Witamy Fora Szukam Ciebie Ojciec i syn alkoholicy

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Czuję się bezsilna. Najpierw koszmar życia z ojcem alkoholikiem w przemocowej rodzinie. Teraz syn już utracił kontrolę nad piciem. Ma 17 lat a pije, okrada, oszukuje, ma już swój własny świat w gronie pijących kolegów. Widzę dokładnie te same zachowania co u ojca. Od lat chodzę i szukam pomocy u psychologów i innych instytucjach. Sama ciągnę już łącznie z grupową ponad 6 lat terapii. Terapeuci uważali mnie za przewrażliwioną matkę i bagatelizowali to co mówiłam o synu. Nawet skończyłam psychologię i mam poczucie porażki. Podjęłam sporo różnych wysiłków. Nie byłam w stanie pomóc ojcu a teraz widzę jak moj syn marnuje sobie życie. Jestem wyczerpana. Nawet nie szukam pracy jako psycholog bo nie widzę skuteczności pomocy. Nie mam siły i w nic juz nie wierzę. Jak jest poważny realny problem zostaje z tym sama ze sugestiami że to są błędy wychowawcze. Nie mam problemu żeby nawet to przyznać ale co to pomoże? Jeżeli dalej nie umiem zatrzymać syna w rozwoju uzależnienia. Nie mam siły. Nie jestem w stanie szukać już pomocy. Odbijam się od różnych instytucji patrząc na wadliwość systemu. Brak mi sił. Nie mogę już sypiać. Rozsypuje mi się rodzina. Inne dzieci nie prowadzą normalnego życia bo cała energię obecnie wkładam w syna. A on nocnymi pijackimi powrotami zaburza cały rytm życia. W dzień znika, okrada i okłamuje. Nie liczy sie z żadnymi ustaleniami. Chcę go wysłać do ośrodka zamkniętego leczenia uzależnień ale boję się znowu odbicia się od niewydolnego systemu. Nie mam wyjścia i muszę go teraz tam go wsadzić. Ostatni moment na jego życie lub pijacką egzystencję. Nie wiem co mam zrobić. Gdzie się udać. Czego szukać. I czy jest to możliwe. Czy on nie ucieknie po 5 dniach jak nawet pozwoli się umieścić w takim ośrodku. Ja już też normalnie nie funkcjonuje a mam jeszcze młodsze dzieci. Mogę i je stracić…  Nie wiem po co to pisze. Może dlatego że spać nie mogę i głowę mi rozsadza. Świat wokoło nie rozumie i osądza. Jestem w tym sama

    • Ten temat został zmodyfikowany 3 miesięcy, 2 tygodni temu przez AvatarOliwia75.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 183

    Oliwia,

    Jako psycholog powinnaś wiedzieć, że nie możesz skutecznie terapeutyzować samej siebie, swoich bliskich ani przyjaciół, to po pierwsze.

    Ostateczna decyzja o rozpoczęciu zdrowienia z uzależnienia zawsze należy do alkoholika, to po drugie. Nie masz końcowego wpływu na to, jak Twój syn ułoży sobie życie, niezależnie od tego, czy będzie pił, czy też nie.

    Po trzecie, jak sama piszesz, Twój syn ma 17 lat, więc jest to ostatni moment, gdy możesz jeszcze o czymś zadecydować jako rodzic. Potem, jeśli nadal będzie wracał pijany w nocy do domu i zakłócał spokój domowników (jeśli dobrze rozumiem?), będziesz go mogła co najwyżej wykwaterować.

    Po czwarte, jak sama zauważasz, jesteś też odpowiedzialna za inne dzieci, więc jeśli poświęcisz się tylko nawracaniu jednej „zbłąkanej owieczki” nie będzie to ani zdrowe, ani dobre, ani sprawiedliwe. A one Ciebie być może kiedyś też z takiego właśnie ustawienia priorytetów rozliczą.

    Przyznałaś swoją bezsilność, więc początek pracy masz już zrobiony. Teraz kolej na wyciąganie wniosków z dalszej części „Modlitwy o Pogodę Ducha” – rób to, co możesz i co uważasz w tej sytuacji za konieczne i właściwe.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    dda93 dziękuję za wypowiedź.

