Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Tęsknota po terapii

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 29)
  • Autor
    Wpisy
  • adamus40
    Uczestnik
      Liczba postów: 9

      Witam , jestem tu nowy ,zapewne podobne tematy były ale spróbuję…trochę się rozpisze … od dawna wiem że jestem Dda ale prawie dwa lata temu zaczęły się pojawiać mocne objawy nerwicowe. Udałem się z tym do jednego psychologa … jakos nie było nam po drodze i znalazłem drugiego, bez szczegółów nazwę go Panią X. Chodziłem do niej przez równy rok przerobiliśmy ojca alkoholika relacje w rodzinie z matka zwłaszcza . Terapia przynosiła i przyniosła skutki , w jej czasie wiem że to nieprofesjonalne z jej strony weszliśmy trochę w układ znajomosciowy bo mój zawód mógł pomóc troszkę jej , z czego skorzystała ale nazywaliśmy to wg mnie we właściwy sposób,  ja jej zaproponowałem coś w czym mogę pomóc ale bez oczekiwań w drugą strone itd … wg mnie zdrowe to było,  no ale nie w tym rzecz. Po roku czasu gdy widać już efekty , nauczyłem się trochę panowac nad emocjami i tą nerwica i myślami postanowiłem zakończyć terapie. Wcześniej o tym sporo rozmawialiśmy bo się bałem czy dam radę,  mówiłem jej że się przywiązałem,  zaufałem i że pewnie będę czuł srate . Ale powiedziałem tez że chciałbym ją zaprosic na swoje wesele które niedługo będzie oczywiście z jej mężem beż podtekstów,  powiedziałem że wole przejść z nią na relacje znajomych czy wstępnych przyjaciół. Terapeutka po ostatniej rozmowie przychyliła się do tego zakończenia terapi skoro objawy ustępują lub ustąpiły. Zaznaczyła że jeśli przejdziemy na relacje znajomych to powrotu nie ma i co najwyżej może mi polecić obcego terapeutę na przyszłość,  a jak coś to mogę jeszcze dać znać żeby się umówić na spotkanie tzw terapi wspierającej. I teraz tak : zakończyliśmy ponad 2 tyg temu , od tego czasu ona skorzystała jeszcze z mojej pomocy (chodziło o naprawę auta) ja na dziś czuje mega stratę,  jeszcze jak oddawałem auto to na 5 min ja widziałem pogadaliśmy właśnie o aucie i rzeczach obecnych… jakos tak lżej się zrobiło. Wczoraj miałem doła i smutek z powodu straty az płakałem  , taka żałoba mi się włącza… rozmawiałem z narzeczona o tym trochę mnie rozumie widzę tez że jest trochę zazdrosna ale jej to tłumaczę że do tej Pani X mam podejście jak do siostry , matki czy przyjaciela … mam wsparcie w narzeczonej … Wygląda to krótko mówiąc jakbym się uzależnił od terapeutki , albo w procesie przeniesienia znalazł w niej „matkę,  siostrę, przyjaciolke”…. wiem tez że mogę do niej zadzwonić juz w relacji znajomych i np wprosić się z zaproszeniem na wesele ( mówiła ze przyjmie) , myślę że nawet mogę ja zaprosic z mężem i dziećmi na grila np w majówkę i by przyszła ale …. to dopiero w majówkę a ja stratę czuje teraz i to cholernie boli …. tłumaczę sobie ze czuje stratę relacji w której byłem wysłuchany i „zaopiekowany” a nie straciłem danej osoby na zawsze …. ale ból i uczucie straty jest takie jakbym stracił daną osobę na zawsze i miałbym nigdy więcej jej nie widzieć… nie wiem o co chodzi … czy ktoś miał podobne relacje,  schematy … czy to będzie długotrwałe,  a może nie wchodzić w relacje prywatne tylko jeszcze wrócić do terapii …. mam taki mętlik w głowie że nie wiem jak to wszystko poukładać.  Przepraszam że tak długo ale to i tak jest skrót całości 🙂 Pozdrawiam czytających i liczę na jakąś podpowiedź

      kurianna
      Uczestnik
        Liczba postów: 103

        Cześć, Adamus!

