Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Brak zdecydowania

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
  • Autor
    Wpisy
  • niewyrafinowanyniewyrafinowany
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Cześć grupo,

    Potrzebuję Waszego zdania na temat mojego problemu jakim jest brak zdecydowania odnośnie prowadzenia relacji i jej dalszego rozwoju. Otóż od paru miesięcy poznaje dziewczynę młodsza o 5 lat. Ze względu na odległość widzimy się raz w miesiącu i prowadziliśmy do tej pory długie rozmowy telefoniczne. No właśnie prowadziliśmy, bo po wczorajszym telefonie wspomniała mi brak zdecydowania i to, że jestem ciepłą klucha doszedłem do wniosku, że nie damy rady prowadzić dalej tej relacji . Oczywiście z tym zgadzam się, że nie jestem zdecydowany ale mam też ku temu powody. Czułem się w tej relacji pominięty, mniej ważny, a wyrażanie moich emocji i uczuć kończyło się brakiem rozumienia. Wcześniej jakoś tego nie sygnalizowalem, bo przechodziła ciężki czas, więc chciałem ja wspierać mimo wszystko ale gdzieś cierpialem w środku z tego powodu. Powiedziałem jej o tym to usłyszałem, że to nie jest terapia.

    Jeszcze parę lat temu nie potrafiłem o tych emocjach i uczuciach mówić. Po 12 krokach cały czas się tego uczę, więc spotkanie z takim oporem jest dla mnie przykre, bo czuję się jak pi..a. Sam już nie wiem jak prowadzić relacje. W którym momencie mam zadbać o swoje uczucia, a kiedy rezygnować z siebie. Kiedy zrezygnować z dalszej relacji, a kiedy o nia walczyć.

     

     

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 519

    Cześć, niewyrafinowany,

    Moje doświadczenie jest takie, że kilka lat byłem w takim związku, gdzie czułem się mniej ważny. Choć wtedy nie umiałem specjalnie mówić o swoich emocjach (to było przed terapią), to próbowałem rozmawiać i mówić o problemach. W efekcie stwierdziłem, że już nie chcę w tej roli tkwić i nie widzę, żeby ona chciała coś zmieniać, więc to zakończyłem. Dzisiaj myślę, że podjąłem dobrą decyzję, bo co mi z tego, że miałem związek, skoro źle się w nim czułem? Akurat moja partnerka nie chciała tego kończyć i nie stawiała mi warunków, ale co to niby dla mnie zmienia? Tylko tyle, że mogło to trwać dłużej.

    Związek to zawsze dwie osoby i nie tylko chodzi o to, jak ty „prowadzisz” związek (to mi brzmi jakbyś brał odpowiedzialność za was oboje), ale też co robi druga osoba. Ja uznałem, że mówienie o uczuciach wprost to podstawa i że oczekuję też zainteresowania moimi sprawami, bo bez tego będzie mi źle, nawet jak będzie wszystko inne. I albo ktoś to zaakceptuje, albo nie – to już nie ode mnie zależy. Nie ma znaczenia, czy nie chce, czy nie umie, bo efekt dla mnie będzie ten sam. Jak to ustaliłem sam ze sobą i sprawdziłem, że po drugiej stronie nie ma woli zmian, to decyzja była już prosta.

    Ale nie żałuję czasu, kiedy walczyłem o ten związek jak umiałem. Nie mam przez to poczucia winy, że straciłem coś pochopnie. Poszedłem też z tego powodu na terapię, gdzie nauczyłem się dbać o siebie lepiej i to też jest zysk z tej walki. Trochę mi żal, że tak długo sprawdzałem i się starałem, ale jestem w stanie z tym żyć. Cieszę się też, że podjąłem własną decyzję, a nie poddałem się okolicznościom. No i nauczyłem się myśleć nie tylko o tym, co będzie jeśli związek się skończy, ale także co będzie jeśli będzie trwać. Bo zawsze są jakieś koszty, ale trudno o dobry wybór, jeśli ich uczciwie nie porównam.

    niewyrafinowanyniewyrafinowany
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Dziękuję Truskawku za Twoją odpowiedź i podzieleniem się doświadczeniem.

    Związek to zawsze dwie osoby i nie tylko chodzi o to, jak ty „prowadzisz” związek (to mi brzmi jakbyś brał odpowiedzialność za was oboje), ale też co robi druga osoba.