    Czuję się po niej jak małe nieme dziecko siedzące w ławce w szkole a nad nim bardzo mądry nauczyciel. I niewolno mi się odezwać ani nawet spojrzeć w górę.

    chyba powinnam napisać, że potrzebuję wsparcia….. bo własnie czuję się już bezsilna.

    A skoro tu piszę to znaczy się, że jestem tu w realu z tym samotna. Czy potrzebuję porad?

    a to, że jestem psychologiem tylko pogarsza sytuację. Szybciej zostanę oceniona, pouczona niż wsparta. Jak to się mówi- „lekarzu ulecz sam siebie”…..

     

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 183

    Przykro mi, jeśli zabrzmiałem jak nauczyciel. Nie miałem takiego zamiaru, ani też nie oczekuję od Ciebie unikania kontaktu wzrokowego (o co tutaj nietrudno 😉 ) lub milczenia. Jestem takim samym niedoskonałym człowiekiem ja Ty. A gdybym był „mądry”, nie popełniłbym w życiu tylu błędów 🙂 Po prostu z chłodnego dystansu czasem niektóre rzeczy dostrzec łatwiej.

    A co rozumiesz przez wsparcie? Jakiego rodzaju wsparcia potrzebujesz?

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 1 tydzień temu przez Avatardda93.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 931

    Akurat odwiedziłem kilka linkòw z bloga Konrada i w jednym z nich audycja radiowa o wspòłuzależnieniu i o tym, że gdy występuje wspòłuzależnienie i dda to najpierw trzeba się zająć wspòłuzależnieniem.

    Bardzo Ci wspòlczuję, bo wyobrażam sobie jak trudno jest Ci patrzeć jak syn się stacza.

    To zapewne odbywa się na poziomie emocji. O tym też w jednym z linkòw z bloga mòwi doktor.

    Fakty,wiedza  i porady to jedno, ale są też emocje, bo wybòr przeogromnie trudny, bo trzeba by było w pewnym sensie  na jaki czas’ spisać syna w ‚straty’ po to by ratować pozostałą dwòjkę z drugiej strony nie ma pewności czy pozostała dwòjka będąc dda i wspòłuzależniona widząc jakieś twarde reakcje typu sankcje ( zgłoszenie na policję) czując błędnie pojętą lojalność nie odwròcą się od Ciebie.

    Jest jeszcze jedna sprawa podobno wiek 15-18 jest tym najtrudniejszym, bo bunt i rodzice nie są autorytetem i jest jakaś nadzieja, że z czasem będzie łatwiej  dotrzeć. Jednak chyba mimo wszystko gdzieś trzeba znaleźć siły by choćby powoli stawiać granicę by gdzieś odbijał się od muru.

    Bardzo trudny wybòr i rozumiem, że same rady i wiedza to za mało trzeba sobie z tym poradzić na poziomie emocji. Miłość matki do syna i do dzieci.

    Może warto zacząć od terapii wspòłuzależnienia? Jeżeli taką przeszłaś do życzę sił, bo wybòr jest bardzo trudny.

    Warto chyba też wysłać na terapię wspòłuzależnienia dwòjkę pozostałych dzieci aby gdzieś zrozumiały dlaczego warto postawić bratu granicę.

    Wyobrażam sobie jakie to trudne gdy dochodzą emocje zwłaszcza do bliskich tym bardziej, że sam nie potrafię przeskoczyć (wdrożyć zmian) w dużo lżejszym celu terapii

    Ściskam i zyczę dużo sił.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 931

    Chcę edytować poprzedni wpis, bo wkradlo się jedno zniekształcenie o dwòjce pozostałych dzieci kiedy Ty piszesz jedynie pozostałe dzieci. Gdzieś pisząc z pamięci wkradł się błąd.

