Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Mama alkoholiczka

Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarmonimaro
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Cześć, może taki temat już był, ale jestem tu prawie nową.Prawie ,bo dawno się zarejstrowalam,ale pierwszy raz pisze i czytam posty.
    Chciałabym usłyszeć kogoś kto tak jak ja miał,ma mamę alkoholiczke i nieobecnego ojca.Czesciej bywa,że to tata ma problem  z alkoholem,a zazwyczaj wsparcie jest chyba w mamie? Jeśli jest tu taka osoba odezwijcie się proszę. Dzięki pozdrawiam

    • Ten temat został zmodyfikowany 4 miesięcy, 1 tydzień temu przez Avatarmonimaro.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 166

    Przepraszam, że nie będzie to odpowiedź bezpośrednio na Twoje pytanie, ale uważam, że pijący ojciec i wspierająca matka to mit. Z mojego doświadczenia – w porównaniu do alkoholika, którego dużo nie ma w domu (bo np. pije z kolegami w pracy lub po pracy) równie dużym lub większym koszmarem dla dziecka jest znerwicowana, niezrównoważona i nieobliczalna żona alkoholika, która siedzi kamieniem w domu.

    Co do „wsparcia” – moja matka nim dla mnie nie była (choć fakt, że to dzięki niej trafiłem na DDA). Raczej to ona oczekiwała, że ja będę dla niej wsparciem – zastąpię jej ojca, męża, przyjaciela, spowiednika. Do tego tylko wtedy, kiedy dla niej było to wygodne – bo najpierw mnie zachęcała, żebym źle mówił o pijącym ojcu, a potem mu to powtarzała. Mężowie pijących kobiet może aż tacy podli nie są… Ale może teraz to Ty rozwiejesz moje wątpliwości 😉

    AvatarZagubionaaa
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Mam mamę z problemem alkoholowym, leczyła się kilka razy już w szpitalach. Tata też piję, nigdy nie był na leczeniu, nawet nie chce o tym słyszeć. Mama można powiedziec że jest od niego uzależniona, boi się go zostawić. Cały czas myśli że może się zmieni. Oboje mają problem. Nie potrafię im pomóc. Mam siostrę i brata ale oni się wyprowadzili i ja zostałam z rodzicami. Mama stara się okazywać mi wsparcie ale to ja cały czas muszę uważać na to co mówię, kontrolować ja i jej zachowanie czy przyoadkiem znowu nie sięgnęła po alkohol. Gorzej mam z tatą bo ciągle się awanturuje.

    szorstkiczopekszorstkiczopek
    Uczestnik
    Liczba postów: 58

    @monimaro Ha, ja miałem parę matka alkoholiczka-ojciec narcystyczny. |Narcyzm ukryty który objawiał się właśnie taką obojętnością na rodzinę, nieobecnością i ignorowaniem.
    Matka piła pewnie właśnie przez to.
    Matka umarła jakiś czas temu, z rodziną po tym (i 2 latach psychoterapii) zerwałem kontakt. Jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
    dda93 – dobrze napisałeś – mój ojciec popijał jakiś czas, i człowiek się trochę bał jak przychodził zawiany do domu (aczkolwiek on się upijał „na wesoło”) – z matką jest tak że pijana siedzi cały czas w domu, i „zatruwa” to całe miejsce, mieszkaliśmy za miastem więc nie miałem blisko znajomych – naprawdę, to niszczy takie poczucie „bycia w domu” i związku z rodziną.
    I ciągłe zastanawianie się co się zastanie np. przy powrocie ze szkoły.
    Wyrobiłem sobie kompletny brak zaufania do kobiet okazujących ciepło, nauczyłem się że tak zachowywała się moja (zwykle zimna) matka po alkoholu.

    Avatareinstoekhjarta
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Hej,

    u mnie było podobnie jak u Ciebie, mojego ojca praktycznie nigdy nie było, więc cały dom spadł na głowę mojej matki. Zaczęła pić jak zaczęło się między nimi sypać (miałam jakieś 10 lat). Ojciec zmarł jakieś 10 lat temu, a z matką z tego co mi wiadomo jest coraz gorzej, przestała się interesować czymkolwiek (w tym mną i moim bratem). Dużo rzeczy spadło na mnie i na babcię, która z nami mieszkała. Od kilku lat praktycznie nikt z rodziny nie utrzymuje z nią kontaktu, w tym również ja.

    Nie generalizując uważam, że jest gorzej, gdy kobieta popada w nałóg alkoholowy niż kiedy trafia to na mężczyznę. Jeżeli dodatkowo ta kobieta to twoja matka, która powinna dać Ci wsparcie, ciepło, bezpieczeństwo, a swoim alkoholizmem to wszystko spycha w kąt, to mocno się to może odbić na tobie samej w późniejszym życiu.

