Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Czy ja zaprzeczam współuzależnieniu?

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Witam serdecznie,

    mocno uderzyła mnie myśl, że jestem osobą współuzależnioną – że to coś stałego, jak syndrom, jak DDA.

    W wielkim skrócie: Byłam w  relacji z osobą przejawiającą zachowania nałogowe; nmajaca na koncie wcześniejsze uzależnienia, tragedię, traumy, nie poddająca się terapii).

    Po wewnętrznych, długich bojach i wyniszczeniu siebie postawiłam na egoistyczny ratunek własnej, zbolałej duszy (tak, tak, autobiczowanie trwało długo, bo „to dobry człowiek, ale ma problemy”. Podsumowując, Bóg chciał, albo skrzywiony los, że wyszłam z tej relacji i czuję, że mimo tego, jak wiele trudów udało mi się pokonać w ostatnich miesiącach, i jak wiele się zmieniło (moja terapia z wsparcie, zadbanie o siebie psychicznie i zdrowotnie), tak naprawdę ciągle uciekam od skonfrontowania się z tym, co miało miejsce całkiem niedawno – z tym, co się we mnie działo, jakie odczuwałam emocje. Dziś wiem, że ma to swoją nazwę i jest nią współuzależnienie.  Bardzo trudna to myśl, że powieliłam to, co widziałam w rodzinnym domu. Jednak czuję, że warto żyć i nie chcę już dalej uciekać już od mojej prawdy, od parszywych faktów, obrazków zła, swoich win, zaniedbań, nawracających wspomnień, które tak usilnie próbuje spychać…

    W głowie mam przede wszystkim jedno pytanie, na które nie umiem znaleźć odpowiedzi:

    Czy ja jestem osobą współuzależnioną (nadal – nawet, skoro wyszłam z tamtej relacji)?  Czuję absurd tego pytania…Czuję, że to mechanizm obronny (przecież domyślam się, że to tak, jak z byciem DDA, jednak nie mam pewności, wydaje mi się, że mogę się mylić i to może być „czasowa” sprawa…). Dobra jestem w samozaprzeczaniu i wpuszczaniu logiki w maliny.

    Wyczuwam, że mój system mechanizmów obronnych próbuje nie dać mi skupić się na uzyskaniu logicznej odpowiedzi… To tak, jakby coś mi mówiło, że „tamtego już nie ma, więc nie wracamy do tego, odcinamy się i żyjemy tu i teraz – a to nic, że czujesz, że coś jest nie tak, że czujesz się jakby coś nie grało, jakby zostało zepchnięte głęboko…Skup się na tym, co tu i teraz i zaprzecz temu, co przeżyłaś”). Dialog z tym mechanizmem bywa zgubny, wiem, ale naprawdę czuję, że to próbuje mnie przed czymś uchronić. To odczucie, jakby coś było schowane pod spodem i nie chce, abym tego sięgnęła…

    Jak to więc jest z tym współuzależnieniem u DDA? Będę wdzięczna za ewentualne odpowiedzi. Szukam źródeł,  czytam, ale czuję, jakby jakiś filtr w głowie nie pozwalał dopuszczać do siebie faktów. Czy też tak miewacie?

    Pozdrawiam!

     

    AvatarduszekLesny
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Ciąg dalszy:

    Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy aby nie jest to problem niechęci do przyznania się „rany, jak to, przecież jestem dda, to i jeszcze współuzależniona?! No ej, nie, nie…Tak, to ja nie chcę!”  I pojawiają się w głowie dialogi:

    Ja: A może nie? A może współuzależnienie trwało tylko wtedy, kiedy trwał ten związek?

    Głowa: Och tak, tak, to dobre wytłumaczenie. Był toksyczny związek, byłaś współuzależniona, ale przecież czego grzebać w tym dalej, no dajże spokój! Przecież wylazłaś z niego, więc to już Cię nie dotyczy i nie ma czym się zajmować. Naprawdę… Weź się zajmij układaniem życia na nowo, ogarnij swoją rzeczywistość, zajmij się tym co ważne, a nie wydziwiasz i szukasz problemów na siłę.

    Ja: Dobrze, ale co mam zrobić z tym, że jednak czuję – ewidentnie, że uciekam od wspomnień, faktów, emocji związanych z tymi potężnymi wydarzeniami, jakie miały miejsce? Czy to aby nie zaprzeczanie? Czy to nie jest tak, że wyszłam z relacji, ale syndrom współuzależnienia wzięłam w tobołku z sobą w dalszą podróż?

    Głowa: Daj już spokój… O! Zobacz, dzisiaj musisz się zająć tymi sprawami życia codziennego – to jest ważne, a nie to, co było! Zajmij się lepiej tym, co do ciebie należy…

    Ja: Może jednak nie jestem współuzależniona i tylko szukam usprawiedliwienia dla siebie,  na swoje występki……i ciąg dalszy na pewno nastąpi, ale:

    Czy ja jestem współuzależniona? Nawet, kiedy opuściłam relację, w której byłam współuzależniona? Czuję absurd tego pytania… A Wy? Macie takie rozkminy?

    Czuję ulgę, podczas pisania tego, ponieważ czuję, że tu jest pies pogrzebany i mimo szalejącej w głowie kampanii samozaprzeczania i bronienia prawd niewygodnych, to właśnie zaczyna grać pierwsze skrzypce i wyłaniać odwieczny problem odcinania się od emocji, od niewygodnych faktów, od tragedii.

    Czy Wy również wpadacie w takie stany? W takie „zamrożenia”? Zaprzeczenia?

