Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Jestem zerem

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 22)
  • Autor
    Wpisy
  • AaMaska
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Mam sesję, uczę się. Wiedza nie wchodzi. Czytam coś i czuje jak z każdą sekundą narasta frustracja. Ogarnia mnie przeogromny gniew. Mam ochotę wyrzucić laptopa i pierdzielnąć głową w ścianę. Czuje się jak skończony idiota. Ze środka słyszę, że jestem debilem, nic nie znaczę, nic nie potrafię zrobić dobrze. Jest mi strasznie przykro z powodu tych schematów, przypominają się wszystkie porażki których doświadczyłem w przyszłości a także to, jak straszny los mnie spotka gdy tego nie zdam. Łzy lecą mi z oczu. Nie potrafię sobie poradzić sam ze sobą, pomóżcie proszę.

    dda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 542

    Znasz ten tekst?:

    Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa, masz prawo być tutaj i czy jest to dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

         Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek o nim myślisz i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

    Jesteś „zerem”, „debilem”, „nieudacznikiem”, „idiotą”? Od kogo to słyszałeś? Pewnie masz świadomość, że to nie są Twoje słowa, tylko pewnie słowa Twoich rodziców, którzy sami czuli się nikim i byli zagubieni, i dlatego nie potrafili mówić inaczej.

    Jesteś wystarczający. Być może nawet stawiasz sobie poprzeczkę zbyt wysoko i stąd frustracje. Udowadnianie sobie czegoś jest drogą bez końca. Prawdziwe poczucie własnej wartości płynie z wewnątrz.

    Dobrze, że zaglądasz tutaj. Staraj się nie być w tym wszystkim sam. Znaleźć przyjaciół do szczerej rozmowy, pójść do terapeuty, zajrzeć na grupę.

    Ta walka toczy się w Tobie. Jest codziennością dla wielu osób z DDA. Ale da się z niej wybrnąć 🙂

     

    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 840

    A co Cię spotka, jeśli nie zdasz? Utną Ci głowę?

    Nie ma już poprawek?

    aktywny187
    Uczestnik
    Liczba postów: 71

    Nikt nie jest zerem….. 😁

    Ja prawo jazdy zdawałem 7 razy…. Dopiero za 7 razem zdałem….. Perfekcyjnie…. nawet jednej pomyłki….. opiecalem sobie ze spróbuję 20 razy. A jak nie zdam to dam sobie spokój…..

    I co by było jakbym się podał?

    Porażki są częścią życia….. każdy je ma… tylko ludzie różnie je przeżywają….

    Za bardzo masz połączone poczucie własnej wartości z tym co osiągniesz…..

    Zrobię coś dobrze – jestem super…..

    Nie wyjdzie mi – jestem beznadziejny…..

    Poza tym silny lęk przed porażką, poczucie wstydu…, a może silne pragnie uznania, podziwu….

    Nowe przekonanie

    Poniosłem porażkę – jestem wartościowym człowiekiem….

    Moje porażki oznaczają, że coś zrobiłem źle, one nie określają mnie….

    Podejrzewam, że masz takie myślenie z domu…. byłeś za mało doceniany, wszystko było nie wystarczająco dobre …. nie istotne….. MUSIAŁO BYĆ PERFEKCYJNE…..

    Trzeba iść na terapię i podnieść poczucie własnej wartości…. Porażek terapia nie zlikwiduje…. Ale wtedy zamiast doświadczać rozpaczy…. będziesz doświadczał…. rozczarowanie, poczucie zawodu zamiast wstydu….. Szybciej się po nich podniesiesz i nie będziesz tak bardzo przeżywał…..

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana temu przez aktywny187.
    noname
    Uczestnik
    Liczba postów: 23

    Praca nad poczuciem własnej wartości to jedno (to fundament, na którym możemy postawić nowe „ja”). Druga sprawa to ciągłe napięcie, które odczuwamy w organizmie i które wpływa na pracę mózgu. Im więcej stresu, tym gorzej nam się myśli. Znam to. Kiedy się nakręcam negatywnymi myślami, nie mogę się na niczym skupić, muszę po kilka razy czytać to samo, żeby do mnie dotarło co czytam. Tak, że sami sobie szkodzimy tym nakręcaniem się. Może w pracy mózgu pomogłyby jakieś leki, na pewno nie zaszkodzi pić dużo wody, ćwiczyć, dobrze się wysypiać i pracować nad swoim spokojem.

    abcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 134

    Człowiek to co najwyżej staje się zerem, jeżeli dobrowolnie, świadomie odrywa się od Boga, inaczej, uważam że nie ma prawa tak myśleć i głosić tego. Bo jeżeli jest się stworzeniem bożym i to na obraz i podobieństwo samego Boga, powołanym do życia przez samego Boga, to jak można, o Bradajszkowie moi, wyciągnąć wniosek, że jest się zerem? 😉 Wiadomo, może powstać w człowieku takie poczucie beznadziei, tego że jest się zerem, czy to wywołane przez innych, czy to przez samego siebie, ale to jest jakieś przekłamanie stanu faktycznego, przekłamanie rzeczyoczywistości. Każdy człowiek jest chciany i każdy jest więcej wart więcej niż zero (nawet Wladimir Putin! 😛 ). No tylko trzeba to uświadomić sobie i zrozumieć. Kiedyś też miałem poczucie niskiej wartości. Niby teraz też takie poczucie trochę tkwi, ale jestem ponad to i po prostu na zdrowy rozum podchodzę do tego mylnego poczucia, w oparciu o wiedzę o człowieku, o całym stworzeniu i oczywiście o wiedzę jaką mamy objawioną o Bogu. Mówię Wam, że tak do tego trzeba podchodzić. 😛 „Mówię ci że, jedyne wyjście, obudzić się.” 😛

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 3 tygodni temu przez abcd.
    dda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 542

    Abcd, uszanuj, proszę, że na forum zaglądają ludzie o różnych wyznaniach.