    Przez to, że byłam przez nią ignorowana i moje potrzeby także boję się otworzyć do ludzi, zaufać im, a jednocześnie brakuje mi ludzi w swoim życiu.  Paradoks, z którym walczę od kilku lat, jak na razie ze średnim skutkiem.

    AvatarShizumachan
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Cześć Wam.

    Moja matka jest alkoholiczką, odkąd pamiętam. Wychowywałam się bez ojca. Związała się z mężczyzną, który starał się być dla mnie jak najlepszy, ale również lubił sobie popić i lubił również wyżyć się na niej, jeśli coś szło nie tak. Na mnie czasem też. Ona często płakała, on często krzyczał, a ja czułam się potwornie.

    Do momentu, gdy miałam 11 lat mogłam uciekać do mojej babci, mamy mojej mamy. Ona wiedziała co się dzieje i kiedy potrzebowałam to stawała za mną i przeprowadzała rozmowy z mamą. Potem zmarła, a mój cały świat legł w gruzach. Musiałam zostać w „domu” i mierzyć się ze wszystkim co mnie tam spotka. Melanże, awantury, moja składająca się ciągle w pół matka, odór moczu i syf.  A potem nerwy, jeszcze więcej nerwów, bo brakuje alkoholu i wyżywanie się na mnie, bo jestem, mówię i za głośno chodzę. Do tej pory czuje się potwornie, tyle razy próbowałam jej pomagać, pozbierać wszystko, a po dziś dzień nawet dalsza rodzina obwinia mnie za to, że nic z nią nie zrobiłam. Nie potrafią zrozumieć, że ona nigdy nie chciała.

    Zawsze było mi za nią wstyd. Jest mi do tej pory, chociaż nie mieszkam z nią od 2 lat. A jednocześnie ciągle się o nią martwię, śni mi się po nocach, że umiera, a ja wstaje przerażona i dzwonię do niej mówiąc, że ją kocham. Mimo tego, że przez jej zachowania do tej pory widzę duchy przeszłości i nie potrafią mnie opuścić. Chciałabym mieć już to za sobą.

    Jak na razie dociera do mnie właściwie z czym jest związane moje obecne życie i skąd się to wzięło. Jestem zmotywowana i chcę pracować nad sobą. Chcę zniszczyć duchy przeszłości, które ciągle mnie zatrzymują.

    Avatarbylyoptymista
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Cześć. Właśnie się zarejestrowałem aby dołożyć swoje 3 grosze. Chociażby dlatego, że z moich obserwacji po forach sytuacja, że to matka jest alkoholikiem jest dużo rzadsza. Sytuacja u mnie wygląda tak, że mam 24 lata. Odkąd pamiętam mama przesadzała z alkoholem. Ojciec był wobec problemu obojętny, ignorował moje prośby żeby coś z tym zrobić. Pamiętam jedynie jego wyrzucanie do matki że „znowu się nachlala” jak już była pijana. Od dzieciaka mam przez nią rozchwianie emocjonalne, jak była trzeźwa to się do niej zbliżałem, jak była pijana to wyzywała mnie, popychała i była mega wulgarna. Nie raz gadała, że chce się zabić, a ja później się bałem. Wiele razy przyniosła mi dużo wstydu, przed znajomymi czy w szkole. W okresie jak miałem jakieś 7-13 lat regularnie upijała się ze swoją rodzina gdy jeździliśmy do dziadków w odwiedziny. Bardzo często Ojciec szedł do auta i kazał mi ją zawlec do samochodu. Mieli nieudane małżeństwo, odkąd pamiętam spali osobno i mieli osobne pokoje w domu. Ich wspólne życie to obiad jak Tata wracał z pracy i robota na podwórku. A na codzień każdy w swoim świecie, przed TV w swoich pokojach. 0 jakiegokolwiek ciepła, miłości czy poczucia bezpieczeństwa. Aktualnie sytuacja przedstawia się tak, że nie mieszkam z rodzicami od 5 lat, odkąd wyjechałem na studia. Trochę odzylem i zacząłem żyć na własnych zasadach, ale nieszczesliwe dzieciństwo dało się we znaki. Od kilku lat mam wahania nastroju, okresową depresję co jakiś czas (mocny zjazd emocjonalny, odechciewa mi się wszystkiego). Na codzień rozdarcie w środku, lęk. Z jednej strony staram się być odpowiedzialny i dorosly, a z drugiej czai się małe, przestraszone dziecko… Wiem,ze mam tematy do przepracowania. Byłem kilka razy u psychologa, mam skierowanie na terapię grupowa. Powinienem ja zacząć w marcu, ale przez chorobę Taty i koronawirus wszystko się wydłużyło. Mam termin na wrzesień. Tata zmarł pół roku temu po walce z nowotworem. Mama została sama w domu. Od lat w domu Tata trzymał spore ilości alkoholu zamknięte w barku na klucz, przed matką. Jak zmarł i leżał w łóżku zanim go zabrali to matka zdążyła zabrać klucz od niego z pokoju z szafki nocnej gdy płakaliśmy z rodzeństwem w kuchni… Przeniosłem się do niej na 3 miesiące i pracowałem zdalnie żeby nie była sama. Często upijała się wieczorami, a ja bałem się czy rano nie zastanę jej martwej i zarzyganej. Próbowałem z nią rozmawiać ze ma problem. Za każdym razem nie ma tematu. Jeżeli pojadę za mocno to bierze papierosa i ucieka przed dom. 2 miesiące temu zgłosiliśmy ją z bratem na leczenie. Od tego czasu jest na nas smiertelnie obrażona. Nie odzywa się, gdy byliśmy w domu nie przywitała się z nami, obraża nas za plecami. Jak byłem ostatni raz to usłyszałem, że to nie jest już mój dom. Nie jeździmy do niej od miesiąca. Czuję się rozdarty, bo z jednej strony nienawidzę jej za to ile razy mnie skrzywdziła i że tego nie rozumie, ale z drugiej strony jest mi jej szkoda,martwie sie o nią i chciałbym żebym się leczyła. Często się zastanawiam na ile jej zachowanie wynika z alkoholizmu, a ile z tego że może poprostu jest złym człowiekiem. Dość chaotycznie napisałem, ale chciałem to gdzieś wyrzucić. Jak ktoś ma ochotę skomentować to smialo.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 166

