Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Ojciec chlał całe życie. Jestem w rozsypce.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • Bohemiczna
    Uczestnik
      Liczba postów: 4

      Cześć, witajcie. Niewiem co myśleć i co robić, niewiem czy moje decyzje są dobre. Czasami myślę, że już nic niewiem. Spróbuję mniej więcej naświetlić jaka jest moja historia. Myślę, że jedynie tu są osoby, które mnie zrozumieją, bo często mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. Czuje się bezradna i samotna.
      Zacznę od tego że mam 30 lat. Mam synka i męża.
      Kiedy byłam małym dzieckiem, miałam jakieś 2 latka, moi rodzice się rozwiedli, matki właściwie nie znam, ona założyła nową rodzinę a ja zostałam z ojcem alkoholikiem. Wiem, dziwne to, nie rozumiem decyzji sądu ale tak się stało. Do matki musiałam jeździć jakoś co drugi weekend kiedy byłam mała, ale bardzo tego nie lubiłam, byłam wpychana na siłę do samochodu, nic do niej nie czuje, nie zachowywała się jak matka, nie przytulała, rzadko mi coś kupywala i nie łożyła na mnie alimentów, bardzo wyzywała moja siostre (siostra przyrodnia od nowego partnera) kiedy była nie grzeczna, dlatego ja byłam u niej zawsze grzeczna aby przetrwać tylko weekend i wrócić do domu. Kiedy byłam większą i już nie mogli mnie siła wepchnąć do auta nie jeździłem do niej wogole. Ale i ona szczególnie nie zabiegała onto, nigdy w życiu nawet nie złożyła mi życzeń na urodziny. Bywała nawet wredna. Mniejsza o nią. Więc zostałam z ojcem alkoholikiem, wyglądało to tak, że nigdy odkąd pamiętam nie pracował, zawsze dorywczo, jedzenie było od babci, często w domu nie było prądu, mieszkanie zadłużone,oprócz tego zbieracz śmieci, nigdy nie mogłam nic wyrzucić bo jazda, często w garnkach zepsute jedzenie, często leżałam w szpitalu z powodu jakiś bakterii.. najgorszy okres w życiu to podstawówka do końca gimnazjum. Cały czas po szkole siedziałam sama w domu, cały czas, nigdy nie wiedziałam kiedy wróci i w jakim stanie, kiedy wracał czułam ulgę że nic mu nie jest, ciągle byłam napięta jak struna, ciągle bolał mnie brzuch, już wtedy miałam zaawansowana nerwicę, bardzo dużo płakałam i planowałam że jak dorosnę od razu się wyprowadzę, następnie wpadłam na pomysł w wieku około 11 lat że jak wychodzi będę wychodziła z nim i go przypilnuje, i tak było, lazilam gdzieś po jego kolezkach, często wracaliśmy w nocy, ojciec się zataczał a ja pilnowałam żebyśmy doszli do domu. Jedno zdarzenie było dla mnie mega traumatyczne pamiętam do dziś, kiedy był tak pijany że nie mógł iść, wywalił się na środku pasów i tak leżal, złamał nos, leciała krew, auta trombily a ja byłam mała dziewczynka i się rozpłakałam, jacyś ludzie go podnieśli, zaprowadzili do domu,położyli w wannie i tak leżal zakrwawiony. Pamiętam że nękały mnie długo koszmary z tego zdarzenia. Więc dzieciństwo tak upłynęło. W samotności, pilnując ojca, często bez prądu, w wieku 15-18 lat miałam wywalone i cieszyłam się kiedy go nie było. Następnie urodziłam synka, wyprowadziłam się, niestety koszmar trwał nadal, na pensje wszedł mi komornik, bo