        Współczuję Ci serdecznie Twojego stanu, doskonale wiem o czym mówisz. Tzn. na tyle, na ile to możliwe – ale stan tęsknoty za terapeutą, niechęć do zakończenia procesu (mimo poprawy i ogarnięcia objawów) i chęć poszerzenia tej relacji poza gabinet to jest mi coś bardzo bliskiego.

        Generalnie jednak – choć nie wiem, w jakim nurcie pracuje Twoja terapeutka – to, co napisałeś wydaje mi się niepokojące ze względu na jej profesjonalizm. Po pierwsze nie bez powodu tzw. dualne relacje pacjent-teraupeta są zabronione. Nie chodzi tylko o romans czy przyjaźń, ale także przyjmowanie od pacjentów jakiegokolwiek „serwisu” – to jest właśnie dualna relacja (czyli wymiana wzajemna). Terapeuta jest dla Ciebie. Nie Ty dla niego – w żadnej formie. Tak się dzieje, żeby właśnie móc bez szkody dać sobie pomóc, rozbroić mechanizmy obronne, rozwiązać przeniesienie i jakby zabrać terapeutę do swojego wnętrza (jako tzw. introjekt – czyli „dobry” obiekt, który zastąpi Ci „złe” obiekty w psychice pozostałe po trudnej przeszłości i pozwoli żyć zdrowiej). Ale celem jest samodzielność – i pogodzenie się z utratą (także terapeuty w takiej formie, w jakiej masz go na sesjach – ale dopiero w sytuacji, gdy jesteś na to w pełni gotowy i poprzedza to długi zazwyczaj czas przygotowania i zakończenia).

        Pozwalając na relację dualną (serwis), terapeutka w mojej ocenie przekroczyła granice i zrobiła Ci krzywdę. Co gorsza, pogłębiła ten stan, proponując Ci znajomość (czy tam zgadzając się na Twoją propozycję) – to niestety jest przepis na katastrofę. Taka relacja nigdy nie będzie symetryczna, ona zawsze będzie mogła nacisnąć odpowiednie dźwignie, jeśli się pokłócicie, trudno też będzie być przy niej neutralnym (te wszystkie emocje z przeniesienia, o których pisałeś). Jeśli mogę wyrazić swoje zdanie – poczytałabym na ten temat czy porozmawiała z kimś kompetentnym i przyniosła te rzeczy na terapię. Albo rozważała jak najszybszą zmianę terapeuty – moim zdaniem może Ci być bardzo ciężko w obecnej sytuacji. Jest to nieprofesjonalne ze strony Twojej t., że na coś takiego pozwoliła i dalej to wzmacnia. Potencjalnie może Cię to bardzo skrzywdzić. Zapytałabym, czy jest tego świadoma? Ciekawa też jestem, jakie ma kwalifikacje (certyfikat towarzystwa terapii? W trakcie? Nie sądzę), że pozwoliła na takie przekroczenie.

        Czy lepsze radzenie sobie to już czas na koniec terapii? Moim zdaniem nie, jeśli masz wciąż takie silne potrzeby emocjonalne (wczesnodziecięce najprawdopodobniej) – należy najpierw je opłakać w terapii, a później nauczyć się je samemu zaspokajać. I dopiero jest czas na powolne kończenie. Mam nadzieję, że uda Ci się ogarnąć tę sytuację, nie zwątpić w ogóle w terapię i znaleźć odpowiednie wsparcie. Mocno trzymam za Ciebie kciuki, Adamus!

        adamus40
        Uczestnik
          Liczba postów: 9

          Ja pewnie stanę teraz w jej obronie, ale ja byłem dość wymagającym pacjentem i o wszystkim tym wiedziałem i ona mnie uprzedzała… że nie może odemnie nic przyjmować itd …ja dużo czytałem o takich relacjach , dużo się dowiadywałem … mimo wszystko to moja odpowiedzialna decyzja była … ta decyzja można powiedzieć sprawiała mi przyjemność, i to można powiedzieć ja tak jakby namówiłem ją do pomocy z mojej strony w tych moich dziedzinach .