    bylyoptymista, Moim zdaniem, jak na tak trudną sytuację, całkiem dobrze sobie radzisz 🙂 Opuściłeś dom, dostrzegasz problem i, miejmy nadzieję, dotrzesz na własną terapię – która może Ci dużo pomóc.

    Moja propozycja jest taka: Nie musisz od razu na zawsze wykreślać matki ze swojego życia. Nie musisz też tkwić w robionym przez nią alkoholowym bagnie. Możesz ograniczyć częstość widywań z matką i to będzie normalne. Swoją wewnętrzną decyzję o zdrowieniu z alkoholizmu musi podjąć przede wszystkim ona.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 61

    dda93 Uważam podobnie. Pijąca matka to duży balast, ale taki sam jak pijący ojciec. Dlaczego? Bo są emocjonalanie lub fizycznie nieobecni w naszym życiu. Cóż, moja matka też piła. Ojciec zaś zmarł mi kiedy miałam 11 lat. Wcześniej pili oboje. I nie wyglądało to tak, że była melina. Nie… otóż, pracowali, mieszkali w ładnym, czystym i schludnym mieszkaniu, tylko od czasu do czasu wpadali w ciąg. To trwało tydzień, może trochę dłużej, a potem znowu było „wszystko okej”, praca, obowiązki domowe. Po śmierci ojca piła w ten sposób już tylko matka, na dodatek przyszła depresja po stracie męża. Ja nigdy z nimi nie mieszkałam, wychowali mnie dziadkowie, bo matka z ojcem nie byli wydolni wychowawczo. Teraz matka nie pije, wyszła z tego dzięki poznanemu na terapii facetowi, który za pozwoleniem terapeutów, został jej mężem. Oboje są trzeźwymi alkoholikami i wspierają się wzajemnie. Ona jest zdrowa i szczęśliwa. Przynajmniej tak twierdzi. Ja się nadal borykam.

    Nie wyrzekłam się jej, u mnie to poszło w drugą stronę, to zawsze dziadkowie mi wpierali, że mam „czerwone dywany przed mamusią rozkładać” jak tylko przyjechała, po to aby nie piła. Musiałam koło niej skakać, byłam na nie, zawsze. Wyrządziła mi krzywdę, m. in tym, że zostawiła mnie do wychowywania dziadkom, którzy niestety są apodyktyczni i kontrolują mnie na każdym kroku, nie mam własnego życia, wszystkim chcą drygować. Duszę się w tym domu. Niestety, dużo żalu we mnie jest względem matki… teraz, dzięki terapii powoli uczę się swojej autonomii i stawiania granic. Rodzicom i dziadkom.

Przeglądasz 9 wpisów - od 1 do 9 (z 9)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.