mieszkanie ojca było zadłużone, zabrał mi łącznie około 12 tysięcy, więc już na starcie odczułam skutki tego wszystkiego, potem pojawiały się silne nawroty nerwicy lękowej, ataki paniki, bóle brzucha i wiele innych. Teraz mam 30 lat. Mój ojciec sięgnął dna, nie myje się, śmierdzi, typowy żul spod marketu, mieszkanie tak zapieprzyl śmieciami że wybuchł pożar, ciągnął prąd na lewo z klatki schodowej, garaż zapieprzyl śmieciami, zepsutym jedzeniem itp, wszędzie są długi, za nic nigdy nie płacil, wydzwaniają do mnie sąsiedzi że smród z jego mieszkania i fetor, jest tak nie ogarnięty że nawet nie chce mu się iść załatwić sobie tej podstawowej emerytury. Oderwany totalnie od rzeczywistości. Po zasmieceniu mieszkania, przeniósł się właśnie do garażu, tam sobie robił coś do jedzenia, wszędzie leży jakieś mięso, coś zepsutego…. Próbowałam mu pomagać wcześniej tzn. dawałam zupę w słoiku, jakiś grosz, ale zaczęło mnie to przerastać kiedy po jego wizycie miałam smród w domu, bałam się że przyniesie mi jakieś zarazki, zaczął znosić jakieś śmieci i chciał za to pieniądze, co chwila daj 5 zł, daj 10, kilka razy mył się u mnie ale nawet jak Silski nie trafiał do toalety, musiałam wszystko dezynfekować żeby np synek się niczym nie zaraził, np grzybica stóp, miał czarne paznokcie taka grzybica. Strasznie mnie to wszystko rozstrajalo nerwowo, ciągle coś odwalał, zaczol chorować na dne moczanowa, nadciśnienie, wylądował w szpitalu, oczywiście go przygarnęłam na tydzień ale nie przyniosło to zmiany, chlał i chleje dalej, już niżej upaść się nie da, poszłam na terapię bo już nie mogłam na to patrzeć i miałam coraz większe problemy ze sobą, postanowiłam uciąć kontakt, ale problem nadal jest, bo mimo wszystko martwię się, ale kiedy miałam z nim kontakt czułam takie obrzydzenie i nie chęć że nawet na niego nie patrzyłam, spocony opuchnięty z drżącymi rękoma albo nawalony że sam bełkot. Mam jeszcze 2 braci, mieszkają za granicą, wszystko im łatwo mówić, bo nie widzą tego jakby na codzien. Tłumaczyłam im że może dajmy go na odwyk czy coś, ale za bardzo nic nie robią w tymkl kierunku a ja naprawdę nie mam sił psychicznie żeby brać to tylko na siebie… Kiedy go widzę na mieście mam ataki paniki, raz jak jechałam autem miałam taki atak… Chciałabym zadbać o siebie ale ciężko. Targają mną sprzeczne emocje, on nigdy nie podjął się żadnego leczenia, przez całe życie nic, zawsze wypierał się problemu, nie można do niego dotrzeć. Kiedy próbuję się mu coś wytłumaczyć reaguje agresją, kłamie i okręca kota ogonem. Takie duże dziecko. Niewiem czy dobrze zrobiłam że urwałam kontakt,przyznam szczerze że jest mi lepiej kiedy nie przylazi ale z drugiej strony ciągle się martwię. Kocham go i nie nawidze. Ciągle mam poczucie winy, i wyrzuty sumienia, ale naprawdę byłam nawet w opiece, pani chciała mu pomóc ale on nie wykazał żadnej inicjatywy ze swojej strony. Nie mam już na to sił, chciałabym żyć w pełni swoim życiem, a tak ciągle mam ten kamień w żołądku, boje się długów, boje się dnia kiedy go gdzieś znajdą a ja będę się obwiniać że mogłam zrobić to i tamto….