    Link do audycji z bloga Konrada44

    A w niej zwròciłbym Twoja uwagę na to co mòwią terapeuci

    1. Gdy emocje biorą gòrę warto przesunąć decyzyjność na rozum (często jest tak, że o czymś wiemy co więcej umielibyśmy wskazać rozwiązanie komuś innemu, bo znamy temat, ale nie potrafimy sobie z tym poradzic)

    2. Gdy nie potrafimy sobie z czymś poradzić, czujemy, że zwariujemy itp. warto poszukać pomocy na zewnątrz

    3. System iluzji i zaprzeczeń, że wyprowadzisz syna na prostą, bo masz ku temu kompetencje, wiedzę a system jest taki niewydolny

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 1 tydzień temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 72

    Witaj Oliwia75. Bardzo mi przykro, że los Twoich bliskich tak się potoczył. Ja również kończę psychologię. Kiedy ją zaczynałam, miałam misję ratowania świata. Teraz już wiem, że to był mechanizm DDA. Ale studia skończę, nie muszę od razu być psychoterapeutą ( nie chcę nim być, przynajmniej na razie, by swoimi mechanizmami nie szkodzić innym). Jak już napisał Ci dda93, nie możesz terapeutyzować swoich bliskich, biorąc pod uwagę jeszcze to, iż nie jesteś psychoterapeutą. A nawet gdybyś nim była, nie możesz podjąć się terapii swojej rodziny. Więzy emocjonalne zburzą proces terapeutyczny.

    Zastanawiam się jednak na ile w tym całym opisie jest Ciebie. Bo z niego wychodzi wiele bólu i cierpienia, ale nie Twojego ojca czy syna, a Twojego. I tu myślę sobie, jest szansa na pracę. Cóż, życie jest brutalne. Czasem zbyt brutalne. Nie uratujemy bliskich, pijących nam osób, jeśli oni sami nie będą tego chcieć. Choć byśmy bardzo chcieli. Możemy się albo szarpać w sobie, albo spróbować obrać inną drogę, np. spróbować się pogodzić z tym, ze to oni muszą tego chcieć i rozmawiać z nimi, zachęcać ich, ale nie brać odpowiedzialności za ich życie na swoje barki. To szaleńczo trudne, wiem, bo wchodzi w to wszystko jeszcze stosunek emocjonalny. Dla mnie odkrycie tej prawdy było wyzwoleńcze, ale równocześnie przygniatające. Bo oto ja nie miałam już tak dużego wpływu… Tylko, że wtedy kiedy miałam misję ratowania świata, zamiast wpływu było tylko rozczarowanie bo moje działania nie przynosiły chcianych skutków. Jestem młodą osobą i wiele przede mną, dochodzenia do prawdy… Tyle mogę napisać, co sama zrozumiałam. Pozdrawiam Cię serdecznie!

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 931

    Olwia75 napisała:

    a to, że jestem psychologiem tylko pogarsza sytuację. Szybciej zostanę oceniona, pouczona niż wsparta. Jak to się mówi- „lekarzu ulecz sam siebie”…..

    Olwia75 rozumiem o czym mòwisz, bo można sobie wyobrazić słowa kogoś nieżyczliwego w stylu ,psycholog ludzi chce terapeutyzowac a własnego syna nie potrafi wychować’.

    Tyle, że tak naprawdę według mnie odbywa się to na poziomie ego, bo stanięcie w pozycji ucznia lub uznanie, że w tej sytuacji nie potrafimy sobie poradzić jest oznaką siły a nie słabości i to co ktoś mòwi gdy nie przeszkodzi nam nasze własne ego tak naprawdę nie ma znaczenia.

    W książce o odpowiedzialności i ego był bodaj przykład doświadczonego pracownika, ktòremu ‚młody’ pokazuje jakieś rozwiązanie i jaka jest częstą reakcja? Częsta reakcja jest w stylu ‚ słuchaj młody ja tutaj pracuje 20, 30 lat i robię tak od 20 lat i nie mędrkuj tutaj’

    Ego, nie pozwoliło temu doświadczonemu pracownikowi wysłuchać ‚mlodego’ a to czy uzna rozwiązanie za dobre ma być poepo  chłodnej analizie, dyskusji a nie odrzucone bezwarunkowo.