    Dokładnie tak samo myślę i jest to dla mnie ważne, aby związek był praca dwóch osób. Ona twierdz, że to ja jestem mężczyzną i ja muszę walczyć. Czasami są takie sytuacje, że rzeczywiście to mężczyzna musi powalczyć ale nie powinno to być w momencie poznawania się.

     

    Avatarj.b
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Niewyrafinowany, a powiedz, czy Wy już jesteście parą, czy cały ten czas na etapie „niezadeklarowanym”? Bo może jej zależy na tym, byś się jasno określił względem niej?

    Jeśli jesteście już razem a ona nadal cały czas wymaga od Ciebie inicjatywy, nic nie dając w zamian, to słabo z jej strony 🙁 ale jeśli jest to w sumie nie wiadomo do końca jaka relacja, to może po prostu brak jej pewności co do Ciebie? Bo dalej piszesz, a nie wiem, czy mowa jest już o związku czy dopiero o etapie poznawania się:

    Czasami są takie sytuacje, że rzeczywiście to mężczyzna musi powalczyć ale nie powinno to być w momencie poznawania się.

    No właśnie nie do końca jest tak, jak mówisz… Bo to właśnie na początku się klarują pierwsze nasze wrażenia na temat drugiej osoby. I tu są zasadniczo 2 typy kobiet – jedne wolą najpierw wybadać inicjatywę mężczyzny, a inne wolą na początku same prowadzić (i szereg odcieni pośrednich między nimi).

    Może ona ma właśnie po prostu taki gust, że woli mężczyzn bardziej aktywnych na początku. Jeśli ona wymaga 100% inicjatywy od Ciebie a od siebie daje 0% to po prostu kiepska księżniczka z niej, ale niektóre kobiety cenią u mężczyzny takie bardziej zdecydowane kroki na początku, bo to im daje sygnał, że mężczyzna nie boi się „odsłonięcia”, nie jest mu straszny „werdykt” kobiety, bo zna swoją wartość. To jest dla takich kobiet po prostu atrakcyjne, jak dla was jej olśniewający uśmiech, ciepłe usposobienie czy jeszcze coś tam innego 😉 I wtedy taka kobieta na pewno odpowie ze swojej strony i też będzie zaangażowana, to nie znaczy wcale, że facet będzie musiał ciągnąć ten wózek sam. Oczywiście jeśli nie będzie to wspomniany typ niereformowalnej księżniczki 😀

    Jedna kobieta woli właśnie takie prowadzenie partnera na początku, inna z kolei sama woli narzucać tempo i o to chodzi, byście się tak dobrali, by wam obojgu to pasowało. Jeśli Ty wolisz być na początku bardziej wycofany to może poszukaj właśnie takiej, która lubi być „do przodu” 🙂

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 519

    Na terapii zastanawiałem się nad zachowaniem moich rodziców z perspektywy ich motywacji. Było trudno, bo miałem silne poczucie, że powinienem był sobie jakoś poradzić, ale zobaczyłem jasno, że to była ich rola, a ja nie miałem środków ani sił, żeby sobie poradzić jako dziecko. Ale jak popatrzyłem z ich punktu widzenia, to mi się zaczęło zgadzać: jak sobie nie radzili z wychowywaniem, to łatwiej im było, gdy to ja się starałem i ja się obwiniałem. Niekoniecznie ze złej woli (ostatecznie to nie ma znaczenia dla efektu), ale po prostu to dawało im wygodę. Przykro było zrozumieć, że robili to moim kosztem, ale wtedy przestałem się obwiniać i brać na siebie odpowiedzialność za wszystko.

    I wtedy popatrzyłem sobie także z pozycji mojej dziewczyny: pewnie, że nie wszystko jej się we mnie podobało, ale było jej wygodnie, że to ja się staram ją wspierać, a ona kieruje swoją energię i starania zupełnie gdzie indziej. I wtedy się trochę zezłościłem, ale też i zrozumiałem dlaczego ona nie bardzo chce coś zmieniać. Oczywiście miałem nadzieję, że bardziej jej na mnie zależy i przynajmniej spróbuje coś zmienić, ale ostatecznie uznałem, że nie ma obowiązku spełniać moich potrzeb, skoro nie jest na to gotowa z jakiegokolwiek powodu. Ona nie jest moim rodzicem, a ja już nie jestem dzieckiem.