      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 937

        Przejmująca historia. Też nie rozumiem, dlaczego sąd przyznał ojcu opiekę nad dwuletnim dzieckiem. Jedyne wyjaśnienie, jakie się nasuwa, to takie, że jeszcze wtedy nie był zaawansowanym alkoholikiem i dawał gwarancje właściwej opieki (być może przy pomocy swej matki).

        Teraz to już nie ma wielkiego znaczenia. Chyba musisz dać sobie prawo do „odpuszczenia” ojca. Musisz zadbać o swój dobrostan psychiczny dla dobra swego dziecka. To trochę taki wybór, komu oddać swe siły: ojcu (który jest już właściwie u kresu dni i raczej nie podniesie się ani sam, ani z pomocą), czy swojej rodzinie, a zwłaszcza dziecku (które ma całe życie przed sobą i potrzebuje matki na 100% i to stabilnej psychicznie matki).

        Wiadomo, że łatwo pisać… A poczucie winy i tożsamość oparta na współuzależnieniu i tak nakazują zrobić co się da dla rodzica pogrążonego w nałogu. Chociaż, bracia jakoś psychicznie poradzili sobie z tym.

        Może warto go np. ubezwłasnowolnić (raczej nie powinno być z tym problemu w opisanej sytuacji). Przynajmniej długów nie będzie robił. Opiekunem wcale nie musi być ktoś z rodziny. Zamknąć go przymusowo w ośrodku. I zobaczyć, co będzie dalej. Skonsultowałbym to z braćmi. Ciekawe co powiedzą. Jeśli dorosłe dzieci są jakoś zobowiązane do alimentacji rodzica żyjącego w ubóstwie, to dotyczy to wszystkich dzieci, więc to wspólna sprawa. Choć wiadomo, że wobec takiego rodzica obowiązek pomocy mu jest wysoce dyskusyjny.

         

        Bohemiczna
        Uczestnik
          Liczba postów: 4
          • Pamiętam również, że czasami bywało, że miałam jakieś spotkania z psychologami czy coś w tym stylu, to właśnie było kiedy byłam mniejsza i nie rozumiałam po co te rozmowy, w nich zawsze jakby ukrywałam wszystko, mówiłam, że w domu jest w porządku, że wszystko dobrze, broniłam tego ojca, myślałam, że mnie zabiorą i będzie mu smutno, więc udawałam że jest dobrze,okropne to, bo żeby chronić kogoś zrobiłam krzywdę sobie ale dziecko nie rozumie przecież, jest bezbronne w tych kwestiach. Co do braci to jest inna historia, oni są ode mnie dużo starsi, ja mam nie całe 30 lat a oni już skończyli 40, mieli inne dzieciństwo, kiedy mieli te 10-12 lat jakoś rodzice byli jeszcze razem, jak ja się urodziłam, chwilę po tym był rozwód czyli oni byli już więksi i mogli sobie z tym lepiej poradzić, ja już zostałam sama z alkoholikiem, kiedy byłam 10 latka oni już byli w trakcie wyprowadzki, niewiele ich obchodziło co się dzieje w domu. Teraz jest podobnie w moim odczuciu, nie ma ich tutaj a wymagają żebym orientowała się co z ojcem, kiedy naprawdę brak mi sił a jego zapijaczonego widoku nie mogę wprost zniesc. Przedstawialam im możliwości co do ojca, odwyk, ubezwłasnowolnienie, ale to jakby reagowali tak że on nie pujdzie, nie zgodzi się i koniec tematu, odbijam się ciągle od sciany. Bardzo bym chciała żeby trochę dali coś z siebie bo są w dobrym stanie psychicznym i są starsi. Do tej pory próbowałam jak mogłam, znosiłam pijaka ale ostatnio ojciec dużo właśnie odwalał, pożar w domu, potem się tułał po działkach, przychodził śmierdzący aby wyzulic dosłownie 5 zł… Mój stan się znacznie pogorszył więc postanowiłam pujsc na terapię, jestem dopiero 4 miesiące, chodzę regularnie co 2 tygodnie, czuje że długa droga przede mną, nie wiedziałam że jest aż tyle tego syfu w środku mnie 😪. Czasami niewiem nawet kim jestem, w miarę poukładałam sobie życie, mam pracę, zawsze miałam odkąd się z domu wydostalam, mam synka, męża, nie pije, nie palę, nie mam nałogów, wszystko co mam sami z mężem na to zapracowaliśmy, zawsze marzyłam o swojej własnej rodzinie, jedyne co chciałabym bardzo, marzę o tym aby pozbyć się uczucia takiego lęku, nie pokoju, zagrożenia, towarzyszy mi ciągle, bardzo rzadko jestem spokojna w duchu, męczy mnie to fizycznie i psychicznie. Proszę powiedzcie że można z tego wyjść, zrobię wszystko aby się tylko pozbyć takich uczuć…
          Jakubek
          Uczestnik
            Liczba postów: 937

            Ciekawe to podejście braci. Olewka totalna. Siostra, ty się tym zajmij i koniec tematu. Może sprawa o alimenty dla ojca przywrociłaby im poczucie rzeczywistości. Zwłaszcza, że oni wychowali się jeszcze w pełnej rodzinie. Poza tym ubezwłasnowolnienie i przymusowe umieszczenie na odwyku, służą wlaśnie do tego, aby przejąć „kontrolę” nad niesamodzielnymi osobami dla ich dobra, ale właśnie nawet wbrew! ich woli.