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 3 tygodni temu przez AvatarduszekLesny.
    AvatarCzerwonewino
    Uczestnik
    Liczba postów: 99

    DuszkoLeśna 😁 (nie gniewaj się tylko za taką odmianę Twojego nicka, ale jesteś kobietą i chciałabym się do Ciebie zwracać w rodzaju żeńskim 😘)

    Myślę, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na twoje pytanie. Zapewne są osoby, które, w pewnych okolicznościach, mogą ulegać emocjonalnemu współuzależnieniu bardziej niż inni. Prawdopodobnie wynika to z cech osobowościowych oraz typu reakcji obronnej na traumę, którą jako DDA, zapewne doznałaś w dzieciństwie.
    U mnie współuzależnienie uaktywniło się tylko w relacji z pijącymi rodzicami. W relacji z mężczyznami nie zauważyłam u siebie takich cech. Byłam co prawda w młodości w toksycznej relacji, ale jej toksyczność nie była wynikiem współuzależnienia.
    W instrukcji obsługi alkoholika usłyszałam (słucham audiobooka) o teorii brakującego puzzla. Ciekawe zjawisko, któremu częściej padają kobiety, które wychowywały się w dysfunkcyjnych rodzinach. W skrócie, teoria mówi, że jeżeli jesteś DDD/DDA (czyli masz deficyty, niezaspokojone potrzeby, pustkę emocjonalną) poznasz mężczyznę i po pierwszym spotkaniu stwierdzisz, że jest to fantastyczny facet, że rozumie Cię jak nikt inny – to wpadasz w pułapkę brakującego puzzla. Doznajesz wrażenia, że poznałaś człowieka, który w jakiś sposób wypełnia istniejące w Tobie braki. Teoria mówi, że w takim przypadku powinno się odwrócić na pięcie i uciekać, gdzie pieprz rośnie, bo związek z takim mężczyzną może przynieść tylko pożar i zgliszcza.
    Jak było z Tobą? Może mężczyzna, z którym byłaś był właśnie takim puzzlem? Jeżeli tak, to mechanizmy współuzależnienia mogły się uaktywnić.
    Bezsprzecznym jest to, że, aby na przyszłość uchronić się przed podobną sytuacją powinnaś przejść własną, gruntowną terapię. Częste cechy występujące u DDA: niskie poczucie własnej wartości, lęk przed samotnością, różne fobie i niepokoje – mogą być wyzwalaczem mechanizmów współuzależnienia/zależności, zwłaszcza, gdy podobne schematy widziałaś u swoich rodziców.
    Spójrz na własne życie z szerszej perspektywy. Głowa do góry 🤗

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 242

    duszekLesny napisała:

    Czy ja jestem osobą współuzależnioną (nadal – nawet, skoro wyszłam z tamtej relacji)?

    Oczywiście, że tak, bo tendencja do popadania we współuzależnienie to zwykle długofalowa skłonność, a nie tylko jakiś „jednorazowy wyskok”. Wystarczy, że trafisz na odpowiedni obiekt…

    Skłonność do współuzależnienia jest niejako wpisana w DDA:

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 519

    Hej, duszku!

    Mnie się najbardziej rzuciło w tym twoim dialogu, że Głowa nie interesuje się przeżyciami Ja, nie dba o to Ja. W dodatku nazwa „Głowa” sugeruje racjonalność, a tymczasem słyszę w tym agresję i lekceważenie z jej strony. Jak dysfunkcyjny rodzic wobec dziecka. Poza złością i lekceważeniem nie słyszę w tym też żadnego pytania ani propozycji, tylko gotowe rady. To też mi się kojarzy ze wzorcem z dysfunkcyjnego domu. A, i te wyrażenia jak na przesłuchaniu („no, przyznaj się!”), a nie jak wsparcie wobec kochanej osoby.

    Druga rzecz to jakie duże emocje temu tematowi towarzyszą w ogóle. Może jesteś współuzależniona, a może nie, ale niezależnie od tego mam wrażenie, że to dla ciebie jakoś się wiąże z tożsamością. Nie „jaki mam problem” tylko „jak to o mnie świadczy? kim wobec tego jestem?”. Powiedzmy, że jesteś współuzależniona, to co to by dla ciebie znaczyło? Czy nie zasługiwałabyś wtedy na szacunek? Czy to świadczyłoby o tobie jakoś źle? A może boisz się, że mimo wszelkich starań zawsze w związkach będzie tak samo jak w rodzinnym domu? Albo się tego wstydzisz? W każdym razie słyszę dużo więcej niż zwykłe ustalenie „jak jest”.

    Przychodzi mi jeszcze do głowy, że może masz potrzebę wrócić do tego związku, żeby coś odżałować albo już z tej bezpiecznej odległości sprawdzić i przepracować te wzorce. Może wtedy się tylko ratowałaś, a teraz jest czas, kiedy jesteś gotowa zająć się tym wzorcem.

    ***

    Co do mnie, to traktuję to z grubsza jak @dda93 – jestem DDD i takie wzorce mam w głowie, tak się przywiązuję do ludzi, nic w tym dziwnego. Ale potrafiłem skończyć związek, w którym byłem w takiej roli wspierającej/zależnej, więc coś już z pewnością umiem. Teraz się zajmuję dbaniem o siebie i nie wiem na ile to da skutek w bliskości z kimś, dopóki nie zacznę nowego związku. Wierzę, że uwaga, jaką poświęciłem terapii i w ogóle rozwijania miłości wobec siebie, jakoś zaprocentuje, ale nie wiem jak konkretnie i nie czuję potrzeby, żeby to wiedzieć zawczasu.

    Takie jest moje doświadczenie, ale oczywiście u ciebie może być inaczej.

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.