    Jest mi daleko do stwierdzeń kto co powinien robić, niezależnie od płci. To, co mówi twoja partnerka, brzmi mi jak usprawiedliwienie pozycji, w której jej jest wygodnie, a nie jakaś prawda objawiona o mężczyznach i kobietach. I dopóki ty jesteś też zadowolony, to spoko, nie widzę w tym nic złego. Nie musi być symetrycznie, jeśli para tak sobie ustali i rzeczywiście to im odpowiada. Ale jeśli to nie jest z wyboru, tylko z poczucia winy, z domowego wzorca, który raczej coś odbiera niż daje, to myślę, że wcześniej czy później będzie z tego kryzys, wypowiedziany wprost lub podskórny (fochy, półsłówka, sabotowanie itp.). Tak, jak wcześniej szczerze ją wspierałem, tak w końcu ta energia mi się wyczerpała, zacząłem się zamykać i mieć dość. I znam też parę, gdzie było odwrotnie – to kobieta się starała i wspierała faceta, aż jej się skończyło. Więc to nie jest specyfika którejś płci. Moja partnerka nie chciała nic zmieniać i ja skończyłem ten związek, a jej partner z kolei zaczął się starać i są razem, ale już na innych zasadach, więc kryzys to tylko punkt wyjścia, może wyjść różnie.

    Nie wiadomo z góry co się stanie, ani nie jest to kwestia decyzji tylko jednej osoby. Związek też się zmienia. Jako DDD łatwo mi się skupić na sobie i stawiać się w roli ofiary, i mogę w niej pozostać (bo tak naprawdę to kto mi zabroni? 🙂 ), ale nie muszę. Gdy sobie ustaliłem co jest dla mnie osobiście podstawą, to już wiem, że resztę mogę zmieniać, a tego nie chcę, bo takie mam potrzeby i ich się nie pozbędę. W związku z kimś mogę być albo nie, ale od siebie nigdy się nie uwolnię i – przepraszam cię za banał… – to jest najważniejsza relacja w życiu. Nie wierzę, że mogę zbudować z kimś dobry związek, jeśli nie będę dbał o swoje podstawowe potrzeby. Mam też relacje z ludźmi, z którymi rozmawiamy otwarcie o uczuciach, czuję, że obchodzą ich moje sprawy, i to nie jest terapia, a ja się z nimi dobrze czuję, więc mam dowód, że tak się da, tylko widocznie nie z każdym.

    Mam nadzieję, że jeszcze z kimś stworzę związek, ale nie za wszelką cenę. Nie zmuszę nikogo do otwarcia ani siłą, ani podstępem, ani nawet cierpliwością, ale mam prawo próbować kogoś przekonywać ile uważam za stosowne i ile mam na to siły.

    niewyrafinowanyniewyrafinowany
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Dzieki j.b za odpowiedź

    Jeśli jesteście już razem a ona nadal cały czas wymaga od Ciebie inicjatywy, nic nie dając w zamian, to słabo z jej strony 🙁 ale jeśli jest to w sumie nie wiadomo do końca jaka relacja, to może po prostu brak jej pewności co do Ciebie? Bo dalej piszesz, a nie wiem, czy mowa jest już o związku czy dopiero o etapie poznawania się:

    Nie byliśmy jeszcze formalnie w związku ale wszystko szło ku  temu aby w nim być. Ona znała moje zamiary, bo postanowiłem to wyrazić  w względu na etap, w którym byliśmy, lecz ona przechodziła ten trudny czas i ta inicjatywa spotkała się z odrzuceniem. To był dla mnie s sumie cios.

    No właśnie nie do końca jest tak, jak mówisz… Bo to właśnie na początku się klarują pierwsze nasze wrażenia na temat drugiej osoby. I tu są zasadniczo 2 typy kobiet – jedne wolą najpierw wybadać inicjatywę mężczyzny, a inne wolą na początku same prowadzić (i szereg odcieni pośrednich między nimi).

    A co z moim wrażeniem na temat drugiej osoby? Ja też chciałbym zobaczyć inicjatywę drugiej osoby, tak aby zweryfikować czym kieruje się ona w tej relacji.