            Jeśli jesteś z tym zupełnie sama, to może warto zajrzeć do Ośrodka Pomocy Społecznej i szczerze, bez wstydu, pogadać nawet z kierowniczką o sytuacji. Może akurat trafisz na osobę otwartą i życzliwą, która wczuje się w problem i przynajmniej pokaże, jakie są możliwości działania.

            Możesz też skorzystać z nieodpłatnej pomocy prawnej w prawie każdej gminie. Adwokat lub radca doradzą w sprawie i  pomogą napisać wniosek o ubezwłasnowolnienie lub skierowanie na odwyk. Nie musisz oglądać się na braci.

            A lęki, nerwice, to najlepiej na terapii omawiać. Może trzeba czasowo skorzystać z czegoś na uspokojenie. Mów o tym terapeucie. Sytuacja z ojcem podsyca te lęki.  Jednak osoby DDA i tak mają w sobie mnóstwo pokładów lęków, czasem zupełnie nieracjonalnych i niezwiązanych z rzeczywistością. Omawiaj to na terapii.

             

             

             

            Bohemiczna
            Uczestnik
              Liczba postów: 4

              Na terapi jestem naprawdę zupełnie szczera, mówię Pani o rzeczach o których nie mówię nawet mężowi… W pewnym momencie przytłoczyło mnie mocno to wszystko, ta ilość informacji, kiedy zaczęłam grzebać w tym wszystkim i rozpoznawać u siebie te wszystkie cechy dda, mam chyba wszystko, oczywiście zaczęłam już kontrolować wiele rzeczy i zdawać sobie z nich sprawę. Ubolewam że w wieku 30 lat jakby muszę zaczynać od nowa, ponosić skutki nie swoich czynów. Martwię się o siebie, że nie wyjdę z tego chodź bym bardzo chciała. I właśnie ta sytuacja z tym ojcem potęguje jeszcze bardziej wszystkie objawy, właściwie mam wypisane leki przeciwlękowe ale bardzo boje się ich brać, boje się że będę miała jakieś okropne skutki uboczne, chodź psychiatra zapewniała mnie że są delikatne, nie uzależniają itd. Właściwie można powiedzieć, że boje się wszystkiego, jest tego ogrom 😱 silny strach odczuwam nawet jak dzwoni telefon, że to znów jakaś akcja z ojcem. Boje się jak słyszę sygnał straży lub karetki, boje się jak ktoś puka do drzwi. Boje się, że jak podejmę właśnie jakieś radykalne kroki oddania na odwyk ojca zostanę z tym sama i nie poradzę sobie. Druga sprawa – zaluzmy że on już jest na tym odwyku nie z własnej woli, po przyjdzie czas wyjścia i co dalej jak on jest prawie że bezdomny… Koło się zamknie, znów by pewnie zaczął chlac. Niby bardzo ciężko wyjść alkoholikowi z nałogu który sam szczerze tego nie chce.. w mojej całej tej rodzinie nikt nigdy nie wypowiedział zdania że on jest chory i że powinien się leczyć, było to jakby wiadome ale nie wypowiadane przez nikogo. Każdy widział że wszystko jest zawalone śmieciami, każda szopka u mojej babci była zawalona, złomem, wszystkim. Ale nikt nie postrzegał tego jako problem, kiedy opowiadałam ciotce że w domu jest pełno puszek od piwa, że wszędzie się to wala i on nie wyrzuca, kręciła tylko głową. Czuje się z tym wszystkim zagubiona od dziecka, a teraz mam większe problemy ze sobą niż on sam chyba. Pragnę dobrze się czuć, będę chodzić na każdą terapię byleby żyć normalnie. Na tę chwilę mam wrażenie że kotłuje mi się w głowie i niewiem od czego zacząć. Z braćmi jest to tak że niby mają z nim kontakt ale jest to taki kontakt ze dzwonią a on nie odbiera przez tydzień dwa bo nie ma gdzie pewnie telefonu naładować, jeden jest w Polsce raz na dwa miesiące, kiedy tu jest widzi się z ojcem, wziął go na święta w grudniu, ostatnio kupił mu czyste ubrania, wszystko nowe majtki, buty, kurtkę, wydał dużo, a