          Idąc dalej my nie wchodzimy i nie proponowałem jej relacji takiej jak z koleżanką z sąsiedztwa że będziemy pożyczać od siebie cukier codziennie i gadać o pierdolach … tylko dogadaliśmy się na takie jak pisałem że zapraszając ją na wesele to zapewne przyjdzie, na takie jakby powiernicze czy przyjacielskie… z tym że jeszcze nie przeszliśmy na te relacje czy na tzw „Ty i mam furtkę na jeszcze spotkanie czy spotkania wspierające czy zakańczające.

          Byla to terapia w nurcie behawioralno poznawczym. I sam właśnie jak to analizowaliśmy to mówiłem że nie rozumiem tych zasad że nie można się zaprzyjaźnić … a podobno są nurty czy metody że terapeuta musi wręcz przebywać długo i wejść w relacje z pacjentem .

          Kompetencje miała dość duże tutaj naprawdę nie będę wymieniał ale certyfikatów szkoleń i ogólnie szkoły…mnóstwo tego było i już z 10 lat doświadczenia, regularnie miała sulerwizje

          Chciałbym wiedzieć czy mi to minie … czy znowu może być np tak ze jak nawet na tym przykładowym weselu się spotkamy pogadamy ja będę się czuł dobrze , a później gdy zniknie to znowu będę tracił.

          Z perspektywy czasu wszystko było zaplanowane , wiadome,  przemyślane i obczytane z każdej strony … a boli jak cholera teraz i tesknie

          kurianna
          Uczestnik
            Liczba postów: 103

            Kurczę, nie zazdroszczę… Natomiast nie obwiniaj się – frame`u (ram) pilnuje psychoterapeuta, nie Ty. Ty mogłeś sobie proponować podróż na księżyc i seks po trzy godziny dziennie – masz prawo mówić wszystko na terapii, a nawet powinieneś, bo to zdradza różne potrzeby – zadaniem terapeuty jest, by nie doszło do przekroczeń. A doszło. Jeśli kobieta ma kwalifikacje, wiedzę i doświadczenie i pozwoliła, byś jej naprawiał auto i zapraszał ją na wesele – dla mnie to jest niedopuszczalne. I jeszcze w dodatku Ty bierzesz na siebie odpowiedzialność (typowy mechanizm DDA – nadoodpowiedzialność, jeszcze Ci to wzmocniło mechanizm obronny i poczucie winy, co za niedopilnowanie!).

            Rozumiem, że psychoterapeuta w nurcie behawioralnym może inaczej rozumieć ramy i słabiej ich pilnować niż psychodynamiczny. Ale wedle wszelkich szkół doszło do przekroczenia – wejścia w relację dualną. I nieważne, że Ty proponowałeś – ona miała tego pilnować. Ze wsparciem superwizora. W dodatku kiedy w grę wchodzi trauma (chyba 100 procent DDA), to przeniesienie jest bardzo silne (negatywne, pozytywne, idealizujące, zależy od procesu i momentu) i nie ma że „to inny nurt” terapii, gdzie teraz możemy się od czasu do czasu wymienić usługami i poprzebywać na weselu. Ech…

            Jasne, że nie rozumiesz dlaczego taka przyjaźń jest niemożliwa, że wydaje się to bzdurą. Boże, ileż emocji mnie ten temat kosztował. Dlaczego nie moglibyśmy się zaprzyjaźnić jakoś? Przecież tyle mamy wspólnego, tak świetnie się dogadujemy… Ech… Dobry terapeuta wie, że z tego będzie tylko problem. I to nie jego – ale Twój.

            Zostałeś z rozgrzebaną terapią i dużym cierpieniem (które moim zdaniem – tak!!! – będzie się wzmagać po każdym „spotkaniu”). Mój terapeuta też podkreślał (mamy dzieci w jednej szkole:O), że przy takich spotkaniach nawet small talk nie wchodzi w grę – bo jedno dzieje się w rozmowie, a w emocjach rozkręcony rollercoaster. Miejsce rozmowy z terapeutą jest niestety na terapii – żeby to się udało. I to powinno być właściwie dokończona terapia.

