanie, analizy, „sąd” nad „winnymi”, UPÓR o jaki nie podejrzewałam.

              Trudne to dla mnie czasem okrutnie !!! Czytając Twój post aż pomyślałam że – ooo – byśmy mogli pogadać wiele. Bo widzę że byś zrozumiał. Bo przeżywasz to samo.

               

              Ja w tych trudnych chwilach mówię sobie że te dziwności i zachowania niezrozumiałe dla mnie nie wynikają ze złej woli mojego męża. Staram się spojrzeć wtedy na niego jak na osobę ktorą los postawił w takiej sytuacji w dzieciństwie że tak musi być. Że tak teraz musi reagować.  Myśle ze tak naprawdę jedyną radą jest tak wtedy na partnerów spojrzeć – ich zachowanie wynika z jakiejś krzywdy z jakiejś traumy, a my – kochając ich – musimy to przytulić i utulić.

              I – gdy wychodzi się do nich z taka postawą – można liczyć na ich otwarcie, na ich tez zrozumienie, na ich te wyrozumiałość.

               

              Czasem też nie mam cierpliwości.

              Trudne to !!!

              Alicja92
              Uczestnik
                Liczba postów: 63

                Cześć.

                 

                Dziękuję za Twój wpis. U mnie historia bardzo podobna, ale w odwrotnej kolejności. Ja- DDA, AOK, mój mąż- DDA, AA. Na początku związek bardzo toksyczny. Byłam z nim ze strachu przed samotnością. Po kilku terapiach i mnóstwie meetingów przepracowałam to, co było nie ok i wydobyłam to, co jest ok. Daleko mi do idealnego życia, ale jestem szczęśliwa i spełniona. Warto było przejść przez trudne początki, bo dziś jestem w udanym związku.

                 

                Przytulam ciepło. 🙂

              Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
              • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.