ojciec co? Walnął to wszystko w reklamówce w zaśmieconym garażu i chodzi w tych smierdzacych lumpach, w tych brudnych śmierdzących. I ten brat który się z nim widuje już ma też tego dość, powiedział że już go nie weźmie do domu bo martwi się że córka się czymś zarazi. Rozmawiałam z nim też o odwyku ale odpowiada że bez sensu, że nie pujdzie, i ta opcja jakoś do niego nie przemawia. Pani terapeutka z aa, mówiła że można wystosować takie pismo o odwyk itd, ale problem w tym że nigdzie ojca nie można namierzyć, on nikomu drzwi nie otwiera a teraz to chyba nawet nie przebywa w mieszkaniu bo jest tak zaśmiecone i po pożarze że nie da się. Pani z opieki kiedyś mówiła że ciężko takim osobom pomoc, które same odmawiają, że ma do czynienia z takimi ale są bardzo oporni na wszystko. I kolejny też problem, żeby iść chyba na odwyk trzeba być trzeźwym z tego co słyszałam, to nie wchodzi w rachubę, właściwie nie znam ojca trzeźwego, kiedyś raz do mnie przyszedł i go mocno telepalo i chciał nawet kasę po 2 grosze, co mam żeby mu dać… Wszystkie żółte monety chciał…. To pokazuje jaki jest ogrom problemu i nie doprowadziłby się sam do stanu trzeźwości aby iść na odwyk… Ja po każdym zdarzeniu, po każdej informacji o tym co robi mam kilka dni naprawdę takiego zjazdu psychicznego, okropnie wszystko przeżywam, jestem osobą na maxa nadwrażliwa, czuje że muszę się ratować, kiedy opowiadam braciom że chodzę na terapię, że schudłam do 44 kg z 49, że mam to i tamto jakby nie czuje od nich żadnego zainteresowania, nie pytają co na terapi, itd… nie mówią że mam dbać o siebie, po kilku zdaniach pytanie co u starego, a dobrze wiedzą że urwałam kontakt. Rodzina męża bardziej się przejmuje co ze mną. Pytają czy mi pomaga terapia itd. tak samo z moja ciotka, chwaliłam się że chodzę na terapię, że mam duże problemy, to zero zapytania o to. Co bardzo mnie rozczarowało. Myślałam że zwrócę jakoś ich uwagę na skalę problemu tego wszystkiego i spodziewałam się przejęcia, to brat mi powiedział że za bardzo się nakręcam, wryło mnie w ziemię. Nie chce już mi się z nimi gadać nawet. Czasami myślę żeby to wszystko w cholerę odpuścić, i zająć się sobą, tak egoistycznie, bo czym więcej bym chciała, zwracam uwagę ludzi na problem żeby mieć też sprzymierzeńca jakiegoś tym z większą olewka się spotykam. Dlatego też założyłam konto tutaj, gdzie problem jest niestety tak powszechny….

              Jakubek
              Uczestnik
                Liczba postów: 937

                Pytanie jeszcze, czy ojciec ma własne mieszkanie. Jeśli tak, opiekun mógłby starać się o sprzedaż i umieszczenie ojca w jakimś odpłatnym ośrodku.

                Bohemiczna
                Uczestnik
                  Liczba postów: 4
                  • Wygląda to tak, że mieszkanie nie jest własnościowe, nakaz eksmisji jest już dawno, dodatkowo jest okropnie zadłużone, kiedyś część długu spadła na mnie, kwota około 12 tysięcy, komornik wszedł na pensje, następnie wymeldowalam się i reszta rosnącego długu mnie nie dotyczy. Oczywiście kiedyś nikt nie doradził mi że należy się wymeldować. Zadłużone było zawsze, bo ojciec pracował na jakimś etacie może ponad 30 lat temu, czyli całe moje życie niczego się nie podjął oprócz dorywczych zajęć. Wziął kiedyś kredyt żeby spłacić dług, który żerowali dziadkowie, nie spłacał, komornik dziadkom wszedł na emerytury. I tak się kręciło.
                  To_nie_ja_M
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 18