    Kiedyś byłem w narzeczenstwie z inną dziewczyna. Mieliśmy już datę ślubu i coś zaczęło mnie niepokoić. Byla narzeczona często mówiła, że myśli o poprzednim gościu, który ja zostawil przed ślubem dla innej. Na początku wziąłem to na klatę ale po pewnym czasie trafiłem już siły. Nie mówiłem o uczuciach, bo wtedy jeszcze nie umiałem. Miałem przed sobą obraz mężczyzny, który musi to znieść i koniec. Po pewnych dodatkowych problemach namowilem ja na 12 kroków. Zapisalismy się ale kiedy ona zrezygnowala ja wiedziałem, że nie chce się z zmieniać, więc zerwalem zaręczyny. Mocno to przezywalem ale wiedziałem, że jest to słuszna decyzja.

    Minęło prawie dwa lata i poznałem ją. Inteligentna, atrakycyjna, jest o czym rozmawiać, mamy wspólne wartości, ma poczucie humoru aż zanadto 😄 i w końcu poczułem, że to może być to. Zaczęliśmy się poznawać i rozmawiać o przyszłości. Wszystko szło praktycznie dobrze. Byłem zdecydowany i w sumie czuła się przy mnie bezpiecznie jak to powiedziała. Czasami potrafiła powiedzieć niemilego pod wpływem emocji ale koniec końców ja dazylem do pogodzenia i to jakoś szło. Jest to typ ksiezniczki i tak też ja nazwałem 😀

    I wtedy taka kobieta na pewno odpowie ze swojej strony i też będzie zaangażowana, to nie znaczy wcale, że facet będzie musiał ciągnąć ten wózek sam. Oczywiście jeśli nie będzie to wspomniany typ niereformowalnej księżniczki 😀

    Jaka mogę mieć pewność, że odpowie? Dużo mogę stracić, żeby to sprawdzić bo na dłuższą metę i tak któreś z nas musiałoby się przeprowadzić, żeby nie prowadzić relacji przez telefon . Oczywiście to musiałbym być ja 😂 w sumie to byłem gotów to zrobić, bo naprawdę mi na niej zależy ale nie miałem pewności po ostatnich sytuacjach, gdy zacząłem mówić właśnie o uczuciach i emocjach. Wiem ile kosztuje tlamszenie w sobie tych rzeczy. Gdy je wypowiedzialem to poczułem się niezrozumiany i wysmiany. Zabolalo mnie to. Mam znajomych, którym mogę powiedzieć wszystko i wiem, że spotkam się z życzliwością albo kopnięcie w dupe, żebym się ogarnął. Tu jednak tego nie czuję. Tu czuję narracje „jesteś mężczyzną to sobie radz sam ale nie zapomnij o mnie zadbac „. Ja nie mam siły prowadzić relacji bez mówienia o uczuciach i emocjach. Nie mam też siły na huśtawki emocjonalne, które czasem mi zapodowala. Dzisiaj to.ja czuję się rozchwiany emocjonalnie. Chcę być zrozumiany i chce zrozumieć drugą osobę. Chcę być wspierany i chce wspierać, dlatego już nie potrafię być rycerzem na białym koniu.

     

     

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 519

    Bliskie mi jest to, co mówisz, także z tym wspieraniem i rozumieniem.

    Nie wiem co dla niej znaczy rola „księżniczki”, w moim związku to nie była akurat ta rola (raczej dziecka), ale dziewczyna nie przybrała jej powierzchownie. To tkwi w niej bardzo głęboko, więc nawet teraz stawiam jej mocne granice, gdy się czasem widzimy. Zdałem sobie sprawę, że ten układ mógłby trwać dalej, bo nawet zakończenie związku nie wpływa specjalnie na jej stosunek do mnie.

    Ale to wiem dopiero po wszystkim, jak już zaryzykowałem i sprawdziłem. Wydawało mi się (i taką miałem nadzieję), że jej bardziej na mnie zależy i że się postara coś zrobić ze swojej strony. Nie wiem jak z twoją dziewczyną, być może jasne postawienie sprawy ją poruszy, ale jeśli to jest jej zasadnicza postawa wobec życia i facetów, to wcale niekoniecznie. Ja stwierdziłem, że wybieram siebie zamiast związku, w którym są sztywne role. Było to bolesne, ale życie w roli wspomagania było bolesne jeszcze bardziej, dlatego cieszę się, że dałem sobie z tym spokój.