            Niestety, właśnie też sporo czytałam o tym, że terapeuci behawioralni mniej są wyedukowani jeśli chodzi o przeniesienie (albo udają, że to ich nie dotyczy, bo terapia ma trochę inny charakter). A dobre rozwiązanie przeniesienia to jest bardzo delikatna sprawa. I wiele może się wydarzyć po drodze (np. odczytane przez pacjenta odrzucenie – i już myśli samobójcze). Każdy terapeuta wchodzi w relację z pacjentem i ona jest podstawą zdrowienia – tyle że nie jest to relacja dualna (przyjacielska, romantyczna, wzajemna), ale terapeutyczna właśnie i dlatego obłożona specyficznymi warunkami i ramami. Ich trzymanie świadczy o profesjonalizmie terapeuty, nie dyplomy, jakie zdobył. Ostro, ale gniew mi się włączył  na Twoją t., że jeszcze Ci wzmocniła poczucie winy i rozmycie granic, zamiast Cię nauczyć zdejmowania z siebie nadmiernej odpowiedzialności, a brania jej tam gdzie trzeba (NIE zalicza się do tego naprawa jej auta). Taki odpowiednik parentyfikacji w dorosłym życiu. Czyli dla mnie – retraumatyzacja (chociaż możesz to widzieć inaczej oczywiście).

            Moim zdaniem znalazłeś się (NIE Z WŁASNEJ WINY, nie daj sobie tego wmówić) w bardzo „tricky” sytuacji, najeżonej pułapkami. Na pewno spotkania przyczynią Ci bólu (masz przeniesienie dalej), na pewno będzie po nich gorzej (ulga będzie krótkotrwała), bo dalej Ci wyje tęsknota. Jeśli możesz do niej wrócić i rzecz przegadać – albo spotkać się z kimś innym w tej konkretnej sprawie – spróbowałabym. Serio, zostawienie tego w takim stanie zawieszenia „ach, zobaczę ją w maju na moim ślubie… a potem na grillu we wrześniu…” nie brzmi jak zdrowa relacja. A tego powinna nauczyć właściwie poprowadzona terapia – że wchodzimy w relacje zdrowiej, tak żeby sobie już nie szkodzić – albo potrafimy z nich zrezygnować w imię obrony siebie.

            adamus40
            Uczestnik
              Liczba postów: 9

              No ja właśnie z tej terapii zrezygnowałem i przerwałem ja dlatego żeby nie iść w zła stronę z tą konkretna osobą… o weselu byla mowa z zaznaczeniem że po terapii tak w trakcie nie , o relacjach przyjacielsko znajomosciowych tak samo … jedynie wg mnie małe rzeczy były w terapii ale nastąpiło uzaleznienie od terapeuty i teraz gdy zakończyłem świadomie chcąc przejść na inną relacje… to strasznie boli

              kurianna
              Uczestnik
                Liczba postów: 103

                Czy to są dobre powody by kończyć terapię? Sam podjąłeś taką decyzję? Mnie mój t. mówi, że to relacja 50-50 i że jedna strona nie decyduje nagle o zakończeniu. Miałeś szczerą rozmowę na temat przyczyn zakończenia terapii?

                Nie rozumiem z tym weselem? To był warunek, koniec terapii? Twój, narzeczonej?

                Bo tak ogólnie terapia rok to bardzo krótko… W sam raz żeby rozgrzebać. Zwykle 2,5-3 lata, czasem 4, 5… Ewidentnie jesteś w samym środku przeniesienia (a więc i procesu terapeutycznego).

                • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat temu przez kurianna.
                kurianna
                Uczestnik
                  Liczba postów: 103

                  Że jak – w złą stronę? Że bałeś się za bardzo zaangażować? To jest istota terapii, przeniesienie. Tak organizujemy relacje w naszym życiu, taka matryca – po to się jej przyglądamy w procesie, żeby móc to zmienić. To nie jest tak, że robisz coś „tylko” z terapeutą. Robisz to wszędzie zapewne. Tylko tu bardziej widać. Np. pewnie wyprzedzająco pomagasz ludziom i bierzesz na siebie za dużo w innych relacjach też. Albo tak jak ja – zamiast zająć się swoimi sprawami, właśnie uciekam w Twoje problemy od mega stresującego zadania, jakie mnie czeka:D:D:D

                  Tylko ważne żeby to wszystko (strach przed zaangażowaniem, lęk przed pójściem za daleko) przynieść na sesję.

                  • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat temu przez kurianna.
                  adamus40
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 9

                    Z tym weselem to mój pomysł który narzeczona zaakceptowała,  o zakończeniu terapii z terapeutka rozmawialiśmy jeszcze jesienią później zima , wniosek i obopólna zgoda na zakończenie zapadł jakiś miesiąc temu , ponieważ uspokoiły się objawy lub niektóre zanikły,  nauczyłem się radzenia sobie z objawami bo one będą napewno wracały to sam wiem … I na koniec dogadaliśmy się właśnie w ten sposób o którym mowie ze z mojej perspektywy trzeba raczej kończyć,  terapeutka zaakceptowała to i mówiąc że obserwując to co mówię wychodzi faktycznie na to że juz „ogarniam kuwetę „(to moje slowa). I nawet patrząc na te rzeczy czy przysługi wg mnie małe które w trakcie terapii wyszły odemnie w jej stronę ( które były zawsze omawiane … że tak nie powinno być że ona tez się niezręcznie czuje ale mimo wszystko skorzystała… nie analizuje tego czy dobrze czy źle dla mnie jako dda lepiej jest dawać) to właśnie też te przysługi zobrazowały mi , nam , to że właśnie mam problem z niskim poczuciem własnej wartości,  że mam zaburzone relacje w rodzinie że czegoś nie dostałem a coś musiałem dawać i przez to nadal daje … krotko mówiąc to co wg kanonów psychologii jest w procesie złe dla mnie pokazało trochę swoich problemów nad którymi muszę pracować. Podkreślam raz jeszcze to wesele czy relacja inna niz terapeutyczna na większą skale była uzgodniona ( trochę z mojej strony bardziej ) na czas po zakończeniu terapi …. może chcąc to przyspieszyć postanowiłem zakończyć… nie wiem naprawdę czy spotkać się jeszcze z nią na sesję czy poszukać innego terapeuty , czy postarać się przeżyć stratę i żałobę… o której wiedziałem że będzie… ale nie myślałem że będzie tak silna …. poprostu nie wiem jak się dalej zachować , z dzisiejszego pkt widzenia chciałbym mieć z terapeutka prywatne relacje oparte o minimalna przyjaźń,  czy wyświadczenie właśnie przysługi itp. Z pkt widzenia na przyszłość czy taka relacja będzie możliwa bez odczuwania straty za każdym razem…. rozumiem Ciebie Kurianna ale mówisz to wszystko jak rozumiem z pkt widzenia byłej lub obecnej pacjentki , bardzo szanuje i dziękuję za te podzielenie się doświadczeniami , proszę o jeszcze i zwracam się z prośbą o opinię jeszcze innych czy pacjentów czy terapeutów jeśli tez tu sa

                    kurianna
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 103

                      Fajnie, dokładnie to wszystko opisałeś. Możliwe, że ten zgryz jest w związki z terapią behawioralną, skupioną na objawach – objawy ogarniasz, więc kończymy. A Ci się przeniesienie włączyło mega (czyli obudziły Ci się wczesnodziecięce braki, które w końcu trzeba samemu zacząć zaspokajać), więc proces jest totalnie w trakcie. Stąd ta tęsknota taka bolesna. U mnie poziom cierpienia był prawie nie do wytrzymania, wyłam z bólu podczas wszelkich przerw, urlopów terapeuty etc. Leki pomogły no i oczywiście żmuuuudne przegadywanie tematu w terapii (wstyd, lęk, obawa przed zakończeniem, bo jestem „za bardzo” zaangażowana). No i kupa lektur w temacie (to mój sposób radzenia sobie z rzeczywistością od dzieciństwa), dlatego troszkę się tu mogę powymądrzać:) Dziękuję za tolerancję dla belferskiego może czasem tonu:)

                      Czy Ty w ogóle kierowałeś gniew do swojej t.? Bo to tak brzmi, jakbyś skończył na etapie idealizacji, takiego uwielbienia i tęsknoty. Gniew to bardzo ważny element, a ja widzę (i odczuwam) co najmniej 5 powodów dla których mógłbyś wyrazić swój gniew na sesjach.

