Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Na rozdrożu…

Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
  • Autor
    Wpisy
  • Meg077
    Uczestnik
      Liczba postów: 1

      Jestem DDA. Chyba mam wszystkie podręcznikowe symptomy. Małżeństwo z rozsądku z człowiekiem zakochanym we mnie na zabój. Posiadam dzieci. Nie kocham go. On kontroluje bo jest o mnie zazdrosny. Jasno powiedziałam mu że go nie kocham i nastąpiła mam wrażenie jeszcze wieksza eskalacja jego miłości do mnie. W między czasie jakieś skoki na bok były z mojej strony. Chce odejść ale boje się że zostanę odrzucona przez wszystkich, że zranie dzieci bo jest bdb ojcem, jego. Itd. może to głupie ale trwanie w życiu które niby jest ok cały czas mnie męczy.

      • Ten temat został zmodyfikowany 1 tydzień, 3 dni temu przez Meg077.
      kurianna
      Uczestnik
        Liczba postów: 53

        Cześć, Meg,

        Witaj na forum, pamiętam, jakim dla mnie dużym krokiem był pierwszy post tutaj.

        Założyłaś wątek, ale trudno mi się odnieść konkretnie do Twoich słów. Być może chodzi o skrótowość relacji. Ogromne pole do domysłów – a niestety nie wiem, czego oczekujesz. Wsparcia w trudnym momencie? Wglądu? Potwierdzenia, że ktoś z nas miał podobnie? Rady?

        Generalnie ujęłaś swoją relację z mężem w kilku zdaniach (on kocha i kontroluję, ja nie kocham i chcę odejść, ale boję się osądu plus dzieci). Trudno to jakoś komentować, może rozwiniesz, jak to wyglądało wcześniej? W świetle Twojego domu pochodzenia? Jaką historię macie za sobą?

        Już wczoraj zastanawiałam się nad Twoim wpisem i akurat wpadł mi w oko post na fb – definicja miłości według jakiegoś autora cyt. przez Laboratorium Psychoedukacji. (bo zastanawiałam się, co to dla Ciebie znaczy, że on kocha, a Ty nie). Że miłość trudno rozkładać na czynniki pierwsze ale dla celów analizy on to zrobi. I wyróżnił: bliskość, namiętność i decyzję. Dla mnie zwłaszcza ten trzeci element jest istotny (w mojej długotrwałej relacji z mężem było wiele burz, ale wiedziałam, że np. moje huragany emocjonalne nie niweczą mojej decyzji bycia z tym człowiekiem, bo ta relacja nas wzmacnia). Bliskość budujemy przez wspólne robienie rzeczy, autentyczne rozmowy i otwieranie się. To sprzyja powolnemu budowaniu zaufania. A namiętność jest pochodną bliskości i też takiego cierpliwego dbania o ogień w piecu, na każdym etapie życia inaczej podgrzewanego. Tak w skrócie. Jak to wygląda u Was, jeśli chcesz napisać?

        No i pytanie: czy masz kogoś, kto Cię wspiera? Jak wygląda Twoja droga do świadomości, piszesz, że „masz podręcznikowe symptomy dda”. Czy decyzja o odejściu jest efektem terapii? Czy impulsem? Co znaczy, że on Cię kontroluje? Tyle pytań, rzecz jasna, zrobisz z nimi, co zechcesz. Po prostu czuję, że to, przez co przechodzisz, jest bardzo intensywne, a nie mam żadnych kluczy, żeby się jakoś bardziej konkretnie odnieść do tego, co piszesz. Pozdrawiam Cię.

      Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.