    Avatarj.b
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Proszę bardzo, mam nadzieje, że te moje luźne przemyślenia choć trochę się przydadzą 😀

    A co z moim wrażeniem na temat drugiej osoby? Ja też chciałbym zobaczyć inicjatywę drugiej osoby, tak aby zweryfikować czym kieruje się ona w tej relacji.

    Nie do końca wyczułeś tę różnicę, co mam na myśli pod pojęciem dziewczyny, która lubi inicjatywę i dziewczyny – „księżniczki”. Innymi słowy, standardowa dziewczyna doceni twoją inicjatywę i będzie od początku responsywna, nie bierna. To się od razu wtedy czuje, że dziewczyna jest zainteresowana, że odpowiada na Twoją inicjatywę, że troszczy się o Twoje samopoczucie itd. A „księżniczka” non stop będzie bierna i wymagała od Ciebie 100% a od siebie nic lub prawie nic.

    Jaka mogę mieć pewność, że odpowie? Dużo mogę stracić, żeby to sprawdzić bo na dłuższą metę i tak któreś z nas musiałoby się przeprowadzić, żeby nie prowadzić relacji przez telefon .

    Ta dziewczyna z tego co opisujesz, nie daje Ci już teraz żadnego feedbacku, więc raczej odpowiedź nasuwa się sama, do której grupy należy opis tej dziewczyny. Oczywiście nie oceniam jej – bo jej nie znam – a tylko opis, który dałeś, bo tylko to jest dla mnie dostępne – to Ty najlepiej wiesz, jaka jest sytuacja „w całości” i możesz się zasugerować tym co piszę lub nie. 😉

    W tym opisie po prostu brakuje tej wzajemności, a to zrozumiałe, że jej potrzebujesz. Relację tworzą dwie osoby, więc jak jedna w ogóle się nie angażuje, to co to za relacja. No i dodatkowo, jak już było w podsumowaniu poprzedniego posta, możesz potrzebować kobiety, która Ciebie na początku bardziej poprowadzi. Wtedy warto poszukać właśnie takiej bardziej „prowadzącej” dziewczyny, to może będzie Ci łatwiej się ze swojej strony „otworzyć”.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 666

    Proponuję jeszcze rozważyć sytuację pod kątem cech ekstrawetyka/introwertyka.

    Jeden otwiera się bardzo szybko i bez zahamowań, a poczucie zadowalającej bliskości z drugą osobą zyskuje już po 5 godzinach lub dniach rozmów na niezbyt głebokie tematy. Drugi może potrzebować 5 miesięcy na ostrożne zacieśnianie kontaktów, rozważania, analizy oraz budowanie głębokiego porozumiena emocjonalnego. Wydajesz mi się bardziej tym drugim typem.

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 3 tygodni temu przez JakubekJakubek.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 3 tygodni temu przez JakubekJakubek.
    niewyrafinowanyniewyrafinowany
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Nie do końca wyczułeś tę różnicę, co mam na myśli pod pojęciem dziewczyny, która lubi inicjatywę i dziewczyny – „księżniczki”. Innymi słowy, standardowa dziewczyna doceni twoją inicjatywę i będzie od początku responsywna, nie bierna. To się od razu wtedy czuje, że dziewczyna jest zainteresowana, że odpowiada na Twoją inicjatywę, że troszczy się o Twoje samopoczucie itd. A „księżniczka” non stop będzie bierna i wymagała od Ciebie 100% a od siebie nic lub prawie nic.

    No właśnie miałem problem, żeby to zrozumieć. W sumie wszedłem w jej narracje i oskarżam się, że nie potrafię być mężczyzną. Z bólem postanowiłem, że na ten moment rezygnuje z tej relacji, bo straciłem szacunek do siebie. Teraz muszę jakoś do siebie dojść i przetrwać te huśtawki emocjonalne.

    Jakubek, nie za bardzo rozumiem co masz na myśli pisząć:

    Proponuję jeszcze rozważyć sytuację pod kątem cech ekstrawetyka/introwertyka.

    Jeżeli chodzi o mnie to nie jestem w stanie się jednomyślnie określić czy jestem ekstra czy introwertykiem. To wszystko zależy jak się czuję, bo czasami potrzebuję przebywać wśród ludzi, a czasem muszę iść na samotny spacer i pomyśleć sobie. Ze względu na pracę przebywam wśród ludzi i świetnie się w tym odnajduje.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 11)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.