                      Wg mnie masz dwa wyjścia, może nawet na raz: wejść w furtkę spotkań z Twoją terapeutką i przegadać z nią temat tak szczerze jak Cię na to stać. Łącznie z gniewem na nią, który być może gdzieś Ci tam kiełkuje (i który w mojej ocenie dobrze by Ci zrobił). I nie udawać samemu przed sobą, że skończyłeś terapię (bo masz wesele, bo już rok, bo coś tam). Jesteś w samym środeczku.

                      Czujesz cierpienie, którego źródło będzie Ci ciężko samemu usunąć (tęsknota przeniesieniowa). Warto, żebyś miał wsparcie w tym momencie. Osobiście radziłabym Ci poszukać takiego terapeuty, który zajmuje się traumą wczesnodziecięcą i/lub tematem uzależnień i współuzależnienia (byle nie sam terapeuta uzależnień, tylko psychoterapeuta). Np. jest w stowarzyszeniu European Society for Trauma and Dissociation. Albo jakiegoś polecanego przez kogoś z podobnymi do nas problemami.

                       

                      Bardzo Ci kibicuję w szukaniu wyjścia z tej niełatwej i bolesnej sytuacji. Natomiast jasna strona to taka, że to o czym piszesz świadczy, że serio już dużo zrobiłeś w terapii. Dużo kroków za Tobą. Fajnie byłoby to mądrze pociągnąć. Mówię z doświadczenia własnego, mojego męża DDA, który właśnie wraca na terapię z kim innym, bo też dotrwał do etapu „ogarniania kuwety”, ale nie przepracowania traumy. Moja przyjaciółka też jest psychoterapeutką, więc sporo się wymieniamy spojrzeniami.

                      dda93
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 624

                        Adamus, pytasz o opinie innych, więc dołączam. Mam za sobą kilka lat różnych terapii z różnymi terapeutami – zarówno mężczyznami, jak i kobietami.

                        Moim zdaniem nie ma co zbyt owijać w bawełnę, z tych obszernych opisów wygląda na to, że nieco „zadurzyłeś” się w terapeutce. I bardzo źle, że Twoja narzeczona zgodziła się zaprosić ją na Wasz ślub, jakby nie widząc w tym ogromu zagrożenia dla Waszego związku.

                        W najlepszym wypadku obsadziłeś terapeutkę w roli matki/starszej siostry, pewnie nieco ją wyidealizowując. Bo co innego być z kimś w kontrolowanych warunkach (takich jak gabinet), a co innego np. znosić czyjeś tragiczne umiejętności  kulinarne czy pęki włosów rozrzucane w łazience na co dzień 😉

                        Moim zdaniem to bardzo nieprofesjonalne, że terapeutka pozwoliła Waszej znajomości zmierzać w tę stronę. Takie rzeczy można sobie robić z terapeutą tej samej płci (i hetero), pod warunkiem, że obie strony potrafią postawić granicę tej relacji (np. o emocjach gadamy tylko w gabinecie, a „po godzinach” możemy się wymienić ciekawymi książkami). I przy zachowaniu maksymalnej uważności.

                        Tu natomiast w najlepszym razie „uzależniłeś się” od terapeutki (uważam, że to bardzo celne określenie i zdarza się dużo częściej niż Ci się wydaje). W najgorszym zaś może dojść do nawałnicy, która rozwali za jednym zamachem dwa związki.

                        Dlatego uważam, że Twoim kolejnym terapeutą powinien być mężczyzna.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 29)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.