    Jak mówią materiały DDA (które dla mnie osobiście są bardziej życiowym punktem odniesienia niż jakiekolwiek księgi): „Każdy mówi tylko o własnych doświadczeniach i przeżyciach” oraz „Nikt nie ma prawa mówić drugiemu, co on powinien albo musi zrobić”.

    abcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 134

    Dda93, a czy ja kogoś dyskryminuję? Albo nakazuję przyjąć prawdę którą piszę? Już nie można pisać z punktu widzenia wiary, którą się wyznaje? Poza tym prawdę piszę.

    dda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 542

    Moim zdaniem i tak, i nie. Piszesz, że tylko „piszesz prawdę”, a dla każdego ta prawda może być inna.

    Dla mnie na przykład ideologicznie dużo trafniejszy jest buddyzm (choć nie chodzę na jogę i nie jeżdżę na wczasy do Nepalu 😉). Moim osobistym zdaniem jeżeli chodzi o leczenie uzależnień, współuzależnień, zaburzeń… katolicyzm całkowicie nie daje rady, często tylko maskując problem albo zastępując jedną dysfunkcję inną (np. lecząc depresję obsesyjną religijnością, rzadko połączoną z próbą zagłębienia się w ducha ewangelicznych przesłań).

    Że już nie wspomnę o katolickim podejściu do poczucia własnej wartości, które w powszechnym krzywdzącym uproszczeniu wciąż nakazuje człowiekowi traktować siebie jako istotę z natury wybrakowaną, nieczystą i grzeszną.

    abcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 134

    A Cię poruszyłem 😛
    Dda93 napisałeś : „Moim zdaniem i tak, i nie. Piszesz, że tylko „piszesz prawdę”, a dla każdego ta prawda może być inna.”
    Ale zawsze spójna, bo prawda jest jedna. A to że z różnych punktów widzenia, to po prostu trzeba mieć na względzie w dochodzeniu do prawdy, czy ukazywaniu innemu prawdy. Chyba że rozumiesz poprzez „inna” to że każdy może mieć swoją prawdę, nawet sprzeczną i każdego prawda jest prawdziwa. No że prawda jest relatywna. No nie, tak nie jest (co nie oznacza, że ktoś sobie nie może tak twierdzić, bo może, tylko żyje w błędzie i popada w głupotę).
    Nie piszę z ideologicznego punktu widzenia, a z wiary. Ideologia z założenia jest budowana na błędzie, bo przekłamuje rzeczywistość w jakimś tam stopniu, a wiara (prawdziwa, czyli w Jezusa Chrystusa i Jego Kościół), z natury swej oparta jest na prawdzie (oczywiście Prawdzie też. Przede wszystkim Prawdzie), na rzeczywistości (tej rzeczywistości i niebieskiej).

    W katolicyzmie masz najpełniejszą, najdoskonalszą naukę o człowieku, więc jak może nie dawać rady przy wychodzeniu z problemów dotyczących człowieka? A może to też zależy od woli zapoznających się z nauką Kościoła katolickiego?
    Co do leczenia depresji obsesyjną religijnością, piszesz o wypaczeniach. I oczywista takie się zdarzają (tak, wiem, że miał to być przytyk w moją stronę :P) , ale to nie oznacza, że wiara katolicka nie sprzyja człowiekowi, albo że całkowicie nie daje rady.
    Katolickie poczucie własnej wartości…cóż, prawdą jest że człowiek ma zranioną naturę w wyniku grzechu pierworodnego przez co jest skłonny do grzechu, do wybierania zła (sam z siebie to nic nie może, a jak tak mu się wydaje, to nawet się nie zorientuje, gdy diabełłe owinie takiego typa wokół racicy i ten typ jeszcze będzie się cieszył z tego powodu, i szczycił jaki to ja mądry i w ogóle fest). Ale mimo grzechu pierworodnego natura człowieka nie została istotowo/substancjalnie zniszczona, więc w istocie swej człowiek jest dobry. Po prostu dobrze jest wiedzieć, że jest się od momentu grzechu pierworodnego istotą wybrakowaną, nieczystą, grzeszną. Nie ma co się oburzać albo zaprzeczać temu, bo skończy się to na 100% źle dla takiego człowieka, gdy ten postanowi sam z siebie udowadniać że wszyjstko może jak chce, tylko przyjąć to na klatę i z tą świadomością żyć na chwałę Boga w Trójcy Przenajświętszego, dzięki Jego łasce uświęcającej (i wtedy rzeczywiście wszystko może).

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 22)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.