                    cześć,

                    Chcę ci powiedzieć, że doskonale wiem, co czujesz. Jestem dokładnie w tym samym miejscu, co ty w relacji z ojcem, którego nienawidzę i kocham jednocześnie. On również pił prze całe moje życie (mam 38 lat). Również postanowiłam zerwać/rozluźnić z nim kontakt z obawy przed zniszczeniem mojego życia (również mam małe dziecko i zwyczajnie nie mam siły/czasu/zdrowia na opiekę nad jeszcze jednym dorosłym dzieckiem).

                    Ja mojego raz zawiozłam na odwyk (miał być trzeźwy, ale mimo, że miał jakieś resztki alko we krwi po dwóch tygodniach picia, wzięli go na oddział). Drugi raz (w tym samym roku) został zmuszony przez sąd pójść na kolejny odwyk. Z tego go odebrałam (100km w jedną stronę, padający śnieg, ja chora, chore dziecko w domu). I powiem ci, że pożałowałam, gdy podczas zakupów w Biedrze, zaraz po wyjściu z odwyku, on podszedł do stanowiska z alko i z rozmarzonym wzrokiem porównywał ceny różnych trunków. Oczywiście w ten sam dzień poszedł tam ponownie i kupił, co chciał…

                    Także nie wiem, czy w twoim przypadku nie skończyłoby się tak samo. Jeśli jednak chcesz, żeby wiedzieć, że zrobiłaś wszystko, by mu pomóc, to wiedz, że potrzebujecie tylko skierowania od lekarza ogólnego i ojciec nie może pić w ten sam dzień.

                    A twoim braciom naprawdę się nie dziwię. Wiesz, na pewno też nie mieli łatwo, teraz proza życia… I serio też pewnie cieszą się, że uciekli. I nie muszą na co dzień tego oglądać (mój brat zrobił to samo).

                    Bardzo chciałabym móc znaleźć jakieś dobre rozwiązanie. Ja codziennie modlę się do Boga, żeby już go wziął do siebie. Serio.

                    Trzymaj się, w razie czego mogę polecić dwa ośrodki z woj. Dolnośląskiego i Opolskiego (gdybyś jednak się podjęła).

                     

                    NIeistotne
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 46

                      Zazdroszczę wam że umiecie tak ładnie i długo pisać, ja przez to wszystko nie potrafię.

                      Dobrze zrobiłaś, życie masz jedno.

                      Xlibertas
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 10

                        Hej:)

                        Ja Ci tylko powiem, że to nie musi trwać wiecznie. Jeszcze kilka lat temu byłam w emocjonalnie  podobnym punkcie co Ty. Bałam się niemal swojego cienia. Kiedy ktoś racjonalnie próbował mnie pocieszać, tłumacząc że nic mi przecież nie grozi, to znajdowałam 100 argumentów od ręki, że przecież coś jednak mi grozi. Ciągle uczucie niepokoju i nawet nie wiesz, czego konkretnie się boisz. Zmierzyłam się ze swoim strachem i nie powiem, że zniknął całkiem , ale jest o wiele mniejszy i przyjemniej się żyje. Już przytyłam i nie chudnę. Też brałam leki, chociaż bardzo się bałam . Kiedy zrobiło się lepiej  i nie musiałam ich brać , zupełnie bez problemu udało się je odstawić. Pamiętaj , każdy dziej w takim napięciu jest dla Ciebie ogromną szkodą, niszczy Twoje ciało i psychikę. Jesteś dzielna, zniosłaś tyle, że mało kto by to zniósł, ale teraz ciało Ci mówi, że już ma dość, że więcej nie udźwignie tego napięcia. Branie leków nie świadczy o tym, że jesteśmy słabi. Są po to, żeby ratować nasze zdrowie i dać nam czas na regenerację, żeby zebrać siły do dalszej walki o lepsze jutro. Zobaczysz , wszystko będzie dobrze. Całe życie troszczyłaś się o tatę , teraz zatroszcz się o siebie.

                         

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.