    Chciałem Ci tylko pokazać, że ten problem ego występuje w każdym zawodzie. Lekarzowi może przeszkodzić ego w pòjściu po poradę, informatykowi zapytanie o jakieś proste rozwiązanie bo np. siedzi w innej dziedzinie itd.

    I każda z tych osòb powie to, że wyuczyłem się tego zawodu jest tak naprawdę przeszkodą, ale to nieprawda, bo przeszkodą jest nasze ego i nie umiejętność stanięcia w pozycji ucznia i uznania, że z tym problemem sobie nie poradzimy i wcale nie oznacza to, że nie poradzimy sobie w wielu innych sprawach w zależności od zawodu czy wykonywanych czynności a już na pewno to nas nie skreśla a wręcz odwrotnie dzięki temu możemy iść dalej, bo być może z pomocą innych poradzimy sobie z tym konkretnym problemem dzięki czemu będziemy realizować inne tematy.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 1 tydzień temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Oskar DDAOskar DDA
    Uczestnik
    Liczba postów: 62

    Witaj Oliwio.

    Pragnę wyrazić głęboki szacunek do Twoich starań. Podziwiam ludzi, którym co prawda nie zawsze wychodzi rozwiązywanie problemów, ale wciąż próbują i starają się. Włożyłaś bardzo wiele czasu, starań i energii w swoje działanie. To, że system jest niewydolny (coraz bardziej) jest znane dla wielu z nas. Ale czasem trzeba też skorzystać z resztek, które pozostały. To, że skończyłaś psychologię nie ma wiele wspólnego z oceną Twoich działań. Ja nie studiowałem, ale psychologia jest moim ulubionym hobby, zwłaszcza od czasu wstąpienia do ruchu. Czasem łapię się na tym, że wiele wiem, ale rzeczy nieprzydatnych do rozwiązywania jakiegoś problemu, który mam ,,na widelcu”. W obecnych czasach skuteczniejsza od wiedzy bywa kreatywność, a tej mi czasem brakuje. Co do Twojego problemu z synem… Ratuj siebie i dzieci. Nie popełnij proszę mojego błędu, w którym próbując ratować syna (co się udało) ,,zapomniałem” o zdrowych relacjach z córką. Teraz staram się to naprawić, ale jest to bardzo trudne. Syn jak rozumiem intensywnie poszukuje ,,własnego dna” aby o nie wyrżnąć. Może potrzebuje kilka razy upaść, może trwać będzie to wiele lat, może opamięta się jeszcze za tego życia? Ale jednocześnie stanowi zagrożenie dla pozostałych członków rodziny. Może Twój pomysł z przymusowym leczeniem dla niego jest obecnie jedynym rozwiązaniem? Znam sporo trzeźwych alkoholików, którzy od tego zaczynali. Zadbaj proszę o siebie, niech ten problem nie stanie się dla Ciebie obsesją, bo jak czuję jesteś na drodze do tego. Postaraj się też, aby nie być z tym problemem sama. Mnie samotność często wiodła do błędnych wniosków. Rozwiązania podsuwały osoby (często przez przypadek, nieświadomie), które nie zawsze były ,,orłami (orlicami) intelektu”. Bo każdy ma jakieś doświadczenie życiowe. Pozdrawiam.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Jezeli mamy mówić prawdę , to kilka bylo dość bolesnych, oceniających i pouczających. Były też wsparciowe. Dziękuję za wszystkie.</p>
    Bardzo boli, kiedy bezsilnie patrzy się na destrukcję syna. Już nie pytam, nie szukam pomocy, słów. Jestem w tym sama. Myślę, że mówią ci, którym udaje się. Cala reszta jest już niema. Nikt nawet nie chce słuchać , to takie „nieudaczne”. Długotrwałość problemów ukazuje prawdziwą wizję rzeczywistości.

    Poddaję się.

    Nie chcę być już silna ani mądrą. Chcę żeby to się po prostu skończyło. Nie chcę budzic się i wytrzymywać kolejnego dnia.</p>

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 miesięcy, 1 tydzień temu przez AvatarOliwia75.
Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.